Prywatna lekcja z panią Anną

Było gorące majowe popołudnie, kiedy siedziałem w ostatniej ławce na wykładzie z matematyki analitycznej. Dr Anna Kowalska, trzydzieści pięć lat, stała przy tablicy w obcisłej białej bluzce, która ledwo mieściła jej pełne, ciężkie piersi. Spódnica ołówkowa w kolorze grafitowym opinała jej biodra i okrągły, jędrny tyłek, a czarne pończochy z subtelnym szwem lśniły przy każdym ruchu. Na nogach miała czarne szpilki na wysokim obcasie – te, które zawsze zostawiały lekkie wgłębienia w linoleum, kiedy chodziła między rzędami.

Prywatna lekcja z panią Anną
Prywatna lekcja z panią Anną

Patrzyłem na nią jak zahipnotyzowany. Jej długie, falujące, czarne włosy opadały na plecy, okulary w cienkich oprawkach podkreślały zielone, trochę surowe oczy, a pełne, czerwone usta poruszały się, gdy wyjaśniała całki. Za każdym razem, kiedy się odwracała, jej spódnica unosiła się trochę wyżej, odsłaniając kawałek uda nad pończochami. Miałem 22 lata, byłem na trzecim roku informatyki i ledwo zipałem z matematyki. Ale nie dlatego tu siedziałem. Siedziałem, bo chciałem ją mieć.

– Panie Marku, zostaniesz po zajęciach? – zapytała nagle, patrząc prosto na mnie. Jej głos był niski, trochę zachrypnięty. – Widzę, że masz problem z ostatnim zadaniem. Chętnie ci pomogę… prywatnie.

W sali zrobiło się cicho. Kilka osób parsknęło śmiechem. Poczułem, jak krew napływa mi do twarzy – i nie tylko tam. Kiwnąłem głową.

Po dzwonku wszyscy wyszli. Zostałem sam z panią Anną. Zamknęła drzwi na klucz. Usiadła na brzegu biurka, skrzyżowała nogi i spojrzała na mnie z lekkim, drapieżnym uśmiechem.

– No dobrze, Marku. Pokaż, gdzie masz problem.

Podszedłem bliżej. Pachniała drogim perfumem – wanilia, cytrusy i coś cięższego, zwierzęcego. Jej bluzka była rozpięta na dwa guziki za dużo. Widziałem koronkową, czarną bieliznę i głęboki dekolt między piersiami. Miałem sucho w ustach.

– Tu… ten wzór z pochodną – wyjąkałem, wskazując notes.

Pochyliła się nade mną. Jej piersi musnęły moje ramię. Czułem ciepło jej ciała.

– Rozumiem… – szepnęła mi prosto do ucha. – Ale myślę, że problem leży gdzie indziej. Widzę, jak na mnie patrzysz na wykładach. Jak pożerasz mnie wzrokiem, kiedy przekraczam nogi. Jak napinasz się w spodniach, kiedy schylam się po kredę.

Zamarłem. Serce waliło jak oszalałe.

– Pani Anno…

– Cii. – Położyła palec na moich ustach. Jej paznokieć był pomalowany na głęboki bordo. – Nie musisz się tłumaczyć. Ja też cię widzę. Taki młody, twardy, głodny. I wiesz co? Czasem, kiedy wracam do domu, myślę o tobie. Wyobrażam sobie, jak klękasz przede mną i… no wiesz.

Przełknąłem ślinę. Kutas w spodniach był już twardy jak skała, pulsował boleśnie.

– Chcesz zobaczyć, co mam pod spódnicą? – zapytała cicho, prawie pieszczotliwie.

– Tak – wychrypiałem.

Uśmiechnęła się, wstała, oparła dłonie na biurku i powoli uniosła spódnicę. Najpierw zobaczyłem pończochy, potem czarną, koronkową stringi, które ledwo zakrywały jej gładką, wypielęgnowaną cipkę. Była już mokra – widziałem ciemną plamkę na materiale.

– Dotknij – rozkazała.

Pogładziłem ją przez koronkę. Była gorąca, wilgotna. Westchnęła cicho.

– Mocniej. Palcami. Wsuń je.

Wsadziłem dwa palce pod stringi. Jej cipka była gładka jak aksamit, gorąca i śliska. Ścisnęła mnie wokół palców, gdy weszły głębiej.

– O kurwa… – jęknęła cicho. – Tak. Właśnie tak. Jesteś dobry chłopiec.

Zacząłem poruszać palcami, powoli, potem szybciej. Jej łechtaczka była nabrzmiała, twarda. Pocierałem ją kciukiem, a ona poruszała biodrami, jeździła na mojej dłoni.

– Zdejmij mi majtki – szepnęła.

Zsunąłem je po jej nogach. Usiadła z powrotem na brzegu biurka, rozłożyła szeroko uda. Jej cipka była piękna – różowa, nabrzmiała, lśniąca sokami. Mała, zadarta łechtaczka wystawała lekko.

– Leciutko – powiedziała. – Językiem. Pocałuj ją najpierw.

Ukląkłem między jej nogami. Pachniała podnieceniem – słodko-kwaśno, kobieco. Pocałowałem jej cipkę delikatnie, jak usta. Potem lizałem powoli, szerokim językiem, od dołu do góry. Anna westchnęła głośno, złapała mnie za włosy.

– Tak… właśnie tak, Marku. Ssij moją łechtaczkę. Bądź grzeczny.

Ssąłem ją delikatnie, potem mocniej. Wsuwałem język głębiej, smakowałem jej soki. Była słodka, lepka, gorąca. Jej uda drżały. Złapała mnie mocniej za głowę i zaczęła trzeć cipką o moją twarz.

– Palce… dwa palce w środku – rozkazała zdyszana.

Wsunąłem je. Była ciasna, gorąca jak piec. Poruszałem nimi w rytm ssania. Jej oddech przyspieszał, piersi unosiły się szybko pod bluzką.

– Kurwa… tak… nie przestawaj… zaraz…

Nagle jej ciało zesztywniało. Cipka zacisnęła się na moich palcach pulsującymi skurczami. Z jej gardła wydobył się długi, niski jęk. Soki spłynęły mi po brodzie. Orgazm był długi, intensywny – drżała, dyszała, szeptała moje imię.

Kiedy się uspokoiła, spojrzała na mnie z głodnym uśmiechem.

– Twój ruch, chłopcze.

Wstałem. Spodnie miałem już rozpakowane. Wyciągnęła mojego kutasa – twardego, nabrzmiałego, z kropelką preejakulatu na czubku. Oblizała usta.

– Piękny. Gruby. I cały dla mnie.

Pochyliła się i wzięła go do ust. Jej język był gorący, mokry. Ssęła powoli, głęboko, aż czułem, jak wchodzi w jej gardło. Jedną ręką masowała mi jądra, drugą pieściła sobie cycki przez bluzkę. Patrzyłem w dół – na jej czerwone usta rozciągnięte wokół mojego fiuta, na ślinę spływającą po brodzie. To był najpiękniejszy widok w życiu.

– Chcesz mnie wyruchać? – zapytała, odrywając się na chwilę, ciągnąc za sznureczek śliny.

– Tak, pani Anno. Bardzo.

– To proś ładnie.

– Proszę… chcę cię rżnąć. Chcę wsadzić ci kutasa w tę mokrą cipkę i pieprzyć cię tak mocno, aż będziesz krzyczeć.

Uśmiechnęła się dziko.

– Dobry chłopiec.

Wstała, odwróciła się plecami do mnie, oparła dłonie na biurku i uniosła spódnicę na biodra. Jej tyłek był idealny – okrągły, jędrny, z małym dołeczkiem nad pośladkami. Rozsunęła nogi. Jej cipka lśniła.

– Wejdź we mnie powoli. Chcę czuć każdy centymetr.

Przyłożyłem główkę do jej wejścia. Była gorąca, mokra, ciasna. Wsunąłem się centymetr po centymetrze. Anna jęknęła, odrzuciła głowę do tyłu.

– Ooo… tak… duży jesteś… rozciągasz mnie…

Wszedłem cały. Zaczęliśmy powoli – długie, głębokie pchnięcia. Jej cipka zaciskała się na mnie rytmicznie. Słyszałem mokre, obleśne dźwięki przy każdym ruchu. Pachniało seksem – jej sokami, moim potem, jej perfumami.

– Mocniej – poprosiła. – Rżnij mnie mocniej, Marku. Pieprz swoją nauczycielkę.

Przyspieszyłem. Trzymałem ją za biodra, wbijałem się w nią głęboko, aż moje jądra uderzały o jej łechtaczkę. Jej piersi kołysały się pod bluzką. Złapałem je przez materiał – ciężkie, miękkie, z twardymi sutkami.

– Zdejmij bluzkę – wysapała.

Zerwałem ją przez głowę. Została w samym staniku – czarnym, koronkowy, który ledwo mieścił jej cycki. Odpiąłem go jedną ręką. Piersi wypadły – duże, ciężkie, z różowymi sutkami. Pochyliłem się i ssałem je, gryzłem delikatnie, podczas gdy rżnąłem ją dalej.

– Tak… ssij moje cycki… kurwa, jakie to dobre…

Jej cipka była coraz bardziej mokra, soki spływały po moich jajach. Czułem, że zbliżam się do końca.

– Pani Anno… zaraz…

– Nie. Jeszcze nie. Wyjmij i połóż się na biurku.

Posłuchałem. Położyłem się na plecach na zimnym drewnie. Ona zdjęła spódnicę, została tylko w pończochach i rozpiętym staniku. Wgramoliła się na mnie, chwyciła mojego kutasa i powoli opuściła się na niego, twarzą do mnie.

– Patrz na mnie – rozkazała.

Zaczął jeździć na mnie. Jej cycki podskakiwały. Patrzyła mi prosto w oczy – zielone, zmysłowe, pełne pożądania. Poruszała biodrami w ósemkę, zaciskając cipkę wokół mnie przy każdym ruchu w dół.

– Jesteś taki twardy… taki gorący… – szeptała. – Lubię, jak mnie wypełniasz. Lubię, jak mnie rozciągasz.

Przyspieszyła. Jej oddech stawał się urywany. Złapałem ją za tyłek i pomagałem jej – podnosiłem i opuszczałem mocno, szybko. Jej łechtaczka ocierała się o moje łono przy każdym pchnięciu.

– Marku… kurwa… zaraz znowu… nie przestawaj…

Nagle zadrżała, cipka zacisnęła się na mnie jak imadło. Krzyknęła cicho, drżąc całym ciałem. Drugi orgazm był silniejszy – jej soki spłynęły mi po udach. Czułem, jak pulsuje wokół mnie.

Nie wytrzymałem dłużej. Trzy ostatnie, głębokie pchnięcia i eksplodowałem w niej – gorącymi, gęstymi strumieniami. Jąknąłem jej imię, ściskając jej biodra tak mocno, że pewnie zostaną siniaki.

Upadła mi na pierś. Leżeliśmy tak chwilę, dysząc, spoceni. Jej cycki przyciskały się do mojej klatki. Czułem jej serce bijące jak szalone.

Po chwili uniosła głowę i pocałowała mnie – powoli, głęboko, z językiem. Smakowała nas obu.

– To była… najlepsza prywatna lekcja w moim życiu – szepnęła z uśmiechem.

– Dla mnie też.

– Ale to nie koniec, Marku. – Pogłaskała mnie po policzku. – Masz jeszcze dużo do nadrobienia. W piątek po południu przyjdź do mnie do domu. Będziemy mieli więcej czasu… i więcej miejsca.

– Do domu?

– Mąż wyjeżdża służbowo. Będziemy sami. – Uśmiechnęła się drapieżnie. – I chcę, żebyś przyszedł przygotowany. Bez majtek. Chcę mieć łatwy dostęp do tego pięknego kutasa.

Wstała, powoli się ubrała. Patrzyłem, jak zakłada stringi – już mokre od nas obu – i poprawia pończochy. Zanim wyszła, odwróciła się w drzwiach.

– I Marku? – powiedziała cicho. – Od dziś na wykładach możesz patrzeć. Ale nie ruszaj się w ławce. Chcę, żebyś myślał o tym, co się dziś stało. O tym, jak smakowałam. O tym, jak mnie rżnąłeś. I o tym, co ci zrobię w piątek.

Wysłała mi powietrzny buziak i wyszła.


Przez następne dni byłem jak w transie. Na wykładach patrzyłem na nią i wyobrażałem sobie jej cipkę zaciskającą się na moim fiucie. Chodziłem z permanentną erekcją. W piątek o 16:00 zadzwoniłem do drzwi jej mieszkania w eleganckiej kamienicy na Mokotowie.

Otworzyła w szlafroku – jedwabnym, czarnym, ledwo sięgającym do połowy ud. Włosy miała rozpuszczone, makijaż delikatny, ale usta czerwone jak krew. Zapach waniliowych świec unosił się w powietrzu.

– Wejdź – szepnęła.

W środku było ciemno, tylko świece i miękka muzyka. Zaprowadziła mnie do sypialni. Na łóżku leżały ręczniki, butelka oliwki i… para kajdanek pluszowych.

– Dziś ja rządzę – powiedziała, rozpinając szlafrok. Była naga. Piersi ciężkie, sutki już twarde. Cipka gładka, lekko nabrzmiała. – Rozbierz się.

Posłuchałem. Stałem przed nią nagi, kutas już twardy, pulsujący.

– Klęknij – rozkazała.

Ukląkłem. Podeszła, złapała mnie za włosy i przycisnęła moją twarz do swojej cipki.

– Wylizuj mnie. Dokładnie. Chcę być mokra jak cholera, zanim cię w siebie wpuszczę.

Lizałem ją długo – powoli, dokładnie, wsuwając język głęboko, ssąc łechtaczkę, liżąc fałdki. Jej soki spływały mi po brodzie. Jęczała, poruszała biodrami, trze o moją twarz.

– Dobrze… bardzo dobrze… teraz palce.

Wsunąłem trzy. Była ciasna, ale brała je wszystkie. Ruchami okrężnymi masowałem jej punkt G. Jej kolana się ugięły.

– Kurwa… Marku… tak… właśnie tam…

Orgazmowała szybko, trzęsąc się, zalewając mi twarz. Potem odepchnęła mnie lekko.

– Na łóżko. Na plecy.

Położyłem się. Wzięła oliwkę, nalała sobie na dłonie i zaczęła masować mojego kutasa – powoli, mocno, z wyczuciem. Drugą ręką pieściła sobie cycki, szczypała sutki.

– Lubię patrzeć, jak rośnie w mojej dłoni – szepnęła. – Lubię czuć, jak pulsuje.

Po kilku minutach takiej tortury była gotowa. Wgramoliła się na mnie, ale tym razem tyłem – w pozycji kowbojki odwróconej. Widziałem jej idealny tyłek, jak opuszcza się na mojego fiuta. Czułem, jak wchodzi głębiej niż wcześniej.

– Ooo… tak… – jęknęła. – Czuję cię w brzuchu.

Zaczęła jeździć – powoli, potem szybciej. Jej tyłek klaskał o moje uda. Sięgnąłem rękami i rozsunąłem jej pośladki, patrząc, jak mój kutas znika w jej cipce. Było to najbardziej podniecające, co w życiu widziałem.

– Pieprz mnie palcem w tyłek – poprosiła nagle, zdyszana. – Delikatnie. Chcę czuć wszystko naraz.

Oblizałem palec, powoli wsunąłem w jej ciasny, gorący tyłeczek. Zadrżała.

– Tak… kurwa… tak… rżnij mnie oboma dziurkami…

Przyspieszyliśmy. Jej cipka i tyłek zaciskały się na mnie rytmicznie. Czułem, że znowu się zbliża.

– Marku… chodź ze mną… chodź ze mną teraz…

Eksplodowaliśmy razem. Ona krzyknęła, drżąc całym ciałem, ja wlałem w nią drugą porcję gorącego nasienia, głęboko, aż do samego końca.

Upadła na mnie, dysząc. Leżeliśmy tak kilka minut, spleceni, spoceni.

Potem wzięła prysznic razem ze mną. Myła mnie powoli, mydliła mojego kutasa, aż znowu stanął. W łazience, przy ścianie, rżnąłem ją na stojąco – jej nogi owinięte wokół mnie, woda spływająca po naszych ciałach. Trzeci raz w ciągu godziny. Była nienasycona.

Wieczorem leżeliśmy w łóżku, ja głaskałem jej cycki, ona pieściła mnie między nogami.

– Wiesz co jest najlepsze? – szepnęła. – Że na wykładach nikt nie będzie wiedział. Będę stała przy tablicy, a ty będziesz siedział w ławce i myślał o tym, jak smakowałaś mi cipkę. Jak rżnąłeś mnie na biurku. Jak wypełniałeś mnie spermą.

– To będzie męczarnia – powiedziałem z uśmiechem.

– Dobra męczarnia. – Pocałowała mnie w usta. – I pamiętaj: jak dostaniesz dobrą ocenę na egzaminie… dostaniesz nagrodę specjalną. Chcę, żebyś mnie związał tymi kajdankami i zrobił ze mną, co tylko zechcesz.

– Wszystko?

– Wszystko. – Jej oczy błyszczały. – Nawet… nawet to, o czym jeszcze nie wiesz, że chcesz.

Uśmiechnęła się tajemniczo.

– A teraz śpij, dobry chłopcze. Jutro rano znowu cię obudzę… ustami.

Zasnąłem z jej cipką w myślach i jej smakiem na języku.

Oceń opowiadanie:

4.8 / 5. Ocen: 292

OmeTV.pl - Polski Video Czat Poznaj nowe osoby z całej Polski na www.OMETV.pl