Ola leżała na swoim łóżku w pokoju na piętrze, w samym sercu rodzinnego domu na obrzeżach miasta. Było wczesne popołudnie, jakieś piętnasta trzydzieści, a słońce leniwie przedzierało się przez półprzezroczyste zasłony, malując złote pasy na podłodze i na jej nagich nogach. Matura wreszcie za nią – te trzy tygodnie piekła, stresu i bezsennych nocy skończyły się dwa dni temu. Rodzice byli w siódmym niebie, a ona… ona czuła głównie pustkę i dziwne, gorące napięcie, które od kilku dni narastało w podbrzuszu.

Wakacje z rodzicami zaczynały się za cztery dni – Grecja, all inclusive, plaża. Ale teraz miała dom tylko dla siebie. Mama i tata wyjechali rano na ostatnie zakupy i załatwianie formalności przed wyjazdem, wrócą dopiero po osiemnastej. Ola miała więc prawie pięć godzin absolutnej samotności.
Leżała w luźnej, starej pidżamie – krótka bawełniana koszulka z wyblakłym nadrukiem „I LOVE Pizza” i spodenki na sznureczku, które ledwo zakrywały jej pupę. Laptop stał jej na kolanach. Ekran świecił w półmroku. Przeglądała stare konto mailowe, które dawno powinna usunąć. Szukała konkretnego folderu: „Kuba – stare”.
Znalazła go. Setki wiadomości. Zerwali w kwietniu, tuż przed maturą. On wyjeżdżał na studia do Krakowa, ona zostawała w mieście na rok przygotowawczy na medycynę. Powiedzieli sobie „może później”, ale potem cisza. A jednak… te maile. Te, które pisali w środku nocy, kiedy rodzice spali. Te, w których opisywali sobie rzeczy, których nigdy nie zrobili.
Ola przełknęła ślinę i otworzyła pierwszy z folderu „Fantazje”.
Temat: „Jeśli bym cię teraz miał…” Data: 12 marca.
„Kochanie, wyobraź sobie, że nie jesteśmy w twoim pokoju. Jesteśmy w moim świecie. W Lesie Szeptów, gdzie drzewa mają uszy, a powietrze pachnie miodem i seksem. Ja jestem Lordem Fae – wysokim, z długimi czarnymi włosami, złotymi oczami i uszami, które lekko drżą, kiedy cię pragnę. Ty jesteś moją wybranką, która właśnie przekroczyła portal. Twoja biała sukienka rozpada się na kawałki od mojego dotyku. Klękam przed tobą na miękkim mchu, rozchylam twoje uda i zaczynam lizać cię tak, jak lubisz – powoli, płasko językiem od samego dołu aż po łechtaczkę. Czujesz? Moja magia sprawia, że każda kropla twoich soków smakuje jak najsłodsze wino. Ssę twoje wargi sromowe, wsuwam język głęboko, kręcę nim w kółko… a ty drżysz i chwytasz mnie za rogi mojej korony. Nie pozwolę ci dojść od razu. Będę cię trzymał na krawędzi godzinami. Twoja cipka będzie tak napuchnięta i czerwona, że będzie błyszczała w świetle księżyca…”
Ola poczuła, jak jej sutki natychmiast stwardniały pod cienką koszulką. Ciepło eksplodowało w dole brzucha. Przeczytała dalej, ręka sama zsunęła się pod pidżamę.
„…a potem, kiedy będziesz już błagać, wezmę cię na czworaka na mchu. Mój kutas – gruby, długi, z lekkim grzbietem na spodzie – wejdzie w ciebie w jednym pchnięciu. Będziesz krzyczeć moje imię po elficku, a ja będę szeptał ci do ucha, jak ciasno jesteś, jak twoja cipka zaciska się wokół mnie jak aksamitny uścisk. Będę ruchał cię powoli, głęboko, uderzając w ten punkt, który sprawia, że widzisz gwiazdy. Jedną ręką złapię cię za biodro, drugą sięgnę pod ciebie i pocieram łechtaczkę dwoma palcami, dokładnie tak, jak teraz sobie wyobrażasz…”
Jej palce już były pod gumką majtek. Była mokra. Bardzo. Palec wskazujący przesunął się po spuchniętych wargach sromowych, rozchylił je i znalazł łechtaczkę – twardą, nabrzmiałą, pulsującą. Zaczęła krążyć powoli, dokładnie tak, jak Kuba opisał. Druga ręka trzymała laptopa, przewijała do kolejnego maila.
Następny, z 19 marca:
„Chcę cię związać magicznymi winoroślami. Będziesz leżeć na plecach na wielkim łożu z jedwabiu w moim pałacu. Ręce nad głową, nogi szeroko rozłożone i uniesione. Winorośle owiną się wokół twoich nadgarstków i kostek – delikatne, ale nie do zerwania. Będę stać nad tobą nagi, mój kutas już twardy i lśniący od preejakulatu. Najpierw wezmę twoje piersi do ust – ssać, lizać, delikatnie gryźć sutki, aż zaczniesz się wykręcać. Potem zejdę niżej. Będę patrzył ci w oczy, kiedy wsuwam w ciebie dwa palce i kręcę nimi, szukając twojego punktu G. Czujesz to? Moja magia sprawia, że wewnątrz wszystko pulsuje i nagrzewa się jak piec. Będziesz dochodzić tak mocno, że sok spłynie ci po pośladkach na jedwab. A ja będę to zbierał palcami i smarował ci nim sutki, żebyś pachniała mną…”
Ola jęknęła cicho. Wsunęła dwa palce do środka. Była gorąca, ciasna, śliska. Palce wsuwały się z mokrym, soczystym dźwiękiem. Kciukiem nadal pocierała łechtaczkę. Biodra uniosły się lekko z materaca. Zamknęła oczy. Wyobraziła sobie winorośle owijające się wokół jej nadgarstków. Wyobraziła sobie jego język na sutkach – ciepły, mokry, ssący mocno.
Przeczytała kolejny fragment na głos, szeptem:
„…a potem wezmę cię na stojąco. Przycisnę cię do kamiennej ściany zamku. Uniosę jedną twoją nogę, wejdę w ciebie głęboko i będę ruchał cię tak mocno, że twoje piersi będą podskakiwać. Będziesz krzyczeć, a ja będę szeptał: «Chodź dla mnie, moja mała śmiertelniczko. Chodź na moim kutasie. Chcę czuć, jak twoja cipka mnie doi»…”
Jej palce przyspieszyły. Trzy teraz – rozciągała się, czując przyjemne pieczenie. Sok spływał jej po wnętrzu ud, zostawiając ciemną plamkę na pidżamie. Oddychała przez usta, cicho, ale coraz głośniej. Sutki boleśnie ocierały się o materiał koszulki przy każdym ruchu bioder. Wyobrażała sobie jego zapach – mieszankę lasu, kadzidła i męskiego potu. Wyobrażała sobie, jak jego uszy drżą, kiedy wchodzi w nią.
Przesunęła laptopa trochę wyżej i otworzyła następny mail – ten najbrudniejszy.
„Chcę cię pieprzyć w dupę, Ola. Najpierw językiem – będę cię lizał tam długo, aż będziesz błagać. Potem palcem, smarując twoim własnym sokiem. A na końcu – moim kutasem, powoli, centymetr po centymetrze, aż wejdę cały. Będziesz pełna mnie w obu dziurkach – palcami w cipce, kutasem w dupie. Moja magia sprawi, że będziesz dochodzić non stop, jeden orgazm po drugim, aż stracisz głos…”
Ola zacisnęła zęby. Jej palce poruszały się teraz szybko, mokro, głośno. Trzy palce w środku, kciuk na łechtaczce, drugi palec drugiej ręki – bo jedną rękę oderwała od laptopa – delikatnie muskał jej tyłek, tak jak on opisał. Czuła, jak mięśnie brzucha napinają się, jak uda drżą. Była na krawędzi.
I wtedy… coś się zmieniło.
Powietrze w pokoju zrobiło się gęstsze. Pachniało nagle wilgotnym mchem, miodem i czymś dzikim – dokładnie tak, jak Kuba opisywał Las Szeptów. Ekran laptopa zamigotał złotym światłem. Litery w mailu zaczęły się rozmywać i układać w stare elfickie runy.
Ola otworzyła oczy szeroko, ale nie przestała się dotykać. Nie mogła. Była za daleko.
Usłyszała głos. Niski, aksamitny, z lekkim, obcym akcentem:
„Ola… czytałaś moje maile. Aktywowałaś zaklęcie, które w nich ukryłem. Chciałem cię tak bardzo, że przeszedłem przez wymiar.”
Z końca łóżka, w migoczącym złotym świetle, zaczęła materializować się sylwetka.
Wysoki. Ponad metr dziewięćdziesiąt. Długie, czarne włosy spływające na nagie ramiona. Złote oczy płonące w półmroku. Uszy lekko spiczaste, drżące. Na torsie błyszczące, zielono-złote tatuaże, które poruszały się jak żywe. Niżej – nagi, twardy, gruby kutas, już nabrzmiały, lśniący od preejakulatu, z lekkim, magicznym grzbietem na spodzie, dokładnie tak, jak opisywał.
Lord Fae. Kuba. Jej Kuba z fantazji.
Uśmiechnął się drapieżnie, pokazując lekko zaostrzone kły.
„Nie przestawaj, moja księżniczko. Chcę zobaczyć, jak dochodzisz po raz pierwszy… zanim wezmę cię naprawdę.”
Jego prawa dłoń – długa, silna, z paznokciami lekko ciemniejszymi – położyła się na jej lewym udzie i rozsunęła je szerzej. Druga ręka sięgnęła w dół, między jej nogi. Jego palce – chłodniejsze niż jej, ale elektryzujące od magii – zastąpiły jej własne. Jeden wsunął się w nią głęboko, kręcąc, znajdując punkt G natychmiast. Kciuk zaczął szybkie, precyzyjne ruchy na łechtaczce.
Ola krzyknęła. Nie z przerażenia. Z czystego, szalonego podniecenia.
„K-Kuba… to… to niemożliwe…”
„W moim świecie wszystko jest możliwe” – szepnął, nachylając się nad nią. Jego gorący oddech musnął jej szyję. „A ty właśnie otworzyłaś drzwi.”
Jego palce poruszały się szybciej, głębiej. Drugi palec dołączył do pierwszego. Trzeci muskał jej tyłek, naciskając delikatnie, obiecująco. Złote oczy wbite w jej twarz, obserwujące każdy grymas rozkoszy.
„Chodź dla mnie, Ola. Teraz. Chcę czuć, jak twoja cipka mnie zaciska.”
Ola nie wytrzymała. Orgazm uderzył w nią jak piorun. Biodra wygięły się w łuk, palce stóp zwinęły, krzyk utknął jej w gardle. Cipka zaciskała się spazmatycznie wokół jego palców, soki tryskały na jego dłoń, na pościel, na jej uda. Drżała cała, fala za falą, magiczne ciepło rozlewające się po ciele, sprawiając, że każdy nerw płonął.
Ale on nie przestał.
Nawet kiedy orgazm zaczął słabnąć, jego palce nadal poruszały się w niej – wolniej, ale głębiej, masując punkt G, nie dając jej zejść całkowicie z krawędzi.
„Dobrze…” wyszeptał, całując ją w kącik ust. „Pierwszy z wielu. A teraz… otwórz szerzej oczy, moja śmiertelniczka. Bo właśnie zaczynamy naprawdę.”
Jego kutas – twardy, gorący, pulsujący – otarł się o jej wewnętrzne udo. Był ogromny. Grubszy niż cokolwiek, co kiedykolwiek miała w sobie.
Jego palce nadal poruszały się w niej – powoli, głęboko, precyzyjnie masując punkt G, nie pozwalając orgazmowi całkowicie opaść. Ola leżała rozłożona na łóżku jak ofiara na ołtarzu, drżąc całym ciałem, piersi unoszące się w szybkim rytmie, sutki twarde i obolałe pod cienką koszulką. Kuba – teraz w pełni Lord Fae, z złotymi oczami płonącymi w półmroku jej pokoju – nachylił się i złapał jedną sutkę ustami przez materiał. Ssnął mocno, gryząc delikatnie, jednocześnie kręcąc dwoma palcami w jej cipce.
„Mmm… smakujesz desperacją i miodem z Lasu Szeptów” – mruknął, odciągając koszulkę zębami, odsłaniając jej nagą pierś. Druga ręka złapała drugą pierś, szczypiąc sutek w idealnym rytmie z palcami w dole. Ola jęknęła głośno, biodra podskakując w górę, szukając więcej.
„K-Kuba… proszę… weź mnie… nie wytrzymam…”
On uśmiechnął się drapieżnie, kły błysnęły w złotym świetle, które zaczęło wypełniać pokój. „Dokładnie jak w mailach, moja księżniczko. Najpierw język. Potem kutas. A potem… wszystko naraz.”
Wyciągnął palce z mokrym, soczystym plaśnięciem. Jej cipka pulsowała, pusta, domagająca się wypełnienia. Przesunął się w dół, rozchylił jej uda jeszcze szerzej i zanurzył twarz między nimi. Jego język – dłuższy, bardziej zręczny, magicznie ciepły – lizał ją od samego dołu aż po łechtaczkę, płasko, powoli, dokładnie tak, jak opisał w mailu z 12 marca. Smakował jej soki po pierwszym orgazmie, mruczał z rozkoszy, wibracje przechodziły prosto w jej łechtaczkę.
„Boskie… mogłabym cię jeść wiecznie” – wyszeptał w jej cipkę.
Potem skupił się. Ssanie na łechtaczce, szybkie, precyzyjne lizanie, dwa palce znowu w środku, kręcące się i naciskające na punkt G. Winorośle magiczne zaczęły wyłaniać się z powietrza – cienkie, zielono-złote, lśniące runami. Owinęły się wokół jej nadgarstków i przyciągnęły ręce nad głowę do wezgłowia łóżka. Kolejne owinęły kostki, rozchylając nogi maksymalnie, unieruchamiając ją całkowicie. Jej pokój powoli się zmieniał – plakaty na ścianach mieszały się z wijącymi się winoroślami, łóżko pokrywało się jedwabiem z innego wymiaru, a powietrze pachniało miodem, seksem i magią.
Ola wrzeszczała, wyginając się w łuk. Język wjechał w nią głęboko, kręcąc się jak mały, żywy kutas. Magia sprawiła, że wszystko wewnątrz niej zapulsowało, ogrzało się dziesięciokrotnie, każdy ruch języka był jak piorun uderzający prosto w łechtaczkę. Doszła znowu – szybko, mocno, tryskając mu w usta. On pił ją łapczywie, nie przestając lizać ani na sekundę, przedłużając orgazm aż do granic bólu i rozkoszy.
„Drugi… a teraz trzeci” – powiedział, unosząc głowę. Jego usta i broda lśniły od jej soków.
Wstał na kolanach między jej szeroko rozłożonymi nogami. Jego kutas – ogromny, gruby, z wyraźnym magicznym grzbietem na spodzie i lekko świecącą głowicą – przycisnął się do jej wejścia. Był gorący, pulsujący, większy niż cokolwiek, co kiedykolwiek miała w sobie. Pchnął raz, powoli, centymetr po centymetrze.
Ola krzyknęła. Rozciągał ją niemiłosiernie, ale magia zamieniała każdy centymetr bólu w czystą, oślepiającą ekstazę. Jej ścianki zaciskały się wokół niego jak aksamitny uścisk, grzbiet na jego kutasie masował dokładnie punkt G przy każdym milimetrze. Kiedy wszedł cały – po same jądra – zatrzymał się, pozwalając jej przyzwyczaić się. Złote runy pojawiły się na jej brzuchu, piersiach i udach, pulsując w rytm jego oddechu.
„Ciasna… dokładnie jak pisałem w mailu. Twoja cipka mnie doi, jakby chciała mnie zatrzymać na zawsze.”
Zaczął się ruszać – powoli na początek, długie, głębokie pchnięcia. Każde sprawiało, że jej ciało unosiło się lekko z łóżka od magicznej energii. Winorośle napinały się w rytm, pomagając mu wbijać się jeszcze głębiej. Ola wrzeszczała jego imię, mieszając z elfickimi słowami, których nie znała, ale które wypływały z jej gardła same. „Tak… głębiej… rżnij mnie… jak w lesie…”
On przyspieszył. Długie, mocne pchnięcia zamieniły się w szybkie, brutalne rżnięcie. Jego jądra uderzały o jej pupę, mokre plaśnięcia wypełniały pokój razem z jej krzykami. Jedną ręką złapał ją za biodro, drugą pocierał łechtaczkę kciukiem w szybkim, precyzyjnym rytmie. Runy na jej ciele zaczęły świecić jaśniej.
„Trzeci orgazm… chodź dla mnie, teraz!” – rozkazał, głos niski i dominujący.
Ona doszła znowu – trzeci raz w ciągu kilku minut. Cipka zaciskała się spazmatycznie wokół jego kutasa, soki tryskały wokół niego, spływając na pościel i jego uda. Drżała jak w febrze, oczy przewracały się, usta otwarte w niemym krzyku. Ale on nie przestał. Wyciągnął się na chwilę, odwrócił ją na brzuch (winorośle pomogły, unosząc ją jak piórko), uniósł jej pupę wysoko i znowu wszedł w cipkę od tyłu – głębiej, mocniej, pod innym kątem.
Jedna ręka złapała ją za długie włosy, ciągnąc głowę do tyłu. Druga ręka – palec wskazujący, wysmarowany jej sokami – przycisnął się do jej tyłka i powoli wszedł do środka.
„Pamiętasz maila o dupie? Będę cię przygotowywał… palec w dupie, kutas w cipce… aż będziesz błagać, żebym wziął cię w obie dziurki naraz.”
Palec poruszał się w jej tyłku w przeciwnym rytmie do kutasa w cipce. Ola wrzeszczała, dochodząc co chwilę – małe, ciągłe orgazmy, jeden po drugim, bez przerwy. Jej ciało świeciło złotem, runy pulsowały, winorośle owijające się wokół talii i piersi szczypały sutki w idealnym momencie.
Po kilku minutach takiego podwójnego rżnięcia on wyciągnął się, usiadł na łóżku i posadził ją na sobie twarzą do siebie – cowgirl. Winorośle pomogły jej unieść biodra i opuścić je na jego kutasa. Ona jeździła – powoli na początek, potem coraz szybciej, coraz głębiej. On ssał jej piersi, szczypał sutki zębami, szeptał brudne rzeczy prosto w jej ucho:
„Jedź szybciej, moja mała śmiertelniczko. Chcę czuć, jak twoja cipka mnie doi po raz piąty… Chcę, żebyś tryskała na mnie, aż cały będę w twoich sokach.”
Ola jeździła gwałtownie, biodra kręcąc się w kółko, winorośle pomagające podnosić i opuszczać ją z idealną siłą. Jego kutas uderzał w punkt G przy każdym opuszczeniu, grzbiet masował ścianki, magia sprawiała, że każdy ruch był jak piorun. Ona dochodziła znowu i znowu – piąty, szósty raz, jeden orgazm przechodził w drugi bez przerwy. Soki spływały po jego udach, po jądłach, tworząc kałużę na jedwabiu.
On trzymał ją za biodra, unosząc i opuszczając ją z nadludzką siłą, rżnąc ją od dołu w idealnym rytmie. Złote światło eksplodowało wokół nich, pokój wypełnił się zapachem seksu i magii. Jej ciało unosiło się lekko nad łóżkiem, winorośle owijające się wokół jej nadgarstków i kostek trzymały ją w idealnej pozycji.
Ola jeździła jak opętana, włosy przyklejone do spoconej twarzy, usta otwarte w ciągłym krzyku rozkoszy. Był w niej tak głęboko, że czuła go w brzuchu. Magia sprawiła, że jej cipka zaciskała się wokół niego z siłą, jakiej nie powinna mieć. On jęknął – pierwszy raz stracił trochę kontroli.
„Jeszcze nie… czekaj na mnie, księżniczko” – wyszeptał, zatrzymując jej biodra magią na ułamek sekundy, trzymając ją na krawędzi mega-orgazmu. Jego kutas pulsował w niej, gotowy do eksplozji. „Chcę wypełnić cię moim nasieniem… i sprawić, że będziesz dochodzić godzinami, zanim pozwolę ci zejść.”
Ola drżała na krawędzi, cipka spazmatycznie zaciskająca się wokół niego, łechtaczka pulsująca, ciało lśniące złotem, winorośle napinające się w rytm jej oddechu. Była tak blisko… tak blisko wielkiego, niszczącego orgazmu, że łzy spływały jej po policzkach z czystej rozkoszy.
Jego głos był niski, ciemny i rozkazujący, wibrujący prosto w jej cipce:
„Teraz… chodź dla mnie, Ola. Cała. Chcę czuć, jak twoja cipka mnie doi, kiedy wypełniam cię po same brzegi.”
Ola eksplodowała.
Mega-orgazm uderzył w nią jak piorun z innego wymiaru. Biodra zadrżały tak mocno, że winorośle musiały ją przytrzymać. Cipka zacisnęła się wokół jego kutasa z siłą, jakiej nie powinna mieć, pulsując, zaciskając się, dojąc go w rytmicznych spazmach. Krzyknęła – długi, gardłowy krzyk, który przeszedł w szloch rozkoszy. Soki trysnęły wokół niego, spływając gęstym strumieniem po jego jądrach.
W tym samym momencie Kuba ryknął i zaczął się spuszczać.
Gorące, gęste, magiczne nasienie wystrzeliło w nią głęboko – strumień za strumieniem, wypełniając ją po same brzegi. Było gorące, gęste, lśniące złotem. I magiczne. Za każdym pulsem jego kutasa w jej cipce przebiegał nowy, mniejszy orgazm. Kiedy wreszcie przestał strzelać, Ola leżała na nim bezwładna, drżąc, cipka nadal delikatnie zaciskająca się wokół niego…




