Zapomnijmy

27

Szedł, a właściwie prawie biegł, ulicą. Rozsadzała go wściekłość. Nie pamięta, czy kiedykolwiek w życiu targały nim tak silne negatywne emocje. W końcu nigdy i z nikim tak się nie pokłócił, a już na pewno nie z nią. Padły słowa, które nigdy paść nie powinny, z powodu drobnostki. Sam nie wiedział, jak to się stało, ale wylądował tuż przed wejściem do klubu. Nagle naszła go tragiczna, jak się miało okazać, w skutkach, decyzja. „Idę się schlać” pomyślał zdeterminowany. Do tej pory w swoim dwudziestokilkuletnim życiu pijany do nieprzytomności był raz, dziś postanowił do powtórzyć.

Usiadł przy barze, elektroniczna dudniąca muzyka ogłuszała go. Wychylał kieliszek za kieliszkiem. Siedziałby tak do zamknięcia, ewentualnie wcześniej osunąłby się na podłogę, ale nagle usiadła obok niego kobieta. Ostry zapach perfum na spirytusie zmieszał się z oparami wódki.

– Eloszka, przystojniaku. Od kiedy takie ciacha tu zachodzą? – miała na sobie krótką sukienkę, jakby bluzkę, tylko że naciągniętą za tyłek. Natapirowane platynowo-czarne włosy kleiły się do spoconego karku. Wielkie piersi, jak dwa nadmuchane baloniki, błyszczały, uciskane przez sukienkę-bluzkę. Wydała mu się boginią seksu. Nie zaprotestował, kiedy pociągnęła go na parkiet. Ich oddechy w tańcu mieszały się, alkohol uderzał do głowy ze wzmocnioną siłą. Patrzył pożądliwie na swoją partnerkę, ocierał się o nią, a jego dłonie powędrował niżej, gdzie myślał, że będzie tyłek. Natrafił na uda, lekko zdziwiony. Przez chwilę przez głowę przemknęła mu dziwna myśl, że kobiety pupę mają ciut niżej… Wódka jednak zrobiła swoje i nie zdawał sobie sprawy, dlaczego nie wycelował. Ona była dużo niższa od kobiety z którą aktualnie tańczył… Nie zraziło go to jednak, bo posiadaczka ogromnego biustu, który wypadał z sukienki, sama nakierowała jego zagubione dłonie.

Parę minut, a może godzin, sam nie wie, później zdał sobie sprawę z tego, że leży na obcym sobie łóżku bez koszulki, a dziewczyna z klubu zaciekle szuka czegoś w szufladzie. Nie był w stanie trzeźwo myśleć, opadł na poduszkę. Otworzył oczy sekundę przed tym, jak wielkie i ciężkie piersi opadły na jego twarz, odcinając mu dopływ tlenu. Chcąc się spod nich ratować, ścisnął je mocno rękami, na co właścicielka zareagowała krzykiem przypominającym orgazm jakiegoś bydlęcia. Położyła się na nim i wepchnęła swój język do ust. Smakowała i pachniała piwem. Naciskała mu na żołądek, co spowodowało mdlące uczucie, charakterystyczne dla zbliżających się torsji. Natapirowana zauważyła, że jej nowemu kochankowi zbiera się na wymioty, lecz nie zraziło jej to. Dała mu na parę sekund odpocząć, po czym chwyciła za rozporek, odpinając go jednym sprawnym ruchem. Zdarła z niego bokserki i bez żadnego ostrzeżenia wpakowała sobie jego penisa aż po same migdałki. Zelektryzowało go to uczucie. Był do tego całkowicie nieprzygotowany, wciąż czując w przełyku wędrującą zawartość żołądka. Lodzik byłby może i nawet przyjemny, gdyby jej zęby nie zahaczały o żołądź przy każdym ruchu. Nie wytrzymał, kiedy zaczęła mocno ssać główkę. Nienawidził ssania, sprawiało mu ból. Jego odurzony organizm zdobył się na akt samoobrony. Pociągnął kobietę mocno za ramię, kładąc obok siebie. Jego wzrok przyciągnęły piersi. Rzucił się na nie. Przypominały mu silikony, które widywał na redtube jako gimnazjalista. Ugniatał je, szukając nadaremne znanego mu uczucia piersi wypełniającej dłoń. Próbował zassać sutek, ale nie mógł trafić, bo olbrzymia obwisła pierś zsuwała się jej posiadaczce pod pachę. Dziewczyna, widząc niepowodzenie, pchnęła go na łóżku i jednym susem bezceremonialnie usiadła mu na twarzy. Jego nos i usta zatopiły się w jej pochwie. Gdy tylko się uniosła, poczuł ostry, nieznany mu dotąd zapach. Gdy oblizał wargi, poczuł smak do tego stopnia ohydny, że otrzeźwiło go to na moment. Dziewczyna była napalona do granic możliwości. Napierała swoim kroczem na niego. Jedyne, na co mógł się zdobyć, to ustawienie dłoni w ten sposób, żeby mogła się na nią nabijać i w ten sposób zadowolić.
Jak przez mgłę zauważył, że wszystkie jego pięć palców co chwilę znajdowało się w żarzącym się wnętrzu, które wciąż atakowało go swoim odrzucającym zapachem. Zaraz, zaraz, przecież tyle się nie mieści… Nie rozważył tego jednak głębiej, bo doszczętnie urwał mu się film.

Przebudzenie było złe. Z trudem otworzył jedno oko, za mgłą widział jakiś pokój. Otworzył drugie, omiótł nim otoczenie, podniósł się na łokciach, ale ból głowy powalił go powrotem na materac. Wijąc się, natrafił spojrzeniem na coś, co leżało obok. Spojrzał na twarz. Makijaż rozmazany aż po brodę, włosy skołtunione. Lekko zatarte wspomnienia powoli do niego wracały. Zdruzgotany, chwycił się za głowę. Dramatycznie usiłował przypomnieć sobie, czy doszło między nimi do pełnego zbliżenia. Wsadził rękę w majtki, dotknął penisa. Uf, nie był oblepiony zaschniętym nasieniem. Ulga. Drugi szok przeżył, kiedy zauważył, że śpiące straszydło ma na sobie… jego koszulkę. W tym momencie przed oczami stanął mu obraz jego dziewczyny, którą obserwował z niemym zachwytem codziennie rano, kiedy robiła mu śniadanie, kręcąc się po kuchni w jego koszulce, sięgającej jej prawie po kolana. Zdradził ją, nie mógł w to uwierzyć… Budząc czupiradło, brutalnie zdarł z niej swoją koszulkę. Szybko jednak zdążył tego pożałować. Jego oczom ukazały się dwie wielkie rozlane kule. Ich rozmiar wcale nie był zachęcający, sutki brzydkie. Wstał i pobiegł do drzwi wyjściowych, ubierając się. Na szczęście były otwarte. Wypadł na korytarz i popędził w dół schodów, na ulicę.

Chłód poranka otrzeźwił go. Nie jest źle, do ich mieszkania ma jakieś czterdzieści minut drogi pieszo. Wracał z rękami wciśniętymi w kieszenie. Nie poszedł jednak prosto, skręcił w boczną uliczkę i zadzwonił do drzwi. Przez okno wyjrzała rozczochrana głowa kumpla.
– Wpuść mnie, idioto! – zawołał. Kiedy tylko przekroczył próg zapytał – Mogę się u Ciebie ogarnąć?
– Co robiłeś w nocy, ciulu? – odpowiedział mu głos zaspany i zachrypnięty. Po chwili spojrzał na twarz przyjaciela, zauważając jego dziwną minę i zmieszanie. – Nieważne. Czuj się jak u siebie.

Kiedy po dwudziestu minutach wyszedł z łazienki, umyty i ogolony, czekała na niego wyprasowana koszula.
– Twoja kobieta do mnie dzwoniła, pytając, gdzie jesteś. Ubierz się i idź ją przeproś.
W tym momencie podziękował Bogu za swojego kumpla, wziął koszulę z krzesła i szybkim krokiem podążył do mieszkania, po drodze wstępując do kwiaciarni po różę. Kiedy stanął przed drzwiami, wziął parę głębokich oddechów i już chciał zapukać, jednak ona ubiegła go i pierwsza otworzyła. Patrzyli na siebie przez dłuższą chwilę, po czym usiedli przy stole w kuchni i odbyli długą rozmowę. Wczorajsza kłótnia była zasługą ich obojga, obydwoje więc przepraszali. Opowiedział jej o nocnym zajściu parę rzeczy, które pamiętał i parę, które prawdopodobnie się stały, ale zostały zastąpione przez białe plamy. Z jej oczu popłynęły łzy, nie pozwoliła mu się przytulić. Po dłuższej chwili tęsknota i miłość wzięły jednak górę i wskoczyła mu na kolana, obejmując i szepcząc
– Cała wczorajsza noc to pomyłka. Zapomnijmy o niej, proszę.

Przytulił ją najmocniej, jak potrafił i jeszcze raz przeprosił. Trwali tak chwilę, po czym odkleiła się od niego i uśmiechnęła przez łzy.
– Śniadanie?

Dzień spędzili, nie rozmawiając. Nie chcieli roztrząsać tego, o czym próbowali zapomnieć, ale mieli tym zaprzątnięte umysły i nie byli w stanie poruszać innych tematów. Wieczorem usiedli razem na rozścielonym łóżku i włączyli sobie film. Objął ją ramieniem, a ona położyła głowę na jego klatce. Po dłuższej chwili zmienili pozycję na leżącą. Zamiast jednak kontynuować oglądanie filmu, przytulili się do siebie. Jej usta znalazły się tuż przy jego. Pierwszy pocałunek po feralnej nocy był jak oddech ulgi. Znów są razem, a atmosfera zaczyna gęstnieć.

Obdarzali się nawzajem pieszczotami. Gdy do gry przyłączyły się języki, zachwycił się smakiem, który poczuł w ustach, a który zmył wciąż żywe wspomnienie tego niepożądanego. Wodził dłońmi po dobrze znanych mu kształtach, na sobie czuł małe rączki głaszczące jego ramiona. Ona czuła ciepło rozchodzące się po całym ciele i ukochane poczucie bezpieczeństwa w jego ramionach, silnych i pewnych. Zamruczała, kiedy ściągnął z niej koszulkę i nakrył piersi dłońmi. Pieścił je czule, delektując się gładkością i idealnym rozmiarem. Mieściły mu się w dłoni, miękkie i okrągłe, nie tknięte nigdy wcześniej przez żadnego mężczyznę, całkowicie należące do niego. Zaczął je całować, zbliżając się do sutków. Trącił jednego nosem podnosząc głowę i uśmiechając się do niej, by potem otulić go ustami. Niespiesznie otaczał brodawkę językiem, a jego ręka głaskała aksamitny brzuszek, zmierzając w stronę muszelki. Kusił ją i sprawił, że jej oddech stał się płytki. Przejechał kilka razy palcem po całej długości jej szparki, drażnił chwilę łechtaczkę, by potem wślizgnąć się do jej wnętrza, które mokre i ciasne czekało na niego. Miarowo wkładał i wysuwał palec, by niespodziewanie dołożyć do niego drugi, włożyć najgłębiej, jak potrafił i pieścić punkcik znajdujący się na przedniej ściance. Po porcji takich pieszczot ona przejęła inicjatywę. Położyła się na nim, dała mu krótkiego buziaka i zajęła się jego uszami. Przeszedł go dreszcz. Przeczuwał, co nastąpi po tym preludium. Ssała płatek ucha, kreśliła językiem kształt, a jego dłonie ugniatały jej pośladki, które były dokładnie tam, gdzie się ich spodziewał. Mocno, tak jak lubiła. Jej usta zaczęły powolną drogę w dół, dostarczając mu rozkosznych tortur oczekiwania. Całowała jego klatkę, wodząc nosem po włoskach. Kiedyś nie lubił u siebie tej części ciała, szczególnie dlatego, że była owłosiona. Ona jednak dzięki cierpliwości i czułości pokonała pieszczotami jego kompleks. Sunąc w dół, dotarła do celu swej wędrówki, ściągając z niego bokserki. Uchwyciła członek w dłoń. Był taki duży, że jej palce, obejmujące go, nie stykały się nawet opuszkami. Powoli przesuwała rękę troszkę w górę i troszkę w dół, całując jądra. Jej język powędrował kilka razy od nich aż po sam czubek, zatrzymując się przed główką i nie dotykając jej. Głaskał ją po głowie i odgarniał włosy z twarzy. Zsunęła napletek, by zając się najbardziej unerwionym miejscem – główką. Otaczała ją językiem, szczególnie skupiając się na wędzidełku i słysząc jego nieregularny oddech. Chwilę później wsunęła do ust całą główkę i zaczęła miarowo poruszać głową w tył i przód. To była jego ulubiona część. Położył ręce na jej głowie i nadawał rytm. Lubiła, kiedy ją na siebie nabijał, był wtedy panem i władcą oczekującym rozkoszy, władczym i nie znoszącym sprzeciwu, niesamowicie ją to podniecało. Poczuła znajomą pulsację, usłyszała jęk i głęboki wydech, a fala ciepła zalała jej usta. Zawsze pozwalała mu tak kończyć. Gdy ostatni ładunek wylądował na jej języku, pociągnął ją za ramiona i spojrzał w oczy z niewysłowioną wdzięcznością. Kiedy tamta zrobiła mu loda, ostatnią rzeczą, na jaką miał ochotę, to pocałunek w usta. W tym wypadku było inaczej. Pocałunek, długi i namiętny był nieodzowny. Miał pokazać jego wdzięczność i zachwyt.

– Czarodziejko… – szepnął jej do ucha

Opadła na łóżko obok uśmiechnięta. Dał jej buziaka w czoło i nosek, następnie przejechał czubkiem języka po ustach, by potem kreślić nim wzory na szyi. Odpoczywała, kiedy tym razem on rozpoczynał wędrówkę w dół. Pocałunek za pocałunkiem ścieżka prowadziła prosto do celu. W okolicach pępka poczuł znajomą sobie woń, a potem smak jej wilgoci. Przeszedł go dreszcz. Smakowała tak, jak powinna według niego smakować kobieta. Spowodowało to u niego ponowny wzwód. Drażnił językiem łechtaczkę, penetrując ją jednocześnie palcami. Pragnęła już spełnienia i po paru głośniejszych jękach wręcz spod niego uciekła, przewróciła na plecy, usiadła okrakiem i całując go, nabiła się powoli na jego penisa. Na początku zawsze czuła lekki ból. Cała była drobna, jej muszelka maksymalnie ciasna, a jego członek ponadprzeciętnie duży. Po chwili jednak już tylko przyjemność rozchodziła się falami wraz z każdym ruchem bioder. Przez chwilę zawirowało mu w głowie. Wyciągnął przed siebie dłonie, pragnąć ją przytulić. Kiedy na chwilę zwolniła, szybko ją z siebie zdarł, chwycił mocno w pasie i momentalnie wszedł od tyłu. Wcześniejszy orgazm przeżyty w jej ustach pozwolił mu na dłuższy akt. Kochali się dopiero od niedawna i miał problemy z przedwczesnym wytryskiem. Wbijał się w nią głęboko, a ręką znalazł pierś, ponętnie falującą w rytm jego ruchów. Dobrze wiedział, czego trzeba jego dziewczynie do spełnienia.

– Kocham Cię, maleńka – szepnął jej do ucha w momencie, kiedy druga już tego wieczoru porcja spermy wypełniła jej wnętrze. Kiedy jego wyznanie doszło do jej świadomości, opadła pod nim na łóżko czując, jak fale orgazmu rozchodzą się od krocza aż po koniuszków palców. Wyczerpana, odwróciła się na plecy i chwilkę później znalazła się w ciasnym kokonie jego ramion. Czuła się dopieszczona i kochana, wtulając się w niego i słuchając powoli zwalniającego oddechu. On był jeszcze w innym świecie. Kurczowo tulił ją do siebie i w myślach cały czas przepraszał za to, co zrobił ostatniej nocy.
– Cudownie… – wymruczała do jego ucha, całując go delikatnie w policzek. Uśmiechnęli się do siebie i nie chcieli już rozmawiać o tym, o czym obydwoje cały dzień myśleli. Otulił ich szczelnie kołdrą, pozwolił jej wygodnie się ułożyć, a następie objął. Wtulił twarz w długie kasztanowe włosy, zachwycając się ich zapachem i zasnął, marząc o poranku i o niej, robiącej śniadanie w jego koszulce.

Oceń opowiadanie:

/ 5. Ocen:

Dodaj komentarz