Home sweet home

Home sweet homeLubię swoją pracę.

Pewnie mało kto by się ze mną zamienił. Przez wiele tygodni spędzam całe dni przed komputerem, przerywając to jedynie spotkaniami i konsultacjami ze zleceniodawcą, by potem jechać w obce miejsce, siedzieć w jakimś hotelu trzy czy cztery dni z obcymi ludźmi i szkolić ich z umiejętności, którymi później powinni się posługiwać, jak gdyby były naturalną częścią ich osobowości.

Czasem czuję bunt grupy, czasami najbardziej przeze mnie znienawidzoną bierność. Potrafię sobie z tym radzić, zazwyczaj po pierwszych paru godzinach współpracujemy już zgodnie i w niezłej atmosferze. Spędzamy razem te dni nie tylko szkoląc się, ale i bawiąc razem, jedząc, rozchodząc się wyłącznie na sen. Z każdym z nich muszę się dobrze czuć, muszę akceptować i być otwarta. Nie każdy mi odpowiada, więc do perfekcji doprowadziłam sztukę dyplomacji. Ale nikt nie mówi, że te przeskoki od samotności w towarzystwie jednie komputera po całkowite wejście w nową grupę są łatwe i nie obciążają emocji. Nikt nie mówi, że jestem robotem.

Jestem trenerem biznesu. Jeżdżę tam, gdzie dostanę zlecenie i uczę ludzi tego, za co mi ich kierownictwo zapłaci. Lubię swoją pracę. To nieprawda, że przy takim stylu życia bawię się do upadłego na koszt zleceniodawcy albo że do woli wybieram spośród moich uczniów, z kim spędzę noc. Owszem, zdarzyło mi się parę razy pieprzyć z jakimś wyjątkowo przystojnym chłopaczkiem, ale zazwyczaj nie wykorzystuję sytuacji. Jestem profesjonalistką, trzymam emocje na wodzy. Dlatego po szkoleniu jestem tak zmęczona, że wolę wyjechać zaraz po ostatnich zakończonych zajęciach niż spać ostatnią noc w kolejnych hotelowym łóżku.

Mimo wszystko lubię swoją pracę…

Zbliżała się północ, kiedy wjechałam w peryferie miasta, mimo to, wraz ze zbliżaniem się do centrum widziałam, że ruch niespecjalnie maleje. A mówią, że to Nowy Jork nigdy nie śpi, pomyślałam rozbawiona, czekając na otwarcie się bramy poziemnego garażu. Zaparkowałam na swoim miejscu i dłuższą chwilę siedziałam w bezruchu, napawając się ciszą po wyłączeniu silnika. Walizka wydawała się cięższa, niż kiedy wychodziłam z domu. Wtoczyłam ją do windy i znalazłam klucz w torebce, czekając aż wjadę na ostatnie piętro.

Nie potrafię określić zapachu mojego domu, ale pewne jest, że działa na mnie uspokajająco. Nie zdążyłam zaświecić światła, kiedy poczułam na nogach ciepłe futro. Widać mój kot tym razem akurat postanowił się nie obrażać o mój wyjazd, bo łasił się teraz wydając nienaturalnie głośne w opustoszałym mieszkaniu pomruki. Zajrzałam do jego misek, ale były pełne. Zrzuciłam ubranie i weszłam pod prysznic. Letnia woda nie rozbudzała mnie, tylko łagodnie koiła, zmywając stres i napięcie. Zawinęłam się w długi szlafrok. Nalałam lampkę wina i wyszłam na taras. Słono zapłaciłam za mieszkanie z taką panorama miasta, ale nigdy tego nie żałowałam. Rozparłam się na leżance, wsłuchując w rytm nocnego życia. To jeden z tych ostatnich letnich wieczorów, kiedy już czuć nadchodzącą jesień, a wciąż chce się bawić, jak podczas wakacji. Wino było mocne i wytrawne, pociągnęłam długi łyk. Myślałam o tych dzieciakach, które teraz cieszą się, że skończyły szkolenie, tańczą, piją, śmieją się, pieprzą… hmm… krótki błysk światła w apartamentowcu obok kazał mi zastanowić się, czy to możliwe, żeby… wiedziałam, że ktoś stamtąd często podgląda mnie przez lornetkę, ale nie podejrzewałam, żeby robił to o tej porze. Odbicie światła w soczewce pewnie tak właśnie by wyglądało, może? Oparłam się wygodniej, wino delikatnie grzało mnie od środka. Sięgnęłam między poły szlafroka, delikatnie muskając cipkę. Była wilgotna i nie wiem, czy jeszcze po kąpieli. Była wilgotna i chciała, bym dotykała ją jeszcze. Gładziłam łagodnie wygolony wzgórek, minimalnie tylko sięgając głębiej. Lubiłam się tak ze sobą drażnić. Trzeci błysk światła w tym samym miejscu… Rozwiązałam pasek szlafroka i pozwoliłam, żeby śliska satyna zsunęła się na podłogę. Poczułam rześkie powietrze na skórze i moje sutki zareagowały na nie natychmiast. Skupiłam się na nich. Ważyłam w dłoniach ciężar piersi i rysowałam paznokciem kółka wokół sutków. Rozkoszny dreszcz przeszył moje podbrzusze. Wciąż starając się nie dotykać piczki, pieściłam piersi tak, jak lubię najbardziej. Bawiłam się twardymi koralikami i trącałam je paznokciem, drażniłam je tak, jak żaden mężczyzna nie potrafi. Dopiero, kiedy nie mogłam wytrzymać, rozchyliłam uda. Cipka była mokra i gotowa, by ją zerżnąć. Mam kilka fajnych wibratorów na takie okazje, ale dziś postanowiłam podarować sobie łagodniejsze wrażenia. Jedną dłonią wciąż pieszcząc pierś, drugą głaskałam rozgrzane płatki mojej pizdy. Czułam, że jestem obserwowana i podobało mi się to. Chciałam, żeby widział więcej. Jedną nogę opuściłam na podłogę, drugą stopę oparłam na  leżance. Szeroko rozchyliłam uda. Prawie widziałam męską postać, która wali sobie konia, jedną ręką chybotliwie trzymając lornetkę. Wygięłam się, sięgając głębiej. Moje palce znalazły wreszcie napięty, stwardniały guziczek i aż jęknęłam, kiedy roztarłam na nim pierwszą kroplę moich soczków. Drażniłam go szybko, zapamiętale rysując skomplikowane wzory mokrą dłonią. Nie mogłam powstrzymać się od jęku. Oderwałam drugą dłoń od sutka i gwałtowanie zanurzyłam ją w cipie, nie przestając masować łechtaczki. Chciałam odciągnąć nieco orgazm, ale moje wygłodniałe ciało już mi na to nie pozwoliło. Szczytowałam głośno i szybko, orgazm niemal pozbawił mnie tchu. Długo nie mogłam dojść do siebie, nie wiedząc, czy drżę po przebytej rozkoszy czy od chłodnego powietrza. Niespiesznie zlizywałam z palców piżmowy smak. W końcu usiadłam. Dopiłam wino i niespiesznie wróciłam do sypialni, nie troszcząc się o pozostawiony na tarasie szlafrok. Zasypiałam z wizją mężczyzny, który stoi oparty o ścianę w swoim mieszkaniu, z opadłym kutasem wystającym z rozpiętych spodni, ze spermą na ręce i lornetką w drugiej.

Wydawało mi się, że słyszę chrobot klucza w zamku, ale tak naprawdę obudziło mnie silne odczucie, że ktoś mi się przygląda. Otworzyłam oczy. W mojej sypialni stał Wiktor, sąsiad z dołu, który pod moją nieobecność karmił mojego kota. Hmm, chyba powinnam mu była powiedzieć, że wracam wcześniej, że nie musi rano przychodzić… tymczasem stał teraz bez słowa wpatrując się we mnie. Raz czy dwa nabrał powietrza, jakby chciał coś powiedzieć – nie wiem, wytłumaczyć się pewnie – ale w końcu nie mówił nic. Ja też. Wpatrywaliśmy się w siebie dłuższą chwilę i nawet nie wiem, kto był bardziej zaskoczony. Wiktor oddychał ciężko. Wcale nie udawałam, że przeszkadza mi, kiedy patrzy na mnie nagą, wyciągniętą na kołdrze, przytuloną do poduszki, z dłonią między udami. Bez skrępowania patrzyłam na wybrzuszenie na jego rozporku. Zauważył to. Zrobił te kilka kroków w moją stronę i przysiadł na łóżku. Zawsze mi się podobały jego duże, silne dłonie i z przyjemnością wyciągnęłam się pod ich dotykiem, kiedy muskał moje piersi, brzuch, talię i biodra. Nie odrywałam wzroku od jego twarzy nawet kiedy delikatnym, ale zdecydowanym ruchem wsunął palce między moją dłoń a piczkę. Westchnęłam, bo jego dotyk natychmiast wywołał falę dreszczy w całym moim ciele. Rozłożyłam szerzej nogi. Chwilę pracował nad moją cipeczką zręcznymi palcami – pocierał ją i głaskał, masował stwardniałą łechtaczkę i rozcierał moje soczki aż po tylną dziurkę. Uniosłam biodra, a on klęknął pomiędzy moimi nogami i zaczął drażnić mnie językiem. Starannie wylizywał soczki, straciłam oddech, kiedy wziął do ust rozgrzany płatek i zaczął go ssać. Potem drugi. Szarpnęłam biodrami wyżej, chcąc go mocniej poczuć, ale to on kontrolował sytuację. Nie przyspieszył tempa. Powoli wsunął język w moją cipkę i leciutko possał łechtaczkę. Nie wytrzymałam, krzyknęłam, rozkosz jak wyładowanie elektryczne przeszyła mnie niespodziewanie i bezlitośnie. Chciałam, żeby mnie posuwał językiem, ale on wsunął w moją piczkę dwa palce i tak posuwał ją, nie przestając lizać  twardego guziczka rozkoszy. Wiłam się wśród niekontrolowanych dreszczy, powoli zbliżając się do finału i prawie zabrakło mi tchu, kiedy przestał. Szelest zdejmowanych spodni i zaraz naprężony chuj Wiktora wbił się w moje usta. Facet siedział mi prawie na twarzy, dusząc mnie niemalże swoim narzędziem. Nie przypominam sobie, żebym miała kiedyś w buzi coś tak dużego, ale on nie bardzo się nad tym zastanawiał. Ładował mnie po samo gardło, waląc jajami po brodzie. Chwilę mi zajęło, zanim złapałam rytm i nauczyłam się oddychać z tą wielką pałą pracującą w moich ustach. Oszołomił mnie zapach jego kutasa, więc zaczęłam go ssać z tym większą przyjemnością. Wylizywałam krawędź potężnej żołędzi i napięte wędzidełko, by po chwili znów brać go do buzi aż po samo gardło. Moja cipka gwałtownie domagała się uwagi, więc sięgnęłam do niej dłonią i ostrymi, szarpiącymi ruchami drażniłam naprężone płatki. Wiktor podniósł się nieco, więc sięgnęłam wolną ręką od tyłu i masowałam jego jaja aż po dupę. Jęknął, gdy to poczuł i nie pozwolił mi zbyt długo na taką pieszczotę. Wstał ze mnie i odwrócił nas tak, że to ja siedziałam na nim. Poczułam, o ile jest większy i silniejszy ode mnie dopiero, kiedy bez wysiłku podniósł mnie i nabił precyzyjnie na swojego chuja. Tego potrzebowałam, tak, ale ta wielka pała niemalże wbiła mi się do brzucha! Jęknęłam i szarpnęłam się, ale trzymał mnie za biodra tak, że nie mogłam z niego zejść. Pracował we mnie najpierw krótkimi, szybkimi ruchami, by po chwili nabijać mnie na to przerażające narzędzie z pełną siłą i stanowczością! Krzyczałam, kiedy ładował mnie tak bezlitośnie, ale mój krzyk przeszedł w jęk, kiedy ostry, bolesny orgazm przeszył moje ciało. Wygięłam się do tyłu, ale Wiktor ani myślał dawać mi choć momentu na ochłonięcie. Wbijał we mnie naprężone go fiuta, a moja cipka obejmowała go ciasno i zachłannie, brudząc mu przy tym podbrzusze kolejnymi strużkami soku. Wiedziałam, że nie przestanie mnie pierdolić, dopóki sam nie będzie tego chciał. Odwrócił mnie teraz tyłem. Wciąż siedziałam na nim, ale rżnął mnie pod innym kątem, nie dając odpocząć . Ręką mokrą od moich soków pieścił moją dupę, a kiedy wbił w nią palce, ostry dreszcz wygiął moje ciało do tyłu. Ujeżdżałam dziko, nabijając się na fiuta i na dłoń, oboma dziurkami, a on oddawał każde moje pchnięcie.

W końcu przytrzymał mnie i wyjął palce z mojej dupy. Nie wyjął kutasa z mojej pizdy, ale przewrócił mnie tak, żebym klęczała na czworakach. Dopiero w tej pozycji wysunął go ze mnie, tylko po to, by przesunąć ciut wyżej, w kakaowe oczko. Na szczęście nie potraktował go tak brutalnie, jak mojej cipy. Przytknął pałę i delikatnie masował wejście, aż pozwoliłam mu się wsunąć. Pracował we mnie delikatnie, chociaż zdecydowanie, ale jego wielki chuj i tak pierdolił każdy zakamarek mnie. Posuwał moją dupę z zapamiętaniem, rytmicznie, nie pozwalając mi na żadną kontrolę, trzymając za biodra i nasadzają na ta potężną pałę jak zabawkę.

Poczułam, że drży i wypięłam mocniej dupę. Chwilę później poczułam gorący strumień i sama też eksplodowałam po raz drugi. Wiktor trzymał mnie nabitą na fiuta i ładował we mnie swoją spermę, a  ja drżałam, targana orgazmem. Spuszczał się długo, a kiedy ze mnie wyszedł z mojej dupy wypłynął gorący strumień. Sięgnęłam po niego dłonią i roztarłam sobie na brzuchu. Wiktor bez słowa osunął się obok mnie. Leżeliśmy tak, zaspokojeni i rozluźnieni, słuchając własnych oddechów. To on pierwszy usiadł i machinalnie spojrzał przez okno.

– Widziałaś go?? – odwrócił się do mnie, bezbrzeżnie zdumiony – ty widziałaś tego faceta z lornetką??

– Z lornetką, żartujesz? W środku miasta? – nie kontynuował tematu, a ja pozwoliłam mu wierzyć, że tylko on się domyśla, że najprawdopodobniej nie byliśmy sami.

Oceń opowiadanie:

/ 5. Ocen:

Dodaj komentarz