Klub Lotos – Cz. 2 Przed Lotosem

Rosły, starannie ogolony mężczyzna, który wcale nie przypominał alfonsa, a bardziej szefa bogatej korporacji, podniósł ciemne okulary i zmierzył mnie wzrokiem. Młoda i chętna dziewczyna, która chce seksu? Ba! Taka, która nie dorabia historyjki „Nie chcem, ale muszem”. Ja po prostu lubię seks i to widać. 

Klub Lotos – Cz. 2 Przed Lotosem

Gdy tylko Emma zauważyła jak Bastian (tak miał na imię) wpatruje się we mnie, postanowiła wyjść. Zostaliśmy sami w biurze, na tyłach popularnego klubu Go-Go. Nasz puls podbijała głośna muzyka dochodząca z sali prób – jeszcze nie było klientów. Nie do końca wiedziałam, czego mogę się po nim spodziewać – mógł wziąć mnie siłą, bo wbrew plotkom, prostytutkę da się zgwałcić. On jednak nie miał takich zamiarów. Znał kobiety, lubił je. Przez jego lokal przewinęły się dziesiątki, jak nie setki dziewczyn. Doskonale wiedział, że o „cenne” dziewczyny trzeba odpowiednio zadbać, by chciały wrócić. Podszedł do mnie w milczeniu, najpierw musnął moje ramiona, potem plecy. Miałam na sobie szarą, jedwabną sukienkę, którą pożyczyła mi Emma. Ten materiał idealnie podkreślał moją zgrabną pupę i niezbyt duże, choć lubiane przeze mnie, piersi. Moje sutki od razu polubiły jego wzrok, spodobał mi się. Bastian okazał się typowym ciachem z Instagrama – modelowym. Po chwili milczenia, zdjął koszulkę i pewny siebie zapytał: „Podobam ci się?”. Zamiast wypowiedzieć jakiekolwiek słowo, podniosłam do góry jego dłoń i jeden z palców wsadziłam sobie do ust. Po krótkim ssaniu, wyciągnęłam go i oblizałam usta. Bardzo chciałam go poczuć w sobie. Zagryzłam wargi. Kiedy już myślałam, że rozchyli moje uda i we mnie wejdzie, ten faktycznie mnie podniósł, zaniósł na biurko i rozchylił moje nogi, ale nie wszedł we mnie… Nie penisem. Jego wargi łapczywie przywarły do mojej mokrej cipki. Wydałam z siebie niemy jęk. Dawno nikt mi tego nie robił… Jego język brutalnie i zarazem łagodnie penetrował moje wnętrze. Jedna jego dłoń spoczęła na mojej piersi, a drugą stymulował łechtaczkę. Och! Wydawałam z siebie ochy i achy. Jego język + palce były jak ręce boga, który objawił się, by dać mi rozkosz. Głaskałam go po czuprynie, która jeszcze przed chwilą była starannie zaczesanym kucykiem. Teraz spocone włosy, pachniały moją wonią, która bardzo spodobała się Bastianowi. Jego palce przyspieszały, a on wręcz delektował się tym, co ze mnie wypływa. Po chwili, która zatrzymała się w czasie, zalała mnie olbrzymia fala gorąca. Dawno nie miałam takiego orgazmu. 

Przerwał, gdy ktoś zapukał do drzwi. Kiedy jednak zauważył, że to tylko ochroniarz, z powrotem zabrał się do „pracy”. Tym razem ściągnął moje białe stringi, by mieś łatwiejszy dostęp. Założył prezerwatywę i wszedł. O mój boże, jego penis był taki gruby. Poczułam się trochę jak na podwójnym gazie. Posuwał mnie mocno i szybko, między nami chlupały płyny ustrojowe. Poczułam, że jego sperma pragnie się wydostać, a ponieważ ginekolog założył mi spiralkę antykoncepcyjną (prezent od ojczyma), to śmiało zaproponowałam, by nie bawił się w gumki. Tak, teraz było znacznie lepiej. Ja byłam w jego spermie, a on w moich sokach. Energicznym ruchem podniósł mnie z biurka i przywarłam do niego ciałem. Wchodził we mnie aż po jądra, czułam, że wbijam się w nie, a jednocześnie ważę mniej, niż piórko. Oboje sapaliśmy, całowaliśmy się namiętnie i lizaliśmy po wszystkim co się dało – to był dziki szał.

W tym samym czasie jego ochroniarz, stał przy drzwiach z wyciągniętym wackiem i spermą na dłoniach. Kiedy skończyliśmy z pochwy kapała mi sperma szefa. Włożył mi palec do wnętrza, wyciągnął i wsadził mi do ust. Posłusznie i z radością zlizałam płyn. Bastian spojrzał na ochroniarza i przewrócił oczami, jakby chciał powiedzieć: „Ta jasne, nigdy nie widziałeś dymania”. Ja rzuciłam szefowi smutną minkę, on od razu zrozumiał, że mam ochotę obsłużyć jego przydupasa. Kręciła go moja ochota na nieustanny seks, ale nie mógł mi już towarzyszyć, bo wybiła godzina otwarcia klubu – obowiązki. Wciągnął spodnie, włożył w nie koszulę i wyszedł. Nim wypuściłam ochroniarza, klęknęłam przed nim i starannie wylizałam jego instrument… cdn. 

Oceń opowiadanie:

4.2 / 5. Ocen: 9