Na ostro z nauczycielem

Piotr był nauczycielem angielskiego w pobliskiej szkole. Mieszkał w małym miasteczku gdzie „każdy każdego znał”. Wizja zbliżających się nieubłaganie trzydziestych urodzin kurczowo trzymała się jego ramienia. Nikt obcy jednak nie posądziłby go na taki wiek. Jego ciało nie posiadało żadnych oznak upływającego czasu, można by nawet powiedzieć, że każdy upływający rok dodawał mu męskości a rysy twarzy robiły się bardziej wyraziste. Był wysoki i dobrze zbudowany. Z daleka biła od niego męska, pierwotna siła.

Na ostro z nauczycielem

Aby wspomóc swój fundusz Piotr łapał wiele dodatkowych prac. Jedną z nich były korepetycje udzielne zarówno młodzieży i studentom. O dziwo jak na tak małą miejscowość odzew był duży. Mężczyzna większość wolnego czasu poświęcał na nauczanie, zapominając o własnych potrzebach.

Pewnego jesiennego wieczoru, łapiąc chwile wytchnienia, Piotr zatopił się w fotelu pochłaniając jeden z kryminałów. Linijka po linijce lustrował każdą stronę jakby z obawy, że przeoczy coś istotnego. Lektura pochłonęła go bez reszty, jedynie donośny dźwięk telefonu był w stanie wyrwać go z powieści. Powoli wracając do rzeczywistości odebrał telefon.
-Halo? Czy dodzwoniłam się do Pana Piotra?…
Głos po drugiej stronie był aksamitny i delikatny, lecz bardzo pociągający. Okazało się, że kobieta szukała korepetytora. Nic nowego. Omówili dokładnie szczegóły pierwszego spotkania. Rozmowa ciągnęła się jakoś samoczynnie, tak, że Piotr spędził przy telefonie dobre pół godziny.
Pierwsza lekcja miała się odbyć za tydzień, o dziewiętnastej, u niego.

Piotr mieszkał w małym mieszkaniu z widokiem na pobliski las. To miejsce posiadało swój urokliwy klimat. Utrzymane w nienagannej czystości sprawiało wrażenie bardzo przytulnego. Dobiegała już dziewiętnasta, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Jego oczom ukazała się śliczna długowłosa brunetka.
-Cześć, jestem Iza. Powiedziała z delikatnie zalotnym uśmiechem. Już od pierwszego spojrzenia wydawała mu się znajoma, jednak szybko zignorował tą myśl i zaprosił dziewczynę do środka. Tak jak się domyślał głos z telefonu idealnie pasował do ponętnej młodej kobiety. Nie mógł oderwać od niej wzroku studiując każdy centymetr jej ciała. Rzadko której udawało się wprawić Piotra w taki stan. Był bardzo rozkojarzony i onieśmielony, zwłaszcza na początku. Później jednak starał się zakryć zakłopotanie pewnością siebie. Lekcja przebiegała bez zarzutu. Czas jak na złość biegł w zawrotnym tempie i niewiadomo nawet kiedy było już po wszystkim. Wraz z wyjściem dziewczyny mieszkanie natychmiast zrobiło się opustoszałe, jakby czegoś w nim zabrakło. Został jedynie słodki zapach jej perfum…

Tej nocy Piotr przewracał się z kąta w kąt próbując zasnąć. Okazało się to dla niego niezłym wyzwaniem. Na samo wspomnienie dziewczyny jego serce biło przyśpieszonym rytmem.
-Co się ku*** we mną dzieje?! Kompletnie zgłupiałeś stary… Mówił sam do siebie próbując wyrzucić Izę z głowy. Dochodziła pierwsza, lecz żaden sposób nie pomagał. Postanowił się przejść, to zawsze koiło mu zmysły, gdy miał za dużo na głowie.
Całe miasteczko pogrążone było we śnie. Jedynym dźwiękiem, jaki dało się usłyszeć było cichutkie spadanie liści noszonych przez wiatr. Usiadł na ławce tuż przy obrzeżach gęstego lasu. Migocząca lampa i ogromny księżyc były nielicznymi źródłami subtelnego światła. Piotr wziął głęboki wdech i zamarł bez ruchu, starał się o niczym nie myśleć, po prostu być. Trwał tak przez pewien moment wsłuchując się w ciszę. Nagle nie wiedząc skąd odpowiedzi na większość nurtujących go pytań leżały na wyciągnięcie ręki. Już wiedział, dlaczego Iza wydawała mu się taka znajoma.

Kilka lat temu był jej nauczycielem. Była wtedy skrytą, nieśmiałą nastolatką. Jednak nie widział w niej dawnej uczennicy, teraz w jego oczach widniała jako młoda kobieta. Wręcz bardzo młoda, ale ta cecha nie była dla niego przeszkodą, przeciwnie, jej dojrzewające ciało było dla niego obiektem pożądania. Nie widział jej od ponad sześciu lat, to zaskakujące jak bardzo przez tak krótki okres można się zmienić. Dzieliło ich prawie dziesięć lat różnicy. Dla większości ludzi dziesięć lat to nic strasznego, ale gdy w grę wchodzi relacja dorosłego z tak młodą dziewczyną, która ledwo, co osiągnęła pełnoletniość sprawa odwraca się o 180 stopni. W głowie Piotra układały się przeróżne scenariusze. To dziwne, był święcie przekonany, że wyrósł już z takich głupot. Tym razem nie potrafił opanować wyobraźni, oczami widział już ich codzienne życie, wspólne poranki i gorący seks… Tego było już za wiele.
-Zaraz, co?! Przestań!… Rozkazał samemu sobie, po czym wstał i udał się do domu. Było już około czwartej nad ranem, gdy zasnął z pomocą kilku głębszych. Dzięki Bogu, była sobota a dzisiejsze zaplanowane korepetycje odwołane. Powrót do jako takiej normy zajął mu kilka dni. Pochłonięty pracą nie pozwalał sobie na porywy fantazji. Starał się zapomnieć o niedawnej nocy uznając ją za kompletną bzdurę i dziecinadę.
Tak minęło kilka pierwszych tygodni. Pożądanie przeplatało się z rozsądkiem. Lekcje z Izabelą wymagały od niego wielkiego poświęcenia, jednak starał się surowo trzymać w wyznaczonych ryzach. Nie był pewien czy dziewczyna go pamięta. Na początku (zapewne dzięki dużej różnicy wieku) nieśmiało zwracała się do niego na pan, jednak z upływem czasu dystans między nimi szybko malał i kilka tygodni później mówili sobie po imieniu, wspólnie żartowali, śmiali się i dyskutowali. Wstępne ustalenia mówiły o dwóch godzinach czystej teorii, jednak po kilku spotkaniach wspólnie uznali, że lepsze efekty przyniesie zastosowanie angielskiego w praktyce. Tak więc większa część lekcji opierała się na rozmowie i poniekąd korepetycje z obowiązku stały się przyjemnością. Piotr starał się zbliżyć do dziewczyny, zyskać jej zaufanie tak, aby czuła w nim oparcie. Chciał poznać ją jak najlepiej. Może właśnie to działanie powodowało, że z lekcji na lekcje Iza coraz bardziej się przed nim otwierała. Opowiadała mu na przykład o problemach w domu, o tym, że mając tak niewiele lat musiała się stamtąd wynieść, że pomieszkuje teraz u krewnych, ale nie wie ile jeszcze to będzie trwać. Nie była jak większość młodych dziewczyn, posiadała w sobie pasję, która w połączeniu z dużą dawką inteligencji i humoru tworzyła dla Piotra mieszankę idealną. Jego pożądanie nie gasło a wręcz wzniecało się z tygodnia na tydzień. Ewoluowało z czysto fizycznego na duchowe, rozpalając w nim nigdy niegasnący płomień. Nie wiedział ile jest w stanie jeszcze wytrzymać. Miał silną wolę, ale wszystko ma swoje granice.

W ten piątek przyszła odrobinę później niż zwykle. Ubrana w obcisłą lekko prześwitującą bluzkę i spodnie podkreślające jej ponętne kształty doprowadzała Piotra do szaleństwa już od samego wejścia. Mężczyzna czysto profilaktycznie zakładał szersze spodnie na ich wspólne lekcje. Był bądź co bądź jej nauczycielem a jego godność nie pozwalała mu na jakiekolwiek wpadki. Usiedli na kanapie. Tkwienie przy biurku przestało mieć sens, od kiedy zmienili formę zajęć. Z dnia na dzień Iza mówiła coraz lepiej, widać było, że robi postępy, lecz nie wspominał jej o tym być może przez podświadomą obawę zakończenia nauki.
-Coś do picia? Zaproponował, widząc, że dziewczyna trzęsie się z zimna.
-Oddam wszystko za dobrą herbatę. Powiedziała ze słodkim uśmiechem. Mimo to chłopak wyczuł w niej nutkę smutku. Zaczęli rozmawiać, tak od słowa do słowa okazało się, że dziewczyna pokłóciła się z ciotką, u której teraz mieszkała.
-Wybiegłam z domu, nie mogłam dłużej tam zostać. Czasami czuje się jak niepotrzebna rzecz przerzucana z rąk do rąk. Rozumiał ją jak nikt inny. Sam przechodził w młodości podobne sceny, wliczając w to ucieczkę z domu. Na początku starał się wytłumaczyć jej, że znikanie to głupie i nieodpowiedzialne rozwiązanie, ale gdy zagłębiła go w temat zrozumiał i przyznał jej racje. Wkładka alkoholu w herbacie również robiła swoje.
-Tylko co teraz?
-Nie wiem, nie myślałam o tym. Liczy się tylko to, że nie muszę już jej wysłuchiwać. Jakoś sobie poradzę. Zawsze zostaje dworzec.
-Zdajesz sobie sprawę, że pada śnieg? Zamarzniesz mi na dworze. Mam lepsze wyjście, przenocujesz dzisiaj u mnie, a rano coś wymyślimy…
Nie trzeba było jej długo namawiać. Tak naprawdę zdawała sobie sprawę, że Piotr jest jej jedyną nadzieją. Już nie jako korepetytor, ale przyjaciel. Zjedli razem kolację zrobioną wspólnie. Nie wyszła może najlepiej, ale to było nieistotne. Cały czas w powietrzu wyczuwało się chemię między nimi. Ulotne muśnięcia ręką, subtelne uśmiechy… Wszystko to spowodowało powstanie intymnego nastroju. Po posiłku włączyli telewizję z nadzieją zobaczenia czegoś konkretnego. Niestety jedyną najlepszą opcją był stary romans. Mężczyzna nie protestował. Nie pamiętał nawet w którym momencie przestali skupiać się na filmie. Rozmawiali nie wiedzieć czemu szeptem, otwarcie, bez żadnych barier. Piotr starał się trzymać wyznaczonej wcześniej granicy, zero dotyku. Wiedział, że gdy tylko dotknie jej aksamitnej skóry, nie będzie miał na tyle sił by oprzeć się pokusie. Pragnął jej wszystkimi zmysłami. Być z nią i w niej, dotykać, pieścić, kochać… 
Obudził się około drugiej. Film dawno już się skończył. Na ekranie prezenterka pogody, cicho szemrała prognozę na najbliższe dni. Iza zasnęła, skulona w ciasnym fotelu w niewygodnej pozycji. Nie mógł przestać na nią patrzeć, taką spokojną, pogrążoną we śnie. Siedziała w taki sposób, że Piotr miał obawy, czy nie spadnie na podłogę. Wziął ją więc delikatnie w ramiona. Okazała się niebywale lekka, niczym piórko. W czasie przenoszenia z salonu do sypialni dziewczyna wtuliła się w jego ramiona, całkowicie bezbronna. Westchnął tylko cicho, tak aby przypadkiem jej nie obudzić. W miarę możliwości zdjął z niej ubranie, pozostawiając ją w bluzeczce i bieliźnie. Na ten widok jego męskość zareagowała od razu. Czuł wzrastające napięcie. Zacisnął zęby, pogładził dziewczynę po policzku, okrył i wyszedł.

Tej nocy nie mógł zasnąć, nawet przy pomocy alkoholu. Za oknem sypał gęsty śnieg, a przez okna dało się słyszeć ciche wycie wiatru. Bił się ze swoim sumieniem, starając się przetłumaczyć samemu sobie, że Iza jest zbyt młoda. Nic nie pomagało, a fakt, że dziewczyna spała tuż za ścianą jeszcze pogarszało sytuacje. Przewracał się z boku na bok starając się usnąć, na marne. Jego fantazja nie znała granic. Widział ją nagą, czuł ciepło jej ciała, słyszał ich szybkie oddechy łączące się w jedno. Musiał dać ujście swojej żądzy. Musiał. Jego pożądanie powoli osiągało krytyczny poziom, ostatnimi siłami powstrzymywał się przed biegiem do sypialni i zatopieniem się w jej młode niewinne usta. Zamknął oczy i bez reszty oddał się wyobraźni. To najlepsze, co mógł teraz zrobić. Coraz szybsze ruchy, coraz szybszy oddech… Nie miał już wyrzutów sumienia, nie w wyobraźni. Zachowywał się jak opętany zwierzęcym instynktem zaspokojenia. Brał ją jak swoją własność, bez oporów. Zwiększając siłę doznań wchodził w jej ciasne ciało, nasycając się każdym dotykiem. Nie potrzebował dużo czasu. Zaledwie parę chwil wystarczyło by osiągnąć szczyt. Westchnął głośno, oderwany od rzeczywistości. To nie było to czego pragnął, to jedynie substytut, na jaki mógł sobie pozwolić. Parę chwil i będzie po wszystkim. Powoli normował oddech, nie tracąc sprzed oczu wizji dziewczyny. Wdech, wydech… Otworzył oczy powracając do realnego świata. Odwrócił się i w jednej chwili jego serce zamarło… Stała przed nim, wpatrzona w każdy gest…

Oceń opowiadanie:

/ 5. Ocen: