Spływ kajakowy

Był ciepły, złocisty piątek pod koniec czerwca. Marta i Ewa od rana pakowały kajaki na brzegu rzeki Biebrza, niedaleko miasteczka Goniądz. Rzeka leniwie toczyła swoje wody przez rozległe bagna i łąki, otoczone wysokimi sosnami i trzcinami. Powietrze było gęste od wilgoci, zapachu żywicy i kwitnących roślin. Ptaki krzyczały gdzieś w oddali – żurawie, czaple, czasem dziki rechot żab.

Spływ kajakowy
Spływ kajakowy

Marta miała dwadzieścia jeden lat i studiowała architekturę na Politechnice Warszawskiej. Była szczupła, ale z wyraźnymi mięśniami ramion od godzin spędzonych nad deską kreślarską i weekendowych wypadów na siłownię. Długie, ciemne włosy związała w wysoki kucyk, a na nosie miała małe, okrągłe okulary przeciwsłoneczne. Zawsze wydawała się spokojna, opanowana, trochę nieśmiała w towarzystwie. Tylko Ewa wiedziała, że pod tą powłoką kryje się ktoś zupełnie inny.

Ewa miała dwadzieścia lat, była o rok młodsza i miała w sobie coś dzikiego. Blond włosy do ramion, pełne usta, które zawsze wyglądały na lekko spuchnięte, i figura, która przyciągała spojrzenia wszędzie, gdzie się pojawiła – wąska talia, pełne biodra i ciężkie, naturalne piersi, które nawet w sportowym staniku wyglądały obiecująco. Była głośniejsza, bardziej impulsywna, zawsze pierwsza do żartów i do kieliszka.

Tego weekendu wybrały się same – bez chłopaków, bez większej grupy. Chciały odetchnąć po sesji egzaminacyjnej. Zarezerwowały prywatny spływ z instruktorem, bo chciały ciszy i przestrzeni.

Instruktorem był Piotr – dwudziestodwuletni student wychowania fizycznego, który w wakacje zarabiał jako przewodnik kajakowy po Biebrzy i Narwi. Wysoki, prawie metr dziewięćdziesiąt, opalony na złoto, z szerokimi barkami i rękami, które wyglądały, jakby codziennie wiosłował setki kilometrów. Miał krótkie, ciemne włosy, jasne oczy i ten uśmiech – trochę łobuzerski, trochę ciepły – który sprawiał, że nawet najbardziej nieśmiałe dziewczyny czerwieniły się w jego obecności.

Poznali się rano przy brzegu. Piotr pomógł im załadować kajaki, wyjaśnił trasę, pokazał, jak prawidłowo wiosłować, żeby nie męczyć pleców. Był profesjonalny, ale jednocześnie luźny. Żartował z nimi od pierwszych minut.

– Uważajcie na bobry – powiedział z uśmiechem, kiedy pomagał Ewie wsiąść do kajaka. – One czasem wychodzą na brzeg i patrzą, jakby oceniały wasze techniki.

Ewa parsknęła śmiechem, a Marta tylko się uśmiechnęła, ale w środku już czuła to znajome ciepło. Od pierwszego semestru, od pierwszego wspólnego projektu na architekturze, Marta była w niej zakochana. Nie mówiła o tym nikomu – nawet Ewie. Bała się, że zniszczy przyjaźń. Ale każdej nocy, kiedy Ewa wchodziła z łazienki w samym ręczniku, kiedy się śmiała z głową odrzuconą do tyłu, kiedy ich kolana stykały się pod stołem w bibliotece… Marta czuła, jak jej cipka robi się wilgotna i jak serce bije jej za mocno.

Teraz, na rzece, patrzyła, jak Ewa wiosłuje przed nią – jej plecy poruszają się rytmicznie, blond włosy powiewają na wietrze – i czuła, że to może być ten weekend. Albo nigdy.

Spływ trwał kilka godzin. Płynęli powoli, podziwiając dziką przyrodę. Piotr płynął między nimi, czasem podpływał bliżej, tłumaczył im, co widzą: ślady łosia, gniazdo orła bielika, rzadkie gatunki storczyków na bagnach. Rozmawiali o wszystkim – o studiach, o tym, jak trudno znaleźć czas na życie prywatne, o głupich facetach, którzy piszą tylko „hej, co tam” i oczekują nagości po dwóch wiadomościach.

Ewa była w swoim żywiole. Śmiała się głośno, pluskała wodą wiosłem, opowiadała anegdoty z imprez studenckich. Piotr odpowiadał w podobnym tonie – opowiadał o swoich wyprawach, o tym, jak kiedyś w nocy słyszał ryk łosia tak blisko, że aż mu ciarki przeszły. Marta słuchała, wtrącała się czasem, ale głównie obserwowała. Szczególnie Piotra i Ewę. Zauważyła, jak Piotr zerka na Ewę, kiedy ta się schyla, żeby poprawić but. Zauważyła też, jak Ewa czasem patrzy na nią – dłużej niż zwykle, z tym swoim figlarnym uśmiechem.

Po południu zatrzymali się na krótką przerwę na małej wysepce. Zjedli kanapki, wypili wodę. Słońce prażyło, więc Ewa zdjęła bluzę i została w samym sportowym staniku. Jej piersi napięły materiał, sutki wyraźnie odznaczały się przez cienką tkaninę. Marta musiała odwrócić wzrok, bo czuła, jak robi się jej gorąco między nogami.

– Jesteście super ekipą – powiedział Piotr, wycierając pot z czoła. – Większość ludzi narzeka po dwóch godzinach, a wy wiosłujecie jak zawodowcy.

– Mamy motywację – odparła Ewa, mrugając do Marty. – Chcemy zobaczyć tę słynną polanę, o której opowiadałeś.

Piotr uśmiechnął się szeroko.

– Dobra decyzja. Jest naprawdę odległa. Nikt tam nie dociera. Idealne miejsce na ognisko i ciszę.

Wrócili na wodę. Im bliżej byli celu, tym ciszej robiło się wokół. Rzeka zwężała się, brzegi zarastały gęstą roślinnością. W końcu Piotr skręcił w boczną odnogę i po kilkunastu minutach wypłynęli na niewielką, ukrytą polanę. Była idealna – otoczona wysokimi trawami i lasem, z małą piaszczystą zatoczką przy rzece i miejscem na ognisko. Żadnych śladów ludzi. Tylko natura.

– To tutaj – powiedział Piotr, wyciągając kajak na brzeg. – Rozbijamy namiot i zostajemy na noc.

Marta i Ewa pomogły mu rozłożyć sprzęt. Namiot trzyosobowy, który wniosły ze sobą, rozłożyli razem. Piotr był sprawny – wbijał śledzie, naciągał linki, a jego mięśnie pracowały pod cienką koszulką. Gdy się schylał, Marta widziała, jak napięte ma pośladki w krótkich spodenkach. Ewa też patrzyła. Wymieniły spojrzenie i obie się uśmiechnęły – trochę zawstydzone, trochę podniecone.

Po rozbiciu namiotu Piotr poszedł po drewno na ognisko, a dziewczyny rozłożyły śpiwory i maty. Wewnątrz namiotu było ciasno. Ich ciała co chwilę się ocierały. Ewa zdjęła mokrą koszulkę i została w staniku. Marta czuła zapach jej skóry – pot, krem z filtrem i coś słodkiego, co zawsze kojarzyło się z Ewą.

– Cieszę się, że tu jesteśmy – powiedziała Ewa cicho, patrząc na Martę. – Tylko my… i Piotr. Fajnie.

Marta przełknęła ślinę.

– Też się cieszę.

Wieczorem, gdy słońce już prawie zaszło, rozpalili ognisko. Trzaskało głośno, iskry fruwały w górę, a nad nimi rozciągało się czarne niebo pełne gwiazd. Piotr upiekł kiełbaski na patykach, otworzyli butelkę czerwonego wina, którą Ewa przemyciła w kajaku. Siedli na kocach rozłożonych na trawie – Marta po lewej, Ewa po prawej, Piotr naprzeciwko.

Rozmowa płynęła luźno. O studiach, o planach na lato, o tym, jak trudno jest być młodym w dzisiejszych czasach. Po drugim kieliszku Ewa westchnęła głęboko i spojrzała w ogień.

– Wiecie… czasem mam wrażenie, że faceci to już mnie nudzą. Przynajmniej na razie. Są… prości. A ja mam wrażenie, że czegoś mi brakuje. Zawsze byłam ciekawa, jak to jest… z dziewczyną. Czy to naprawdę takie miękkie, delikatne, czy to tylko mit, który sobie wmawiamy. Chciałabym kiedyś spróbować. Po prostu… doświadczyć. Bez presji, bez oceniania.

Zapadła cisza. Tylko ogień trzaskał.

Marta poczuła, jak serce wali jej jak młotem. To był ten moment. Cały dzień, cały rok, całe lata podkochiwania się – wszystko prowadziło do tego wieczoru.

Piotr wstał po chwili.

– Idę po więcej drewna – mruknął i zniknął między drzewami.

Zostały same.

Marta odstawiła kieliszek, podczołgała się bliżej Ewy. Ich kolana się zetknęły.

– Ja też o tym myślę – powiedziała cicho, głos jej lekko drżał. – Od bardzo dawna. Szczególnie z tobą.

Ewa spojrzała na nią. W jej oczach nie było strachu. Było ciekawość, podniecenie i coś ciepłego.

– Naprawdę? – szepnęła.

Marta nie odpowiedziała słowami. Pochyliła się powoli. Ich wargi spotkały się miękko, niepewnie na początku. Potem coraz śmielej. Języki się zetknęły – najpierw nieśmiało, potem coraz głębiej. Pocałunek rozgrzewał się jak ogień. Ręce Marty wędrowały po plecach Ewy, pod cienką bluzkę, dotykały nagiej, ciepłej skóry. Ewa westchnęła w jej usta i odpowiedziała tym samym – jej dłoń wsunęła się pod koszulkę Marty, musnęła brzuch, potem wyżej, objęła małą, jędrną pierś.

Sutki Marty stwardniały natychmiast. Ewa szczypnęła jedną delikatnie, a Marta jęknęła cicho i pogłębiła pocałunek. Ich języki tańczyły, ssały się, liżały. Marta przesunęła się jeszcze bliżej, prawie usiadła Ewie na kolanach. Ich piersi się zetknęły – przez cienkie warstwy materiału czuły twarde sutki drugiej. Ręce Marty zeszły niżej, na biodra Ewy, przyciągnęły je mocno do siebie. Ewa rozsunęła nogi, wpuszczając przyjaciółkę między uda.

Pocałunek trwał już długo, gdy usłyszeli kroki na trawie.

Piotr wrócił z naręczem chrustu. Zatrzymał się kilka metrów od ogniska i patrzył. Zamiast się speszyć, na jego twarzy pojawił się szeroki, szczery uśmiech. Odłożył drewno i podszedł powoli.

– Kurwa… – powiedział cicho, z chrypką. – Czy na tej imprezie jest miejsce na kogoś jeszcze?

Marta oderwała usta od ust Ewy. Twarze obu dziewczyn były zarumienione, usta spuchnięte, oddechy szybkie. Spojrzały na siebie, potem na Piotra. W oczach Ewy błysnęło coś drapieżnego.

– Jest – powiedziała Ewa, głos niski, pożądliwy. – Dużo miejsca.

Marta wyciągnęła rękę do Piotra.

– Chodź – szepnęła.

Piotr ukląkł między nimi. Najpierw pocałował Ewę – głęboko, z językiem, jakby chciał ją pożreć. Potem odwrócił głowę i pocałował Martę. Jego usta były inne – twardsze, bardziej wymagające. Marta poczuła, jak jego dłoń ląduje na jej udzie i powoli sunie w górę, pod spodenki, aż dotyka wilgotnej, cienkiej bawełny majtek.

– Jesteście obie mokre – mruknął z satysfakcją.

Ewa nie wytrzymała. Rozpięła koszulę Piotra, ściągnęła ją z ramion. Jego tors był idealny – twardy, z wyraźnymi mięśniami brzucha i szeroką klatką. Marta i Ewa jednocześnie pochyliły się i zaczęły go całować – usta, szyja, obojczyki. Języki liżały skórę, zęby delikatnie gryzły. Piotr westchnął i odchylił głowę.

Marta pierwsza odważyła się zejść niżej. Rozpięła mu spodnie, wsunęła dłoń do bokserów. Palce natrafiły na gorący, twardy, gruby kutas. Był duży – długi, żyłkowany, z szeroką, nabrzmiałą główką. Pre-ejakulat już perlił się na czubku. Marta owinęła dłoń wokół niego i powoli zaczęła go masować.

– Jezu… – jęknął Piotr.

Ewa dołączyła. Obie dziewczyny pochyliły się nad jego fiutem. Ich języki spotkały się na żołędzi – liżały go razem, ssały na zmianę, wymieniały się spojrzeniami. Marta wzięła go głęboko do gardła, Ewa liżała jądra i podstawę. Piotr złapał je za włosy, delikatnie popychając biodrami.

– Tak… właśnie tak… obie jesteście zajebiste – wychrypiał.

Po chwili Marta puściła kutasa i spojrzała na Ewę.

– Chcę cię posmakować – szepnęła. – Od dawna.

Położyła przyjaciółkę na plecach na kocu. Rozpięła jej spodenki i ściągnęła je razem z majtkami. Cipka Ewy była idealnie gładka, różowa, już cała błyszcząca od soków. Wargi sromowe nabrzmiałe, łechtaczka wystająca. Marta rozsunęła je palcami, wdychając słodki, podniecający zapach. Jej język zanurzył się natychmiast – najpierw powoli, szeroko, liżąc całą długość cipki, potem skupił się na łechtaczce. Ssała ją delikatnie, potem mocniej, wsuwając dwa palce do środka i masując przednią ścianę.

Ewa krzyknęła głośno, biodra uniosły się w górę.

– Marta… o kurwa… tak… liznij mnie głębiej…

Marta liżała z pasją, palce wchodziły i wychodziły mokro, głośno. Ewa drżała, jej cipka zaciskała się rytmicznie.

Piotr nie mógł już wytrzymać. Ukląkł za Martą, ściągnął jej spodenki i majtki jednym ruchem. Jej cipka była mała, ciasna, całkowicie ogolona i ociekająca. Palce Piotra rozsunęły wargi, jeden palec wsunął się bez oporu, potem drugi. Marta jęknęła prosto w cipkę Ewy, wibracje sprawiły, że Ewa jeszcze głośniej krzyknęła.

Piotr położył się za nią, przycisnął grubą główkę do wejścia. Pchnął powoli – kutas rozciągał ciasną cipkę Marty centymetr po centymetrze. Marta krzyknęła z rozkoszy i bólu, ale szybko się dostosowała. Gdy wszedł cały, Piotr zaczął rżnąć ją miarowo, głęboko, jego jądra uderzały o her łono przy każdym pchnięciu.

Trójka poruszała się w idealnym rytmie. Marta liżała i ssała cipkę Ewy, palce wchodziły głęboko. Piotr pieprzył Martę od tyłu, dłonie trzymał na jej biodrach. Ewa masowała piersi Marty, szczypiąc sutki, a potem sięgnęła w dół i zaczęła masować łechtaczkę przyjaciółki.

– Jesteście takie mokre… – sapnął Piotr. – Kurwa, to najlepsze, co mi się w życiu przydarzyło.

Ewa doszła pierwsza. Jej ciało zesztywniało, cipka gwałtownie zacisnęła się na palcach Marty, a z her gardła wydobył się długi, drżący krzyk. Soków było tak dużo, że Marta piła je chciwie, liżąc wszystko, co wypływało.

Marta poczuła, że jej własny orgazm nadchodzi jak fala. Cipka zaciskała się rytmicznie na grubym kutasie Piotra, nogi drżały, brzuch się napinał. Krzyknęła w cipkę Ewy, orgazm przetoczył się przez nią falami – długi, intensywny, aż zobaczyła gwiazdy.

Oceń opowiadanie:

4.8 / 5. Ocen: 904

OmeTV.pl - Polski Video Czat Poznaj nowe osoby z całej Polski na www.OMETV.pl