Tancereczka

11

Bez pytania otworzyła drzwi i nieskrępowana weszła do kabiny.
– No co? – zadziornie uniosła brwi – Ekologia przede wszystkim!
Ekologia, akurat? Moja latynoska towarzyszka wchodząc mi bez pytania pod prysznic, nie kierowała się problemem kończących się zasobów naturalnych.
– No co się tak gapisz? – dla rozładowania napięcia pomasowała mój prawy sutek.
Stałyśmy pod strumieniem wody, rozkoszując się pięknem chwili. Woń cytrusowego żelu, którym namydlała moje plecy, ramiona, piersi, brzuch… Wspaniała uczta dla zmysłów.
Niepostrzeżenie wsunęła palec między moje wargi sromowe.
– Nie! – pisnęłam, choć miałam ochotę dać się ponieść rozkoszy.
Mrugnęła w oczekiwaniu na mój ruch.
– Moje piękności – ścisnęłam dłońmi dwa dzieła sztuki autorstwa Matki Natury.
Jakże zazdrościłam jej tych obłędnych cycków – kształtnych i jędrnych, powleczonych aksamitną oliwkową skórą. Opuszkami palców drażniłam śniade sutki.
– Ile bym dała za takie cyce…
– Nie gadaj – odparła – Twoje też są fajne…
Zanim poznałam moją koleżankę, też uważałam własne cycki za całkiem niezłe. Kolejni faceci nigdy na nie nie narzekali – mimo wyraźnej asymetrii. Nie były najgorsze, choć od dawna nie sterczały zadziornie jak u nastolatki.
– Nieco obwisłe – odparłam nie bez kokieterii.
– Ja takie lubię – latynoska przyjaciółeczka chwaliła bladość mojej skóry, przez którą przebijały niebieskie żyłki – Jak u arystokratki – stwierdziła nazywając mnie swoją księżniczką.

Nagie i wypoczęte po porannej toalecie, pachnące drogimi balsamami, leżałyśmy na ogromnym łożu, pokrytym niezliczoną ilością poduszek, konwersując, przeglądając czasopisma i zajadając się owocami.
– Na co masz ochotę? – spytała moja „amante”, przeciągając się jak kot wśród kolorowych satynowych poduszek.
– A co proponujesz… – odłożyłam czasopismo, kierując wzrok na obłędnie seksowną koleżankę. – Możemy iść do barku, na plażę, mogę zamówić sushi, możemy obejrzeć film, mogę ci zrobić masaż, mogę…
– Zatańcz dla mnie! – przerwałam jej wyliczankę.
Uśmiechnęła się szeroko i podniosła się z łóżka. Zniknęła za drzwiami sypialni, by po chwili pojawić się w przewiązanej wokół bioder jedwabnej chuście. Z głośników popłynęły pierwsze takty jakiegoś brazylijskiego szlagieru. Boże! Jaką ta dziewczyna miała wrażliwość, jakie poczucie rytmu. Kołysała swoimi obłędnymi biodrami, jej piękne cycki zmysłowo falowały nad wspaniałym brzuchem. Na koniec pełnego ekspresji występu osunęła się na podłogę w przepiękny szpagat. Rozstawione na boki masywne ale zgrabne nogi tancerki tworzyły idealny kąt stu osiemdziesięciu stopni.
– Ależ ty jesteś rozciągnięta – westchnęłam z zazdrością. – Co na to twoja cipeczka? Cała i zdrowa?
Roześmiana twarz nie wyrażała najmniejszych oznak bólu.
– Dałam się ponieść tańcowi, co? – wyciągnęła do mnie dłonie – Pomóż mi wstać. Aż tak utalentowana to ja nie jestem.
– Jesteś boska wiesz? – pomogłam mojej słodkiej tancereczce podnieść sie z podłogi i ucałowałam jej wydatne latynoskie usteczka. – Takie ciało to skarb. Nie wierzę, że nigdy nie ćwiczyłaś…
– Jakie to ma znaczenie – położyła dłonie na moich pośladkach i uważnie przyjrzała mojej twarzy – Nie spodobało ci się?
– Po prostu ci zazdroszczę – odparłam, sięgając pamięcią do żmudnych ćwiczeń rozciągających, którym poddawałam moje sztywne jak kij ciało.
Zazdrość i podziw dla mojej utalentowanej piękności szybko ustąpiły miejsca pożądaniu.
– Jak po takich wygibasach czuje się twoja cipka? – spytałam szeptem.
– Jest w doskonałej formie. Chcesz sprawdzić?

Siedząc na kuchennym blacie, oblizywałyśmy sobie nawzajem palce z resztek kremowego ciasta.
– Nigdy nie myślałaś o tym, żeby zostać profesjonalną tancerką? – spytałam „amante” mając w pamięci jej poranne wygibasy. – Podbiłabyś świat…
– Ja? – parsknęła śmiechem – Jestem zbyt leniwa. Poza tym za bardzo kocham jeść. Nie wyobrażam sobie siebie na diecie, o nie! – spojrzała mi głęboko w oczy – Mam prośbę, kochana…
– Słucham – szepnęłam odgarniając czarne kosmyki z jej okrągłej twarzy.
– Przestań mi w kółko prawić komplementy – uśmiechnęła się – Jesteś cholernie seksowna – położyła palec na moich ustach – dopóki nie zaczynasz pieprzyć jaka to jesteś beznadziejna, jak to mi zazdrościsz…
Ta temperamentna boginka seksu naprawdę mnie pożądała.
Zeskoczyła z blatu jak oparzona!
– Cholera! – wrzasnęła – Ładnie byśmy wyglądały, gdyby wpadł kucharz i zobaczył nas paradujących po kuchni z gołymi cycami.
– Myślałam, że ma teraz wolne…
– Pojechał po zakupy – wyjęła z szafki słoik kremu czekoladowego i postawiła na blacie – Może w każdej chwili wrócić. Będzie zniesmaczony. – Odkręciła wieko i nabrała na palce nieco słodkiej ciemnobrązowej masy. – Ubieraj się, zanim wróci i zobaczy te twoje wielkie różowe suty!
Parsknęłam śmiechem. Ależ ta dziewczyna miała fantazję.
W namalowanych czekoladą stanikach wzięłyśmy się za ręce i pobiegłyśmy do sypialni.
Czekoladowa masa na naszych ciałach zdążyła nieco przyschnąć.
– Ładnie ci w tym staniczku, księżniczko – zaśmiała się rozkosznie. – Niestety – zbliżyła twarz do mojego barku – Będę musiała go zjeść. – Polizała słodziutkie „ramiączko”.
Lizała z namaszczeniem, łagodnie, co i raz przerywając w oczekiwaniu na pochwały.
– Teraz ja – nie mogłam się doczekać swojej porcji wybornej czekolady. Nabrzmiałe sutki „amante” o mal nie przebiły słodkiej masy. Dotknęłam jej krocza. Było wilgotne i ciepłe.
Zlizała czekoladę do czysta z moich piersi.
– Jeszcze plecki – gestem poprosiła abym położyła się na brzuchu.
Kroczem, przez warstwę mokrych z podniecenia majteczek dotykała moich pośladków. Zlizując z pleców „gumkę” mojego stanika, muskała sutkami moje plecy.
– Wiesz, co – starałam się zachować resztki trzeźwości umysłu – Upaćkasz mi czekoladą całe plecy. Co mi zostanie do lizania…
Ułożyła mnie na plecach. Co tam pościel! Upierze się.
Podała mi swoją cudowną, umazaną czekoladą prawą pierś…
– Smakuje ci, moja piękna? – spytała szeptem.

Siedziałyśmy na tarasie – ja w długiej zwiewnej sukience, ona, w szortach i staniczku z włóczki o okach bezwstydnie szerokich na jakieś dwa centymetry.
– Nudno – przeciągnęła się na swoim szezlongu.
– Masz jakiś pomysł? – erotycznych igraszek miałam dość jak na jeden dzień. Mojej nieustannie nabrzmiałej łechtaczce należała się chwila wytchnienia.
– Choć się porozciągamy – „amante” bez wysiłku zarzuciła lewą nogę za głowę.
– Nigdy tak nie zrobię – odparłam.
– No chodź – wzięła mnie za rękę – Chodź do salonu. Włączę muzykę jaką lubisz, rozgrzejemy się tańcem, a potem…

Oceń opowiadanie:

/ 5. Ocen:

Dodaj komentarz