Wezwanie w pełni Księżyca

W sercu starożytnego gaju, gdzie czas płynął inaczej niż w świecie ludzi, a drzewa pamiętały czasy, gdy bogowie jeszcze chodzili po ziemi, Elara klęczała na miękkim, wilgotnym mchu. Miała dziewiętnaście lat – młoda kapłanka bogini księżyca, ale jej ciało i dusza nosiły ciężar wieków rytuałów. Długie, srebrzyste włosy spływały jej po nagich plecach jak strumień księżycowego światła, przewiązane jedynie luźną wstążką z bluszczu i nocnych kwiatów. Na niej ceremonialne szaty: długa, biała tunika z delikatnego lnu haftowana srebrnymi półksiężycami i gwiazdami, przepasana szerokim pasem z kutego srebra. Na stopach sandały z plecionych liści i korzeni. Wokół niej krąg z dwunastu białych kamieni, w środku niski kamienny ołtarz przykryty płótnem, na którym leżały ofiary: puchar srebrnego wina z kwiatów jemioły, nóż rytualny o ostrzu lśniącym jak księżyc i garść srebrzystego pyłu z meteorytu.

Wezwanie w pełni Księżyca
Wezwanie w pełni Księżyca

Była pełnia. Ogromny, jasny księżyc wisiał nisko nad koronami drzew, zalewając polanę mlecznym blaskiem. Powietrze pachniało żywicą, wilgotną ziemią, nocnymi kwiatami i czymś prastarym – zapachem samej magii. Elara zamknęła oczy, uniosła twarz do nieba i zaczęła śpiewać. Jej głos – czysty, wysoki, drżący od emocji – unosił się między drzewami:

„O bogini srebrnego światła, strażnico snów i ukrytych prawd, Przyjdź do mnie w tej świętej godzinie pełni. Objaw mi swoją wolę, daj mi siłę i mądrość, By dalej służyć ci wiernie wśród cieni i blasku…”

Słowa płynęły starożytnym językiem, każde sylaba nasycona magią. Powietrze wokół niej zadrżało. Liście poruszyły się bez wiatru. Elara czuła, jak energia wznosi się z ziemi, wibruje w jej kościach, sprawia, że sutki twardnieją pod cienką tkaniną, a między nogami budzi się ciepły, mokry puls. Rytuał miał przynieść objawienie – może wizję przyszłej ścieżki, może błogosławieństwo na kolejny rok służby. Ale coś poszło inaczej.

Zamiast chłodnego, spokojnego dotyku bogini, z najstarszego dębu – potężnego, poskręcanego drzewa, którego kora była czarna jak noc – dobiegł cichy, głęboki trzask. Kora rozsunęła się jak kurtyna. Z wnętrza wyłoniła się postać.

Kael.

Wysoki, ponad dwa metry wzrostu, ciało wyrzeźbione z żywego cienia i drewna. Skóra o barwie ciemnej zieleni z pulsującymi złotymi żyłkami, które lśniły w świetle księżyca. Mięśnie napinały się przy każdym ruchu – szerokie bary, wąska talia, mocne uda. Włosy długie, splątane jak winorośle, z wplecionymi liśćmi, mchem i białymi kwiatami. Na głowie delikatne, rozgałęzione poroże z młodych gałązek. Oczy – dwa płonące srebrne dyski, bez źrenic, lśniące jak miniaturowe księżyce. Był nagi. Między jego udami zwisał ciężki, już częściowo nabrzmiały kutas – długi, gruby, z wyraźnymi żyłami, głowa purpurowo-czerwona, lśniąca od magicznego soku. Zapach, który roztaczał – mieszanka żywicy sosnowej, piżma i dzikiego lasu – uderzył Elarę prosto w zmysły.

Nie powiedział ani słowa. Nie musiał. Jego obecność wypełniła polanę jak burza. Elara zamarła w pół słowa. Strach ścisnął jej gardło – to nie była bogini. To był ktoś starszy, dzikszy, niebezpieczny. Ale jednocześnie jej ciało zdradziło ją całkowicie. Sutki stwardniały do bólu, cipka – gładka, starannie ogolona dla rytuału – natychmiast zrosła się gorącym sokiem, który spłynął po wewnętrznej stronie uda.

Kael uniósł dłoń. Niewidoczna, ale potężna siła woli – starożytna magia gaju – uniosła Elarę w powietrze. Jej ciało oderwało się od mchu bez wysiłku, jakby ważyła tyle co piórko. Nogi lekko się rozsunęły, ręce opadły wzdłuż ciała. Niewidzialne, chłodne dłonie zaczęły rozwiązywać węzły szat. Tunika rozsunęła się powoli, jakby ktoś delikatnie, lecz nieubłaganie ściągał ją z niej. Tkanina zsunęła się z ramion, odsłaniając pełne, jędrne piersi z różowymi, sztywnymi sutkami. Pas poluzował się z miękkim brzękiem srebra. Reszta szat spłynęła w dół, opadając na mech jak biały obłok. Elara wisiała naga, całkowicie odsłonięta przed dzikim duchem.

Jej ciało lśniło w blasku księżyca – gładka, blada skóra, wąska talia, pełne biodra, długie nogi. Cipka – małe, różowe wargi sromowe już rozchylone od podniecenia, łechtaczka nabrzmiała i lśniąca. Piersi unosiły się i opadały szybko, oddech urywany. Kael podszedł bliżej. Jego oczy przesunęły się po niej powoli, pożerając każdy centymetr. Wyciągnął rękę i dotknął jej uda.

Dotyk był… dwojaki. Najpierw lodowaty chłód nocy – przeszył ją dreszczem, aż zęby zadzwoniły. Potem eksplozja gorąca, jak ogień rozpalony w środku lasu, który spłynął jej żyłami prosto do cipki. Palce – długie, silne, z lekkim szorstkim dotykiem kory – przesunęły się wyżej, po wewnętrznej stronie uda, zostawiając za sobą ślad ognia i lodu. Musnęły wargi sromowe. Elara jęknęła głośno, głowa opadła do tyłu.

Jeden palec wsunął się w jej ciasną, gorącą cipkę. Była mokra – bardzo mokra. Sok spływał po jego palcu, gdy powoli, głęboko penetrował ją. Drugi palec dołączył, rozciągając ją rozkosznie. Kciuk zatoczył powolne, mokre kółka wokół łechtaczki. Elara wygięła się w łuk w powietrzu, nogi drżały. „O bogini… co… co ty robisz ze mną?” wyszeptała drżącym głosem.

Kael nie odpowiedział. Zamiast tego pochylił głowę. Jego usta – ciepłe, pełne – zamknęły się na jej sutku. Ssał mocno, język okrążał twardy szczyt, potem delikatnie gryzł. Jednocześnie palce w jej cipce przyspieszyły – wsuwały się i wysuwały, zakrzywione, pocierając przednią ścianę, znajdując ten jeden punkt, który sprawiał, że widziała gwiazdy. Trzeci palec dołączył. Rozciągał ją, przygotowywał. Elara krzyknęła – pierwszy orgazm uderzył jak piorun. Cipka zacisnęła się mocno wokół jego palców, soki trysnęły, ciało drżało w konwulsjach. Fale rozkoszy rozchodziły się od brzucha aż po palce stóp.

Ale Kael nie przestał.

Opuścił ją na mech – delikatnie, ale władczo. Elara leżała na plecach, nogi szeroko rozłożone, ręce rozrzucone. Mech był miękki jak poduszka pod jej nagim ciałem. Kael uklękl między jej udami. Jego twarz – dzika, piękna, z ostrymi kościami policzkowymi i lśniącymi oczami – zbliżyła się do jej cipki. Wdychał jej zapach głęboko, potem język – długi, szorstki jak liść, ale gorący i elastyczny – zanurzył się w niej.

Lizał powoli, szeroko, od wejścia aż po łechtaczkę. Ssał ją, wciągał w usta, język wsuwał się głęboko jak mały, żywy kutas, penetrując ją rytmicznie. Elara wygięła plecy, ręce wpiły się w mech, palce zacisnęły. „Kael…!” krzyknęła – skąd znała jego imię? Nie wiedziała. Magia. Drugi orgazm nadszedł szybciej, silniejszy. Jej cipka pulsowała, soki lały się obficie, spływając po pośladkach na mech. Trzeci – gdy jego język zatoczył szybkie kółka wokół łechtaczki, a dwa palce wbiły się głęboko i zaczęły poruszać się w niej szybko.

Elara trzęsła się, dyszała, łzy rozkoszy spływały po skroniach. Nigdy nie czuła czegoś takiego. Żaden człowiek, żaden rytuał nie dał jej takiej przyjemności. To było… boskie i dzikie jednocześnie.

W końcu Kael uniósł się. Jego kutas stał teraz w pełnej gotowości – długi, gruby, pulsujący, głowa lśniąca od preejakulatu. Kropla perliła się na czubku. On złapał ją za biodra, uniósł lekko i jednym mocnym, płynnym pchnięciem wbił się w nią aż po same jądra.

Elara wrzasnęła – z bólu i ekstazy. Był ogromny. Rozciągał jej ciasną cipkę do granic możliwości, uderzał w szyjkę macicy. Ale magia złagodziła ból, zamieniając go w czystą, palącą rozkosz. Jej ściany zacisnęły się wokół niego, pulsując. Kael zaczął się poruszać – powoli na początek, wycofując się prawie cały, aż głowa kutasa rozciągała wejście, potem wpychając się głęboko, mocno, rytmicznie. Każdy ruch wywoływał błysk magii: Elara czuła, jakby cały gaj pieścił ją naraz – liście muskały jej skórę, korzenie wibrowały pod jej plecami, chłodny nocny wiatr owiewał sutki, a jednocześnie ogień lasu płonął w jej żyłach.

Seks był dziki, pierwotny. Kael rżnął ją mocno, szybko, pot spływał po jego torsie, kapnął na jej brzuch. Jego ręce ściskały jej biodra, potem przesunęły się na piersi – chwycił je mocno, masował, szczypał sutki między palcami. Elara owijała nogi wokół jego talii, pięty wbijała w jego twarde pośladki, przyciągając go głębiej. „Twardziej… głębiej… proszę!” krzyczała bez wstydu.

On spełnił. Zmienił pozycję – uniósł jej nogi na swoje ramiona, składając ją wpół, i walił jeszcze głębiej, mocniej. Jej cipka mlaskała głośno od obfitych soków przy każdym pchnięciu. Piersi podskakiwały. Elara miała czwarty, piąty, szósty orgazm – jeden po drugim, bez przerwy, ciało drżało w niekontrolowanych konwulsjach, oczy wzniesione do księżyca, usta otwarte w niemym krzyku.

W końcu Kael ryknął – pierwszy dźwięk, jaki wydał, niski, zwierzęcy, dudniący jak burza w lesie. Jego kutas spuchł jeszcze bardziej, gorący, gęsty wytrysk zalał jej wnętrze – magiczne nasienie, pulsujące, gęste, wypełniające ją po brzegi. Czuła, jak spływa głęboko, jak miesza się z jej sokami, jak wywołuje kolejny, potężny orgazm, który sprawił, że jej cipka zacisnęła się tak mocno, że prawie go wyciśnięła.

On nie wyszedł z niej. Zamiast tego obrócił ją na brzuch – szybko, ale delikatnie – uniósł biodra tak, że klęczała na czworakach, twarz w mchu. Wbił się w nią od tyłu jednym ruchem. Ręce złapał ją za biodra, ciągnąc na siebie przy każdym pchnięciu. Jej cycki wisiały i podskakiwały, on chwytał je od spodu, ściskał, szczypał. Rżnął ją jak zwierzę – szybko, głośno, głęboko. Elara piszczała, warczała, twarz wbita w mech, dłonie zaciskające się w zieleni. Siódmy, ósmy orgazm – jej cipka tryskała sokami, ciało drżało tak mocno, że prawie upadła.

Po kolejnym, potężnym wytrysku – tym razem gorący strumień lał się na jej plecy, pośladki, spływał w dół po cipce – opadli razem na mech. Kael przyciągnął ją do siebie, plecami do jego torsu, jego półtwardy kutas wciąż tkwił w niej, pulsując. Jedna jego ręka leżała na jej piersi, palec leniwie krążący wokół sutka. Druga spoczywała na jej brzuchu, tuż nad cipką. Elara dyszała ciężko, ciało lśniło od potu, soku i jego nasienia. Cipka wciąż drgała, pulsowała, wypychając resztki jego gorącego wytrysku.

Leżeli tak długo, spleceni, w ciszy gaju. Księżyc patrzył na nich obojętnie. Elara czuła, jak jego magia wciąż krąży w niej – ciepła, dzika, uzależniająca. Wiedziała, że to dopiero początek. Noc była długa. Pełnia dopiero się zaczęła. A dziki duch lasu nie zamierzał jej puścić tak szybko.

Elara odwróciła głowę, spojrzała w jego lśniące srebrne oczy i wyszeptała drżącym głosem:

„Weź mnie… znowu. Całą noc. Chcę czuć cię we wszystkim…”

Kael uśmiechnął się – pierwszy raz. Uśmiech dziki, drapieżny, obiecujący. Jego kutas w niej znowu zaczął twardnieć.

Elara leżała na plecach na miękkim mchu, dysząc ciężko, ciało wciąż drżące po ostatnich orgazmach. Kutas Kaela tkwił w niej głęboko – półtwardy, ale już szybko nabrzmiewający, pulsujący żywym ciepłem magii. Czuła, jak jego gorące nasienie wypływa z niej przy każdym lekkim ruchu bioder, spływa po pośladkach i miesza się z jej obfitymi sokami, tworząc mokrą plamę pod nimi. Księżyc świecił prosto na nich, srebrzysty blask podkreślał każdą kroplę potu na jej skórze, każdy ślad zębów na sutkach.

Kael nie powiedział słowa. Zamiast tego pochylił głowę i złapał jej sutek w usta – tym razem wolniej, leniwiej, ssąc z mokrym, głodnym dźwiękiem. Jego język okrążał twardy szczyt, a jednocześnie jego kutas w niej znowu stwardniał całkowicie – gruby, gorący, wypełniający ją po brzegi. Elara jęknęła przeciągle, nogi rozsunęły się same, zapraszając go głębiej.

„Znowu… tak…” wyszeptała, głos ochrypły z rozkoszy.

On zaczął się poruszać – powoli, głęboko, każdym pchnięciem wbijając się aż do samego końca. Jej cipka, wciąż wrażliwa po poprzednich szczytach, zaciskała się wokół niego jak aksamitny, gorący uścisk. Sok tryskał przy każdym ruchu, mlaskając głośno w ciszy gaju. Kael uniósł jej nogi, zarzucił je sobie na ramiona i złożył ją wpół – pozycja, w której mógł wchodzić najgłębiej. Jego jądra uderzały o jej pośladki przy każdym mocnym pchnięciu. Elara wygięła się, ręce wpiły w mech, paznokcie zostawiały ślady. Piąty… szósty orgazm tej nocy nadszedł jak fala – długi, drżący, sprawił, że jej cipka pulsowała wokół niego, wyciskając z niego kolejne krople preejakulatu.

Ale Kael miał inne plany.

Nagle wokół nich poruszyły się winorośle. Cienkie, zielone, lśniące w księżycowym świetle pnącza wyrosły z mchu jak żywe istoty. Owinęły się delikatnie wokół nadgarstków Elarę, rozciągnęły jej ręce nad głową i przywiązały do korzeni wielkiego dębu. Inne pnącza oplątały jej kostki i powoli, rozkosznie rozsunęły nogi na boki – szeroko, bezlitośnie, aż cipka była całkowicie odsłonięta i otwarta. Elara westchnęła z podniecenia – czuła się całkowicie bezbronna, wystawiona, a jednocześnie bardziej podniecona niż kiedykolwiek.

Kael wysunął się z niej powoli, aż jego mokra, lśniąca głowa kutasa została na zewnątrz, rozciągając wejście do jej cipki. Potem jednym ruchem wbił się z powrotem – mocno, głęboko. Winorośle napięły się, trzymając ją w idealnej pozycji do rżnięcia. On pochylił się nad nią, ręce oparł po bokach jej głowy i zaczął pieprzyć ją rytmicznie, mocno, z każdym pchnięciem uderzając w najczulsze miejsce w środku. Elara krzyczała – nie z bólu, z czystej, szalonej rozkoszy. Jej piersi podskakiwały, sutki stwardniałe jak kamienie. Kael pochylał się co chwilę i ssał je na zmianę, gryzł delikatnie, liżał. Jej cipka była tak mokra, że soki tryskały przy każdym pchnięciu, spływając po pośladkach i tworząc błyszczącą kałużę na mchu.

Orgazm za orgazmem – siódmy, ósmy, dziewiąty. Ciało Elarę drżało w konwulsjach, oczy wzniesione do księżyca, usta otwarte w niemym krzyku. W pewnym momencie poczuła, że coś w niej pękło – jej cipka zacisnęła się tak mocno, że Kael ryknął, a potem trysnęła z niej fontanna soków – squirting, którego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Gorący strumień chlusnął na jego brzuch i uda, a ona wrzasnęła z szoku i ekstazy jednocześnie.

Kael nie zwolnił. Wysunął się z niej, a winorośle natychmiast puściły jej nogi. Zamiast tego uniósł ją w powietrze magiczną siłą – jej ciało uniosło się nad mchem, nogi rozstawione, cipka ociekająca. On stanął pod nią, złapał ją za biodra i wbił się w nią na stojąco – ona wisiała w powietrzu, on trzymał ją jak lalkę i rżnął mocno, w górę i w dół. Każdy ruch sprawiał, że jego gruby kutas wchodził pod idealnym kątem, uderzając w jej punkt G bez litości. Elara owijała nogi wokół jego talii, pięty wbijała w jego pośladki, przyciągając go głębiej. Jej cycki tarły o jego tors, sutki drapały o jego szorstką skórę.

„Kael… Kael… nie przestawaj… wypełniaj mnie…” błagała, głos łamiący się z rozkoszy.

On spełnił. Z rykiem wypuścił w nią kolejny gorący, gęsty wytrysk – tym razem jeszcze obfitszy. Czuła, jak zalewa jej wnętrze, jak spływa po jego kutasie i kapie na mech. Magia sprawiła, że nasienie pulsowało w niej ciepłem, wywołując kolejny, długi orgazm, który sprawił, że jej cipka mlaskała i tryskała wokół niego.

W końcu opuścił ją na mech. Elara leżała bezwładnie, nogi szeroko rozłożone, cipka pulsująca i ociekająca jego nasieniem. Ale Kael nie dał jej odpocząć.

Pochylił się, złapał ją za biodra i obrócił na brzuch. Uniósł jej tyłek wysoko – pieska pozycja. Jego język natychmiast zanurzył się w jej cipce od tyłu – lizał głęboko, ssał jej łechtaczkę, wsuwał język w jej dziurkę, mieszając swoje nasienie z jej sokami. Elara jęknęła w mech, ręce zacisnęły się w zieleni. Czuła, jak jego język penetruje ją rytmicznie, jak ssa ją łapczywie. Kolejny orgazm – tym razem długi, drżący, sprawił, że znowu trysnęła sokami prosto w jego usta. Kael połykał wszystko z głodnym pomrukiem.

Potem uniósł się, złapał ją za biodra i wbił się w nią od tyłu – jednym mocnym pchnięciem. Rżnął ją mocno, szybko, ręce ściskające jej pośladki, rozciągające je, żeby mógł wchodzić jeszcze głębiej. Jego jądra uderzały o jej cipkę. Elara piszczała, twarz wbita w mech, biodra machała w tył, spotykając każde jego pchnięcie. Dziesiąty, jedenasty orgazm – jej ciało drżało tak mocno, że prawie upadła. Kael pochylił się nad nią, złapał ją za piersi od spodu, ściskał je mocno, szczypał sutki, a jednocześnie walił w nią jak dzikie zwierzę.

W pewnym momencie winorośle znowu owinęły się wokół jej nadgarstków i przyciągnęły ręce do tyłu – jak kajdany. Elara była całkowicie unieruchomiona, tyłek uniesiony, cipka szeroko otwarta i wystawiona na jego brutalne pchnięcia. Kael rżnął ją jeszcze mocniej, jeszcze głębiej. Jego kutas wchodził pod idealnym kątem, uderzając w najczulsze miejsca. Elara krzyczała bez przerwy, orgazmy zlały się w jeden długi, niekończący się szczyt.

W końcu Kael ryknął po raz kolejny i wypuścił w nią trzeci (czy czwarty? straciła rachubę) gorący wytrysk. Tym razem nasienie było tak obfite, że wypłynęło z niej obficie, spływając po udach w grube, białe strużki. On wysunął się powoli, a jego kutas – cały mokry od ich soków – trząsł się jeszcze chwilę, wypuszczając ostatnie krople na jej pośladki.

Elara opadła na mech, całkowicie wyczerpana, ale szczęśliwa. Ciało lśniło od potu, nasienia i soków. Cipka pulsowała, wypychając resztki jego gorącego nasienia. Winorośle poluzowały się delikatnie, pozwalając jej się poruszać, ale wciąż leżały wokół niej jak żywe straże.

Kael położył się obok niej, przyciągnął ją do siebie. Jego ręka spoczęła na jej piersi, palec powoli krążył wokół sutka. Druga ręka zsunęła się w dół, między jej nogi. Dwa palce wsunęły się w jej ociekającą cipkę i powoli, leniwie poruszały się w środku – nie po to, żeby doprowadzić do kolejnego orgazmu, ale żeby ją pieścić, uspokoić… i przygotować na więcej.

Elara odwróciła głowę i spojrzała w jego srebrne oczy. W nich zobaczyła dziką, nienasyconą głębię. Wiedziała, że noc dopiero się zaczęła.

„Chcę cię… w ustach…” wyszeptała nagle, zaskakując samą siebie. „Chcę cię ssać, dopóki nie wypełnisz mi gardła.”

Kael uśmiechnął się – tym samym drapieżnym, obiecującym uśmiechem. Usiadł, opierając plecy o pień dębu. Jego kutas – znowu twardy, lśniący od ich soków – stał prosto w górę, gruby i imponujący. Elara uklękła między jego udami. Winorośle delikatnie owinęły się wokół jej włosów, jakby pomagały jej, prowadząc głowę w dół.

Otworzyła usta szeroko i wzięła go głęboko – aż do gardła. Był ogromny, rozciągał jej usta do granic, ale ona chciała tego. Ssała łapczywie, język okrążał żyły na jego trzonie, ręce masowały jego jądra. Kael położył dłoń na jej głowie – nie naciskał, tylko trzymał, pozwalając jej ustalić tempo. Elara poruszała głową w górę i w dół, głośno mlaskając, śliny spływała po jego kutasie i jądrach. Czasem brała go głęboko, aż nos dotykał jego brzucha, i trzymała, krztusząc się lekko – a on tylko pomrukiwał z rozkoszy.

Po kilku minutach Kael złapał ją za włosy i zaczął poruszać jej głową w swoim rytmie – szybko, głęboko. Elara oddała się całkowicie, pozwalając mu pieprzyć swoje gardło. Łzy rozkoszy spływały po jej policzkach, ale ona ssała jeszcze mocniej. W końcu on ryknął i wypuścił w jej gardło gorący, gęsty wytrysk. Elara połykała wszystko, nie tracąc ani kropli – gorące, słone nasienie spływało jej przełykiem, a ona jęczała z zadowolenia wokół jego pulsującego kutasa.

Gdy skończył, wysunął się powoli. Elara polizała go dokładnie – od nasady aż po sam czubek – zbierając resztki. Potem uniosła się i pocałowała go – pierwszy raz. Ich języki splotły się, ona dała mu posmakować siebie na jego ustach.

Kael położył ją z powrotem na mech i tym razem to on pochylił się między jej nogi. Jego język znowu zanurzył się w jej cipce – tym razem wolniej, bardziej czule, ale nie mniej intensywnie. Lizał ją długo, ssał łechtaczkę, wsuwał język głęboko, aż Elara znowu doszła – tym razem cicho, drżąco, z długim westchnieniem.

Oceń opowiadanie:

4.6 / 5. Ocen: 842

OmeTV.pl - Polski Video Czat Poznaj nowe osoby z całej Polski na www.OMETV.pl