Gra z kumplami i seks z… żoną gospodarza

Zaprosiłem do siebie kilku kumpli, Bartka i Kubę, żeby pograć w gry komputerowe i wypić parę piw. Niby dlaczego dorośli mężczyźni nie mogliby spędzać czasu w ten sposób?

Gra z kumplami i seks z... żoną gospodarza
Gra z kumplami i seks z… żoną gospodarza

Zabawa zaczęła się, jak tylko się pojawili. Rebeka była w swoim pokoju. Zazwyczaj dawała nam spokój, bo nie przepadała za moimi kolegami. Chłopcy byli jeszcze bardziej w typie naukowca niż ja.

Siedzieliśmy dobrych kilka godzin, a na stoliku przed nami zgromadziło się około dwudziestu pustych puszek po piwie. Kiedy zaczęliśmy się wygłupiać i zachowywać bardzo głośno, zdarzyło się coś fajnego.

Po jednym, szczególnie głośnym wybuchu Kuby (uderzyłem jego postać w grze komputerowej), żona w końcu wyłoniła się ze swojego pokoju i weszła do salonu. Miała na sobie sportowe szorty i krótki top. To nie był zbyt odsłaniający ubiór, ale z jej ciałem nic nie dało się ukryć. Nie miała głębokiego dekoltu, ale przez tkaninę bluzki widać było wyraźnie, że ma ładne piersi. To samo z dolną połową ciała- co prawda szorty nie podkreślały tego tak dobrze jak spodnie do jogi, ale po sposobie w jakim spodenki odstawały od ciała można było powiedzieć, że Rebeka ma wspaniały tyłek.

– O co chodzi z całym tym wrzaskiem? – zapytała. Spojrzała na grę komputerową wyświetloną w TV i prychnęła – Mój boże, jesteście takimi nerdami… – dodała rozbawionym tonem, wychodząc z pokoju do kuchni.

– Cholera, jesteś takim szczęściarzem… – powiedział Kuba, wyciągając pięść żeby przybić mi żółwia. Żaden z chłopaków nie miał szczęścia, jeśli chodzi o kobiety.

Wszyscy moi znajomi mieli trudności z uprzejmym zachowaniem w towarzystwie żony. Byli zbyt nieśmiali żeby się odzywać, ale to nie przeszkadzało im w gapieniu się na nią.

– Wiem stary. – powiedziałem, otwierając kolejne piwo i czując dumę z samego siebie.

Graliśmy dalej.

Po chwili Rebeka weszła z powrotem do salonu. Stanęła z boku ekranu, patrząc na niego odwrócona do nas plecami.

– Kto wygrywa? – zapytała.

– Ja! – wykrzyczałem. Nadgoniłem przeciwników w trakcie obecnego wyścigu. Postawiliśmy trochę kasy na wynik, więc każdy przykładał się bardziej niż zwykle.

– Dobra robota, kochanie. – powiedziała. Podeszła do miejsca w którym siedziałem, nachyliła się i pocałowała. Kiedy to zrobiła, skierowała się tyłkiem w stronę chłopaków. Odwrócili wzrok od ekranu wbijając go w nią, co spowodowało wyjechanie obydwu postaci poza trasę gry.

Żona rozpoznała żałosny dźwięk i spojrzała na ekran.

– Co się do cholery właśnie stało? – zapytała.

Bartek włączył się do rozmowy. Normalnie nie byłby w stanie się odezwać, a już na pewno nie w taki sposób. Alkohol robi swoje.

– Ty, yyy… Rozproszyłaś nas. – powiedział cicho, udając że skupia się z powrotem na rozgrywce.

– Ups. – odpowiedziała monotonnym głosem. – Dobra Bartek, to teraz rozproszę dla ciebie Andrzeja. – dodała, siadając mi na kolanach.

Byłem całkowicie skoncentrowany na grze. Tak jak wspominałem, założyliśmy się o pieniądze.

– Kochanie złaź! Nic nie widzę! – wykrzyczałem sfrustrowany. Wypadłem z trasy, a chłopcy wyminęli mnie w ostatniej chwili.

– Masz za swoje! – powiedział Kuba, po czym wziął gigantycznego łyka piwa w ramach celebracji.

Rebeka wstała.

– Myślałam, że jesteś w tym dobry. – powiedziała, stojąc nade mną.

– Jestem, kochanie, ale gówno widziałem. Tak jak powiedział Bartek, jesteś rozpraszająca. – odpowiedziałem.

– Pff! – prychnęła i energicznie wyszła z salonu.

Piliśmy i graliśmy dalej. Z czasem składaliśmy się po coraz większych sumach na każdą z gier. Stąd, stawaliśmy się też coraz głośniejsi.

Około pierwszej w nocy Rebeka znów wyłoniła się z sypialni. Przebrała się ze sportowych ciuchów w piżamę. W parę białych majtek i luźny sweter, który nie miał dekoltu ale pokazywał nieco tyłka, jeśli stała pod odpowiednim kątem.

Nie przeszkadzało mi to. Byłem narąbany i nie postrzegałem Kuby i Bartka jako zagrożenia. Byliśmy dobrymi kumplami.

– Nie mogę spać przez wasze wrzaski. – powiedziała – Czy skoro i tak nie śpię, to mogę z wami przynajmniej pograć?

Podałem jej kontroler i usiadła przed nami na podłodze. Bardzo się starała, ale my byliśmy zbyt dobrzy w te klocki. Zmiażdżyliśmy ją.

Po kolejnej rundzie odłożyła pada, wyraźnie nie bawiąc się zbyt dobrze.

– Ta gra ssie! – powiedziała, dąsając się.

– Wcale nie! To ty nie potrafisz w nią grać. – odpowiedziałem, drocząc się z nią. Uśmiechnęła się.

– Tak? A co, jeśli sprawię że to ty nie będziesz potrafił grać? – powiedziała, po czym usiadła mi znów na kolanach.

Zamruczałem. Mój boże, jej wielki tyłek był tak przyjemny w dotyku… Nie chciałem żeby odchodziła, więc zgodziłem się grać dalej, nawet mimo kaleczenia każdej rundy.

W następnej grze chłopcy zmiażdżyli mnie.

– Stary, ssiesz pałę! – krzyknął Kuba. Rebeka spojrzała na niego zszokowana.

– Kuba! Maniery! – powiedziała, a kumpel zawstydził się i odwrócił wzrok. Nie był przyzwyczajony do towarzystwa takich kobiet, co dopiero do rozmowy z nimi.

– Przepraszam. – powiedział wbijając wzrok w podłogę i biorąc nerwowego łyka piwa.

– Nie ma za co. – powiedziała, śmiejąc się – Ale czy myślisz, że pokonałbyś mojego męża, gdybym siedziała tobie na kolanach zamiast na jego?

Kuba zastygł.

– Nie, uh… nie mogę sobie tego wyobrazić. – powiedział, na co Rebeka machnęła lekceważąco dłonią.

Siedziała ze mną jeszcze przez kilka gier, a ja sromotnie przegrywałem każdą z nich.

– W tym tempie wyczyścimy cię całkowicie z kasy, stary. – powiedział Bartek.

– Chwila, wy gracie na pieniądze? – zapytała żona.

– Tak kochanie. Chłopcy miażdżą mnie, dzięki tobie.

Rebeka wstała.

– Dobra, pobawmy się. Idzie wam zbyt dobrze. Co wy na to, że podwoicie stawki, a ja będę was rozpraszać? Im większymi dżentelmenami będziecie, tym większa szansa na wygraną. Jeśli nie, to idę spać dalej, bo nudzi mnie cała ta akcja.

Chłopaki spojrzeli na mnie. Ich twarze błagały o moje pozwolenie. Jeśli mam być szczery, byłem totalnie podniecony po tym jak Rebeka siedziała na moich kolanach i chciałem żeby została w pokoju, choćby nie wiem co.

– Podwójna stawka, albo nic! – krzyknąłem, mimo iż nie miało to sensu. Bartek i Kuba wyprostowali się, gotowi na starcie.

Rebeka wstała i podeszła do ekranu, tak jak wcześniej. Nie poruszała się, tylko oglądała grę. Sweter zasłaniał plecy i tyłek. Choć nogi miała odsłonięte, byliśmy w stanie ją zignorować.

Zauważyła, że idzie nam zbyt dobrze. Podciągnęła sweter nad linię majtek, uwidaczniając je.

Kuba zachłysnął się śliną i zaczął kaszleć. Ja i Bartek wybuchnęliśmy histerycznym śmiechem.

– Wszystko w porządku, stary? – zapytałem, śmiejąc się.

– Tak, tak myślę. – powiedział, odkrztuszając po raz kolejny.

W międzyczasie Bartek skupił całą swoją uwagę na rozgrywce. Zorientowałem się zbyt późno. Kiedy złapałem z powrotem pada i utkwiłem wzrok w ekranie, był już za daleko.

Odrzucił kontroler z radości.

– Wypłata! – zażądał. Wyciągnęliśmy portfele i podaliśmy mu pieniądze.

Rebeka podeszła i stanęła przed nim.

– Chciałbyś coś jeszcze? – zapytała prosto z mostu. Bartek uniósł wzrok, oniemiały.

– Uh… – wydukał. Nie mógł sklecić zdania.

– No dalej, chłopaczku. Czego byś chciał? Nie każ mi się spoliczkować. – kontynuowała.

Bartek popatrzył na mnie, zmieszany i nieco zaniepokojony. Ja z pewnością wyglądałem tak samo.

– Ym, myślę że byłoby fajnie gdybyś tak postała jeszcze przez kolejną rundę. Ale jeśli nie chcesz, to ok. I tak dobrze się bawimy… – powiedział jednym tchem.

– Boże drogi, cicho już. Dobra, zrobię to. – powiedziała Rebeka, po czym stanęła na swoim miejscu i podciągnęła sweter nad majtki.

Kiedy licznik na ekranie odmierzał czas do rozpoczęcia wyścigu, odwróciła się w naszą stronę i powiedziała:

– Zróbmy tę rozgrywkę bardziej interesującą. Wygrany będzie mógł dać mi klapsa.

Odwróciła się aby oglądać wyścig, a chłopaki wyprostowali w siedzeniach, koncentrując z całych sił. Chciałem coś powiedzieć, ale gra właśnie się rozpoczęła i nie chciałem przegrać.

Bartek znowu wygrał. Byłem blisko, ale odpadłem przed samą metą. Mimo to nie wstał z siedzenia, tylko nieśmiało pociągnął łyk piwa.

– No to jak, Bartek? Na co czekasz? Chodź do mnie. – rozkazała Rebeka.

Kumpel podniósł się i, nie patrząc na mnie, stanął obok niej.

– No dalej, zrób to. Daj mi porządnego klapsa. – powiedziała, mając opuszczony w dół sweter i stojąc przodem do niego. Chłopak nie wiedział, co ma zrobić.

– Co, chcesz listowne zaproszenie, czy jak? – kontynuowała.

Bartek okrążył ją i sięgnął dłonią, by delikatnie unieść rąbek swetra i częściowo odsłonić pośladki. Odchylił rękę i łagodnie klepnął je. To nie był dobry klaps. Nawet nie było słychać żadnego dźwięku.

– Yy, chłopcze, ty to nazywasz klapsem? – zapytała Rebeka. Bartek nie odpowiedział, tylko wbił wzrok w podłogę.

Żona przeszła przez pokój do biblioteczki, oparła o nią ręce i wystawiła tyłek w jego kierunku.

– No dalej Bartuś, mamusia potrzebuje porządnego klapsa!

Bartek podszedł sztywno i zamachnął się. Tym razem było lepiej, ale nadal nie zadowalająco. Rebeka odeszła od biblioteczki pozwalając, aby sweter opadł i znowu ją zakrył.

– Usiądź na kanapie, chłopczyku. Kuba, myślisz że potrafisz zrobić to lepiej? – zapytała.

Kuba aż podskoczył.

– Nie tak szybko, proszę pana. Najpierw będziesz musiał wygrać grę. – powiedziała, po czym podeszła do mnie i dała długiego całusa z języczkiem. Wcisnęła mi język w usta i całowaliśmy się z pasją przez kilka dobrych sekund. Kiedy się odchyliła, nie wiedziałem gdzie jest góra, a gdzie dół.

– Pozwolę wam pozbierać myśli na moment i pójdę się odświeżyć. – powiedziała i wyszła z salonu, kołysząc biodrami. Przechodząc przez drzwi odwróciła się, mrugnęła zalotnie i posłała całusa. Nie wiedziałem co się dzieje.

Zapadła cisza.

– Stary… – powiedział Bartek.

– Wszystko w porządku. Rozmawialiśmy o tym wcześniej. – wyjaśniłem, bo wszyscy przeczuwaliśmy co nadchodzi.

Tylko że, tak naprawdę, nie rozmawialiśmy o tym wcześniej.

Bartek wypuścił powietrze z ulgą.

– Całe szczęście. Nie chcę sprawiać żadnego problemu, ani nic. – dodał. Kuba przytaknął.

Nie wiedziałem jak zareagować, kiedy chwilę później Rebeka weszła do pokoju.

– Kochanie, pokażę twoim kolegom kto tu rządzi, co ty na to? – powiedziała uwodzicielsko.

Zgłupiałem.

Oceń opowiadanie:

3.3 / 5. Ocen: 26