Męskie zabawy podczas meczu

Dzwoni budzik. O 9! W sobotę! Po cholerę ja go ustawiałem? A zaraz, Anka kazała mi o określonych, DOKŁADNIE wyznaczonych porach karmić jej kota. Anka, moja współlokatorka, która w przypływie gotówki postanowiła wyjechać sobie na wakacje. A jej kot jest tak tłusty, że tydzień głodówki dobrze by mu zrobił. No nic. Jak mus, to mus. Ściągam kołdrę z nagiego ciała w samych slipach. Jest tak gorąco, że i pościeli powinienem się pozbyć. Dobrze chociaż, że się ogoliłem na krótko to pot nie jest tak wyczuwalny. Ale i tak nie czuję się za świeżo. Przeciągam się.


Ale miałem dziwny sen. Śniło mi się, że ktoś po nocy zadzwonił do drzwi. I dlaczego tak mnie głowa napieprza? Idę się odlać. Otwieram drzwi i do moich uszu napływa dźwięk z telewizora. Zapominałem go wyłączyć? Zaglądam do salonu i…

– Siema – rzuca Rafał, rozwalony na kanapie w samych boksach, nawet nie patrząc na mnie.

I wtedy wracają do mnie wspomnienia zeszłego wieczoru, jakbym odzyskał pamięć po amnezji albo po mocno zakrapianym wieczorze. Ale przecież nie piłem? Dobra, to wspomnienie też wróciło. Piłem. I to dużo.

Zegarek wskazywał 23, gdy rozległ się dzwonek u drzwi. Czy byłem zaskoczony? Mało powiedziane. W końcu nikogo nie zapraszałem. Anki nie było. Właśnie, może Anka wróciła, bo coś jej się nie spodobało na wyjeździe? W końcu znana jest ze swoich humorów. Ale, żeby klucza nie miała? Dobra idę otworzyć, najwyżej mnie zabiją. Otwieram, a tam nie wiadomo skąd, stoi Rafał. Ten sam Rafał, który był, chyba, kiedyś moim przyjaciele, i Anki, a potem postanowił wyjechać na studia do Akademii Morskiej, zerwał kontakt i doprowadził do upadku naszej Nieświętej Trójcy. Żadnego telefonu, maila, pierdolonego SMSa, a on staje w moich… naszych (Anka by się obraziła) drzwiach jak jakiś… świadek Jehowy.

– Anka pozwoliła mi się u niej zatrzymać. Na trochę – wypalił i władował się z plecakiem na plecach do środka.

Jakby kurwa był u siebie. Nawet się nie rozejrzał tylko poszedł prosto do pokoju Anki i zamknął drzwi. Mało kota nie przytrzasnął.

Trzy lata bez słowa, a tu żadnego „cześć”, „co tam?”, „sorry, że ci dupę po nocy zawracam”. Nic. Co on sobie wyobraża? Zamknąłem drzwi i poszedłem do kuchni. Musiałem ochłonąć, a piwo do tego najlepsze. Nawet nie chciało mi się wyjaśniać tego, co się właśnie stało. A może powinienem? Może powinienem mu się teraz władować do tej komnaty księżniczki i zrobić mu taką awanturę, że pół osiedla by się podniosło? Nie, odpuszczę do jutra. A może do Anki zadzwonię? Nie, na pewno nie. Zjebałaby mnie jak psa.

Powinienem w tym miejscu wyjść poza ramy toczącej się historii i powiedzieć Wam o czymś, o czym w tamtej chwili nie myślałem, albo tak mi się tylko wydawało, a ma znaczenie dla dalszych losów opowieści. Otóż, jak się pewnie już domyśliliście jestem gejem. A Rafał… wręcz przeciwnie. To rasowy samiec. Zainteresowania – militaria, samochody, piłka nożna i oczywiście panienki. I do wszystkiego ma warunki. Za czasów liceum był kapitanem szkolnej drużyny, od rodziców dostał sportową furę za wyniki, od początku wiedział, że chce wstąpić do wojska, a jako przystojniak na imprezach wyrywał najwięcej lasek. Nie to co ja. Nie żebym był gorszy albo zazdrosny. Rafałowi, po prostu zawsze się udawało i wszystko wychodziło przy mniejszym wysiłku. Ale nie o tym. Pomimo tych różnic jakimś cudem zaprzyjaźniliśmy się i trzymaliśmy razem. Żeby nie było – wiedział o mnie od początku. Gotów był nawet podsyłać mi swoich znajomków, których uważał za godnych uwagi. Prawdziwy przyjaciel. Nie to co Anka. Posiadanie mnie, znaczy geja, za przyjaciela uważała za swój największy atut społeczny. Ale i tak ją kocham. Wracając do Rafała – było zajebiście, aż do pewnego wieczoru….

Dzień finału szkolnej ligi. Rafał bardzo nalegał, żebym przyszedł pokibicować. Obiecywał nawet, że zaprosi mnie do szatni po meczu. Ale ja zwyczajnie nie miałem ochoty, zwłaszcza, że kolejna ustawka z chłopakiem z innego liceum, którą Rafał zorganizował, okazała się porażką. Nie chciałem go dołować w tak ważnym dniu. A wiem, że by się przejął. Rafał dla żartu strzelił „fochem na Ankę” i pojechał na stadion. Zastanawiałem się później, czy faktycznie gotowy był pokazać mi swoich kolegów z drużyny nago. I dlaczego? No nic, szkoda okazji, ale potrzebowałem czasu na posklejanie się po ostatniej randce. Zostałem sam z miską popcornu i filmem klasy B. Anka nie mogła przyjść, bo zaliczała jakiś dodatkowy kurs językowy.

Było już ciemno, gdy skończyłem drugą część trylogii, którą oglądałem już tylko po to by dowiedzieć się kto przeżyje do końca serii, a nie dla wartości intelektualnych i estetycznych, których z pewnością nie posiadała. Wtedy zadzwonił telefon. Leniwie go podniosłem i odebrałem.

– Otworzysz? Nie chciałem ci obudzić rodziny – po chwili poznałem głos Rafała.
– Już schodzę – odpowiedziałem zdziwiony.

To było u nas całkiem normalne. Wspólne wieczory, nocowanie u siebie itd. Ale w dniu meczu się go już nie spodziewałem zobaczyć.

– Co ty tu robisz? – zapytałem.
– Wygraliśmy i chciałem świętować – odparł Rafał czymś wyraźnie rozbawiony.
– To dlaczego nie jesteś z resztą?
– Bo chciałem świętować z najlepszym kumplem – uniósł do góry sześciopak piwa, który radośnie zadzwonił mu przy uchu, a którego wcześniej nie zobaczyłem.
– Serio?
– Serio – podał mi butelkę otwierając ją wcześniej o rant biurka.
I tak obaliliśmy wszystkie browarki. Rafał cały czas gadał o meczu, a jak przytakiwałem udając zainteresowanego. Atmosfera podupadała.
– Dlaczego nie poszedłeś świętować z innymi? – miałem dość udawania, a alkohol dodał mi odwagi.
– Robert zadzwonił do mnie po meczu i zapytał, czy nie mógłbym z tobą pogadać, bo chciałby się jeszcze raz umówić, a ostatnio nie miał szansy – widać było, że ulżyło mu jak w końcu to powiedział.
– Zapomnij! – wypaliłem zaraz za nim i też poczułem, że mi lżej, bo już dawno nie zdobyłem się wobec niego na taką szczerość.
– Mogłeś powiedzieć wcześniej?
– Nie chciałem ci robić przykrości. Tak się starałeś.
– Pomyślałeś o Robercie? Chłopakowi na serio zaczęło zależeć. Po co robiłeś mu nadzieję? Ja tu się nie liczę – głos mu się załamał.
– A żebyś się nie zdziwił – szczerość za szczerość. Pieprzony niewyparzony język po alkoholu! Kto to w ogóle dopuścił do spożycia!
– Że co? – Rafał to wychwycił i chyba mocno nim wstrząsnęło.
– Nic.

Nie ciągnął tematu. Rafał oparł głowę na splecionych dłoniach i wpatrywał się w podłogę. Nie wiedziałem, czy mam się tłumaczyć czy przemilczeć temat. Zapadła tak niezręczna cisza, że można by siekierę w powietrzu zawiesić. Któryś z nas powinien wyjść, żeby przerwać ten impas. Już miałem się poderwać, kiedy Rafał się oderwał.

– Dobra. Świętujmy – teraz to on mnie zaskoczył.
– O co ci chodzi?
– Zróbmy sobie wieczór poświęcony tobie – zaproponował. Widać było, że alkohol bierze nad nim górę.
– Nadal nie rozumiem.
– Ty rozumiesz to lepiej niż ja – i położył dłoń na moim kroczu. Z tego wszystkiego nie zwróciłem uwagi, że pała mi stoi. – Właśnie o tym mówię – uśmiechnął się w sposób jaki tylko on umiał. Perfidia wymalowana na pięknej facjacie.
– Odbiło ci? – chciałem go odepchnąć, ale złapał mnie za pałę i nie odsunął nie nawet o centymetr.
– Nie utrudniaj mi tego – jego druga dłoń powędrowała do mojego rozporka. Zwinnie rozpiął guzik, rozsunął suwak. Namiot był już rozstawiony w idealny łuk.

Chciałem zaprotestować, ale uciszył mnie bezczelnie patrząc się prosto w oczy. Dłonią masował moją pałkę. Kolejna zasłona pozorów padła. On wiedział, że tego chcę i był gotowy się poświęcić. Ciekawe jak bardzo?

Żołądź nieśmiało zaczął wyzierać spod gumki bokserek. Poddałem się mu i znieruchomiałem. Jego palce jakby zyskały własne życie. Wolno ruszyły na szturm majtek. Nie trudno było je sforsować. Barykada padła, aż do kolan…

Szok wyrywał mnie z mojego pokoju, za co byłem wściekły sam na siebie, ale zacząłem zastanawiać się czy kiedykolwiek Rafał widział mnie już nago? Przypomniały mi się wszystkie nasze wypady na basen. Wspólne prysznice. Niezliczona liczba nocowań u siebie podczas, których żaden z nas nie czuł skrępowania przed przebraniem się przy drugim. I ten szalony raz podczas wyjazdu nad jezioro. Byliśmy jak bracia. Teraz dotarło do mnie, że nie traktowałem go jako obiektu pożądania. Świadomie, aż do teraz, gdy Rafał otworzył drzwi podświadomości, a ta znalazła ujście.

Gdy wróciłem do rzeczywistości, uświadomiłem sobie, że byłem na granicy orgazmu. Rafał walił mi wpatrzony w moją pałkę. W pełni skupiony pilnował, żebym za szybko nie doszedł. Jak zawsze u niego, miało być idealnie. Po pierwszym moim spazmie przestał. Odsunął się odsłaniając swój sprzęt. Nawet nie wiem kiedy zdążył go wyciągnąć. Ale jak widać u niego wszystko jest możliwe.

– Pomożesz? – zapytał miło i uprzejmie. Zapraszająco.

Chwyciłem go zastanawiając się czy to nie jakiś żart. Jego pała w mojej dłoni dopiero zaczynała nabierać twardości, a rozmiarem już dorównywała mojej. Jak na heteryka przystało wyłaniała się z zadbanego gąszczu ciemnych włosów. Wcale nie odbierało to jej urody. Była dość mocno użylona. Napletek rozciągał się na całej jej długości uwydatniając kształtny, trochę trójkątny, proporcjonalny żołądź, który dopełniał całości. Ruszyłem nią dwa razy, by móc napawać się jej widokiem w pełniej okazałości, po czym zanurzyłem ją w moich ustach. Rafał podskoczył, nie spodziewał się, ale i nie protestował. Pozwolił mi zanurzać się w jego smaku i delektować. Ciekawe czy specjalnie jej nie domył po meczu, bo słony smak mocno przebijał spod posmaku mydła. Nie to było ważne. Ważne, że miałem ją dla siebie, bo on tak chciał. Dzięki, przyjacielu.

Popęd wziął nad Rafałem górę i przejął inicjatywę. Przytrzymał moją głowę i zaczął ujeżdżać moje gardło. Brak doświadczenia sprawił, że zacząłem się krztusić i dusić. Odpuścił trochę, ale ja sam zacząłem brać jego pałę po same jaja. Jęczał z rozkoszy. Muzyka dla moich uszu. Jednak nie trwało to długo. Po kilku bujnięciach biodrami wystrzelił z głośnym westchnięciem. Gejzer zalał moje usta. Zaskoczony nie dałem rady wszystkiego utrzymać, więc spora część spermy spłynęła po trzonie niknąc wśród włosów. Pała nawet nie myślała zwiotczeć, gdy przełykałem jego nasienie. Rafał wyprostował mnie.

– Do zestawy drugi gratis – kolejny raz wyszczerzył zęby w uśmiechu. Oczy mu lśniły. Był zalany, ale mi to wcale nie przeszkadzało.

Teraz on nachylił się nad moją pałą, która pulsowała nieprzerwanie stojąc na baczność. Co to było za uczucie, gdy jego miękkie usta musnęły mój żołądź i zaczęły zjeżdżać niżej i niżej, aż poczułem, że dotykam jego migdałek. Nie wziął do końca, ale ssał cudownie. Ślina wraz z moją wydzieliną wylewały mu się z ust. Modliłem się, żeby nie strzelić. To było za przyjemne, żeby mogło być prawdziwe. Ale natura była silniejsza. Znowu zacząłem podskakiwać z podniecenia. Rafał zdążyć wycofać się na tyle, że obficie strzeliłem mu w twarz. Gdy na mnie spojrzał moje nasienie spływało mu po brodzie. Chciałem mu pomóc się oczyścić, ale on ściągnął palcami spermę z powiek i końcem języka polizał. Uśmiechnął się. Obaj opadliśmy na oparcie kanapy nie spuszczając z siebie wzroku. Zmęczeni, wyżyci, spełnieni. Szczęśliwi. A przynajmniej tak mi się wydawało. Był to piękny koniec wieczoru, ale kiepski początek reszty życia. To właśnie po tym wieczorze nasza relacja zaczęła się psuć. Rafał zapewniał mnie, że dla niego to nic nie znaczyło i nie ma sobie tego za złe. Ot, pijacki wybryk. Ale trudno mi było uwierzyć w szczerość jego słów. Wyrzut sumienia rysował się na jego twarzy. Potem padł pomysł jego wstąpienia do marynarki, wyjazdu i w rezultacie rozstania.

Wspominając ten jeden, jedyny raz zalałem się w trupa. A teraz prawie nagi stoję gapiąc się na niego. Studia go zmieniły. Słodki chłopak stał się mężczyzną, szczupłe ciało nabrało masy i rzeźby, a twarz ostrych rys pod przystrzyżonym zarostem, choć zachowała uwodzicielski wyraz. Zawartość bokserek, co wydaje się nieprawdopodobne, też przybrała na rozmiarze.
Mógłbym się tak gapić cały dzień i nie dlatego, że chcę, ale dlatego, że on wcale nie zwraca na mnie uwagi. A jak wiem, że nie chcę tylko patrzeć. W tym momencie dotarło do mnie, że chcę jego. W całości. Znowu.

Spanikowany idę się odlać i wracam do pokoju gorączkowo zastanawiają się na ruchami, jakie muszę podjąć, żeby odnieść sukces. Zmieniam slipy na bokserki, wciągam koszulkę bez rękawów i szorty. Przy takiej temperaturze paradowanie nago powinno być dozwolone. Ale muszę iść do sklepu, bo zapas browaru skończyłem wczoraj.

– Chcesz coś ze sklepu? – rzucam do Rafała, przemierzając korytarz.
– Nie, dzięki.

Drzwi mieszkania zamykam delikatnie, ale po schodach zbiegam jakby się paliło. Co ja wyprawiam? Nie ważne, muszę zdążyć zanim podniesie się z kanapy. Do sklepu wpadam już nieźle spocony. Pot cieknie mi dosłownie po wszystkim. Dopadam do lodówek i zabieram jeden sześciopak, ale improwizowane przeliczenie ilości alkoholu na masę ciała uświadamia mi , że mogą być potrzebne dwa. Z trzema zgrzewkami udaję się do kasy. Stojąca pała i plama potu na spodniach zwraca wzrok sprzedawcy. Nic sobie z tego nie robię, bo wiem, że młodziak pieprzy się z klientami po godzinach na zapleczu. Niemal śliniąc się wydaje resztę, a ja już jestem za drzwiami. Bez zakupów było łatwiej biec. Dam radę. Wspinaczka po schodach i nie ma na mnie suchej nitki. Łapię oddech i jak gdyby nigdy nic wchodzę do mieszkania. Do lodówki chowam cały zakup poza dwoma puszkami. Pot leje mi się z czoła. Wchodzę do salonu. Rafał chyba nawet nie drgnął. W TV leci mecz. Otwieram i stawiam przed nim na stole oszronionego browarka.

– Na zewnątrz taki ukrop, że kupiłem coś dla ochłody. Co oglądasz? – otwierając swój napój siadam na fotelu pod oknem. Pot nie przestaje perlić się na skórze. To przez Rafała czy gorąco?
– Francja – Chorwacja, druga połowa. – gapi się w ekran i sięga po browar.

Grdyka tańczy na jego ogolonej szyi, gdy przełyka. Gapię się jak sroka w gnat. A powinienem działać! Ostentacyjne ściągam koszulkę. Delikatny meszek na klacie błyszczy od potu. Pojedyncza kropla spływa do pępka. Włosy pod nim są tak mokre, że układają się jakby były namalowaną kreską. Idę na całość i ręką rozcieram pot po całym torsie. Specjalnie zahaczam o krocze. A ten nic. Figura z wosku gapi się w telewizor. Żeby chociaż faktycznie był zainteresowany i komentował, emocjonował się, przeżywał. Dobra, czekam do reklam.

Mecz zbliżał się ku końcowi, gdy Rafał odstawił pustą puszkę na stolik.

– Chcesz następne? – wyrwałem się ochoczo.
– Na razie dzięki.

Kurwa. I jeszcze sędzia dolicza dodatkowy czas. Ja pierdolę. Wszystko będzie przeciwko mnie? Chuj z tym. Nawet nie wstając ściągam szorty. Tak jak czułem – boksy zdążyły nasiąknąć i malują się na nich wielkie plany potu, które jeszcze lepiej zarysowują spoczywające pod nimi kształty. Mały jest widoczny, ale jeszcze nie stoi. Od razu go poprawiam, żeby lepiej było mu się układać, jak urośnie. Cały czas zerkam na Rafała. No serio? Zero zainteresowania? Przecież to nieludzkie! Nogę przerzucam przez podłokietnik fotela, drugą wyciągam na podłodze. W tej pozycji jestem kusząco rozkraczony. Co jaki czas smyram się po wacku. Rafał może ze dwa razy poprawia pozycję na kanapie. Ale ani jego pała, ani oczy nie drgają. Warują jak tresowane kundle.

– Ja pieprzę, jak gorąco. Idę się ochlapać. Podać ci coś? – narzekam, żeby przerwać tę martwą ciszę.
– Nie, dzięki.

Przechodzę obok niego ukazując swój sprzęt z profilu. Od masowania urósł, więc nie ma mowy, żeby go nie zauważył. Jeszcze zanim przekroczę drzwi łazienki ściągam bokserki. A nóż pobiegnie za mną! Nic. Wchodzę do środka, ale drzwi zostawiam lekko uchylone. Puszczam wodę, żeby nabrała odpowiedniej temperatury. Wchodzę do kabiny. Zamiast obmywać ciało, gapię się przez zaparowaną szybę w oczekiwaniu na jakiś ruch. I przysiągłbym, że widziałem jak Rafał przeszedł przez korytarz! Wychodzę spod natrysku. Wycieram się, ale niedokładnie, bo taki niedosuszony wyglądam seksowniej. Mokry ręcznik przewiązuje na biodrach. Antyperspirant dla lepszego efektu i wychodzę z łazienki. Dumnie kroczę w stronę salonu. Zamierzam wejść jak zwycięzca. I udaje mi się. Ale Rafała już tam nie ma. Faktycznie po skończonym meczu musiał pójść do pokoju Anki. I zamknął za sobą drzwi. Nie daję ponieść się rozczarowaniu. Dzień jest jeszcze młody, a ja mam kilka możliwości. Ubieram się tylko w świeże bokserki i krzątając się po mieszkaniu udaję, że sprzątam. Akurat uwierzy, że w taki upał chce mi się cokolwiek robić. Ale dobra, pozory trzeba zachować. Rafał wyszedł z pokoju może ze dwa razy, żeby dolać sobie zimnego soku i do kibla. Tym razem nos cały czas miał w książce. Intelektualista się znalazł.

Gdy przyszła pora obiadu zaproponowałem mu by się przyłączył, ale w odpowiedzi usłyszałem tylko sławetne „nie, dzięki”. Zaczynam się bać, bo traciłem nie tylko okazje na zaciągnięcia go do łóżka, ale wszelką możliwość do pogadania. W końcu byliśmy (jesteśmy?) przyjaciółmi.

Kończę posiłek, gdy jaśnie pan wychodzi z pokoju. Ubrał się w obcisły strój do joggingu. Chyba, kurwa, na złość. Przechodzi obok mnie jakby mijał ducha. Rzuca „idę pobiegać” zakładając słuchawki i znika na klatce schodowej. Przez okno widzę tylko jak wolno rusza w stronę centrum. Wtedy zdałem sobie sprawę, że walczę z wiatrakami. Rafał jasno daje mi znać, że nie chce mieć ze mną do czynienie, a to, że pojawił się w moim… naszym mieszkaniu to nieszczęśliwy, dla niego, zbieg okoliczności. Perfidna zagrywka losu. Już wiem, że muszę odpuścić, bo zaczynam zachowywać się jak jakiś psychol. Zaraz się rozpłaczę. Idę obczaję jakiś tani melodramat, żeby pogłębić się w depresji.

Lecą napisy końcowe, ja przysypiam. Nagle łomot do drzwi. Zrywam się. Łapię parasol w przedpokoju i powoli otwieram. Rafał. Stoi chwiejąc się. Zalany w trupa.

– Nie mam kluczy – bełkocze i zwala się jak długi u moich stóp.

Nie pozostaje mi nic innego jak wciągnąć go do środka. Zwalisty wór pięknego mięsa. Ciągnę go do pokoju Anki. Boże, ile tu różu. Zdaję sobie sprawę jak dawno nie nawiedzałem Anki. Dobrze, że Rafał nie czuje jak moja twarda pała w boksach łaskocze go po potylicy, ale wzwodu nie powstrzymam. To silniejsze ode mnie. Próbuję wrzucić go do łóżka, co nie jest łatwe. Jakoś się udaje i wtedy zauważam, że jemu też stoi. Może…? Nie, odpuszczam. Podnoszę się, ale on łapie mnie za rękę. Niezdarnie przyciąga ją do swojego krocza.

– Weź mnie – Rafał mamrocze półprzytomny.
– Nie dzisiaj – skubany, pijany, a nie traci na sile, bo nie mogę się wyrwać z jego uścisku.
– Błagam. Zrób, co chcesz. Przecież wiem, że chcesz.

Ignoruję go. W końcu jestem wolny. Wychodzę z pokoju. Zamykając drzwi widzę, że Rafał odpłynął do krainy snów. Za dużo wrażeń na jeden. Ile on zamierza tu zostać, bo nie wiem czy przeżyję? Pieprzyć to! Idę spać.

Rafał budzi się w południe. Wygląda jak ostatni menel.

– Siedziałeś tu całą noc? – ledwo chrypie i zerka na mnie przymrużonymi oczami. Słońce mu nie służy.
– Zważywszy, że wróciłeś po północy – to nie. Rano też zdążyłem się wykąpać i skoczyć do sklepu. Nie musisz się martwić. A to ci się przyda.

Podaję mu szklankę z wodą z ogórków. W liceum zawsze była ratunkiem po baletach. Duszkiem wypija do dna. Cienka strużka spływa mu na klatę, ale chyba nawet tego nie zauważa.

– Dzięki. I sorry za wczoraj. Nie chciałem, żeby tak wyszło – Rafał tłumaczy się głosem szczerego żalu.
– Więc jednak pamiętasz? – nie wiem czemu, ale jego całkowita bezradność w tym momencie sprawia, że chce mi się żartować – Na drugi raz pomyślisz zanim wybierzesz się na tour po barach.
– Ja nie o tym.

Nie wiem, co mu odpowiedzieć. Żadnej ciętej riposty na podorędziu. Cholera.

– Dobra, dość tych gierek i unikania. Kawa na ławę. Po co przyjechałeś? – nie wytrzymuję.
– Dla ciebie… i dla siebie – odpowiada po chwili. Szczerze. Dużo ma jeszcze asów w rękawie, bo co zdanie czuję się rozbrojony? – Nie rozumiesz? Po tamtej nocy wszystko się dla mnie zmieniło! Moje dotychczasowej życie wydawało się nie być moje. A ja je uwielbiałem. Ale nie mogłem przestać o tobie myśleć. Uznałem, że jak wyjadę, jak nie będę miał cię w pobliżu to mi przejdzie i je odzyskam.
– I co, wyszło? – nawet nie przejąłem się jego słowami.
– A byłbym tu teraz? – cały Rafał. Pogarda dla wszelkich zasad.
– To był tylko jeden lód – podsumowałem rozgoryczony.
– Nie tylko lód… – zagadkowość weszła mu w krew.
– Nie odzywałeś się przez TRZY lata – idę na całość wyrzucając mu.
– Prawie codziennie dzwoniłem do Anki i wypytywałem o ciebie. – Zdzira nawet się nie wydała. Chyba jego bardziej lubi.
– Dobra, dość. Skończmy z tym. Idę zrobić śniadanie, a ty się ogarnij.

Wstaję i wychodzę. Jakbym nie wyszedł, to rzuciłbym się na niego i zrobił mu laskę. Sam sobie gratuluję w duszy i sięgam do lodówki po jajka. Rafał wychodzi z pokoju chwilę po mnie. Zdążył się rozebrać i na biodrach ma przepasany ręcznik. Tyle dostrzegam kątem oka, bo nie chcę się na niego gapić, zwłaszcza, że jestem odwrócony tyłem. Szum wody dobiegający z łazienki pozwala mi skupić się na przygotowaniu jajecznicy. Odczuwam przyjemność z powodu wolnych myśli. Pierwszy raz od kiedy przyjechał, nie myślę o Rafale. I jest mi dobrze. Nawet pomimo tego, co powiedział. Że przez cały ten czas myślał o mnie, nie mógł zapomnieć, tęsknił. Cholera, on mi prawie wyznał miłość. Poniekąd.

Nagle czuję jak obejmuje mnie od tyłu. Nie zorientowałem się, kiedy woda przestała lecieć, kiedy on zdążył wyjść i zakraść się. Potężna łapa masuje mnie po piersi. Druga zatacza kręgi na moim brzuchu. Jest mokry. Ubranie mi przesiąka. Jego ciepły, przyspieszony oddech otula szyję. Na tyłku czuję, jak jego pała prostuje się.

– Od tamtego wieczoru nie tknąłem żadnej dziewczyny – szepcze mi do ucha.
– A faceta? – zżera mnie ciekawość.
– Musiałem nabrać doświadczenia.

Odwraca mnie do siebie. W ostatniej chwili zdążam zakręcić gaz i widzę przed sobą ten sam zawadiacki uśmiech. Śnieżnobiałe zęby otoczone słodkimi wargami wykrzywionymi z niepohamowanej radości. Wczorajszy zarost tylko dopełnia ten obrazek. Z krótko ostrzyżonych włosów strużki wody spływają mu na twarz. Mokre włosy na klacie też ma gładko przylizane do skóry. Nie zdążyłem zobaczyć tego, co niżej, bo w tej chwili mnie pocałował. Przywiera do mnie całym ciężarem swojego ciała opierając na blacie. Nie opieram się. Zgrywamy się w jeden rytm. Usta ocierają się o siebie, a języki tańczą między nimi baletowy duet. W jego ślinie miętowa świeżość miesza się z wyczuwalnym aromatem chmielu. Nie przeszkadza mi to. Mogę całować go długo. Wiecznie. Ale on jest zniecierpliwiony. Chce więcej. Rafał bierze moją twarz w obie dłonie, na ustach składa ostatni pocałunek. Patrzymy sobie głęboko w oczy. W jego błękicie pojawia się łobuzerski błysk łowcy. Ten sam, który zapamiętałem z tamtej nocy.

Rafał powoli osuwa się po moim ciele jednocześnie ściągając ze mnie szorty i bokserki. Mój kutas już czeka, na baczność gotowy na swego porucznika. Ręka Rafała wędruje pod moją koszulkę i mierzwi zarost klaty, drażni sutki. Jego usta za to pochłaniają moją pałę. Oczy ma zamknięte, oddycha spokojnie. Jest mu dobrze. Czuję jak topi mojego żołędzia w ślinie, jeździ po nim językiem, nie pozwala mu się wydostać. Z rozkoszy odchylam głowę do tyłu. Biel sufitu jest jakby jaśniejsza. Zaciskam wszystkie palce u dłoni i stóp. Tak, to ekstaza, a ja ją właśnie przedawkowuję. Rafał nie odpuszcza i bierze go całego. Nawet się nie krztusi. Odruchowo zginam się z rozkoszy, ręką strącając patelnię z kuchenki. Żadnego z nas to nie rozprasza. W tym momencie jesteśmy tylko my, tylko dla siebie.

Za to kot Anki wykorzystuje okazję i zjada jajecznicę z podłogi. Nienażarta bestia.

Ręka Rafała na klacie jest coraz bardziej chciwa. Szczypie i pociąga za brodawki. Czuję, że płonę, więc pośpiesznie zdzieram z siebie koszulkę. Teraz obaj jesteśmy już nadzy. Rafał nie odpuszcza mojej wygolonej pale. Ciągnie, ssie, liże, pieści. Jaja obraca drugą dłonią nie raz masując prostatę. Boże, jak wspaniale. W ustach naprodukował tyle śliny, że zaczęło mu się ulewać na brodę i ściekało na klatę. Uwielbiam ten widok. Teraz zaczyna wylizywać mi jaja. Połyka je w całości. Gdzie on się tego nauczył? Dopiero teraz, po raz pierwszy, na mnie zerka. Zapamiętam ten widok do końca życia. Odpuszcza mojemu kroczu, przedramieniem wyciera usta, powietrze wypuszcza w głośnym wydechu satysfakcji i uśmiecha się z samozadowolenia, jak tylko on potrafił. Wracam na ziemię.

– Pomożesz? – oboma palcami wskazującymi pokazuje na swojego kutasa, który sterczy między nogami w przykucu. Pod nim utworzyła się niewielka kałuża ze skapującego preejakulatu.

Odpowiedź jest zbędna. Pomagam mu się podnieść i zamieniamy się miejscami. Teraz jego pała znajduje się na wysokości mojej twarzy. Cała w śluzie, błyszcząca, z nabrzmiałym żołędziem i siecią bordowych żył na całej długości. Nawet stylowo ją wygolił. Myślę, że na sam widok mógłbym trysnąć. Łapczywie chwytam za nią i zanurzam w swoich ustach. Słodki nektar. Napój bogów. Dobrze myślałem – jest większa niż w liceum, ale wcale mi to nie przeszkadza w braniu jej po same jaja. Rafał też dostaje spazmów i jęczy nieskrępowanie z przyjemności. Tylko nie tryskaj, jeszcze nie. Wyjmuje pałę z ust, by dać mu chwilę wytchnienia, ale on silną ręką nadziewa mnie na nią z powrotem. Jestem mu za to wdzięczy. Nie kłamał – czekał na to. Na nowo zabieram się za polerowanie. Przy głośniejszych jękach przechodzę do lizania jaj, by jak najdłużej utrzymać jego spermę w środku.

– Poczekaj! – prosi Rafał przy silniejszym skurczu.
– Kończymy? – sapiąc pytam niepewnie.
– Nie, chcę iść dalej.

Teraz on pomaga mi się podnieść i całuje mnie jeszcze namiętniej. Obejmuje, jakby miał mnie po raz ostatni. Zwarci w pocałunku przemieszczamy się do salonu odbijając od ścian. Co za pasja! Przewracamy się na kanapę. Ja leżę pod nim. Przygnieciony ledwo oddycham, ale nie chcę go puścić. Gorące pały pulsują uwięzione w naszym uścisku. Rafał całuje mnie coraz niżej, jednak omija kutasa i zadziera mi nogi do góry. Mój gładki rowek odsłania się przed nim w całej okazałości. Jak dobrze, że rano się oczyściłem. Nie, żebym to planował. Rafał językiem zjeżdża od nasady jaj w dół. Dłońmi rozwiera moje pośladki. Czuję przyjemne podrażnienie na prostacie. Końcówką języka zaczyna krążyć wokół mojego otworku. Ogarnia mnie przyjemne rozluźnienie. W końcu zanurza się we mnie na ile może. Bosko! Nacisk, wkłada i wyciąga. Boże, dlaczego jego język nie jest dłuższy! Teraz ja zaczynam jęczeć. Zadowala to Rafała. Jeszcze chwilę mnie „męczy”, aż zacząłem mieć mroczki przed oczami, gdy przeszedł do konkretnej zabawy.

Z szafki wyciąga zapakowaną gumkę. Skubany, wczoraj musiał się przygotować. Zręcznie naciąga ją jedną ręką na skamieniała pałę. Spluwa na dłoń i nawilża mój otwór. Przechodzi mnie dreszcz podniecenia. Namierza i delikatnie zaczyna napierać. Choć nie chcę, ciało stawia opór. Zwieracze zdążyły się odzwyczaić. Rafał jednak się nie poddaje. Lekkie pchnięcie nie jest szczytem jego możliwości. Łapie mnie za uda i przyciąga do siebie. Próbuję mu pomóc i rozluźniam się jak tylko mogę. Jeszcze raz spluwa, tym razem bezpośrednio na członka i rozciera po nim ślinę. Wrota zostają sforsowane. „Wróg” dostaje się do środka. Czuję rozdzierający ból, aż krzyczę. Rafał zatrzymuje się, pochyla nade mną i opiera swoje czoło o moje. Obaj dyszymy. Dupa przyzwyczaja się do obecności „intruza”. Rafał wolno zaczyna poruszać biodrami całując mnie w usta. Tarcie jest wyczuwalne. Krzywię się, ale z każdym kolejnym ruchem ból przemienia się w rozkosz. Rafał rozpędza się. Jego ruchy stają się coraz płynniejsze. Dupa nabiera wilgoci i ból odchodzi w zapomnienie. Rafał opiera swój ciężar na wyprostowanych ramionach opartych po obu stronach mojej głowy. Góruje nade mną i posuwa. Prawdziwy, dziki goryl. A ja topię się w jego błękitnych oczach. Nagle zmienia tempo. Bierze pojedyncze zamachy, ale silniejsze, żeby wejść głębiej. Pobolewa, ale mogę czuć go i w gardle. Tak mi dobrze. Rafał zaczyna czuć się na tyle pewnie, że jedną ręką łapie mój maszt i zaczyna mi walić. Jęczę jeszcze głośniej. Pierwszy dochodzę. Mój spust jest tak intensywny, że niemal cała sperma przykleja się do rozciągniętego nade mną kaloryfera Rafała. Dopiero po chwili grawitacja zaczyna działać i biały deszcz spada na mój brzuch.

Zaraz po mnie Rafał dostaje skurczy i jeszcze kilka razy chaotycznie mnie posuwa. Z moim stęknięciem wyrywa ze mnie pałę, zdziera gumę i szybko ładuje mi twardziela do ust. To musi go boleć – zgiąć taki sztywny sprzęt to nie lada wyczyn. Przysiada i zalewa mnie swoim ciepłym, rzadszym płynem. Ryczy przy tym jak lew. Ta chwila trwa przyjemnie w nieskończoność. Tryska kilkukrotnie. A ja posłusznie łykam kolejne porcje. Też się czegoś nauczyłem przez ten czas, bo nie uroniam ani kropli. Rafał, zmęczony i obolały, ale zauważalnie zadowolony wstaje i kładzie się obok mnie. Obaj leżymy na plecach, nadzy, zdyszani, zalani spermą, spełnieni. Nasze nogi splatają się. Rafał ręką ściąga moją spermę ze swojego podbrzusza i oblizuje rękę. Zamyka oczy rozmarzony. Czekam na jego reakcję. Jest w siódmym niebie.

– Dobra – uśmiecha się swoim autorskim uśmiechem. – Następnym razem twoja kolej.
– Nie, dzięki – parodiuję go – To o której? – pytam z rozpędu.

Rafał śmieje się głośno. Obejmuje mnie.

– Anka będzie przeszczęśliwa – zagaduję znienacka.
– Dlaczego? – pyta zaskoczony Rafał.
– Z dwoma homoprzyjacielami wyląduje na szczycie śmietanki towarzyskiej.

Rafał znowu zaśmiewa się w głos i całuje mnie.

Męskie zabawy podczas meczu
5 (100%) 1 vote
Tagi

Podobne sex opowiadania