Słodka jak śmietankowy tort

Adam miał pięćdziesiąt dwa lata i od dwudziestu pięciu lat prowadził małą, rodzinną piekarnię na rogu starej ulicy w centrum miasta. Był wysokim, solidnie zbudowanym mężczyzną o szerokich ramionach i silnych dłoniach, które potrafiły wyrabiać ciasto przez wiele godzin. Szpakowate włosy, krótka broda i ciepłe, brązowe oczy, które jednak rzadko patrzyły ludziom prosto w twarz zbyt długo. Był samotny od rozwodu sprzed dziesięciu lat – praca pochłaniała go całkowicie. Rankiem wstawał o czwartej, wieczorem zamykał piekarnię po dwudziestej. Zapach świeżego chleba, drożdżówek i cynamonu towarzyszył mu przez całe życie.

Olga była jego stałą klientką od ponad roku. Czterdziest siedem lat, rozwódka, graficzka freelancerka. Elegancka, zadbana kobieta o figurze, której mogłaby pozazdrościć wiele młodszych. Pełne, ciężkie piersi (rozmiar D), które ładnie układały się pod bluzkami, zaokrąglone biodra, jędrne pośladki i długie nogi, często podkreślane ołówkowymi spódnicami lub dopasowanymi jeansami. Ciemne, sięgające ramion włosy, zwykle rozpuszczone, i zielone oczy, które patrzyły z inteligentnym, ciepłym błyskiem. Przychodziła regularnie – raz na drożdżówki z cynamonem, raz na chleb na zakwasie, czasem na specjalne torty na spotkania z klientami.

Adam zakochał się w niej po cichu już przy trzeciej wizycie. Lubił sposób, w jaki się uśmiechała, jak pochylała się nad ladą, jak jej głos brzmiał miękko, gdy zamawiała „to samo co zawsze, panie Adamie”. Nigdy nie powiedział jej tego wprost. Był zbyt nieśmiały. Zamiast tego dawał jej większe porcje, czasem dodawał gratis małą babeczkę „do kawy”. Olga zauważała to wszystko. Uśmiechała się dłużej, niż trzeba, czasem dotykała jego dłoni, odbierając paczkę, i mówiła „Pachnie u pana jak w niebie”.

Z czasem ich rozmowy stały się dłuższe. Olga opowiadała o swojej pracy – o projektach okładek, logotypach, o tym, jak lubi łączyć sztukę z codziennością. Adam słuchał, rumieniąc się lekko, i opowiadał o starych recepturach babci, o tym, jak cynamon to jego ulubiona przyprawa, bo „rozgrzewa od środka”. Patrzył na jej usta, gdy jadła kawałek ciasta, i wyobrażał sobie, jak by to było dotknąć ich swoimi.

W nocy, w swoim małym mieszkaniu nad piekarnią, Adam często nie mógł spać. Leżał i masturbował się powoli, myśląc o Oldze. Wyobrażał sobie, jak wchodzi za ladę, przyciąga ją do siebie i całuje – mocno, długo, smakując cynamon na jej wargach. Jak jego duże dłonie zsuwają jej bluzkę, uwalniają ciężkie piersi i biorą sutki do ust. Jak klęka przed nią, podnosi spódnicę i liże jej cipkę – mokrą, gorącą, pachnącą kobiecością. Jak wchodzi w nią powoli, czując, jak jest ciasna mimo wieku, i rżnie ją na zapleczu między workami z mąką. Dochodził mocno, szepcząc jej imię w ciemności.

Olga też myślała o nim. Po rozwodzie miała kilku partnerów, ale żaden nie miał w sobie tej ciepłej, męskiej solidności co Adam. Lubiła jego nieśmiałość – kontrast z silnymi ramionami i wielkimi dłońmi. W domu, pod prysznicem, dotykała się, wyobrażając sobie, jak te dłonie chwytają ją za biodra, jak jego broda drapie jej uda, jak jego gruby kutas wypełnia ją całą. Dochodziła, gryząc wargę, fantazjując o zapachu cynamonu na jego skórze.

Przez miesiące napięcie rosło. Olga przychodziła coraz częściej, nawet gdy nie potrzebowała niczego. Zostawała dłużej przy ladzie, pytając o przepisy. Adam rumienił się, ale odpowiadał, czasem pokazując jej, jak wyrabia ciasto. Raz, gdy podawała mu pieniądze, ich palce spotkały się dłużej niż trzeba. Oboje poczuli prąd.

Pewnego wieczoru, tuż przed zamknięciem, Olga przyszła po specjalne zamówienie – tort cynamonowy z kremem mascarpone na spotkanie biznesowe następnego dnia. Adam pracował nad nim cały dzień. Piekarnia była już pusta, drzwi na „zamknięte”, ale dla niej otworzył.

Zapach świeżo pieczonego cynamonu i wanilii unosił się w powietrzu gęsto, słodko, uzależniająco. Adam stał za ladą w swoim białym fartuchu, z lekkim zarostem i zmęczeniem w oczach, ale uśmiechnął się na jej widok.

Olga weszła, pachnąca swoim ulubionymi perfumami – lekką mieszanką wanilii i piżma. Miała na sobie elegancką, ale obcisłą sukienkę, która podkreślała krągłości.

– Gotowe? – zapytała z uśmiechem.

Adam kiwnął głową i postawił przed nią talerzyk z kawałkiem tortu do spróbowania.

– Proszę, pani Olgo. Niech pani oceni.

Olga wzięła widełczyk, nabrała kremu i ciasta i włożyła do ust. Zamknęła oczy z rozkoszą.

– Boskie… – westchnęła.

Gdy odłożyła widełczyk, Adam zauważył małą kropelkę kremu w kąciku jej ust. Serce zabiło mu mocniej. Zamiast podać serwetkę, pochylił się nad ladą. Powoli, jakby bał się, że spłoszy chwilę, przysunął twarz i delikatnie zlizał krem językiem. Jego ciepły, szorstki język musnął jej dolną wargę, zatrzymując się na ułamek sekundy dłużej.

Czas jakby stanął.

Olga otworzyła oczy. Ich spojrzenia spotkały się z bliska. W jej zielonych oczach nie było zaskoczenia – był głód, który dojrzewał miesiącami.

Złapała go za fartuch obiema rękami i pociągnęła mocno w swoją stronę.

– Chodź – szepnęła ochryple.

Pchnęła go w stronę zaplecza.

Między workami z mąką, półkami z ciastami i zapachem cynamonu, który otaczał ich jak słodka mgła, namiętność, którą powstrzymywali tak długo, wreszcie eksplodowała.

Olga pociągnęła Adama za fartuch tak mocno, że prawie stracił równowagę. Ich usta spotkały się po raz drugi – tym razem bez wahania. Pocałunek był głęboki, głodny, pełen miesięcy powstrzymywanej tęsknoty. Język Adama wślizgnął się między jej wargi, smakując krem cynamonowy i jej własną słodkość. Olga westchnęła mu w usta, przyciskając się całym ciałem.

– Zaplecze… teraz… – wyszeptała między pocałunkami.

Adam, wciąż oszołomiony, pozwolił się prowadzić. Olga pchnęła drzwi na zaplecze piekarni. Małe pomieszczenie było wypełnione zapachem świeżo pieczonego ciasta, cynamonu, wanilii i drożdży. Na półkach stały blachy z drożdżówkami, worki z mąką, pudełka z kremem. Światło było przyćmione – tylko jedna lampka nad blatem.

Olga odwróciła się do niego i znowu złapała za fartuch. Rozwiązała go szybkimi ruchami i zrzuciła na ziemię. Potem rozpięła jego koszulę. Adam miał szeroką, owłosioną klatkę piersiową i solidny brzuch – nie wyrzeźbiony, ale męski, ciepły. Olga pogłaskała go dłońmi, czując pod palcami żar skóry.

– Ile czasu o tym marzyłam… – mruknęła, całując jego szyję, klatkę, schodząc niżej.

Adam stał jak sparaliżowany, ale jego dłonie w końcu ożyły. Chwycił jej twarz i pocałował mocno, a potem odwrócił sytuację. Przycisnął Olgę do ściany między workami z mąką. Jego duże, silne dłonie zsunęły ramiączka jej sukienki. Materiał opadł, odsłaniając pełny, ciężki biust w koronkowej bieliźnie. Sutki miała już twarde, ciemnoróżowe.

Adam westchnął z zachwytu i schylił się. Wziął jeden sutek do ust – ssał go powoli, językiem krążąc wokół, delikatnie przygryzając. Olga jęknęła, wplatając palce w jego szpakowate włosy. Drugą piersią zajął się jego dłoń – ugniatał ją, ważył w palcach, szczypał sutek.

– Adam… mocniej… – szepnęła.

Zsunął sukienkę niżej. Olga została w samych majtkach. Adam uklęknął przed nią na betonowej podłodze zaplecza. Zdjął jej majtki powoli, centymetr po centymetrze, wdychając zapach jej podniecenia zmieszany z cynamonem z powietrza. Cipka Olgi była gładko wygolona, wargi nabrzmiałe, już błyszczące od soków.

Pochylił się i polizał ją – długim, powolnym liźnięciem od dołu aż po łechtaczkę. Olga zadrżała, nogi się pod nią ugięły. Adam chwycił ją za pośladki i przyciągnął bliżej, zanurzając twarz między jej udami. Lizał zachłannie, ale czule – kręgi wokół łechtaczki, ssanie warg, wsuwanie języka głębiej. Smakowała słono-słodko, kobieco, idealnie.

Olga jęczała cicho, trzymając go za głowę. Jej biodra poruszały się delikatnie, ocierając się o jego brodę.

– Tak… właśnie tak… od dawna tego chciałam…

Adam wsunął w nią dwa grube palce, poruszając nimi powoli, zahaczając o punkt G. Jednocześnie ssał łechtaczkę. Olga drżała, jej oddech stawał się coraz szybszy. Czuła, jak orgazm jest blisko, ale Adam zwolnił – chciał przedłużyć tę chwilę.

Wstał i pocałował ją znowu. Olga poczuła swój własny smak na jego ustach. Rozpięła mu spodnie drżącymi palcami. Gdy uwolniła jego kutasa, westchnęła z zachwytu. Był gruby, ciężki, z nabrzmiałą główką, już wilgotny od preejakulatu. Objęła go dłonią i zaczęła powoli masować, drugą ręką pieszcząc jądra.

– Jaki piękny… – szepnęła, klękając przed nim.

Wzięła go do ust. Ssąc powoli, głęboko, językiem wirując wokół główki. Adam jęknął głośno, opierając się ręką o półkę. Patrzył w dół – na jej piękne usta rozciągnięte wokół jego kutasa, na jej pełne piersi kołyszące się przy każdym ruchu głowy. Zapach cynamonu mieszał się z zapachem seksu.

Po kilku minutach podniósł ją. Usadził na szerokim blacie roboczym, między blachami z ciastem. Rozchylił jej nogi szeroko. Jego kutas ocierał się o jej mokrą cipkę, ale nie wszedł jeszcze. Tarł główką po łechtaczce, drażniąc ją, patrząc jej w oczy.

Olga była czerwona, spocona, z rozmazaną szminką. Oddychała ciężko.

– Weź mnie… proszę… – wyszeptała.

Adam pocałował ją głęboko i wsunął się w nią tylko czubkiem. Trzymał się ostatkiem sił, by nie dojść od razu. Poruszał się płytko, drażniąc wejście, podczas gdy jego kciuk masował jej łechtaczkę. Olga wiła się, próbując nabijać się głębiej, ale on kontrolował tempo.

Całe zaplecze pachniało ich pożądaniem i słodkim cynamonem. Ich oddechy mieszały się z cichym skrzypieniem blatu.

Adam nie wytrzymał dłużej. Spojrzał Oldze głęboko w oczy, pocałował ją mocno i wszedł w nią jednym, powolnym, ale pewnym pchnięciem. Jego gruby kutas rozciągnął jej cipkę do granic – była gorąca, mokra i zaskakująco ciasna. Olga westchnęła przeciągle, obejmując go nogami w pasie.

– Tak… w końcu… – jęknęła, wbijając paznokcie w jego szerokie plecy.

Adam zaczął poruszać się głęboko i rytmicznie. Każdy ruch był pewny, męski, pełen tłumionej przez miesiące namiętności. Blat roboczy skrzypiał pod nimi, worki z mąką pachniały słodko, a zapach cynamonu unosił się wokół jak afrodyzjak. Olga czuła każdy centymetr jego kutasa – jak wypełnia ją całkowicie, jak uderza w najgłębsze miejsca.

Jej pełne piersi podskakiwały przy każdym pchnięciu. Adam schylił się i ssał na zmianę sutki, gryząc je delikatnie. Jedną ręką trzymał ją za biodro, drugą masował łechtaczkę kciukiem. Olga wiła się pod nim, jej oddech stawał się coraz szybszy i płytszy.

– Mocniej, Adam… nie hamuj się… – błagała ochryple.

Przyspieszył. Rżnął ją mocno, głęboko, zwierzęco. Plaśnięcia ciała o ciało mieszały się z ich jękami. Olga czuła, jak orgazm buduje się w niej jak wielka, gorąca fala – zaczynał się głęboko w podbrzuszu i rozchodził po całym ciele.

Adam czuł, jak jej cipka zaciska się wokół niego coraz mocniej. Przyspieszył jeszcze bardziej, wbijając się z całej siły.

– Dojdź dla mnie, Olgo… chcę to czuć… – wysapał jej do ucha.

To wystarczyło.

Orgazm uderzył w Olgę jak eksplozja. Zaczęła drżeć gwałtownie, jej cipka pulsowała i zaciskała się wokół kutasa Adama w silnych, rytmicznych skurczach. Wygięła się w łuk, paznokcie wbiły się głęboko w jego plecy, a z gardła wyrwał się długi, głośny krzyk rozkoszy:

– Adam!!! O Boże… dochodzę!!!

Całe jej ciało trzęsło się przez kilkanaście sekund. Gorące soki zalały jego kutasa i spłynęły po udach na blat. Orgazm był tak silny, że na chwilę straciła wzrok – widziała tylko białe błyski. Fala za falą przechodziła przez nią, aż w końcu opadła bezwładnie na blat, dysząc ciężko.

Adam nie wytrzymał dłużej. Zrobił jeszcze kilka głębokich pchnięć i doszedł z głośnym stęknięciem – wypełniając jej cipkę gorącą, gęstą spermą. Pulsował w niej długo, opróżniając się całkowicie. Potem opadł na nią, ciężki i spocony, ale delikatnie obejmując ją ramionami.

Leżeli tak przez kilka minut – spleceni, zlani potem, oddychający tym samym powietrzem pełnym zapachu cynamonu i seksu. Adam delikatnie całował jej szyję, policzki, usta. Olga głaskała jego plecy, czując pod palcami ślady po swoich paznokciach.

– Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek… – szepnęła z uśmiechem.

– Ja też nie – przyznał Adam cicho. – Bałem się, że wszystko zepsuję.

Pomógł jej wstać. Byli oboje zmęczeni, ale szczęśliwi. Olga ubrała się powoli, a Adam pomógł jej poprawić sukienkę. Tort cynamonowy stał na ladzie – nietknięty poza jednym kawałkiem. Uśmiechnęli się do siebie.

Oceń opowiadanie:

4.6 / 5. Ocen: 621

OmeTV.pl - Polski Video Czat Poznaj nowe osoby z całej Polski na www.OMETV.pl