Mściwa kobieta

53b99ca08d252Fajnie jest wyjść w ciepłe letnie popołudnie na kawę do kawiarnianego ogródka. Założyć krótką, zwiewną sukienkę, sandałki na szpilce, rozpuścić włosy. Patrzeć, jak inne kobiety gromią wzrokiem swoich facetów, kiedy się za mną oglądają i… mieć to gdzieś. Całą uwagę poświęcać obłędnemu brunetowi, z którym się tu przyszło, słuchać jego komplementów, rozmawiać i przekomarzać się. Bardzo to jest fajne.

Trochę mniej fajnie jest, kiedy przy sąsiednim stoliku wypatrzy się swojego byłego. Paskudnie mnie rzucił, a teraz siedzi tu z fantastyczną – obiektywnie trzeba przyznać – rudą zdzirą i wygląda, że świetnie się bawi. 

I właśnie mu się udało spieprzyć mi popołudnie.

Potem mogło być już tylko gorzej. Marcin, mój nowy facet, z którym tu przyszłam, nieźle się z Przemkiem znał, pracowali kiedyś razem. Nawet paru minut nie trwało, jak siedzieliśmy we czwórkę przy jednym stoliku. Wcale nie poprawiło mi humoru, że nowa dupa Przemka prócz tego, że naprawdę niesamowicie seksowna okazała się przy tym bystra i sympatyczna. Muszę przyznać, że było całkiem miło i mimo mojej początkowej nieufności i złości na to spotkanie bawiliśmy się całkiem dobrze. Do momentu, kiedy Przemek nie spojrzał na zegarek.

– Miło było was spotkać… – zaczął, ale Marcin wszedł mu w słowo.

– No to chodźcie, oglądniemy u nas – roześmiał się. Święty moment ostatnich dni, mecz! Mężczyźni potrafią zapomnieć, jak mają na imię, ale są na tym świecie rzeczy nienaruszalne. Po chwili już siedzieliśmy w moim salonie, a Marcin otwierał nam piwo. 

Powoli zaczynałam tracić wątek, nie znam się na piłce nożnej i nie rozumiem jej, a ostatnio zdecydowanie przedawkowałam temat. Ileż można! Wymknęłam się do kuchni pod pretekstem… równie dobrze mogłam powiedzieć, że idę na spotkanie ze świętym Mikołajem, i tak nikt mnie nie słuchał. Zagapiłam się przez okno. Nie było źle, mogło być gorzej, musiałam to przed sobą przyznać, ale dwóch facetów, którzy mnie posuwali w jednym pokoju – to jednak trochę mnie przerosło. Wciąż jeszcze bolały rany po Przemku i towarzystwo tej jego gwiazdy wcale nie poprawiało sytuacji. W porządku, była całkiem miła, a ja też miałam już przecież kogoś, ale chyba za wcześnie jeszcze na takie spotkanie.

Popijałam drugie piwo, kiedy moje smętne użalanie się nad sobą przerwało wejście Anki.

– Też mam dość – siadła naprzeciw mnie i odrzuciła z ramion rude pasmo. Otworzyła butelkę i pociągnęła łyk – w głowie się nie mieści, ile wrzasku może narobić dwóch na pierwszy rzut oka normalnych facetów na widok rozdeptanego trawnika. 

Parsknęłam śmiechem.

– Duże dzieci – uśmiechnęłam się do niej – ponad dwudziestu chłopa goni za jedną piłką, a każdego byłoby stać na własną. I własny stadion przy okazji.

– Co poradzić – westchnęła. Dopiero teraz przyszło mi do głowy, że ją ta sytuacja też może męczyć, jej facet w moim domu… echh, coś popadam w filozoficzny nastrój.

Mój kot wskoczył jej na kolana. 

– Mam nadzieję, że nie masz alergii – powiedziałam automatycznie, bo ta towarzyska zaraza ładuje się na kolana wszystkim moim gościom i nieraz już musiałam ją zamykać w obawie przed uduszeniem się nieszczęsnych alergików.

– Nie no, coś ty, ja uwielbiam koty! Jaki piękny! Kot czy kotka? – głaskała w zachwycie biały grzbiet, nie bacząc na kudły, które momentalnie pokryły jej czerwoną sukienkę – też mam syjama, ale mój jest chyba mniejszy, zobacz!

Pokazała mi w telefonie zdjęcie faktycznie bardzo podobnego zwierzaka.

– O jaki ładny – przytaknęłam – moja to kotka. Wiem, duża jest, wygląda jak kocur. A twój?

Zagadałyśmy się o kotach, nie było rady. Każdy temat jest lepszy o sportu.

– Dziaaady!! – panowie wpadli z wrzaskiem do kuchni – obesrańce niedojebane, jak można było spierdolić takie okazje! 

Aha, znaczy mecz się skończył i nie po myśli tych wrzaskunów.

– Robimy grilla? – Marcin otworzył lodówkę.

– Ja raczej nie dam rady – Anka wstała powoli. Jutro pracuję od szóstej, więc chyba już pojedziemy. 

– Aa ok – z Marcina jakby trochę uszło powietrze – to może innym razem. Wpadnijcie kiedyś, jak będziecie mieć więcej czasu. 

– Jasne – rozpromienił sie Przemek.

Niewiarygodne, jak cicho się zrobiło po ich wyjściu. Pozbierałam naczynia z salonu. Posprzątałam i zaczęłam układać je w zmywarce.

– Zmęczona? – Marcin stanął za mną. Całował mój kark, masował ramiona. Uwielbiałam go takiego. I wcale mi nie przeszkadzało, że muskał kroczem mój tyłek. Właściwie napięty kutas, który czułam przez ubranie solidnie poprawił mi humor. Oparłam się plecami o jego szeroką klatkę piersiową. 

– Trochę – przyznałam – chyba nie mam jeszcze ochoty na niego patrzeć.

– Jeszcze boli? – opowiadałam mu o paskudnym końcu mojego poprzedniego związku, znał sprawę.

– Chyba nie, ale dobrze jeszcze nie jest. Nie chce go tu widzieć, a już zwłaszcza z nową babą – skrzywiłam się – zna pan na to lekarstwo, panie doktorze?

– W pani przypadku myślę o pewnej terapii… – przyjął swój służbowy ton, podejmując moją grę. Wsunął mi ręce pod sukienkę i przycisnął moje biodra do siebie. Znajomy dreszcz przeszył moje wnętrze. Niesamowite, jak moje ciało reagowało na jego dotyk, rozpływałam się przy nim jak wosk. 

– Najpierw musimy wykonać niezbędne badania – jego dłonie powędrowały wyżej, dotykał moich piersi, jęknęłam, kiedy ścisnął sutek. Mruknął z aprobatą – wyniki zadowalające.

Ciekawskie ręce przesuwały się po moim ciele wywołując rozkoszne dreszcze. Na tyłku czułam, jak twardy jak skała, wielki kutas gwałtownie domagał się uwolnienia ze spodni. Sięgnęłam do tyłu i rozpięłam pasek, potem guziki rozporka. Cudowny. Masowałam go przez bieliznę, chcąc wydłużyć przyjemność.

– Ekhmm – usłyszałam chrząknięcie. Oboje aż podskoczyliśmy. W progu stał Przemek, jeszcze bardziej chyba zażenowany, niż my.

– Ja was bardzo przepraszam – zaczął – ale Ania zostawiła u was telefon. Drzwi były otwarte, wszedłem i nie chciałem wam przeszkadzać, szukałem w salonie, ale go nie ma, no i chyba musi być tutaj… ale naprawdę najmocniej przepraszam, nie przeszkadzajcie sobie. 

– Pewnie jest tutaj – usłyszałam niebezpieczną nutę w Marcina głosie i nie był to tylko sarkazm – to jeśli pozwolisz, nie będziemy sobie przeszkadzać. 

Zanim zdążyłam zaprotestować, rozpiął mi zamek sukienki, a kiedy ześlizgnęła się na podłogę i zostałam w samej bieliźnie odsunął na bok moje stringi i władował mi w cipkę bez ceregieli chyba ze cztery palce. Krzyknęłam z bólu i zaskoczenia, lubię brutalność, ale dziś oczekiwałam łagodniejszego traktowania. Dziwaczność sytuacji podziałała na mnie jak afrodyzjak, po chwili po dłoni Marcina spływały strużki moich soków, a moja cipka koniecznie domagała się jeszcze. Chłopak posuwał moją mokrą piczkę ostro, równo, brutalnie. Wypięłam się, żeby czuć to jeszcze mocniej. 

Telefon Anki leżał na blacie przede mną. Przemek nie miał wyjścia. Musiał podejść tuż obok. Otarł się o mnie, kiedy po niego sięgał. Ależ twardy był jego kutas  przez spodnie!

Nie miałam czasu zbyt długo się nad tym zastanawiać. Kutas Marcina wdarł się w moją piczkę po same jaja, a jego właściciel trzymał mnie za biodra i nasadzał na niego z dziką determinacją. Walił mnie tą swoją wielką pałą, chyba za każdym razem udawało mu się wejść jeszcze głębiej. Nie pamiętam, żeby był kiedyś tak stanowczy! Soczki płynęły po moich udach, kiedy wkładał mi to swoje potężne narzędzie w rozgrzaną cipę, zaczynałam się bać, że zrobi mi krzywdę tym wielkim, twardym chujem.  Kątem oka zobaczyłam, że Przemek odłożył telefon na stół. Patrzył na nas niepewnie, dłonią gładząc lekko wypukły rozporek. Stał bardzo blisko, czułam jego zapach, który tak dobrze jeszcze pamiętałam. Do głowy przyszedł mi dziwny pomysł i nie wiedziałam, co na to Marcin, ale…

– Możesz usiąść tam – wskazałam brodą najbliższe krzesło – i wyjmij go – rozkazałam. 

Chłopak pospiesznie wykonał polecenie. Jego narzędzie było wielkie, może nie tak grube, jak to, które we mnie tkwiło, ale chyba dłuższe. Gładził je lekko, jak zahipnotyzowany patrząc na moją piczkę ładowaną Marcina pałą. 

Mój facet wyszedł ze mnie. Nie protestował, przeciwnie. Kazał mi ciągnąć sobie druta. Patrzył na Przemka wyzywająco, kiedy klękałam i lizałam najpierw jego jaja, bawiąc się dłońmi jego chujem, a potem biorąc go do buzi. Był bardzo twardy, gorący, smakował cudownie. Lizałam go, ile tylko mi pozwolił, ssałam i drażniłam wrażliwe miejsca, uwielbiam to! Marcin odgiął się lekko do tyłu, robiąc mi więcej miejsca, wczepił się palcami w moje włosy i dociskał moją głowę jeszcze mocniej. Prawie mnie udusił tą ogromną pałą, ale brałam go najgłębiej, jak dałam radę.

– Zostaw go – usłyszałam i spojrzałam do góry. Nie, to nie było do mnie. Marcin zakazał Przemkowi się dotykać – i ręce na krzesło – nie wiedziałam, czy ten posłuchał. Posłusznie lizałam fiuta mokrego od moich soków, masując wielkie jaja aż po odbyt. Uwielbiałam to, smak faceta i mój.

– Cudowna jesteś – mruknął Marcin. Podniósł mnie z kolan i mocno pocałował – i cudownie smakujesz – posadził mnie na blacie kuchennym i zaczął wylizywać moją pełną soków piczkę. Robił to genialnie! Jego język nie tylko drażnił mój guziczek, ssał płatki pizdeczki, wkładał go do środka… Wiłam się z pożądania, w końcu błagałam, żeby mi wreszcie włożył. Podniósł mnie, a ja owinęłam nogi wokół jego bioder. Całym swoim ciężarem nabiłam się na tego wielkiego chuja. Marcin trzymał mnie na rękach lekko tylko unosząc, a ja co i rusz brałam w siebie jego potężną pałę. 

Przemek był u kresu wytrzymałości. Siedział z rozpiętymi spodniami i sterczącą pałą, posłusznie trzymając ręce z dala od niej. Przygryzał wargi, ciężko oddychał i był blady jak ściana, ale nie odważył się sprzeciwić Marcinowi.

Ten postawił mnie wreszcie na podłodze. 

– Chcę twoja dupcię – mruknął, a ja opadłam na czworaka. Wiedziałam, że w tej pozycji najbardziej lubi rżnąć moje tylne oczko. Całkiem niezaplanowanie znalazłam się twarzą niemal między nogami Przemka, który aż podskoczył. Odurzył mnie znajomy zapach jego pożądania. Marcin wsunął rękę między moje nogi, pieszcząc moją łechtaczkę.

– Jak chcesz, to się pobaw – zachęcił mnie, wskazując go wzrokiem. Wciągnęłam upajający zapach i wtedy przypomniałam sobie, jak bardzo Przemek mnie skrzywdził i jak bardzo do teraz to boli. 

– Pobawię – szepnęłam. Ale nie dotknęłam nawet fiuta, który sterczał mi przy samej twarzy.

Tymczasem Marcin pracował nad moją drugą dziurką. Najpierw jednym palcem, potem dwoma. Tu lubiłam delikatnie. W końcu włożył mi kutasa, najpierw kawałek, potem coraz więcej. Wreszcie poczułam go w sobie całego. Posuwał mnie mocno, zdecydowanie, uważnie, ale nieustępliwie. Krzyczałam, kiedy pieścił wciąż dłonią cipkę, a w dupie czułam jego wielkiego chuja. Był gruby i masywny, bardzo twardy, taki, jakiego lubię najbardziej. Wsadzał mi go raz za razem, choć myślałam, że już nie dam rady, że to dla mnie za dużo, że jestem za mała ma tak potężnego fiuta.

 Widziałam, jak uda Przemka drżą z pożądania, a dłoń kilkakrotnie szarpnęła się, by sobie ulżyć, ale nie zrobił tego. Brał udział w tej naszej dziwnej grze. 

Nie mogłam już dłużej, absurdalność sytuacji, Przemek z trudem łapiący powietrze, próbujący nad sobą panować z przymkniętymi oczami i wielki kutas pompujący moje dziurki dały mi wielki, obezwładniający orgazm. Marcin nie przestawał walić mojej dupy, kiedy miotały mną dzikie skurcze. Chwilę potem wyszarpnął ze mnie swoją pałę i trysnął. Gorąca sperma wylądowała na moich włosach i na podbrzuszu Przemka, który aż się cały napiął. Podeszłam do czego na czworakach i delikatnie wylizałam spermę mojego mężczyzny, starannie omijając napiętego do granic możliwości fiuta. Chłopak jęczał i trząsł się, próbując wsadzić mi kutasa do ust. 

– A teraz idź już, Przemek, Ania się niepokoi – dziwny, miękki głos Marcina nie dopuszczał sprzeciwu. Przemek patrzył z niedowierzaniem, nie mogąc pojąć , co się dzieje. Zaczął się ubierać, najpierw powoli, potem coraz szybciej, z trudem upychając nabrzmiałego chuja w spodniach. Prawie wybiegł do drzwi i wyszedł bez słowa.

Marcin objął mnie i staliśmy tak w przedpokoju, zaspokojeni i zadowoleni.

– Nie znałem cię od tej strony – wymruczał mi we włosy, gładząc moje plecy – mściwa i okrutna z ciebie kobieta. Ale trzeba przyznać, bawić to Ty się potrafisz…

Autor: Ewa

Oceń opowiadanie:

/ 5. Ocen:

Dodaj komentarz