Wywiadówka na szóstkę

Paweł stał przy drzwiach, trzymając w dłoni zmięty wezwanie. Miał 42 lata, szerokie barki hydraulika, który większość życia spędził na kolanach pod zlewami i w brudnych piwnicach. Dłonie miał szorstkie, z ciemnymi liniami od oleju i rdzy, które nigdy do końca nie schodziły. Córka była całym jego światem od pięciu lat, od kiedy żona odeszła. Kasia – bystra, utalentowana plastycznie, ale ostatnio jakby ktoś podmienił jej duszę. Dwójki, trójki z zachowania, uwagi o rozmawianiu, o nieodrabianiu, o zuchwałości. Próby rozmów kończyły się trzaskaniem drzwiami i krzykami. Więc przyszedł tu. Ostatnia deska ratunku.

Wywiadówka na szóstkę
Wywiadówka na szóstkę

Pani Aleksandra siedziała za wielkim, ciężkim biurkiem z ciemnego drewna. 38 lat, ciemne włosy ściągnięte w zacięty warkocz, okulary w kocich oprawkach, które podkreślały ostre, zmęczone oczy. Bluzka w kolorze głębokiej zieleni, z dekoltem wystarczająco głębokim, by widać było delikatną linię obojczyków i początek piersi. Spódnica do kolan, nogi skrzyżowane. Wyglądała jak ktoś, kto nigdy nie pozwala sobie na chaos. Teczka leżała otwarta przed nią.

– Proszę siadać, panie Pawle – powiedziała spokojnie, bez uśmiechu. Głos miała niski, wyćwiczony, nauczycielski.

Paweł usiadł na krześle dla rodziców. Było za niskie. Czuł się jak uczeń wezwany na dywanik.

– Kasia ma problemy – zaczął od razu. – Wiem. Staram się. Próbuję rozmawiać, ale…

– Oceny z zachowania spadły dramatycznie – przerwała mu, kartkując dokumenty. – Nieodrabianie prac domowych. Rozmowy na lekcjach. Dwukrotne wyjście z sali bez pozwolenia. Jedna uwaga o nieprzyzwoitym komentarzu pod adresem koleżanki. To nie jest chwilowy kryzys, panie Pawle. To systematyczne lekceważenie zasad.

Słuchał. Każde słowo spadało na niego jak młot. Próbował prosić. Obiecywał, że będzie bardziej rygorystyczny, że zabierze telefon, że będzie sprawdzał zeszyty codziennie. Aleksandra kiwała głową, ale w jej oczach nie było ustępstwa. Tylko zmęczenie i chłodna pewność.

– Rozumiem pana sytuację – powiedziała po chwili. – Wdowiec, samotne wychowanie. Ale szkoła ma swoje zasady. Kasia musi je respektować. Bez poprawy zachowania ocena końcowa będzie… problematyczna.

Paweł poczuł, jak w gardle coś mu się zaciska. Spojrzał na nią naprawdę. Nie na panią od polskiego, nie na wychowawczynię. Na kobietę. Elegancką, stanowczą, ale z cieniami pod oczami, które mówiły o samotnych wieczorach i stertach sprawdzianów. Bluzka obcisnęła się lekko, gdy oddychała. Deokolt. Delikatna skóra. Włosy w warkoczu wyglądały na gładkie, prawie zbyt idealne. Pomyślał o swoich dłoniach – szorstkich, silnych – i o tym, jak mogłyby wyglądać na tej skórze.

Zmienił ton. Głos stał się niższy, bardziej chropawy.

– Pani Aleksandro… ja naprawdę zrobię wszystko. Nie chodzi tylko o ocenę. Chodzi o to, że tracę ją. Codziennie. I nie wiem już, jak to naprawić.

Podniósł wzrok. Spotkał jej. Przez chwilę nic nie mówiła. Tylko patrzyła. Coś w jej spojrzeniu się przesunęło – nie całkiem, ale wystarczająco, by zauważył. Zaskoczenie. I coś jeszcze. Ciekawość.

Wstał. Powoli. Podszedł do biurka. Nie usiadł naprzeciw. Stanął z boku, blisko. Położył dłoń na blacie, niedaleko jej ręki. Jego palce były grube, żyłkowane. Jej – długie, zadbane, z krótkimi paznokciami.

– Jestem w stanie zrobić wszystko, żeby miała szansę – powiedział cicho. – Wszystko.

Słowo zawisło między nimi. Aleksandra nie cofnęła ręki. Nie odepchnęła go. Tylko patrzyła. Jej oddech stał się trochę głębszy. Warkocz lekko drgnął, gdy przełknęła ślinę. Za oknem zmrok gęstniał. W sali zrobiło się ciszej, jakby nawet powietrze czekało.

– Drzwi – wyszeptała po chwili.

Paweł odwrócił się, podszedł, przekręcił klucz. Klik. Głośny w pustej szkole. Wrócił. Tym razem stanął bliżej. Aleksandra nadal siedziała, ale jej postawa się zmieniła. Nie była już tylko nauczycielką. Była kobietą, która właśnie usłyszała ofertę, której nie powinna brać pod uwagę – a jednak brała.

Paweł położył obie dłonie na blacie, nachylając się lekko. Czuł jej zapach – delikatne perfumy, coś świeżego, cytrusowego, i pod spodem ciepło skóry. Spojrzał na dekolt. Bluzka lekko się unosiła z każdym oddechem. Wyobraził sobie, jakby wyglądała bez niej. Jakby te piersi wypełniły mu dłonie. Jakby jej nogi, teraz skrzyżowane elegancko, rozchyliły się dla niego.

– Nie musimy udawać, że to tylko o ocenach – powiedział jeszcze ciszej. – Pan wie, o co chodzi. Ja wiem. I pani też wie.

Aleksandra zamknęła teczkę. Powoli. Jej palce drżały ledwo zauważalnie. Wstała. Była niższa od niego o głowę. Stanęła blisko, prawie pierś w pierś. Okulary lekko zjechały jej na nos. Zgarnęła je i odłożyła na biurko. Bez nich oczy były większe, bardziej otwarte. I głodne.

– To szaleństwo – wyszeptała. – Całkowite.

– Tak – zgodził się. – Ale działa.

Położył dłoń na jej biodrze. Przez spódnicę poczuł ciepło. Ona nie cofnęła się. Tylko wciągnęła powietrze. Druga dłoń powędrowała wyżej, po talii, aż do miejsca, gdzie bluzka wchodziła w spódnicę. Palce wsunęły się pod materiał. Skóra była gładka, ciepła. Aleksandra zamknęła oczy na sekundę. Gdy je otworzyła, decyzja już w nich siedziała.

Paweł jednym ruchem zmiótł z biurka stos zeszytów i podręczników. Spadły na podłogę z głuchym odgłosem. Aleksandra wzdrygnęła się, ale nie zaprotestowała. Podniósł ją. Łatwo. Postawił na skraju blatu. Spódnica podjechała wyżej, odsłaniając uda. On wszedł między jej kolana, rozchylając je. Jej stopy oparły się o jego biodra. Dłonie położyła za sobą na blacie, lekko odchylając się do tyłu. Deokolt otworzył się bardziej. Widać było koronkę biustonosza.

Patrzyli na siebie z bliska. Jego oddech mieszał się z jej. Dłonie Pawła wędrowały po jej udach, w górę, pod spódnicę. Skóra była miękka, ciepła. Dotarł do brzegu majtek. Cienkich. Aleksandra wciągnęła powietrze, gdy jego kciuk musnął materiał między jej nogami. Była już wilgotna. On poczuł to przez tkaninę i coś w nim zadrżało – głód, który narastał od chwili, gdy zobaczył ją nie jako panią nauczycielkę, tylko jako kobietę, która może dać mu to, czego potrzebował.

Pochylił się. Usta prawie dotykały jej. Jeszcze nie pocałował. Tylko oddychał jej powietrzem.

– Powiedz, że chcesz – zażądał nisko.

Aleksandra spojrzała mu prosto w oczy. Walka trwała jeszcze chwilę – obowiązek, zasady, to kim była przez lata. Potem wszystko się rozsypało.

– Chcę – wyszeptała.

Jego usta wreszcie znalazły jej. Pocałunek był twardy, głodny, bez wstępów. Język wsunął się głęboko, smakując. Ona odpowiedziała z tą samą desperacją. Dłonie Pawła wsunęły się pod bluzkę, znalazły biustonosz, uniosły piersi. Palce ścisnęły sutki przez koronkę. Aleksandra jęknęła mu w usta. Dźwięk był niski, stłumiony, ale wystarczająco głośny w pustej sali.

Rozpiął jej bluzkę. Guziki ustępowały jeden po drugim. Odsłonił biustonosz. Zielony, dopasowany. Piersi pełne, ciężkie. Zdjął go. Sutki były już stwardniałe. Wziął jednego do ust, ssał mocno, jednocześnie ściskając drugi. Aleksandra odchyliła głowę do tyłu, warkocz uderzył o blat. Jej biodra uniosły się lekko, szukając tarcia.

Paweł klęknął. Podniósł spódnicę wyżej. Majtki ściągnął jednym ruchem. Była ogolona, tylko wąski pasek włosków. Zapach jej podniecenia uderzył go prosto. Rozchylił wargi palcami i polizał. Wolno na początku. Potem mocniej. Język krążył wokół łechtaczki, ssał, wciskał się niżej. Aleksandra złapała go za włosy. Jej uda drżały wokół jego głowy. Jęki stawały się głośniejsze, mniej kontrolowane.

Wstał. Rozpiął spodnie. Wyjął kutasa – twardy, gruby, żyłkowany. Aleksandra spojrzała w dół. Jej oczy rozszerzyły się. On otarł się główką o jej wilgotne wejście, smarując się jej sokami. Potem wszedł. Jednym, powolnym, głębokim pchnięciem. Aż do końca.

Oboje sapnęli. Ona była ciasna, gorąca, mokra. On wypełnił ją całkowicie. Przez chwilę stali nieruchomo, tylko oddychając. Potem zaczął się ruszać. Głęboko. Rytmicznie. Biurko skrzypiało pod nimi. Jej stopy zaciskały się na jego biodrach. Dłonie trzymały się blatu. Z każdym pchnięciem piersi podskakiwały. On patrzył, jak wchodzi w nią, jak jej soki błyszczą na jego kutasie.

Za oknem było już prawie ciemno. W sali pachniało seksem, kredą i jej perfumami. Paweł pochylił się, złapał ją za warkocz, odchylając głowę. Pocałował szyję, gryzł lekko. Ona jęczała mu do ucha, coraz głośniej.

– Głośniej – mruknął. – Nikt nie usłyszy.

I pchnął mocniej.

Paweł wszedł w nią do samego końca i na moment znieruchomiał. Aleksandra czuła, jak jej ścianki rozciągają się wokół jego grubego, pulsującego kutasa. Był duży – nie tylko długi, ale i szeroki, z wyraźną żyłą, która teraz ocierała się o jej najbardziej wrażliwe miejsce przy każdym, nawet najmniejszym ruchu. Gorąco rozlewało się od środka brzucha aż po uda. Biurko było twarde pod jej pośladkami, krawędź wcinała się w skórę, ale ten dyskomfort tylko wyostrzał resztę doznań.

Zaczął się poruszać. Najpierw wolno, prawie demonstracyjnie. Wycofywał się prawie całkowicie, aż została tylko główka w środku, a potem wsuwał się z powrotem jednym, głębokim pchnięciem. Za każdym razem jej soki głośno chlupotały. Aleksandra gryzła wargę, próbując jeszcze jakoś panować nad oddechem, ale już po kilku ruchach nie dała rady. Jęk wyrwał się jej z gardła – niski, długi, zupełnie niepodobny do jej normalnego, opanowanego głosu.

– O rany… – wyszeptała, gdy on znów doszedł do końca i przycisnął biodra mocno do jej.

Paweł położył dłonie na jej udach i rozchylił je jeszcze szerzej. Spódnica była już całkowicie podciągnięta do pasa, bluzka rozpięta, piersi wolne, sutki stwardniałe i ciemniejsze od podniecenia. Patrzył na nie, jak podskakują przy każdym pchnięciu. Pochylił się i wziął jednego sutka do ust. Ssał mocno, jednocześnie lekko przygryzając zębami. Język krążył wokół, a wolna dłoń ściskała drugą pierś, kciukiem pocierając sutek. Aleksandra wygięła się w łuk. Jej dłoń wplotła mu się we włosy i przycisnęła mocniej do piersi.

Tempo przyspieszyło. Paweł prostował się i zaczynał rżnąć ją naprawdę. Głębokie, rytmiczne pchnięcia, biodra uderzały o jej wewnętrzne uda z miękkim, mokrym dźwiękiem. Biurko skrzypiało coraz głośniej. Aleksandra czuła, jak jej pośladki przesuwają się lekko po gładkim blacie, ale on trzymał ją mocno za biodra, nie pozwalając się oddalić. Za każdym razem, gdy wchodził, jego kutas ocierał się o jej łechtaczkę od dołu. Wilgoć spływała już po jej udach i kapała na podłogę.

– Jesteś taka mokra… – mruknął chrapliwie. – Czuję, jak ciekniesz po mnie.

Wyciągnął się prawie do końca i spojrzał w dół. Jego kutas lśnił od jej soków, gruby, twardy, żyłkowany. Wsunął go z powrotem powoli, oglądając, jak jej wargi rozchodzą się wokół niego. Aleksandra jęknęła głośniej. Widok był obsceniczny i niesamowicie podniecający. Nigdy wcześniej nie czuła się tak oglądana, tak… używana.

Paweł uniósł jedną z jej nóg i położył ją sobie na barku. Kąt się zmienił. Teraz wchodził jeszcze głębiej, uderzając w samo dno. Aleksandra krzyknęła – krótko, ostro. Ból mieszał się z rozkoszą, bo był naprawdę głęboko. Jej druga noga zacisnęła się wokół jego biodra. On złapał ją za kostkę uniesionej nogi i przytrzymał, rżnąc mocniej. Skóra ud uderzała o skórę. Pocieranie o łechtaczkę stało się intensywniejsze. Coś w dole brzucha zaczynało się zbierać – napięcie, ciepło, pulsowanie.

Ale jeszcze nie. Paweł wyczuł to. Zwolnił nagle, prawie zatrzymując się. Zostawił kutasa w środku, tylko lekko poruszając biodrami okrężnymi ruchami. Główka ocierała się o jej przednią ściankę. Aleksandra zadrżała i spróbowała unieść biodra, żeby dostać więcej, ale on przycisnął ją mocniej do blatu.

– Nie tak szybko – powiedział nisko, prawie groźnie. – Jeszcze długo tu będziemy.

Wyciągnął się całkowicie. Aleksandra jęknęła z zawodu, czując nagłą pustkę. Paweł klęknął znowu. Tym razem nie bawił się. Rozchylił jej wargi dwoma palcami i wsunął język głęboko do środka. Lizał, ssał, przełykał. Drugą ręką masował łechtaczkę – dwa palce szybko, okrężnie, dokładnie tak, jak potrzebowała. Aleksandra rzucała się na biurku. Jej uda zaciskały się wokół jego głowy. Paznokcie wbiły się w blat. Jęki stały się ciągłe, prawie zawodzące.

– Paweł… kurwa… nie przestawaj…

On nie przestawał. Język wchodził głęboko, a palce na łechtaczce przyspieszały. Jej soki spływały mu po brodzie. Gdy poczuł, że jej uda zaczynają drżeć mocniej, nagle się oderwał. Aleksandra krzyknęła z frustracji. Była tak blisko, że prawie bolało.

Paweł wstał, otarł usta grzbietem dłoni i znów wszedł w nią jednym pchnięciem. Tym razem nie było żadnej delikatności. Rżnął ją twardo, szybko, głęboko. Biurko przesuwało się centymetr po centymetrze po podłodze. Aleksandra trzymała się krawędzi obiema rękami. Jej piersi podskakiwały dziko. On pochylił się, złapał ją za warkocz i odchylił głowę do tyłu, wystawiając szyję. Gryzł ją, ssał skórę, zostawiając czerwone ślady. Jednocześnie druga dłoń zjechała między ich ciała i znalazła łechtaczkę. Pocierzał ją kciukiem w rytm pchnięć.

Aleksandra czuła, że zaraz eksploduje. Napięcie rosło, rosło, było już prawie nie do zniesienia. Jej ścianki zaciskały się rytmicznie wokół kutasa. Paweł sapnął jej do ucha:

– Czuję, jak mnie ściskasz… zaraz dojdziesz, prawda?

Ona tylko kiwnęła głową, nie mogąc już mówić. Oddech miał urywany, oczy zamknięte, usta otwarte. Jeszcze kilka ruchów, jeszcze mocniejsze pocieranie… i nagle wszystko w niej pękło.

Orgazm uderzył jak fala. Jej całe ciało wygięło się w łuk, uda zadrżały niekontrolowanie, a z gardła wyrwał się długi, głośny krzyk. Ścianki zaciskały się konwulsyjnie wokół jego kutasa, mocno, rytmicznie, wyciskając z niego każde pchnięcie. Soki trysnęły jeszcze obficiej. Paweł nie przestał. Rżnął ją przez cały orgazm, przedłużając go, zmuszając do kolejnych fal. Aleksandra szlochała z rozkoszy, paznokcie wbiły się w jego przedramiona, zostawiając czerwone ślady.

Gdy wreszcie fala opadła, była cała mokra, drżąca, z rozmazanymi włosami i czerwonymi plamami na piersiach i szyi. Paweł wciąż był w niej, twardy jak skała. Oddychał ciężko, ale nie skończył. Wyciągnął się powoli, a jej soki spłynęły po jego kutasie i kapały na podłogę.

Odwrócił ją. Aleksandra ledwo stała na nogach, ale pozwoliła mu. Położył ją piersiami na blacie, twarzą w stronę okna. Spódnica była już tylko zmiętym paskiem materiału wokół pasa. Rozchylił jej pośladki i wszedł od tyłu jednym, mocnym pchnięciem. Nowy kąt sprawił, że znów jęknęła. Był jeszcze głębiej. Dłonie położył jej na biodrach i zaczął rżnąć mocno, rytmicznie. Każde pchnięcie uderzało o jej tyłek z głośnym, mokrym dźwiękiem. Aleksandra trzymała się blatu, policzek przyciśnięty do chłodnego drewna. Czula, jak jej piersi tarły o blat przy każdym ruchu.

Paweł pochylił się nad nią, jedną ręką sięgając do jej piersi, ściskając i ugniatając. Drugą zjechał z powrotem między nogi i znalazł łechtaczkę – wciąż nadwrażliwą po orgazmie. Pocierzał delikatnie, ale nieustannie. Aleksandra jęczała bez przerwy, ciało wciąż drżało po climaxie, a on nie dawał jej chwili wytchnienia.

– Taka grzeczna pani nauczycielka… – szeptał jej do ucha, wbijając się mocniej. – A teraz leżysz na swoim biurku i bierzesz kutasa jak ostatnia dziwka. I jeszcze ciekniesz przy tym.

Słowa uderzyły ją prosto w podbrzusze. Nigdy nikt nie mówił do niej w ten sposób. I nigdy nie czuła się przez to tak bardzo podniecona. Jej soki znów zaczęły spływać obficie. Paweł przyspieszył. Rżnął ją twardo, głęboko, bez litości. Biurko skrzypiało, jej jęki mieszały się z odgłosami mokrego seksu. Za oknem było już całkowicie ciemno. W sali pachniało tylko nimi – potem, seksem, jej perfumami i kredą.

Wyciągnął się nagle, odwrócił ją z powrotem na plecy i wszedł znowu. Uniósł jej obie nogi, kładąc je sobie na barkach. W tej pozycji mógł patrzeć jej prosto w oczy, gdy wbijał się do samego końca. Aleksandra była już całkowicie rozmazana – włosy wyjęte z warkocza, usta opuchnięte od pocałunków i gryzienia, oczy zamglone. On pochylił się i pocałował ją głęboko, jednocześnie rżnąc. Języki splatały się, a dole ciała uderzały o siebie bez litości.

Paweł poczuł, że zbliża się do granicy. Jego ruchy stały się bardziej urywane, mocniejsze. Aleksandra czuła, jak jego kutas puchnie jeszcze bardziej w środku. Objęła go nogami mocniej, przyciągając.

– Do środka – wyszeptała chrapliwie. – Chcę poczuć.

To wystarczyło. Paweł sapnął głośno, wbił się do samego końca i doszedł. Gorące sperma tryskała w niej falami, wypełniając. On drżał, biodra przyciśnięte mocno do jej, kutasa pulsował, wypuszczając kolejne porcje. Aleksandra czuła każdy puls, każde ciepło rozlewające się w środku. Przytuliła go mocniej, paznokcie wbijając w jego plecy.

Przez długą chwilę leżeli tak, złączeni, oddychając ciężko. Jego kutas wciąż drgał w niej, powoli mięknąc. Sperma zaczynała powoli wypływać, gdy wreszcie się wycofał. Spłynęła po jej udzie i kapała na blat biurka.

Oceń opowiadanie:

4.9 / 5. Ocen: 460

OmeTV.pl - Polski Video Czat Poznaj nowe osoby z całej Polski na www.OMETV.pl