Upalny dzień na strychu

Czerwiec na starym strychu był leniwy i duszny. Słońce wpadało przez małe, brudne okienka pod skośnym dachem, rysując długie, złote smugi w gęstym od kurzu powietrzu. Pachniało tu starym drewnem, suszonymi ziołami, naftaliną i czymś jeszcze – historią, która od dekad czekała, aż ktoś ją obudzi.

Upalny dzień na strychu
Upalny dzień na strychu

Agnieszka poruszała się powoli między skrzyniami i starymi meblami. Miała na sobie lekką, białą bluzkę z drobnymi perłowymi guziczkami i wysoko zapiętym dekoltem oraz dopasowane jeansy, które podkreślały jej długie nogi i krągłe, kobiece biodra. 29-letnia historyczka sztuki czuła, jak pot delikatnie spływa jej po kręgosłupie. Kosmyki kasztanowych włosów wymykały się z niedbałego koka i kleiły do karku. Jej pełne piersi unosiły się spokojniej przy każdym oddechu, a materiał bluzki już lekko przylegał do ciała.

Katarzyna, trzy lata starsza, właścicielka antykwariatu w miasteczku, pracowała obok. Była wyższa, bardziej zmysłowa, o krągłych biodrach i pełnych udach, które poruszały się leniwie pod lnianą spódnicą. Luźna koszula opinała jej biust przy każdym schyleniu. Obie kobiety od kilku miesięcy kręciły się wokół siebie – niby koleżanki, niby współpracowniczki, ale w powietrzu zawsze wisiało coś więcej: spojrzenia zatrzymujące się o sekundę za długo, przypadkowe muśnięcia dłoni, ciche śmiechy.

– Babcia nigdy nie pozwalała mi tu wchodzić samej – powiedziała Katarzyna cicho, ocierając czoło wierzchem dłoni. – Mówiła, że strych pamięta za dużo.

Agnieszka uśmiechnęła się, podnosząc zakurzoną lampę naftową.

– Dlatego tu jesteśmy. Historia nie lubi być zapomniana.

Pracowały w ciszy przerywanej tylko skrzypieniem desek podłogowych i odległym świergotem ptaków za oknem. Co chwilę któraś z nich prostowała się, przeciągała, a wtedy ich spojrzenia spotykały się na dłużej. Katarzyna patrzyła na wilgotną szyję Agnieszki. Agnieszka nie mogła oderwać wzroku od dekoltu Katarzyny, gdzie powoli zbierały się drobne kropelki potu.

W końcu natrafiły na dużą, okutą metalem skrzynię schowaną za starym, pękniętym lustrem. Katarzyna uklękła przy niej, a Agnieszka przysiadła obok na niskim kufrze. Gdy wieko się uniosło, w nozdrza uderzył zapach starego papieru, lawendy i wosku.

W środku – setki listów związanych wyblakłą, bordową wstążką.

Agnieszka ostrożnie wyjęła jeden z nich. Papier był kruchy, atrament wyblakły, ale wciąż czytelny. Usiadła wygodniej, opierając się plecami o belkę. Katarzyna przysunęła się bliżej – tak blisko, że Agnieszka czuła ciepło jej uda przy swoim biodrze.

– Przeczytaj mi… – poprosiła Katarzyna miękko. – Chcę usłyszeć, jak to brzmi twoim głosem.

Agnieszka rozłożyła list. Najpierw czytała spokojnie, prawie akademicko, komentując styl i kontekst historyczny. Ale słowa na papierze były zbyt intymne, zbyt gorące. Stopniowo jej głos się zmieniał – stawał się cichszy, głębszy, bardziej aksamitny. Jakby sama zaczynała czuć to, co autorka listu czuła sto lat temu.

„…Piszę do Ciebie w nocy, gdy cały dom śpi. Moje ciało wciąż pamięta dotyk Twoich palców na moim ramieniu, gdy mijaliśmy się w korytarzu. Jakże pragnęłam, żebyś wtedy nie puściła mnie tak szybko…”

Katarzyna słuchała w milczeniu. Jej oddech stawał się coraz wolniejszy i głębszy. Powoli, bardzo powoli przesunęła się za plecy Agnieszki. Najpierw tylko kolana dotknęły jej pleców. Potem dłonie spoczęły lekko na ramionach – ciepłe, pewne.

Agnieszka kontynuowała czytanie, choć głos jej drżał minimalnie, gdy poczuła, jak palce Katarzyny suną po materiale bluzki wzdłuż ramion. Delikatnie. Jakby sprawdzały, czy może.

„…Gdy zamykam oczy, czuję Twoje usta na mojej szyi. Lekkie, gorące pocałunki, które sprawiają, że nogi mi miękną…”

Katarzyna pochyliła głowę. Jej ciepły oddech musnął kark Agnieszki. Sekundę później – pierwsze, ledwo wyczuwalne muśnięcie ust. Bardzo delikatne. Prawie niewinne. Agnieszka zamilkła na moment, ale Katarzyna szepnęła tuż przy jej skórze:

– Nie przestawaj…

Kolejny pocałunek. Tym razem dłużej. Wilgotniejszy. Usta Katarzyny muskały kark, sunęły w stronę ucha. Jednocześnie jej palce zaczęły powoli, jeden po drugim, rozpinać perłowe guziczki bluzki Agnieszki – tak powoli, że każdy guzik stawał się osobnym, męczącym aktem.

Bluzka rozchylała się centymetr po centymetrze, odsłaniając koronkę stanika i górną część pełnych piersi. Katarzyna nie spieszyła się. Jej dłonie tylko muskały odsłoniętą skórę – delikatnie, pieszczotliwie, bez pośpiechu. Agnieszka czuła, jak sutki twardnieją boleśnie, a między udami robi się coraz goręcej i mokrzej.

Jej głos przy czytaniu stawał się coraz niższy, przerywany cichymi westchnieniami. Strych wydawał się kurczyć wokół nich. Kurz wirował w promieniach słońca, a stare tango z radia grało dalej – leniwie i melancholijnie.

Katarzyna rozpięła już połowę guzików. Jej usta nadal pieściły kark i ramiona Agnieszki, a dłonie błądziły po odsłoniętej skórze dekoltu, nie schodząc jeszcze niżej.

Katarzyna rozpięła już czwarty guzik. Bluzka Agnieszki była teraz szeroko rozchylona, odsłaniając biały, koronkowy stanik i górną krzywiznę pełnych, ciężkich piersi, które unosiły się w przyspieszonym oddechu. Powietrze na strychu wydawało się jeszcze gęstsze. Kurz wirował leniwie w promieniach popołudniowego słońca, a stare radio grało cicho kolejne tango – powolne, melancholijne, idealnie pasujące do chwili.

Agnieszka próbowała kontynuować czytanie, ale jej głos coraz częściej się łamał, przechodził w ciche westchnienia.

„…Czuję Twoje dłonie na sobie nawet teraz, gdy piszę te słowa. Jak suną po mojej talii, jak zatrzymują się tuż nad biodrami, jakby pytały o pozwolenie…”

Katarzyna nie pytała. Jej usta były już na karku Agnieszki – ciepłe, wilgotne, cierpliwe. Całowała centymetr po centymetrze, zsuwając się niżej, na ramiona, a potem wracając w górę, by musnąć ucho. Język ledwo dotykał skóry, zostawiając wilgotny ślad, który natychmiast chłodził w gorącym powietrzu strychu. Dłonie Katarzyny sunęły po odsłoniętej skórze dekoltu – delikatnie, niemal czule, jakby odkrywały nowe terytorium.

– Czytaj… – szepnęła jej prosto do ucha, a jej gorący oddech sprawił, że Agnieszka zadrżała. – Chcę słyszeć, jak drży ci głos.

Agnieszka przełknęła ślinę i kontynuowała, choć litery zaczynały się rozmywać przed oczami.

Kolejny guzik. I następny. Bluzka była już całkowicie rozpięta. Katarzyna zsunęła ramiączka stanika w dół, uwalniając obie piersi. Były piękne – ciężkie, naturalnie krągłe, z ciemnoróżowymi sutkami, które już dawno stwardniały w oczekiwaniu. Katarzyna objęła je od tyłu dłońmi – powoli, ważąc je, ugniatając delikatnie, jakby delektowała się ich rozmiarem i ciężarem. Kciukami zataczała leniwe kręgi wokół sutków, nie dotykając ich jeszcze bezpośrednio.

Agnieszka jęknęła cicho. List drżał w jej dłoniach.

Katarzyna w końcu poddała się pokusie. Pochyliła głowę i pocałowała jedną pierś, potem drugą. Jej język był gorący i mokry. Okrążała sutek, drażniła go koniuszkiem, aż w końcu wzięła go głęboko do ust i zaczęła ssać – powoli, rytmicznie, z cichym, lubieżnym mlaśnięciem. Agnieszka wygięła plecy w łuk, wypychając biust mocniej w usta Katarzyny. Druga dłoń tej drugiej kobiety nadal pieściła drugą pierś, szczypiąc sutek między palcami, pociągając delikatnie.

– Boże… Kasia… – wyszeptała Agnieszka, przerywając czytanie.

– Czytaj – przypomniała Katarzyna, na moment odrywając usta od piersi. Jej głos był niski, zachrypnięty.

Agnieszka próbowała. Głos jej się trząsł, słowa urywały się między westchnieniami i cichymi jękami.

Katarzyna nie spieszyła się. Całowała, lizała i ssała piersi Agnieszki przez długie minuty, jakby miała na to cały dzień. Dopiero gdy sutki były czerwone, mokre i boleśnie wrażliwe, jej prawa dłoń zaczęła powoli sunąć niżej. Po brzuchu, przez pępek, aż do paska jeansów. Rozpięła guzik. Zamek błyskawiczny zszedł w dół z cichym, metalicznym dźwiękiem, który w ciszy strychu zabrzmiał obscenicznie głośno.

Palce Katarzyny wsunęły się pod materiał majtek. Agnieszka była absolutnie mokra. Gorące, gęste soki pokrywały jej wargi sromowe i spływały już na uda. Katarzyna westchnęła z zadowoleniem, gdy jej palce zanurzyły się w tej wilgoci.

– Jesteś taka gotowa… – mruknęła, gryząc delikatnie ucho Agnieszki.

Zaczęła masować łechtaczkę – bardzo powoli, leniwie, zataczając duże, mokre kręgi. Agnieszka rozłożyła nogi szerzej, opierając stopy na skrzyniach po obu stronach. Jeansy i majtki były już zsunięte do połowy ud. Katarzyna pieściła ją cierpliwie: palcami rozchylała mokre wargi, masowała wejście do cipki, ale nie wsuwała się jeszcze do środka. Tylko drażniła. Budowała napięcie.

Agnieszka odłożyła list. Nie była już w stanie czytać. Jej głowa opadła do tyłu, na ramię Katarzyny. Oddychała ciężko, cicho pojękując przy każdym dotyku.

Katarzyna w końcu wsunęła w nią jeden palec – głęboko, powoli, czując, jak ciasne, gorące wnętrze zaciska się wokół niego. Potem drugi. Zaczęła poruszać nimi w powolnym, głębokim rytmie, jednocześnie kciukiem masując łechtaczkę. Drugą ręką nadal ugniatała pierś Agnieszki, szczypiąc sutek.

Strych wypełnił się dźwiękami: mokrym chlupotem palców w cipce, ciężkimi oddechami, cichymi jękami Agnieszki i skrzypieniem starych desek pod nimi. Katarzyna przyspieszała bardzo stopniowo – najpierw leniwie, potem coraz mocniej, głębiej. Jej usta nie przestawały całować karku, ramion, szyi.

Agnieszka trzęsła się cała. Jej biodra poruszały się same, napierając na dłoń Katarzyny. Czuła, jak orgazm buduje się powoli, głęboko w dole brzucha – ciężki, gorący, nieunikniony.

– Kasia… ja… zaraz… – wysapała.

Katarzyna nie zwolniła. Wręcz przeciwnie – wbiła palce głębiej, szybciej, masując punkt G. Drugą ręką mocno ścisnęła pierś.

Orgazm Agnieszki przyszedł potężną, długą falą. Ciało wygięło się w łuk, cipka zacisnęła się mocno wokół palców Katarzyny, a gorące soki trysnęły obficie, spływając po dłoni i udach. Agnieszka krzyknęła głośno – długo, gardłowo. Drżała przez kilkanaście sekund, zaciskając palce na udach Katarzyny.

Katarzyna nie wyjmowała palców od razu. Poruszała nimi powoli, przedłużając rozkosz, aż Agnieszka osunęła się bezwładnie w jej ramionach.

Ale to nie był koniec.

Katarzyna delikatnie odwróciła Agnieszkę twarzą do siebie. Pocałowały się – pierwszy raz naprawdę głęboko, głodnie, z języczkami tańczącymi w ustach. Katarzyna usiadła na starym fotelu i pociągnęła Agnieszkę na siebie. Spódnica podwinęła się, odsłaniając to, że Katarzyna nie miała majtek – jej własna cipka była gładka, nabrzmiała i błyszcząca od soków.

Agnieszka, wciąż drżąca po orgazmie, opadła na kolana między udami Katarzyny. Nie trzeba było słów. Pochyliła się i zaczęła całować wewnętrzne strony ud, powoli zmierzając w górę. Gdy jej język w końcu dotknął mokrej, gorącej cipki Katarzyny, ta jęknęła głośno, chwytając Agnieszkę za włosy.

Agnieszka lizała ją zachłannie, ale jednocześnie czule – długimi pociągnięciami języka od dołu aż po łechtaczkę, zataczając kręgi, ssąc delikatnie wargi sromowe. Wsunęła dwa palce głęboko i zaczęła poruszać nimi w rytmie języka. Katarzyna wiła się na fotelu, ściskając piersi swoje i Agnieszki, pojękując coraz głośniej.

Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, rzucając coraz dłuższe cienie na strychu. Dwie kobiety zatraciły się całkowicie w sobie – w smakach, zapachach, dźwiękach i dotyku. Kurz, stare listy i czerwcowe gorąco stały się jedynie tłem dla ich rosnącej, coraz bardziej nieokiełznanej namiętności.

Słońce chyliło się już mocno ku zachodowi, malując strych w ciepłych, pomarańczowych odcieniach. Powietrze było ciężkie od zapachu ich ciał, soków i kurzu. Katarzyna siedziała rozłożona na starym, wytartym fotelu, z spódnicą podciągniętą wysoko, a nogami zarzuconymi na ramiona Agnieszki. Jej cipka – gładka, nabrzmiała i ociekająca – pulsowała pod ustami i palcami młodszej kobiety.

Agnieszka lizała ją z oddaniem. Jej język poruszał się długimi, leniwymi pociągnięciami, zataczając mokre kręgi wokół łechtaczki, a dwa palce wsuwały się głęboko w gorące, ciasne wnętrze Katarzyny. Co chwilę zatrzymywała się, by spojrzeć w górę – prosto w oczy starszej kobiety. Te spojrzenia były bardziej intymne niż jakikolwiek dotyk.

Katarzyna oddychała ciężko, jedną ręką ściskając własne pierś, drugą mocno trzymając Agnieszkę za włosy. Jej biodra unosiły się rytmicznie, napierając na twarz i palce Agnieszki.

– Tak… właśnie tak… nie przestawaj… – szeptała ochryple.

Agnieszka przyspieszyła. Ssąc łechtaczkę mocno, poruszała palcami w szybkim, głębokim rytmie, uderzając w najwrażliwszy punkt wewnątrz. Katarzyna napięła się cała. Jej uda zaczęły drżeć, oddech zamienił się w krótkie, rozpaczliwe jęki. Orgazm przyszedł nagle – potężny, długi. Ciało Katarzyny wygięło się w łuk, cipka zacisnęła się mocno wokół palców Agnieszki, a gorące soki spłynęły obficie po jej brodzie i dłoni.

Katarzyna krzyknęła gardłowo, drżąc przez długie sekundy. Agnieszka nie odsuwała się – lizała ją delikatnie, przedłużając rozkosz, aż starsza kobieta osunęła się bezwładnie, ciężko oddychając.

Przez kilka minut panowała cisza. Tylko ich oddechy i ciche skrzypienie desek podłogowych. Agnieszka podniosła się powoli, ocierając usta wierzchem dłoni. Usiadła okrakiem na kolanach Katarzyny. Pocałowały się – długo, głęboko, smakując siebie nawzajem. Ich ciała były gorące, lepkie od potu i soków.

Katarzyna odgarnęła wilgotny kosmyk włosów z twarzy Agnieszki i spojrzała jej prosto w oczy.

– Nie spodziewałam się… że te listy tak zadziałają – powiedziała cicho, z lekkim uśmiechem.

Agnieszka uśmiechnęła się, ale w jej oczach było coś więcej – ciekawość, pożądanie, lekkie zaskoczenie tym, co się właśnie wydarzyło.

– To nie tylko listy – szepnęła, muskając palcem wargi Katarzyny. – To ty. I to miejsce.

Zsunęła się z kolan Katarzyny i zaczęła powoli zapinać bluzkę. Ręce wciąż jej drżały. Katarzyna nie spieszyła się z ubieraniem – siedziała rozłożona, patrząc, jak Agnieszka zakłada jeansy na mokre uda. Między nimi zaległa nowa, ciężka cisza. Nie było zażenowania, ale było napięcie. Jakby obie wiedziały, że to dopiero początek.

Gdy już były w miarę ubrane, Katarzyna podeszła do skrzyni z listami i wyjęła jeszcze jeden, nieotwarty.

– Jest ich więcej – powiedziała, ważąc kopertę w dłoni. – Dużo więcej. I nie wszystkie są z tego samego okresu.

Agnieszka podeszła bliżej. Ich ramiona znów się zetknęły. Wzięła list i powąchała go delikatnie.

– Może jutro… albo pojutrze… wrócimy tu i przeczytamy kolejne? – zaproponowała, patrząc Katarzynie prosto w oczy.

Oceń opowiadanie:

4.7 / 5. Ocen: 518

OmeTV.pl - Polski Video Czat Poznaj nowe osoby z całej Polski na www.OMETV.pl