Próba generalna

Teatr był niemal pusty. Ogromna, czarna scena oświetlona tylko kilkoma punktowymi reflektorami rzucała długie, dramatyczne cienie. Próba generalna nowego, kontrowersyjnego spektaklu Wiktora trwała już ponad pięć godzin. Reszta ekipy – tancerze, technicy, asystenci – właśnie wyszła na dłuższą przerwę, zostawiając po sobie echo kroków i ciche brzęczenie wentylatorów.

Próba generalna
Próba generalna

Na środku sceny stała Magda. Dwadzieścia dziewięć lat, primabalerina o idealnej, wysportowanej sylwetce. Długie, smukłe nogi, wąska talia, drobne, ale kształtne piersi, które teraz mocno napinały cienki, biały trykot kostiumu. Jej jasne włosy były ściągnięte w ciasny kok, a twarz – mimo zmęczenia – wciąż promieniała tą charakterystyczną, eteryczną urodą. Kostium był prowokujący: prawie przezroczysty trykot z delikatnymi, białymi szarfami oplatającymi ciało, symbolizującymi więzy i wolność jednocześnie.

Wiktor siedział w pierwszym rzędzie widowni, ale teraz wstał i powoli wszedł na scenę. Trzydzieści pięć lat, wysoki, atletycznej budowy, z ciemnymi, krótko przyciętymi włosami i intensywnym spojrzeniem. Miał na sobie czarną koszulę z podwiniętymi rękawami i spodnie, w dłoni trzymał swój ulubiony bat reżyserski – cienki, giętki, zrobiony z miękkiej skóry.

– Stop – powiedział niskim, stanowczym głosem, który natychmiast wypełnił całą przestrzeń.

Magda zatrzymała się w pół ruchu. Jej klatka piersiowa unosiła się szybko po intensywnym fragmencie choreografii. Była spocona, trykot przylegał do ciała, podkreślając każdy mięsień i krągłość.

– Coś nie tak? – zapytała, próbując złapać oddech.

Wiktor podszedł bliżej. Jego kroki były powolne, świadome. Zatrzymał się tuż przed nią, tak blisko, że czuła ciepło jego ciała.

– To nie jest wystarczająco realistyczne, Magda – powiedział surowo, patrząc jej prosto w oczy. – Twoja postać ma cierpieć. Ma się łamać. Ma oddawać ciało bólowi i rozkoszy. A ty grasz to jak piękną, bezpieczną pantomimę. Nie wierzę ci.

Magda przełknęła ślinę. Znała Wiktora. Wiedziała, że jest perfekcjonistą i że jego metody bywają… ekstremalne. Ale nigdy nie przekroczył tej granicy podczas prób.

– Co proponujesz? – zapytała cicho.

Wiktor nie odpowiedział od razu. Sięgnął po jedną z długich, białych szarf, które były integralną częścią jej kostiumu i zwisały luźno z ramion i bioder. Bez ostrzeżenia chwycił jej nadgarstki, złączył je przed nią i zaczął mocno, precyzyjnie owijać szarfą. Materiał był miękki, ale on zaciskał go mocno, unieruchamiając jej ręce.

– Zrozum – syknął, pochylając się nad jej uchem. – Twoje ciało ma być tu instrumentem. Nie tylko tańca. Bólu… i rozkoszy. Zaczynamy od nowa.

Magda poczuła, jak serce przyspiesza. Szarfa wbijała się lekko w skórę nadgarstków. Była bezbronna. Wiktor cofnął się o krok, uniósł bat i bez żadnego dodatkowego ostrzeżenia uderzył ją w odsłonięte udo – mocno, zdecydowanie, prawdziwie.

Plask!

Ostry, palący ból rozlał się po jej skórze. Magda syknęła głośno, ciało instynktownie drgnęło. Na udzie natychmiast pojawił się czerwony ślad.

– To nie jest udawane – powiedział Wiktor spokojnie, ale z ciemnym błyskiem w oku. – I nie skończymy, dopóki nie uwierzę w twoją grę.

Magda stała nieruchomo, z rękami związanymi przed sobą, oddychając szybko. Ból po pierwszym uderzeniu powoli przechodził w gorące, pulsujące mrowienie. Czuła, jak jej sutki twardnieją pod cienkim trykotem, a między udami robi się niebezpiecznie ciepło i wilgotno.

Wiktor obszedł ją powoli, jak drapieżnik. Drugie uderzenie spadło na drugie udo – nieco mocniej. Trzecie – na pośladek, kiedy lekko się odwróciła. Każde plaśnięcie batem było precyzyjne, kontrolowane, ale prawdziwe. Magda zaciskała zęby, starając się nie jęknąć zbyt głośno, ale jej ciało zdradzało wszystko. Oddech stał się urywany, policzki zarumienione, a trykot między nogami zaczął się delikatnie ciemnieć od wilgoci.

– Tańcz – rozkazał Wiktor, cofając się i siadając na krześle na scenie. – Od początku tej sekwencji. I tym razem… oddaj mi wszystko.

Magda, z rękami wciąż związanymi szarfą, zaczęła poruszać się w choreografii. Jej ruchy były teraz inne – bardziej napięte, bardziej świadome własnego ciała. Za każdym razem, gdy popełniła najmniejszy błąd albo gdy Wiktor uznał, że nie jest wystarczająco głęboko w roli, bat świszczał w powietrzu i lądował na jej skórze – na udach, pośladkach, czasem delikatnie na brzuchu lub bokach.

Ból mieszał się z czymś zupełnie innym. Z każdym uderzeniem Magda czuła, jak jej cipka robi się coraz bardziej mokra. Trykot przylegał do nabrzmiałych warg sromowych, drażniąc je przy każdym kroku. Piersi falowały, sutki były boleśnie twarde. Czuła się wystawiona, upokorzona i jednocześnie… niewyobrażalnie podniecona.

Wiktor obserwował ją z zimną intensywnością. Jego spodnie wyraźnie napinały się w kroku. Nie spieszył się. To była dopiero rozgrzewka.

– Mocniej – rzucił w pewnym momencie. – Pokaż mi, jak bardzo potrafisz się złamać.

Magda wykonała głęboki, powolny obrót. Bat uderzył ją znowu – tym razem wyżej, tuż pod pośladkiem. Jęknęła głośno, tym razem nie powstrzymując się. Kolana lekko się pod nią ugięły.

Wiktor wstał i podszedł bliżej. Stał za nią, bardzo blisko. Czuła jego oddech na karku.

– Dobrze… – wyszeptał. – Ale to jeszcze nie koniec próby.

Jego dłoń powędrowała na jej biodro, ścisnęła mocno, a potem zjechała niżej, muskając czerwone ślady po batach.

Magda drżała. Serce waliło jej jak oszalałe. Wiedziała, że granica między sztuką a czymś o wiele bardziej pierwotnym właśnie została przekroczona.

Wiktor stał tuż za Magdą. Jego gorący oddech muskał jej kark, a dłoń wciąż spoczywała na jej biodrze, palce wciskały się w skórę tuż obok świeżego, czerwonego śladu po batem. Magda drżała. Ręce wciąż miała mocno związane białą szarfą z przodu, co wymuszało nienaturalną postawę – klatka piersiowa wypchnięta do przodu, ramiona ściągnięte. Trykot był już wilgotny od potu i czegoś znacznie bardziej intymnego.

– Jeszcze raz całą sekwencję – powiedział niskim, władczym głosem. – Tym razem bez udawania. Chcę czuć, jak cierpisz. Jak twoje ciało błaga.

Magda kiwnęła głową, nie ufając własnemu głosowi. Zaczęła tańczyć. Związane ręce ograniczały jej ruchy, ale właśnie o to chodziło. Każdy krok, każdy obrót sprawiał, że czerwone pręgi na udach i pośladkach paliły żywym ogniem. Bat Wiktora świszczał w powietrzu regularnie – precyzyjne, kontrolowane uderzenia lądowały na jej ciele dokładnie wtedy, gdy najmniej się spodziewała.

Plask. Plask. Plask.

Jeden na wewnętrzną stronę uda, drugi na krągły pośladek, trzeci delikatnie, ale boleśnie na bok piersi. Magda zaciskała zęby, ale z każdym uderzeniem z jej ust wydobywał się coraz głośniejszy, gardłowy jęk. Ból mieszał się z falami gorąca, które spływały prosto między jej nogi. Cipka była już całkowicie mokra – trykot w kroku zrobił się ciemny i przylegał do nabrzmiałych warg sromowych, drażniąc łechtaczkę przy każdym ruchu.

Wiktor podszedł bliżej podczas jednej z figur. Chwycił ją od tyłu za związane nadgarstki i pociągnął je w górę, wymuszając lekkie wygięcie ciała. Drugą ręką złapał za dekolt trykotu i jednym mocnym szarpnięciem rozdarł go na piersiach. Materiał pękł z głośnym trzaskiem. Jej drobne, kształtne piersi wyskoczyły na zewnątrz – sutki twarde jak kamyczki, różowe i nabrzmiałe.

– Piękne – mruknął, ważąc jedną pierś w dłoni. – Ale za mało wystawione na próbę.

Uderzył batem lekko w lewy sutek. Magda krzyknęła, ciało wygięło się w łuk. Ból był ostry, elektryzujący. Wiktor powtórzył to samo z prawą piersią, a potem zaczął masować je mocno, ugniatając, szczypiąc sutki między palcami, rozciągając je boleśnie. Jednocześnie bat wędrował niżej – kolejne uderzenia na brzuch, na uda, na wrażliwą skórę tuż pod pośladkami.

Magda ledwo trzymała się na nogach. Jej oddech był chaotyczny, urywany. Między nogami czuła obrzydliwe wręcz podniecenie – cipka pulsowała, sok spływał po wewnętrznej stronie ud, zostawiając lśniące ślady na skórze.

Wiktor nie przestawał. Pchnął ją na kolana na środku sceny. Podłoga była twarda i zimna. Magda klęczała z rękami związanymi, piersiami na wierzchu, trykotem rozdartym do pasa. Wiktor stanął przed nią i powoli rozpiął pasek. Jego kutas był już w pełni twardy – gruby, nabrzmiały, z wyraźną żyłą biegnącą wzdłuż trzonu.

– Pokaż mi, jak bardzo chcesz być przekonująca – powiedział, chwytając ją za kok i przyciągając jej twarz do swojego kutasa.

Magda otworzyła usta bez wahania. Wiktor wsunął się głęboko, aż po gardło. Trzymał ją mocno za włosy i zaczął pieprzyć jej usta – powoli, ale głęboko, kontrolując każdy ruch. Ślina spływała jej po brodzie na piersi. Magda ssała żarłocznie, język krążący wokół żołędzi, gardło zaciskające się wokół grubego trzonu. Jednocześnie Wiktor batem delikatnie, ale regularnie uderzał ją po plecach i pośladkach.

– Dobrze… właśnie tak… – warknął, przyspieszając ruchy bioder.

Po kilku minutach wyciągnął kutasa z jej ust z głośnym mlaśnięciem. Był cały mokry od jej śliny. Podniósł Magdę za związane ręce i popchnął ją na stary, drewniany rekwizyt – szeroką, niską ławkę stojącą na scenie. Położył ją na brzuchu, tak że jej tyłek był wypięty wysoko, a nogi szeroko rozstawione.

Rozdarł resztę trykotu jednym ruchem. Teraz była całkowicie naga, tylko z białą szarfą krępującą nadgarstki. Wiktor stanął za nią i batem zaczął uderzać po jej odsłoniętym tyłku – raz za razem, coraz mocniej. Czerwone pręgi układały się w piękny, symetryczny wzór. Magda jęczała głośno, wijąc się na ławce. Każdy cios sprawiał, że jej cipka zaciskała się mocno, a sok kapał na podłogę.

Wiktor odłożył bat i klęknął za nią. Rozsunął jej pośladki i bez żadnego przygotowania przycisnął język do jej mokrej, pulsującej cipki. Lizał ją zachłannie – od łechtaczki aż po tyłek, mocno, głęboko, ssąc wargi sromowe. Magda trzęsła się cała, biodra same napierały na jego twarz. Był blisko – bardzo blisko orgazmu – ale Wiktor doskonale to wyczuwał. Za każdym razem, gdy jej oddech przyspieszał zbyt mocno, odsuwał się i uderzał ją otwartą dłonią w tyłek.

– Nie waż się dojść – wysyczał. – Jeszcze nie. To ma boleć z pożądania.

Wsunął w nią dwa grube palce i zaczął pieprzyć nimi cipkę szybkimi, mocnymi ruchami, jednocześnie kciukiem masując łechtaczkę. Drugą ręką sięgał pod nią i brutalnie ugniatał piersi, szczypał sutki. Magda była już w kompletnym transie – jęczała, błagała, przeklinała, ale nie dostawała spełnienia.

Wiktor w końcu wstał. Chwycił swojego grubego kutasa i przycisnął głowę do jej mokrego wejścia. Powoli, centymetr po centymetrze, zaczął wsuwać się w nią. Rozciągał ją boleśnie przyjemnie. Kiedy wszedł cały, zatrzymał się, dając jej czas na przyzwyczajenie się do rozmiaru.

Potem zaczął rżnąć – głęboko, mocno, rytmicznie. Każde pchnięcie wbijało ją w ławkę. Plaśnięcia ciała o ciało niosły się po pustej scenie. Wiktor jedną ręką trzymał ją za związane nadgarstki, drugą ciągnął za kok, wymuszając wygięcie pleców. Rżnął ją bez litości, ale zawsze zatrzymując się w momencie, gdy czuła, że zaraz eksploduje.

– Proszę… – jęknęła Magda łamiącym się głosem. – Już nie wytrzymuję…

Wiktor uśmiechnął się ciemno i przyspieszył, waląc w nią jeszcze mocniej. Jej cipka była czerwona, obrzmiała, ociekająca. Całe ciało pokrywały ślady po batach i dłoniach. Była na skraju szaleństwa.

W końcu zwolnił, wysunął kutasa i odwrócił ją na plecy. Stanął nad nią, kutas lśniący od jej soków, i spojrzał jej prosto w oczy.

– Próba jeszcze się nie skończyła, primabalerino.

Magda leżała na plecach na twardej ławce rekwizytowej, rozłożona i bezbronna. Ręce wciąż miała mocno związane białą szarfą nad głową. Piersi unosiły się w szybkim, chaotycznym oddechu, sutki czerwone i obrzmiałe od wcześniejszych uderzeń batem i palców Wiktora. Jej cipka była w stanie kompletnego szaleństwa – czerwona, mocno nabrzmiała, szeroko otwarta i ociekająca gęstymi sokami, które spływały po jej pośladkach na drewno. Całe ciało pokrywały czerwone pręgi po batach – na udach, pośladkach, brzuchu i piersiach. Wyglądała jak dzieło sztuki – żywe, pulsujące, zniszczone i jednocześnie piękniejsze niż kiedykolwiek.

Wiktor stał nad nią, kutas twardy jak stal, lśniący od jej soków. Patrzył na nią z góry z tym ciemnym, władczym spojrzeniem, które sprawiało, że drżała jeszcze bardziej.

– Jeszcze nie skończyliśmy, primabalerino – powiedział niskim, chropowatym głosem. – Chcę, żebyś zapamiętała tę próbę do końca życia.

Chwycił ją za biodra i jednym mocnym ruchem ściągnął z ławki na podłogę sceny. Ustawił ją na czworaka, tyłem do siebie. Jej kolana bolały na twardym drewnie, ale to tylko potęgowało wszystko. Wiktor rozsunął jej pośladki szeroko i znowu przycisnął kutasa do mokrego wejścia. Tym razem nie był delikatny. Wszedł w nią jednym, głębokim pchnięciem aż po same jądra.

– Aaaach! – krzyknęła Magda głośno, czując jak gruby kutas rozciąga ją do granic możliwości.

Wiktor zaczął rżnąć ją mocno, rytmicznie, trzymając jedną ręką za związane nadgarstki, a drugą za kok, ciągnąc jej głowę do tyłu. Każde pchnięcie było głębokie, brutalne, plaśnięcia ciała o ciało odbijały się echem po pustej scenie. Jej piersi kołysały się ciężko, sutki ocierały się o zimną podłogę. Bat leżał obok – Wiktor co kilka pchnięć sięgał po niego i uderzał nią po plecach lub pośladkach, nie przerywając pieprzenia.

Magda była już na skraju. Napięcie budowane przez całą próbę – ból, upokorzenie, niemożność dojścia – sprawiało, że czuła się jak napięta struna. Cipka zaciskała się wokół kutasa Wiktora, ssąc go zachłannie przy każdym ruchu.

– Proszę… Wiktor… już nie wytrzymam… – błagała ochrypłym, załamanym głosem.

– Wytrzymasz – warknął i przyspieszył, waląc w nią jeszcze mocniej. – Dopiero jak ja ci pozwolę.

Wyciągnął kutasa z głośnym, mokrym mlaśnięciem i znowu ją odwrócił. Położył na plecach, rozłożył jej nogi maksymalnie szeroko i wszedł znowu, tym razem patrząc jej prosto w oczy. Rżnął ją głęboko, wolniej, ale z ogromną siłą. Jedną ręką ściskał jej pierś, szczypał sutek, drugą masował łechtaczkę szybkimi, mocnymi ruchami. Magda wiła się pod nim, jęcząc głośno, oczy miała zamglone.

Wiktor czuł, że sam jest już blisko. Przyspieszył znowu, waląc w nią bez opamiętania. Jej cipka była gorąca, pulsująca, idealnie ciasna. W końcu pochylił się nad nią, przygryzł jej sutek i wyszeptał prosto do ucha:

– Teraz. Dojdź dla mnie.

W tym momencie Magda eksplodowała. Orgazm uderzył w nią z ogromną siłą – głęboki, długi, rozchodzący się falami po całym ciele. Cipka zacisnęła się rytmicznie wokół kutasa, trysnęła gorącymi sokami, które spłynęły po jego jajach. Całe jej ciało drżało, nogi drgały niekontrolowanie, z ust wydobywał się głośny, gardłowy krzyk rozkoszy.

Wiktor nie przestał. Rżnął ją przez cały orgazm, przedłużając go, aż Magda prawie straciła oddech. Dopiero gdy jej spazmy zaczęły słabnąć, wyciągnął kutasa, wstał i pociągnął ją za włosy na kolana.

– Otwórz usta.

Magda posłusznie otworzyła. Wiktor wsunął kutasa głęboko i po kilkunastu ruchach spuścił się prosto w jej gardło. Gorące, gęste strumienie spermy wypełniły jej usta. Przełknęła wszystko, ssąc go do ostatniej kropli, patrząc mu w oczy.

Przez dłuższą chwilę na scenie panowała cisza, przerywana tylko ciężkimi oddechami. Wiktor rozwiązał szarfę z jej nadgarstków i delikatnie, prawie czule, pomógł jej wstać. Magda ledwo trzymała się na nogach. Całe ciało miała obolałe, pokryte czerwonymi śladami, spermą i sokami. Wyglądała jak po prawdziwej wojnie – ale w jej oczach było coś nowego. Głęboka satysfakcja.

Wiktor przyciągnął ją do siebie i pocałował – tym razem wolniej, głębiej, niemal intymnie.

– To była… najlepsza próba generalna w mojej karierze – powiedział cicho, głaszcząc jej policzek.

Magda uśmiechnęła się słabo, wciąż drżąc.

– Spektakl będzie… kontrowersyjny. Bardzo.

Wiktor roześmiał się cicho i spojrzał na pustą widownię.

– Reszta ekipy zaraz wróci. Masz pięć minut, żeby doprowadzić się do porządku… albo nie. Może zostawimy ślady. Niech wiedzą, że sztuka wymaga poświęcenia.

Oceń opowiadanie:

4.8 / 5. Ocen: 521

OmeTV.pl - Polski Video Czat Poznaj nowe osoby z całej Polski na www.OMETV.pl