Wrześniowa poprawka

5443beaf1d8f3Energicznie maszerowałam między starymi budynkami uczelni i nie mogłam się zdecydować, czy bardziej jestem zła, zniechęcona, czy po prostu się boję. Co za idiotka zawala sobie pierwsze studenckie wakacje, bluzgałam na siebie w myślach. Ciepłe wrześniowe powietrze pachniało rozgrzanym kamieniem i pierwszymi suchymi liśćmi. Nie miałam najmniejszej ochoty siedzieć nad książkami, tymczasem przez ostatni miesiąc nawet nie wyszłam na drinka, zaciskając zęby i wkuwając do poprawkowego egzaminu.

Przy życiu trzymała mnie tylko groźba wylania z uczelni i powrotu do rodzinnego miasteczka, którego szczerze nienawidziłam. Dziś jednak przekonana byłam, że nie zniosę tego wyłączenia z życia ani chwili dłużej.

W starych murach było chłodno i dziwnie cicho. Opustoszały budynek, pozbawiony zwykłego studenckiego gwaru wydawał się obcy i onieśmielający. W żadnym wypadku nie poprawiło to mojej pewności siebie.

Zastukałam do pokoju profesora i weszłam. Siedział przy masywnym biurku zawalonym papierami. Popołudniowe słońce wpadające przez duże okno sprawiło, że nie zauważyłam w pierwszej chwili, że nie był sam.

– Dzień dobry – odpowiedział pogodnie na moje powitanie – chyba jest pani przed czasem.

– Ja mogę poczekać – perspektywa wyjścia stąd choćby na chwilę wydała mi się wyjątkowo kusząca.

– Nie, nie, w porządku. Pamięta pani Szymona? – wskazał na swojego asystenta, siedzącego przy krótszym boku biurka – będzie nam dziś asystował.

Z Szymonem miałam może ze dwa razy zajęcia w pierwszym semestrze, ale nie sposób było go nie pamiętać. Wielki, rudy, niebieskooki dryblas z promiennym uśmiechem w pełni zasługiwał na ksywkę Wiking, którą zgodnie posługiwała się cała uczelnia. Płomiennomarchewkowa broda i zdecydowanie za długie włosy sprawiały, że większość z nas nie pamiętała nawet, jak chłopak ma na imię.

– Pamiętam, oczywiście – uśmiechnęłam się do niego, kiedy skinął mi głową.

– Świetnie – stwierdził profesor z aprobatą – więc możemy zaczynać – przeglądał tony papierów zalegających na potężnym biurku – ja przyniosłem karty egzaminacyjne?

– Podejdę po nie do dziekanatu – Szymon zerwał się, o dziwo mimo swoich gabarytów nie zrzucając nic dookoła.

– No jak – profesor podniósł się z westchnieniem – i tak ci Krystyna nie wyda. Wiesz, jak ona jest. Zaraz wrócę.

To wiedziałam nawet i ja. „Pan Bóg wie wszystko, ale panie w dziekanacie wiedzą to lepiej”, mówiło się na wydziale, a same zainteresowane hołdowały tej zasadzie bez żadnych odstępstw.

Kurz w powietrzu zawirował, kiedy profesor zamknął za sobą drzwi.

– Porządnie się przygotowałaś? – spytał Szymon współczująco. Właśnie do mnie dotarło, że kilka lat temu sam pewnie bywał na moim miejscu.

– Sama nie wiem – odpowiedziałam szczerze – boję się. Możesz mi jakoś pomóc?

Zastanowił się. Nie miałam nic do stracenia. Patrząc w błękitne jak niebo oczy rozpięłam dwa górne guziki bluzki.

– Pomożesz mi?

Prowokacyjnie odchylił się na krześle. Zrobiłam krok w jego stronę w ciasnym pokoju i stanęłam tuż przed nim. Oparłam stopę na siedzisku jego krzesła, tuż obok jego uda.

Już o nic nie pytałam. Miał mój biust widoczny w rozchylonej koszuli na wysokości oczu. Nie odrywał od niego wzroku. Dopiero po dłuższej chwili podniósł dłoń i delikatnie zaczął masować moją cipkę przez cieniutkie stringi. Silne palce okazały się nadzwyczaj zręczne. Westchnęłam, nie chciałam, żeby przestawał. Odchyliłam się do tyłu, kiedy odsunął zmoczony materiał i delikatnie, jednym palcem masował mój stwardniały guziczek.

– Zobaczymy, co da się zrobić – mruknął, sięgając ustami po mój stwardniały sutek. Prawie krzyknęłam, kiedy go przygryzł. Bawił się nim językiem i zębami, a jego dłoń wyczyniała coraz śmielsze harce na mojej piczce. Wysuwałam biodra do przodu po więcej, a on nie szczędził mi pieszczot. W końcu odsunął mnie od siebie. Spojrzałam rozczarowana, bo byłam pewna, że chce mnie posadzić na moim krześle i upomnieć, żebym się nie wygłupiała, że nie po to tu jestem, że… zanim zdążyłam zareagować zrozumiałam, jak bardzo się pomyliłam. Chłopak wstał i popchnął mnie lekko, żebym oparła się dłońmi o oparcie jego krzesła. Zadarł mi spódnicę i odsunął majteczki. Nawet nie zauważyłam, kiedy rozpiął spodnie, dopiero poczułam, kiedy jego pała wdarła się w moją pizdę. Achh, ależ mi się chciało rżnąć! Mało nie ten miesięczny post nie wykończył, a teraz ogromna, twarda pała posuwała mnie od tyłu. Krzyknęłam, a potem zaczęłam jeszcze mocniej wypinać się na jego uderzenia. Walił mnie jak rasową kurwę, mocno trzymając za biodra. Jego chuj raz za razem wbijał się w moją mokrą cipę, a ona obejmowała go ciasno. Czułam na udach swoją wilgoć, a pierdolący mnie kutas za każdym razem powodował kolejne krople soczków. Starałam się nie krzyczeć, żeby nie usłyszał mnie nikt w sąsiednich pomieszczeniach, ale walenie mojej pizdy tym wielkim fiutem nie pozwalało mi zbyt długo na dyskrecję.

Szynom zdawał się nie przejmować niczym. Ze spodniami puszczonymi do kolan stał za mną i trzymając moje matecznik odsunięte na bok posuwał nie tak zapamiętale, jak tylko miał ochotę. Wypinałam się na jego uderzenia, a on pierzył moje wygłodniałe cipsko, jakby nic innego się nie liczyło. Przerwał zupełnie bez ostrzeżenia. Prawie się przewróciłam, w ostatnim momencie niezgrabnie siadając na jego krześle. Delikatnie wplątał mi palce we włosy, nasadzając moje usta na swojego chuja. Mało mnie nie udusił! Wbijał się w moje gardło nie inaczej, niż przed chwilą posuwał moją cipę, a ja wylizywałam moje soki z jego kutasa, pieszcząc językiem całe to wielkie narzędzie i próbując w międzyczasie złapać choć trochę powietrza.

Dźwięk otwieranych drzwi przyprawił mnie niemal o palpitację serca. W jednej sekundzie pożegnałam się w myślach z moją studencką przyszłością, a już sekundę później poczułam, jak palce w moich włosach zaciskają się. Wiedziałam, że już nie ucieknę, chciałam tylko, żeby ten cholerny Wiking się spuścił, pozwolił mi odejść i próbować zapomnieć o wstydzie… on miał jednak trochę inne plany. Pozwolił mi ssać jeszcze chwilę swojego chuja, po czym podniósł mnie za ramiona i posadził na biurku. Zdążyłam zauważyć, jak kilka stert papierów malowniczo frunęło na podłogę. Leżałam teraz zupełnie bezbronna przed samą twarzą profesora, walona fachowo przez jego asystenta. Ta świadomość i przerażenie tym, co ja w ogóle robię nie pozwoliły, mi otworzyć oczu. Nawet nie wiem, kiedy Szymon zarzucił sobie moje nogi na ramiona, ale fakt, że w tej pozycji czułam go chyba jeszcze mocniej. Rżnął mnie równo i mocno, wbijał we mnie tego nienasyconego chuja aż po same jaja, a ja nie mogłam nie odpowiadać pchnięciami na tak doskonałe rżnięcie. Wypychałam pizdę na jego spotkanie, a on wbijał się w nią – miałam wrażenie – za każdym razem głębiej. Jęczał gardłowo, wsadzając mi kutasa, każdy jego ruch w mojej piździe wzbudzał fale rozkoszy w moim podbrzuszu, a kiedy wyszarpnął go, na mój brzuch spadły krople gorącej spermy.

Chłopak znieruchomiał, ciężko dysząc. Odważyłam się otworzyć oczy. I jak najszybciej miałam ochotę je zamknąć, widząc wzrok profesora. Nie patrzył jednak na mnie, z wyrzutem spoglądał na Szymona.

– Nie kończysz tego, co zacząłeś. Bez konsekwencji kiepsko widzę twoją naukową karierę, chłopcze – stwierdził z przyganą.

Położył dłoń na mojej piździe i bez pardonu począł mocno masować moją łechtaczkę. Po chwili palce drugiej dłoni trafiły do mojej cipy.

Byłam zbyt oszołomiona i podniecona, żeby protestować. Szorstkie, silne, wprawne palce momentalnie przywołały fale rozkoszy w moim brzuchu. Profesor pracował nad moja pizdą pewnie i szybko, prowadząc mnie prostą drogą wprost do spełnienia. Krzycząc i jęcząc szczytowałam pod jego dotykiem, mocząc soczkami profesorskie biurko.

Dopiero po chwili zebrałam siły na tyle, żeby chwiejnie usiąść. Zapięłam bluzkę. Prawie nie wierzyłam w to, co tu się przed chwilą działo, widząc profesora przygarbionego nad papierami i zgaszonego po przyganie jego asystenta.

– Doceniam pani zaangażowanie – profesor wręczył mi indeks – witamy na drugim roku.

– Dziękuję. To ja w takim razie już nie przeszkadzam. Pójdę sobie, do widzenia – bełkotałam nieskładnie, wycofując się do drzwi.

Indeks odważyłam się otworzyć dopiero w domu…

Oceń opowiadanie:

/ 5. Ocen:

Dodaj komentarz