Aneta stała prosto. Ręce splecione przed sobą. Czarna spódnica do kolan. Biała bluzka. Włosy w surowym koku. Sędzia uniósł młotek.

Uderzył.
— Sprawa zakończona.
Trzask poszedł po całej sali. Aneta wygrała. Wszystko. Dom. Firmę. Alimenty. Odszkodowanie. Dwa lata walki. Dwa lata papierów, rozpraw, kłamstw i upokorzeń. Koniec.
Były mąż siedział dwa metry dalej. Twarz szara. Usta zaciśnięte. Patrzył w podłogę. Nic nie mówił. Nic już nie mógł. Wyglądał jak ktoś, kogo właśnie rozjechano.
Adrenalina weszła jej w krew jak prąd. Serce waliło. W skroniach pulsowało. Ciało było napięte, gorące. Była wolna. Silna. I bogatsza o wszystko, o co walczyła. Czuła to w każdej komórce. Moc. Zwycięstwo. Głód.
Robert pakował akta do czarnej teczki. Ruchy dokładne. Szybkie. Czterdziestolatek. Szerokie ramiona. Ciemny garnitur. Krótko ostrzyżona siwizna na skroniach. W kręgach mówili na niego Mechanik. Nic go nie ruszało. Zawsze znajdował sposób. Dziś też znalazł.
Podniósł wzrok. Ich oczy się spotkały.
Nie było uśmiechu. Nie było słów. Tylko to jedno spojrzenie. Twarde. Głodne. Pełne. Aneta poczuła, jak napięcie schodzi niżej, między nogi. Wilgoć. Gorąco. Puls.
Wstała. Podeszła do niego. Bez wahania złapała go za nadgarstek.
— Chodź.
Pociągnęła. Wyszli z sali. Korytarz pełen ludzi. Głosy. Kroki. Minęli windy. Szła szybko. Obcasy stukały o marmur. Robert szedł za nią. Teczka w jednej ręce. Druga wolna. Czuła jego spojrzenie na plecach. Na biodrach. Na nogach. Nie mówił nic. Nie pytał.
Zeszli schodami na niższe piętro. Korytarz pusty. Ściany białe. Drzwi z napisem „Personel” na końcu. Aneta otworzyła. Weszła. Robert wszedł za nią. Zamknął drzwi. Przekręcił zasuwkę. Metaliczny dźwięk. Klik.
Wąski pokój. Dwie umywalki. Lustro. Kabina toalety. Zapach chloru i starych kafelków. Jasne światło jarzeniówki. Twarde. Bezlitosne.
Aneta odwróciła się do niego plecami. Podeszła do umywalki. Położyła dłonie na zimnej porcelanie. Uniosła spódnicę do pasa. Jednym ruchem. Czarne pończochy. Pasek. Brak majtek. Nic. Gładka skóra. Już mokra. Od samego napięcia. Od tego spojrzenia. Od zwycięstwa.
W lustrze zobaczyła jego twarz. Robert stał za nią. Spodnie rozpięte. Wyciągnął penisa. Gruby. Twardy. Żyły wystające. Główka ciemna, napięta. Nie mówił nic.
Aneta patrzyła mu w oczy przez lustro. Wyzwanie. Podziękowanie. Głód. Czysty.
Robert złapał ją za biodra. Mocno. Palce wcisnęły się w ciało. Ustawił się. Przycisnął główkę do mokrego wejścia. Poczuła ciepło. Twardość. Nacisk.
I wepchnął się. Jednym, twardym pchnięciem. Aż do końca.
Aneta jęknęła cicho. Głowa opadła. Palce zacisnęły się na krawędzi umywalki. Czuła go całego. Głęboko. Rozciągnięcie. Pełnię.
Robert nie czekał. Zaczął od razu. Ostre. Szybkie. Biodra uderzały o jej pośladki. Mokry, rytmiczny dźwięk. Trzymał ją mocno. Wbijał się głęboko. Bez litości.
Każde pchnięcie wpychało ją do przodu. Spódnica marszczyła się. Pończochy napinały się. Wilgoć spływała po udach. Oddychała przez zęby. Lustro pokazywało wszystko. Jego zaciśniętą szczękę. Jej otwarte usta. Ruchy ich ciał.
Przyspieszył. Uderzenia stały się twardsze. Jedną dłonią złapał ją za kark. Przycisnął twarz bliżej umywalki. Drugą trzymał biodro. Prowadził dokładnie tak, jak chciał. Wchodził głęboko. Wyciągał prawie do końca. Znów wpychał. Mokry dźwięk wypełniał toaletę.
Aneta czuła, jak rośnie w niej fala. Szybko. Za szybko. Napięcie zbierało się w dole brzucha. W udach. Oddychała coraz głośniej. Robert nie zwalniał. Wbijał się z całą siłą.
Robert nie zwalniał. Wbijał się w nią twardo, szybko, bez przerwy. Biodra uderzały o jej pośladki z mokrym, rytmicznym dźwiękiem. Chlupot. Uderzenia skóry o skórę. Aneta trzymała się umywalki. Palce białe od ścisku. Głowa nisko. Oddychała głośno przez zęby.
On trzymał ją za biodra mocno. Palce wbijały się w ciało. Prowadził. Wchodził głęboko. Wyciągał prawie do końca. Znów wpychał. Za każdym razem mocniej. Spódnica była zrolowana na biodrach. Pończochy napinały się. Wilgoć spływała po wewnętrznej stronie ud i kapała na kafelki.
Aneta czuła go całego. Gruby. Twardy. Rozciągał ją przy każdym pchnięciu. Głęboko. Do końca. Napięcie rosło. W dole brzucha. W udach. W całym ciele. Fala zbierała się szybko. Za szybko.
Robert przyspieszył jeszcze. Jedną ręką złapał ją za kark. Przycisnął twarz bliżej porcelany. Drugą trzymał biodro. Wbijał się. Mocno. Rytmicznie. Bezlitośnie. Lustro pokazywało wszystko. Jego zaciśniętą szczękę. Jej otwarte usta. Ruchy ich ciał.
Aneta jęknęła głośniej. Nie mogła już trzymać. Napięcie pękło.
Orgazm uderzył. Brutalnie. Ciało zesztywniało. Mięśnie zacisnęły się wokół niego. Krzyk zerwał się z gardła. Robert przycisnął dłoń do jej ust. Stłumił. Aneta drżała. Kurczyła się. Mokra. Ciasna. Fala przeszła raz. Drugi. Trzeci. Nogi się ugięły. Utrzymała się tylko dzięki jego rękom i umywalce.
Robert nie zatrzymał się. Kontynuował. Twarde pchnięcia. Głębokie. Szybkie. Aneta była jeszcze w skurczach. Każde wejście wywoływało kolejną falę. Ciało reagowało. Mokre. Gorące. Ściśnięte.
On zmienił kąt. Podniósł jej biodra wyżej. Wbijał się jeszcze głębiej. Uderzenia stały się cięższe. Mokry dźwięk głośniejszy. Aneta jęczała w jego dłoń. Oczy zamknięte. Ciało drżało.
Robert złapał ją obiema rękami za biodra. Przyciągał do siebie przy każdym pchnięciu. Wchodził do końca. Wyciągał. Wchodził znowu. Szybko. Mocno. Bez litości. To nie było czułe. To była nagroda. Zapłata. Czysta potrzeba.
Aneta czuła, jak spływa po udach. Dużo. Mokro. On wchodził w to. Chlupot przy każdym ruchu. Pończochy były mokre. Spódnica zrolowana. Lustro pokazywało jej czerwoną twarz. Jego skupione spojrzenie.
Robert przyspieszył jeszcze. Oddychał ciężko. Biodra pracowały. Uderzenia stały się krótsze. Twardsze. Aneta czuła, że zaraz znowu coś w niej pęknie. Ale to był już tylko jeden orgazm. Reszta to falowanie. Drżenie. Mokrość.
On nie mówił. Tylko ruchy. Tylko uderzenia. Tylko mokry dźwięk. Trzymał ją. Wbijał. Prowadził.
Aneta oparła czoło o lustro. Zimne szkło. Gorące ciało. Robert złapał ją za włosy. Pociągnął lekko do tyłu. Zmienił kąt. Wchodził pod innym nachyleniem. Głębiej. Aneta jęknęła. Ciało znów się zacisnęło. Nie orgazm. Po prostu reakcja.
Robert puścił włosy. Złapał znowu za biodra. Przyspieszył. Ostatnie serie. Mocne. Szybkie. Głębokie. Aneta czuła, jak twardnieje w niej jeszcze bardziej. Żyły. Napięcie.
Kilka ostatnich pchnięć. Twarde. Do samego końca. Robert wepchnął się głęboko. Zaciśnięty. I doszedł. Ciepło wypełniło ją. Mocno. Dużo. Cichy, stłumiony jęk. Biodra drgnęły. Raz. Drugi. Trzeci. Wciąż w niej. Pulsował.
Stał nieruchomo. Oddychał ciężko. Aneta też. Ciało jeszcze drżało. Nogi słabe. Umywalka trzymała.
Robert wyciągnął się powoli. Aneta poczuła, jak spływa po udach. Gęste. Ciepłe. Dużo. Spływało na pończochy. Na kafelki.
Prostowała się. Powoli. Poprawiła spódnicę. Obróciła się lekko. Ich oczy spotkały się w lustrze.
Robert kiwnął głową. Raz. Krótko.
Aneta uśmiechnęła się. Zwycięsko. Krótko.
Wyszła pierwsza. Zostawiła go samego w toalecie.
Korytarz był pusty. Szła spokojnie. Obcasy stukały. Między nogami ciepło. Wilgoć. Spływało dalej. Zwycięstwo smakowało dokładnie tak, jak powinno.
Korytarz był pusty. Światło jarzeniowe. Cisza. Szła spokojnie. Obcasy stukały o podłogę. Równomiernie. Między nogami ciepło. Wilgoć. Spływało dalej przy każdym kroku. Czuła to. Lepkość. Pełnię. Resztki niego.
Zatrzymała się na chwilę przy oknie na końcu korytarza. Spojrzała na swoje odbicie w szybie. Twarz spokojna. Włosy trochę rozwichrzone. Spódnica na miejscu. Nikt by nie zgadł.
Ruszyła dalej. W stronę wyjścia. Kroki pewne. Ciało jeszcze ciepłe. Mięśnie w dole brzucha co chwilę drgały. Przypominały.
Wyszła z budynku. Powietrze na zewnątrz było chłodniejsze. Wiatr. Aneta stanęła na schodach. Odetchnęła głęboko. Uśmiechnęła się do siebie. Krótko.
Zwycięstwo smakowało dokładnie tak, jak powinno. Mocno. Mokro. Do końca.
Wsiadła do samochodu. Usiadła. Spódnica uniosła się lekko. Poczuła zimną skórę siedzenia na mokrych udach. Uśmiechnęła się jeszcze raz. Zapaliła silnik. Odjechała.
Robert wyszedł kilka minut później. Teczka w ręku. Spodnie zapięte. Twarz spokojna. Mechanik. Nic go nie ruszało. Nawet to.
Aneta już jej nie widziała. Jechała. Między nogami wciąż ciepło. Wciąż wilgoć. Wciąż on.
Nareszcie koniec tego pieprzonego małżeństwa. Lepiej być nie mogło.





