Wpadłem do starej szkoły, gdy ostatnie lekcje już się kończyły. Korytarz pachniał tym samym zapachem farby i starych podręczników. Przeszedłem przez salę fizyki, gdzie kiedyś siedziałem na ostatnim ławce, i skierowałem się w stronę sali nauczycielskiej. Zatrzymałem się przed drzwiami, spuszczając wzrok. Ktoś otworzył je z wnętrza.

Była ona. Anna. Wciąż miała to samo ubranie, w którym ją pamiętałem – wyblakłą bluzkę z kołnierzem, brudną spódnicę i okulary na nosie. Stała z podniesionym podręcznikiem, jakby ukrywała się przed mną.
– Tomek? – zapytała, podnosząc wzrok. – To ty?
– Tak – przytaknąłem, czując, jak serce mi wali w piersi. – Widzę, że nadal tu pracujesz.
– To już od lat – wybuchnęła lekko, ale w jej oczach widziałem ten sam cień, który tam zawsze był. – Jak się masz? Wszystko tu wokół wygląda… stare. Jak ty.
– Mam 35 lat, Anna – powiedziałem, zbliżając się. – Mam żonę i dwie dzieci. Mam mnóstwo obowiązków. Ale wciąż… wciąż czuję ten głód.
Ona spojrzała na mnie ze zdziwieniem, przechodząc do środka pokoju.
– Głod? – zapytała, zamykając drzwi na klucz. – Tobie, Tomek? Ty zawsze byłeś posiadaczem wszystkiego. Dlaczego miałbyś czuć głód?
– Bo w twoich oczach widziałem sen, którego nigdy nie udało mi się zrealizować – wziąłem ją za rękę. – Ludzie zawsze mówili, że jesteś nuda. Że nie masz uśmiechu, nie masz wdzięków. Że jesteś sucha jak patyczek.
Ona puściła moją rękę i wzdrygnęła się.
– To prawda – przyznała cicho. – Nikt mnie nigdy nie podniósł. Mężczyźni patrzyli na mnie jak na przyjaciółkę, jak na koleżankę z klasy.
– Oni byli ślepi – powiedziałem stanowczo, przyciągając ją do siebie. – Bo dla mnie byłaś boska. Byłaś jedyną kobietą, która potrafiła mnie zatrzymać.
Jej oczy zapłonęły, a biodra napinają się pod spódnicą. Poczułem jej zapach – słodki i ciepły, taki sam jak wtedy.
– Ale teraz? – zapytała, jej głos drżał. – Przecież masz żonę.
– Mam żonę – przytaknąłem, chowając klucz do kieszeni. – Ale ona nie jest tobą. Ona nie wie, co to jest szaleństwo. Ona nie patrzy na mnie tak, jak ty patrzysz.
Wziąłem ją w objęcia, a jej ciało rozpłynęło się w moich rękach. Pocałowałem ją w szyję, wzdłuż żyły, czując, jak jej ciało drży pod moimi palcami. Zaczęła jęknąć, cicho, ale wyraźnie, jakby to była pierwsza radość, jaką czuła od lat.
– Tomek… – jęknęła, chowając twarz w moim karku. – Nie mogę… tu? W szkole?
– Dlaczego nie? – odpowiedziałem, przesuwając jej rękę pod spódnicę.
Jej dłoń zamarła przez chwilę, a potem szukała moich bioder. Poczułem, jak jej palce zaciskają się na materiał moich spodni. Ostrożnie, lecz z determinacją, zacząłem ją przygryzać do ucha, wyciągając z niej dźwięki, które nie mogła udawać.
– Tak… tylko dla ciebie – szepnęłam, a jej kolana załamały się. – Bądźmy jak wtedy. Gdy panowie udawali, że uczą, a my…
Nie dokończyłam. Polubiłem ten dźwięk. Polubiłem ten opór, który jej reszta świata nie widziała. Zsunąłem jej spódnicę, a ona nie protestowała, tylko oparła się o biurko, dłonie ściskając krawędzie blatu. Jęknęła głośniej, kiedy jej uda napotkały moje.
– Jesteś piękna – powiedziałem, patrząc na jej twarz zalaną rumieńcem. – Nawet teraz, w tym starym mundurze. Nawet z tymi okularami.
– Naprawdę? – zapytała, słabnąc.
– Naprawdę – odpowiedziałem, wchodząc między jej uda. – Wszyscy inni byli głupi, bo nie widzieli tego, co widzę. Oni nie widzieli, jak bardzo chcesz być położona, jak bardzo tęsknisz za czymś czymś, co było prawdziwe.
Jej jęk przerodził się w dźwięk, który sprawił, że moje krew zaczęła wrzeć. Przesunąłem się w górę, obejmując ją w pasie, i pociągnąłem ją w stronę biurka, który stał między nami jak wysepka wolności. Pocałowałem ją w usta, słodki i gorący smak jej warg, który przypominał mi smak wczorajszego wieczoru, choć minęło dziesięć lat.
Ona zacisnęła swoje nogi wokół moich bioder, przygarniając mnie mocniej. Jęknęła, otwierając usta na moją długość, a ja odpowiadałem na ten głód, który czułem od dawna. To nie było uczucie winy, to było uczucie powrotu





