Deszcz zaczął padać jeszcze na asfalcie. Marek zwolnił, gdy żwir chrupnął pod oponami, a wycieraczki zostawiały na szybie mokre smugi, przez które Kasia widziała coraz ciemniejszy las. Droga wiła się w górę, aż nagle, za zakrętem, wyłonił się domek: niski, z ciemnego, żywicznego drewna, z szerokim tarasem i dwiema lampami przy drzwiach, które już się paliły, choć nie było jeszcze całkiem ciemno. Z komina nie unosił się dym — ogień był wewnątrz, w kominku.

Anna otworzyła drzwi, zanim zdążyli zapukać. Stała na progu boso, w obcisłych ciemnych jeansach i szarym, miękkim swetrze, który obciągał piersi, gdy uniosła rękę, żeby przytrzymać framugę. Miała około pięćdziesiątki. Wysoka, smukła, z ciemnymi włosami związanymi luźno na karku, z których kilka mokrych kosmyków przylegało do szyi. Twarz bez makijażu, pełne usta, oczy ciemne, spokojne, nieco zmęczone podróżą przez deszcz, ale nie nieobecne.
— Dobrze trafiliście. Za chwilę będzie lało na poważnie — powiedziała. Głos niski, równy. — Anna.
Uścisnęła Markowi dłoń. Palce ciepłe, uścisk pewny, trochę dłuższy niż wymagała grzeczność. Potem Kasi. Kasia poczuła obrączkę na palcu Anny — cienką, gładką — i zapach drewna oraz czegoś ostrego, jak mydło i skóra.
Weszli. Zapach uderzył od razu: żywica, kawa, dym z kominka, wilgotne kurtki. Anna zdjęła im okrycia, powiesiła na grubych hakach przy drzwiach, poprawiła ręcznik na kaloryferze, jakby od lat przyjmowała tu ludzi i wiedziała, w jakiej kolejności robić rzeczy.
— Najpierw salon, potem reszta. Żebyście wiedzieli, gdzie co jest, zanim zostawię klucze.
Prowadziła ich powoli. Salon był szeroki, z belkami pod sufitem, dużą kanapą naprzeciw kominka i stołem przy oknie. Na stole stała filiżanka, obok leżał otwarty laptop, ale Anna nawet na niego nie spojrzała. Tłumaczyła ogrzewanie: piec, termostat, co robić, gdy spadnie ciśnienie. Kasia słuchała i jednocześnie patrzyła. Anna, schylając się przy kominku, żeby poprawić polano, wystawiała biodra. Jeansy wrzynały się w pośladki, sweter unosił się, odsłaniając pasek skóry nad biodrem. Marek stał za Kasią. Nie powiedział nic, ale Kasia czuła, że on też patrzy.
Kuchnia była jasna mimo deszczu. Duże okno na stok, zlew pod nim, drewniany blat. Anna otworzyła szafki, pokazała naczynia, filtr do wody, miejsce na wino.
— W lodówce zostawiłam mleko i jajka. Resztę kupicie w dole, jak przestanie lać.
Sypialnia zajmowała prawie cały bok domu. Łóżko szerokie, świeżo pościelone, dwa okna, szafa w ścianie. Anna otworzyła szafę, pokazała koce, dodatkowe poduszki. Gdy wyciągała rękę wysoko, sweter uniósł się wyżej. Kasia zobaczyła linię stanika — cienkiego, bez fiszbin.
Łazienka pachniała mydłem i wilgocią. Wanna pod skosem dachu, prysznic obok, duże lustro. Anna puściła wodę, sprawdziła ciśnienie, otarła dłoń o jeansy.
— Ręczniki w szafce. Jeśli będziecie chcieli wannę wieczorem, lepiej odpalić bojler wcześniej.
Wrócili do salonu. Deszcz bębnił już równo, jakby ktoś sypał żwir na dach. Anna podeszła do okna.
— Stąd rano widać szlak, jak mgła opadnie. Wieczorem tylko las. Kominek zostawiam wam zapalony, drewno jest w skrzyni na tarasie, pod dachem.
Odwróciła się.
Laptop nie zgasł.
Ekran był jasny. Folder otwarty. Miniatury ułożone ciasno, jak kafelki.
Kasia stanęła dwa kroki od stołu. Marek podszedł tuż za nią. Przez chwilę słyszeli tylko deszcz i trzask drewna.
Na zdjęciach była Anna.
Nie „ładne” akty z miękkim światłem. Odważne, ostre, zrobione w tym domu. Anna w czarnych pończochach do pasa, bez majtek, siedząca na tej samej kanapie, palce rozchylające wargi sromowe, sok błyszczący na skórze. Anna klęcząca na dywanie, usta otwarte, ślina ciągnąca się z dolnej wargi, dildo przy policzku. Anna od tyłu, nachylona nad stołem, na którym teraz stał laptop, pośladki uniesione, jedna ręka z tyłu, palce w środku. Anna w lustrze w sypialni, jedna noga na krześle, sutki twarde, brzuch napięty. Anna w wannie, mokre włosy przyklejone do twarzy, uda rozwarte, strumień wody skierowany między nogi.
Twarz na każdym zdjęciu wyraźna. Żadnej ramki, żadnego filtra, żadnego udawania, że to ktoś inny.
Anna skończyła zdanie o szlaku i odwróciła się.
Zobaczyła ich wzrok. Zobaczyła ekran.
Nie rzuciła się do laptopa. Nie zasłoniła go ciałem. Podeszła wolno, stanęła przy blacie, oprzeć biodro, i przez kilka sekund tylko oddychała.
— Nie miałam zamiaru tego zostawiać — powiedziała wreszcie. Głos nie drżał. Był tylko niższy.
Kasia nie odwróciła oczu od zdjęcia, na którym Anna miała palce w sobie.
— To wszystko zrobione tutaj?
Anna skinęła.
— Lubię ten dom, kiedy jest pusty. Lubię, jak w nim wyglądam. Lubię wiedzieć, że mogę usiąść na tej kanapie i zrobić sobie zdjęcie, na którym widać, jak jestem mokra.
Marek odezwał się cicho:
— I zostawiasz folder otwarty, kiedy mają przyjechać obcy ludzie.
— Wyszłam na taras sprawdzić rynną. Myślałam, że ekran zgaśnie. Nie zgasł.
Kasia przesunęła palcem po gładziku. Powiększyła zdjęcie: Anna na dywanie, twarzą do obiektywu, język na żołędzi dilda.
— Ile takich masz?
— Dość — odparła Anna. — Żeby nie udawać przed sobą, czego chcę.
Deszcz uderzył mocniej w szybę. W kominku polano pękło z suchym trzaskiem.
Anna nie zamknęła laptopa.
Rozdział II
Milczenie przeciągnęło się. Anna stała bokiem do stołu, sweter obciągał jej piersi przy każdym oddechu. Kasia czuła, jak Marek stoi tuż za jej plecami, jak jego dłoń zawisa nad jej biodrem, nie pewna, czy już wolno.
— Nie wyglądasz na skrępowaną — powiedziała Kasia.
— Bo nie jestem. Skrępowana byłabym, gdybym zaczęła kłamać, że to ktoś inny albo że to stary folder.
Anna sięgnęła do karku i rozwiązała włosy. Ciemne pasma opadły na ramiona, kilka przykleiło się do szyi. Zdjęła sweter przez głowę. Pod spodem miała tylko cienki, beżowy top. Sutki zaznaczały się wyraźnie, ciemne pod materiałem.
Kasia przełknęła.
— Zostawiłaś to otwarte. Zobaczyłaś, że patrzymy. I zamiast zamknąć, rozbierasz się.
— Zamiast zamknąć, czekam, co zrobicie.
Marek obszedł stół. Stanął po drugiej stronie Anny, blisko, ale jeszcze nie dotykał.
— Możemy nic nie zrobić. Wziąć klucze i poczekać, aż wyjdziesz.
Anna spojrzała mu w oczy.
— Możecie.
Kasia podeszła tak blisko, że ich kolana zetknęły się. Palcem musnęła pasek jeansów Anny, tam gdzie materiał wrzynał się w skórę, tuż nad spojeniem.
— Albo możemy zostać przy tym, co jest na zdjęciach.
Anna wciągnęła powietrze. Nie cofnęła biodra.
Kasia uniosła dłoń wyżej, pod top, i położyła ją na piersi Anny. Sutek twardy, skóra ciepła. Anna nie odsunęła się. Kasia ścisnęła lekko, kciukiem przetarła otoczkę przez materiał.
— Taka jesteś na zdjęciach. Twarda. Mokra.
— Jestem — potwierdziła Anna. Głos już był ochrypły.
Marek stanął za Anną. Dłonie wsunął jej pod top od tyłu, objął obie piersi, uniósł je. Top zsunął się. Sutki ciemne, duże, stwardniałe. Kasia pochyliła się i wzięła jeden do ust. Język wolny, zębami musnęła. Anna jęknęła, głowa odchyliła się na ramię Marka.
Kasia rozpięła jeansy Anny. Zamek zszedł z cichym dźwiękiem. Pod spodem nie było majtek. Ciemne włosy przycięte krótko, skóra już błyszcząca. Kasia wsunęła dłoń między uda. Palce natrafiły na śliskość od razu.
— Kurwa — szepnęła. — Jesteś naprawdę mokra.
Anna rozstawiła nogi szerzej. Kasia wsunęła dwa palce, powoli, aż kostki. Anna zacisnęła się na nich, biodra drgnęły.
Marek pocałował Annę w szyję, potem w usta, od tyłu, krzywo, głęboko. Jedną ręką ściskał jej pierś, drugą rozpinał własne spodnie. Kasia wyjęła palce, obliznęła je, potem kucnęła.
Pocałowała Annę w wzgórek, rozchyliła wargi palcami i przeciągnęła językiem od wejścia do łechtaczki. Anna złapała ją za włosy. Kasia ssała powoli, dokładnie, tak jak na zdjęciu Anna trzymała dildo przy ustach — bez pośpiechu, z pełną świadomością, że jest oglądana.
Marek obnażył się. Kasia uniosła oczy i zobaczyła jego krocze tuż przy twarzy Anny. Anna odwróciła głowę i wzięła go do ust. Głęboko, od razu, bez ociągania. Ślina spłynęła jej po brodzie, dokładnie tak jak na jednym ze zdjęć.
Kasia wstała. Pocałowała Marka, smakując Annę na jego ustach i jego smak na ustach Anny. Potem zdjęła bluzkę, stanik, spodnie. Została w samych skarpetkach na zimnej podłodze. Marek zdjął resztę. Anna zsunęła jeansy całkiem i kopnęła je pod stół.
Laptop nadal świecił. Na ekranie Anna klęczała z otwartymi ustami.
Teraz klęczała naprawdę.
Rozdział III
Anna klęknęła na dywanie przed kominkiem, tam gdzie na zdjęciach miała ślinę na brodzie. Wzięła Marka z powrotem do ust, jedną ręką obejmując nasadę, drugą sięgając między własne nogi. Kasia stanęła z boku, pogładziła Annę po włosach, potem kucnęła za nią, rozchyliła jej pośladki i polizała od tyłu — od krocza w górę, wolno, dokładnie, aż Anna jęknęła z pełnymi ustami.
Marek wyciągnął się z jej ust, ślina ciągnęła się nitką. Podniósł Annę, posadził ją na skraju stołu. Laptop zsunął się na krzesło. Anna rozstawiła nogi szeroko, stopy na krawędzi blatu. Kasia stanęła między nimi i wsunęła w nią trzy palce od razu. Mokro, gorąco, ściśle. Rytm równy, kciuk na łechtaczce. Anna trzymała się blatu, piersi unosiły się, głowa opadła do tyłu.
— Mocniej — powiedziała.
Kasia przyspieszyła. Marek podszedł z boku, podał Annie swojego kutasa do ust. Anna ssała, gdy Kasia pieściła ją palcami, aż uda Anny zaczęły drżeć. Orgazm przyszedł głośno, z jękiem, który Anna stłumiła na członku Marka. Ściśnięcie na palcach Kasi było twarde, rytmiczne, mokre. Sok spłynął na drewno stołu.
Nie dali jej odpocząć.
Marek odwrócił Annę twarzą do blatu, nachylił. Wszedł w nią od tyłu jednym, długim ruchem. Anna jęknęła, czoło na stole. Kasia wspięła się na stół od drugiej strony, rozstawiła uda przed twarzą Anny. Anna nie potrzebowała zachęty. Wsunęła język między wargi Kasi, ssała łechtaczkę, jednocześnie biorąc to, co Marek wbijał w nią od tyłu.
Każde pchnięcie przesuwało twarz Anny w krocze Kasi. Kasia trzymała ją za włosy, biodra kołysała naprzeciw języka. Marek trzymał Annę za biodra, rytm głęboki, mokry odgłos skóry o skórę, o stół, o deszcz za oknem.
Kasia doszła pierwsza, zaciskając uda na głowie Anny, z drżeniem, które przeszło jej aż w palce u stóp. Anna nie oderwała ust. Marek przyspieszył, wbił się głęboko i doszedł w Annie, z niskim jękiem, trzymając ją mocno, aż ostatnie skurcze mu przeszły.
Wyciągnął się. Nasienie spłynęło Annie po udzie. Kasia zsunęła się ze stołu, kucnęła i zlizała je, potem wsunęła język w Annę, mieszając smaki. Anna drżała, wciąż wrażliwa, ale rozstawiła nogi szerzej.
Przenieśli się na kanapę. Anna położyła się na plecach, jedna noga na oparciu. Kasia usiadła jej na twarzy, tyłem do Marka, i pochyliła się, żeby wziąć go do ust, choć był jeszcze miękki i mokry po Annie. Marek twardniał z powrotem w jej ustach. Anna lizała Kasię od dołu, dokładnie, wolno, palcami wsuwając się w nią jednocześnie.
Gdy Marek był znowu twardy, Kasia uniosła się, odwróciła i usiadła na nim, twarzą do Anny. Anna pocałowała ją, gdy Kasia opuszczała się na kutasa Marka. Potem Anna osunęła się niżej i lizała ich oboje: miejsce, w którym Marek wchodził w Kasię, jądra, wargi Kasi rozciągnięte wokół niego.
Kasia kołysała się wolno, potem szybciej. Anna nie przestawała lizać. Marek ściskał piersi Kasi, potem sięgnął i wsunął palce Annie, która jęczała im między nogami.
Doszli blisko siebie. Kasia pierwsza, z głową na ramieniu Anny, zaciskając się na Marku. Marek chwilę później, wpychając się głęboko, trzymając Kasię za biodra. Anna dopięła się na jego palcach, z twarzą nadal między ich ciałami.
Leżeli potem na kanapie, lepcy, oddychający ciężko. Deszcz nie ustawał. Kominek trzaskał. Laptop na krześle nadal świecił — na ekranie Anna z dildo przy ustach, z tego samego dywanu, na którym teraz leżały ich ubrania.
Anna wyciągnęła rękę, nie zamykając folderu, tylko przesunęła zdjęcie dalej. Kolejne: ona w tej samej pozie, tylko bliżej, oczy półpr przymknięte.
— Zostawię wam klucze — powiedziała cicho. — I mogę zostać na noc. Albo na kilka.
Kasia otarła palcem ślinę z kącika ust Anny.
— Zostań.
Marek nic nie dodał. Tylko położył dłoń Annie na udzie, wysoko, i nie zabrał jej.
Za oknem lało. W domu pachniało dymem, skórą i seksem. Nikt nie wstawał, żeby zamknąć laptopa.





