Zachód

28

Jack powolnym krokiem podszedł do drzwi. Szarpnął za klamkę i wparował do środka. Spoglądając na leżącą na łóżku, pobitą kobietę momentalnie dostał erekcji. Odkąd pamiętał był dziwny. Wychowywał się w patologicznej rodzinie. Jego matka zapiła się na śmierć, gdy miał dziesięć lat, a on sam zamieszkał z jednym z jej licznych facetów, który zgodził się nim zaopiekować tylko dlatego, że otrzymywał za to kasę z opieki społecznej. No… Może jeszcze, dlatego, że odkąd skończył piętnaście lat bił Jacka i gwałcił. Z satysfakcją przypomniał sobie moment, gdy zadźgał go nożem kuchennym. Kobieta poruszyła się niespokojnie, gdy stanął koło łóżka.

– Jak się czujesz? – spytał zdejmując spodnie. – Mam nadzieję, że dzisiaj nie będziesz się tak szarać.

Kobieta próbowała krzyczeć, ale knebel w buzi skutecznie jej to uniemożliwiał.

– Spokojnie. Dzisiaj zrobimy to ostatni raz – wyszeptał jej do ucha. – Ponieważ potem cię zabiję.

Nożem rozciął jej brudną koszulkę i jego oczom ukazały duże piersi z jasnymi brodawkami. Ujął jedną w dłoń i mocno ścisnął. Jego ofiara zaczęła się jeszcze bardziej wyrywać, ale po uderzeniu w brzuch uszły z niej resztki sił. Przybliżył usta do jej piersi i chwycił w zęby brodawkę. W międzyczasie zsunął rękę na jej krocze i wsadził dwa palce w cipkę. Wgryzł się w pierś, coraz mocniej poruszając ręką. W pewnej chwili przestał i przysunął swojego penisa w stronę jej twarzy. Przejechał nim kilka razy po jej zakrwawionej buzi, po czym opuścił go na piersi. Wsadził go w rowek między nimi, ścisnął je i poruszając nim w górę i w dół zaczął głośno sapać.

– O tak! Moja piękna! O to chodzi! Co za ulga… – Krzyczał posuwając jej cycki. Przekręcił ją na brzuch i rozszerzył nogi.
– Teraz zobaczysz, co znaczy ostra jazda. – Przejechał swoim penisem między jej krągłymi pośladkami. Wszedł w nią brutalnie. Szybko wchodził w nią i wychodził. Pieprząc ją wsunął ręce pod jej brzuch i sunąc nimi w górę uchwycił piersi i ścisnął mocno.

Kobieta szarpała się coraz mocniej, ale to już nie miało żadnego znaczenia. Jack był w euforii. Macając jej piersi poruszał silnie biodrami w przód i tył, sprawiając jej niewyobrażalny ból. Po jakimś czasie wyszedł z niej i wziął z podłogi żel. Wylał trochę na rękę i wtarł w penisa. Jeszcze więcej wylał na jej pośladki i rozsmarował dookoła odbytu. Gdy już go dostatecznie nawilżył przystawił do niego swojego kutasa. Napotkał pewien opór w postaci zaciśniętych pośladków, ale rozwiązał go dwoma uderzeniami w tył głowy. Wszedł powoli w jej tylny otwór. Na jego twarzy odmalowała się ulga.

– Czekałem na to, od kiedy się spotkaliśmy. – Oznajmił jej przyspieszając swoje ruchy. Knebel skutecznie tłumił jej krzyki, ale nic nie łagodziło bólu, jaki wtedy czuła. Pieprząc ją bez opamiętania, jedną ręka miętosił piersi, a drugą bił ją po plecach. Czując jak dochodzi, chwycił długi nóż, leżący na szafce obok, i wbił kilkakrotnie w jej plecy, spuszczając się z krzykiem…

– Ten chory skurwysyn znowu zadźgał kobietę – powiedziała Jen do telefonu. – Nie wiem już, co mam robić. Potrzebuje pomocy.
– O pomoc się nie martw. Jutro wracam do roboty. Razem coś wymyślimy – odpowiedział Alex.
– Cieszę się, że wracasz. Zaczynam tutaj wariować bez ciebie. Może wpadniesz do mnie o siódmej na kolację? – zaproponowała.
– Bardzo chętnie.
– No to jesteśmy umówieni. Do zobaczenia.
– Do zobaczenia

Jennifer Moore miała dwadzieścia siedem lat i pracowała w nowojorskim wydziale zabójstw. Była piękną blondynką średniego wzrostu. Posiadała duże jędrne piersi i krągły tyłek. Jednym słowem była śliczna. Miała wielu adoratorów, zwłaszcza w pracy, ale wszystkich odprawiała z kwitkiem, głównie dlatego, że znalazła już swoją miłość. Był nią Alexander Streight. Jej partner z pracy. Znali się od czasów studiów. Alex miał tyle lat, co ona. Na poważnie zaczęli się spotykać jakieś dwa lata temu, ale ukrywali swój związek w pracy.

Praca. To właśnie dzięki niej ostatnio rzadko spała. A konkretniej dzięki Mordercy z NY jak ochrzciły go media. Był to jakiś popierdolony facet, który od kilku miesięcy porywał, gwałcił, a potem zabijał kobiety z okolic Nowego Jorku. Zabił już około siedemnastu kobiet. Jego znakiem rozpoznawczym było to, że wysyłał na policję e-mail, w którym opisywał, co z nimi robił oraz gdzie zostawił ciało. Policja nie wpadła do tej pory na jego trop.
Jen założyła płaszcz i skierowała się do wyjścia. „Wreszcie koniec roboty na dzisiaj” pomyślała z ulgą. Przechodząc obok kolegów z pracy usłyszała gwizdy i okrzyki.

– Hej, Jen! Skoczymy dzisiaj na drinka?
– Ani dzisiaj, ani nigdy – odkrzyknęła.
– Daj spokój. Kiedyś się w końcu zgodzisz – ryknął.
Wyszła na dwór uśmiechając się pod nosem.

Otworzyła mu drzwi ubrana w szlafrok.
– Wejdź. Kolacja zaraz będzie got… – nie skończyła mówić, gdy Alex przysunął ją do siebie i namiętnie pocałował.
– Chyba straciłem apetyt na jedzenie – powiedział rozsupłując szlafrok.
– Tyle czasu stałam przy garach, a ty nie masz apetytu? – spytała z udawanym wyrzutem.
– Myślę, że jakoś ci to wynagrodzę.
– Będziesz musiał się postarać.

Alex zsunął z niej szlafrok i całując ją ujął ciepłą pierś w dłoń. Idealnie do niej pasowała.

– Może pójdziemy do sypialni? – zaproponowała, na co on chwycił ją w swoje silne ramiona i zaniósł do sypialni. Tam oboje pozbyli się resztek swoich ubrań.
– Ale mam na ciebie ochotę – wymruczał jej do ucha gryząc małżowinę. Mocno pocałował ją w usta i zaczął powolną wędrówkę w dół. Na moment zatrzymał się przy piersiach. Pieścił je ustami. Jen głośno jęknęła, na co Alex dołączył do zabawy ręce. Ugniatał jej wielki biust jak ciasto.
– Zejdź niżej – wyjęczała. Jej kochanek zsunął ręce na jej krocze. Wsunął w nią palec. Ale tam było wilgotno. Lekko polizał jej cipkę, by po chwili zacząć całować i ssać ją bez opamiętania. Jen była w raju. Czuła ciepło rozchodzące się po całym ciele. Mocniej docisnęła głowę Alexa do swojego podbrzusza. Ten odpowiedział wsadzając w nią jeszcze jeden palec. Wystarczyło kilka sekund, żeby Jen odpłynęła w krainę rozkoszy.
– To było zajebiste – powiedziała, gdy doszła do siebie. – Dziękuję.
– Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiedział uśmiechnięty.
Ponownie zaczął pieścić jej piersi.

– Odwróć się na plecy – poprosił. Jen spełniła jego prośbę, wypinając w jego stronę seksowny tyłeczek. Alex chwile popatrzył na to cudo i przyssał się do jej pośladków. Jeździł językiem po tych cudownych wypukłościach rozkoszując się nimi. Złapał ją za biodra i wszedł gwałtownie w jej kobiecość. Jen stęknęła z bólu, ale po kilku pchnięciach odczuwała już tylko przyjemność. I to jaką! Jęczała głośno zaciskając ręce na poduszce. Alex przyspieszył ruchy. Czuł się wspaniale. Pochylił się do przodu i złapał w ręce piersi, kołyszące się przy jego ruchach. Jego umysł przestał normalnie funkcjonować i przeniósł się do krainy rozkoszy. Jen czuła się tak samo. Wychodziła mu biodrami na spotkanie. Dłonie Alexa ściskające jej sutki tylko potęgowały doznania. Zaczęła zbliżać się do orgazmu, a jej jęki przerodziły się w krzyki.

– O kurwaa! Mocniej! – słysząc to Alex wytężył swoje siły i przyspieszył jeszcze bardziej.
– O taak! – Alex poczuł na swoim penisie skurcze cipki Jen. Chwile po tym sam wystrzelił w niej i opadł na gorące ciało leżące pod nim, ciężko oddychając. Przekręcił się na bok i mocno pocałował w usta swoją ukochaną.
– Było bosko. Kocham Cię – wyszeptał.
– Ja ciebie też – odpowiedziała przytulając się do niego i zapadając powoli w sen.

Oceń opowiadanie:

/ 5. Ocen:

Dodaj komentarz