Dzień jak co dzień

8

Dla Tamary był to dzień jak co dzień. Wstała rano, doprowadziła się do porządku, zjadła coś, wypiła kawę i wybiegła do pracy. Na miejscu – a pracowała w małej firmie usługowej – nie było jeszcze nikogo. Trudno się dziwić – pora była wczesna. Tak jej się przynajmniej zdawało, dopóki nie usłyszała szelestu dochodzącego z gabinetu szefowej, który znajdował się obok. Zamarła i w pierwszej chwili pomyślała, że to przeciąg, ale na noc wszystkie okna zostawały zamknięte. Szelest powtórzył się… z bijącym sercem wstała i podeszła do drzwi. Były uchylone. Widok, który ujrzała za nimi, sprawił, że niemal od razu cofnęła głowę. Zobaczyła swoją szefową siedzącą przy biurku. Tyle że kobieta miała rozwarte nogi, podwiniętą spódnicę i rękę między pierwszymi.

Zażenowana i onieśmielona, już miała cicho się wycofać, gdy coś dziwnego się w niej obudziło. Coś, co kazało jej patrzeć. Przełożona tymczasem wstała i ściągnęła z siebie dolną warstwę odzienia. Tamarze zabiło serce, gdy ujrzała jej wygoloną kobiecość i pasek włosów łonowych nad nią. Czarnowłosa kobieta podeszła do biurka od drugiej strony, postawiła coś na nim, wypięła się i sięgnęła jedną ręką do tyłu, by rozchylić pośladki. Następnie – blondynka jęknęła cicho z mieszanką wstydu i podniecenia – wsadziła sobie palec w tyłek. Drugą zaś poczęła się pocierać po sromie; w świetle dnia jej szparka lśniła od soków. Zadowalała się tak przez chwilę z zamkniętymi oczami, wydając jedynie drobne stęknięcia. Tamara przestępowała z nogi na nogę, czując przyjemne ciepło w dole. Patrzyłaby może, niedostrzeżona, gdyby jej szefowa nie otworzyła w pewnym momencie oczu i nie spojrzała prosto w stojące na biurku lusterko, wycelowane w drzwi.

Blondynka słyszała już w myślach jej krzyk, kiedy… nie zdarzyło się nic. Kobieta wypięła się jeszcze mocniej i wyjęła palce z cipki, teraz zajmując się wyłącznie tyłkiem. Świadoma, że ktoś ją podgląda, choć niedająca tego po sobie poznać, do jednego palca dołożyła drugi i penetrowała swoją drugą dziurkę, coraz głośniej postękując. Później znowu wróciła do cipki, trąc palcem nabrzmiałą łechtaczkę, aż wreszcie doszła. Jej pośladki zacisnęły się, plecy wygięły, usta wydały zduszony jęk… z rozwartego sromu kapnęło nieco soków. Kiedy było już po wszystkim, przełożona odsunęła się, odsłaniając niewielki przedmiot, który postawiła wcześniej przed sobą. Nie, Tamara nie myliła się… to było jej zdjęcie. A czarnowłosa zbliżyła się do niej, oblizując po kolei wszystkie palce.

Chciała się cofnąć, uciec przed tym rozpustnym demonem, jednak nogi odmówiły jej posłuszeństwa.

– Pragnę cię… – mruknęła kobieta i ujęła jedną ręką jej podbródek. Po czym pocałowała. Blondynka odruchowo zacisnęła usta, w końcu jednak poddając się szefowej i wpuszczając do środka jej giętki język… stały tak chwilę. Aż w pewnym momencie przełożona wzięła jej rękę i nakierowała na swój gorzejący srom. Zaraz potem poczuła, jak drobne palce koleżanki wślizgują się w jej cipkę. Jeśli wcześniej cała płonęła, to teraz była już żywym ogniem. Palce pogmerały w niej chwilę nieśmiało, zanurzone w gęstniejących sokach, po czym na moment opuściły wilgotną jamkę, aby zaraz potem wbić się w nią gwałtownie. Kobieta jęknęła:

– Dobrze, dobrze… teraz liż ją jeszcze. Liż ją, rozumiesz? Chcę tam poczuć twój mokry język…

Druga usłuchała, nachylając się nad nabrzmiałym kroczem i wysuwając drgający narząd. Starsza stażem widząc jej wahanie, chwyciła ją za włosy i bezceremonialnie przycisnęła do siebie.

– Wyliż ją… wyliż, mała suczko.

– D-dobrze… – wydukała młodsza, rumieniąc się na jej słowa. Nie sądziła, że pozwoli kiedykolwiek tak się traktować. A jednak… jakaś jej część wiele by dała, by usłyszeć znowu pieprzne słowa szefowej. Rzeczywiście – obudziło się w niej coś zwierzęcego. Lizała szparkę kobiety, śliniła ją, twarz miała mokrą od soków… i ten zapach! Ostry, pociągający, zawierający brudną nutę moczu, ale wywołujący nieznane dotąd instynkty. Chciała jej służyć… Poruszała wciąż palcami, czując, jak ocierają się o gorące, pokryte lepkim śluzem ściany pochwy. Otworek drgał spazmatycznie, przez co odbierała wyraźnie, że należy do żywej istoty, którą właśnie zaspokaja.

Zapomniała jednak, że stać ją na więcej. A przypomniał jej to nabrzmiały punkcik, który miała tuż przed nosem. Dotknęła go językiem; ciało przełożonej przeszedł dreszcz. Kobieta objęła ją nogami i jęknęła:

– Tak… teraz tam!

Blondynka posłusznie ssała jej łechtaczkę. Wiedziała, jak wrażliwe jest to miejsce, bo czasem sama dotykała się tam w chwilach samotności. Dlatego teraz chciała dać kobiecie jak najwięcej przyjemności… i lekko ją tam ugryzła. To była kropla, która przepełniła czarę: oddech szefowej przyspieszył, jej nogi przycisnęły głowę dziewczyny do cipki, plecy wygięły się w łuk, dłonie zacisnęły na piersiach, a z pochwy trysnęła fontanna soków – prosto w twarz jej pracownicy. Tamta skrzywiła się, kiedy kobiecy ejakulat skleił jej włosy, opryskał policzki, wreszcie: wdarł się do ust, zostawiając słono-kwaśny posmak…

– Zliż to, kurewko – mruknęła brunetka, oczy mając wciąż zamknięte po przeżytej rozkoszy.

Tamara już chciała odmówić – miała spijać soki innej kobiety? To było… obrzydliwe! Wtedy jednak rzeczywiście obudziła się w niej kurewka. Tak naprawdę chciała to zrobić. Zanurzyła się więc między nogi brunetki i zaczęła krążyć językiem po całym kroczu, lepiącym się teraz od soków. Całowała nabrzmiałe wciąż wargi, wkradała się do pochwy, lizała wreszcie mokry pasek włosów łonowych. W końcu dotarło do niej, co właśnie zrobiła. Spojrzała na szefową, która zdawała być się jakimś półśnie, zaspokojona. Jak teraz będzie wyglądała ich praca? Czy będzie w ogóle możliwa po czymś TAKIM? Czy każde, niewinne polecenie w stylu: „podaj mi długopis” będzie odtąd brzmiało jak: „wyliż mi szparkę”? Spłoniła się cała i odwróciła głowę, nie mogąc ukryć zawstydzenia. Dobrze, że ich nikt nie nakrył… czemu dotąd nie zasłoniła piersi?

– Teraz twoja kolei – usłyszała ze zgrozą, gdy już naciągała ramiączka sukienki.

– Słucham?… – wyrwało jej się, zanim ugryzła się w język.

– Twoja kolej. Rozbieraj się – rzuciła kobieta nieznoszącym sprzeciwu głosem. Głosem, który dotąd był zarezerwowany wyłącznie dla opornych pracowników. Tamara nie potrafiła mu się oprzeć. Drżącymi rękami zaczęła podwijać krawędź sukienki, by już po chwili ściągnąć ją przez głowę. Teraz była w samych butach i bieliźnie. Pod czarnym stanikiem rysował się jej drobny biust, a na majtkach wykwitła ciemna, mokra plama. Tak… zdążyła się podniecić przez ostatni kwadrans.

Szefowa zmierzyła ją krytycznym wzrokiem od stóp do głów. Prześliznął się po mokrej plamie, wywołując u kobiety lubieżny uśmiech.

– Teraz bielizna. Już, nie mamy całego dnia! – rozkazała.

Blondynka z wahaniem rozpięła stanik i nie wiedząc, co z nim zrobić, rzuciła go na ziemię. Następnie sięgnęła do majtek. Chwyciła za gumkę i powoli, zaciskając nogi i odwracając się bokiem, by brunetka nie mogła zbyt wiele zobaczyć, zsunęła je z siebie. Cipkę miała wygoloną; do pachwiny przykleiła się nitka soków. Teraz już cała płonęła ze wstydu… tym bardziej, że po chwili usłyszała:

– Oprzyj się o biurko i wypnij. Szybko.

Podeszła powoli do biurka, z którego jej szefowa już się zsunęła, i oparła się o nagrzany przez tamtą blat. Przez chwilę nic się nie działo. Czekała, oddychając niespokojnie i słysząc urywany oddech przełożonej. Aż wreszcie poczuła dotyk na swoich pośladkach. Dwie dłonie ścisnęły je (odruchowo zacisnęła je jeszcze bardziej), zaczęły miętosić, wreszcie rozchyliły, ukazując wstydliwy punkcik. Wkradły się pomiędzy, ocierały o wilgotną, delikatną skórę, zahaczały czasem o odbyt. Po chwili – jakby tego było mało – do rąk dołączyły usta, zataczając kręgi na spoconej skórze. Tamara pomyślała, że brunetka musiała teraz poczuć woń jej rozpalonej cipki i nogi aż ugięły się pod nią ze wstydu. Jak mogło jej się to podobać? Czy można było jeszcze niżej upaść?

Widać można, bo gdy jej tyłek został już wycałowany i pokryty śliną, język kobiety dotknął jej zwieracza.

– Wepchnij go tam… – wysapała wbrew sobie i zaraz zdała sobie sprawę, o co właśnie prosi. Tamta jednak ani myślała protestować. Wraziła szorstki, wijący się narząd w jej odbyt. Nie przeszkadzało jej, że blondynka załatwiała się przed paroma godzinami; to dodało tylko pikanterii. W środku musiało być sporo śluzu, bo już po chwili rozległ się odgłos „packania”. Pracownica czuła, jak jej szparka płonie; ścisnęła swoją pierś i postanowiła poddać się uczuciu wypełnienia. Język wdzierał się w nią, gmerał trochę w środku, masował jej zwieracz, wywołując przyjemne drgania… Samica wylizująca tyłek innej samicy… to działało na nią jak płachta na byka.

– Podoba ci się? – spytała lubieżnie szefowa. Jęknęła w odpowiedzi i sięgnęła ku pośladkom, rozchylając je jeszcze, byle tylko czuć tam to mrowiące uczucie. Łaskotały ją długie włosy kobiety, która wpijała się teraz dziko ustami w drugą dziurkę. Wtem jednak odessała się od niej i pomasowała palcem. Zwieracz nie zaprotestował, kiedy włożyła go do środka i pogmerała, całując czerwone pośladki. Dała blondynce klapsa, którego ta skwitowała tylko kolejnym jęknięciem. Teraz była tak rozpalona, że mogła zrobić wszystko… myślała, że oszaleje, gdy język poczuła tym razem na cipce. Wypięła się jeszcze bardziej i pozwoliła, by czarna wylizała jej szparkę.

Tamta rozchyliła wargi sromowe, wpijając się to w jedną, to w drugą, to znowu przygryzając je lekko. Zaraz potem Tamara poczuła nos między nimi i zdała sobie sprawę, w jakim miejscu szefowa właśnie ją obwąchuje. Trwało to chwilę. Gdy już kobieta nasyciła się jej zapachem, w miejsce nosa wcisnęła wilgotny język. Penetrowała rozgrzaną kobiecość i spijała soki, wylizując je do ostatniej kropli. Gdy zbliżyła się do łechtaczki, wepchnęła do odbytu blondynki kolejne dwa palce i zwiększyła tempo, z jakim go pieprzyła. Pracownica zaczęła niekontrolowanie jęczeć, wypinając się do granic możliwości. Brunetka dała jej klapsa wolną ręką, co zaowocowało zagęszczeniem jęków.

I wreszcie… przyszła jej kolej. Zwieracz zacisnął się na palcach przełożonej, usta wydały jeden, długi, spazmatyczny jęk, a z cipki wypłynęły soki, wyssane zaraz przez kochankę.

– Dobra suczka – mruknęła tamta. – Taaak… nakarm mnie. Lubię, jak mnie karmisz – dodała, gdy szparka wyrzuciła więcej lepkiego płynu. W końcu szefowa oblizała się, wstała i sięgnęła do leżącej na jej krześle torby, wyciągając z niej czarny korek analny.

– To nie koniec zabawy. Nie wiedziałam, że taka z ciebie rozpustnica.

Tamara obejrzała się na nią z mieszanką zaskoczenia i podniecenia w oczach… ale już nie przerażenia. Brunetka zbliżyła się do niej, nachyliła nad pośladkami, rozwarła je i powoli wsunęła korek w odbyt.

– Noś go na razie, żebyś o mnie pamiętała. Spotkamy się po pracy, w toalecie.

Blondynka wiedziała, że nie będzie w stanie odmówić.

Oceń opowiadanie:

/ 5. Ocen:

Dodaj komentarz