Anna Nowak siedziała pochylona nad laptopem w swoim gabinecie na dwunastym piętrze nowoczesnego biurowca w centrum Warszawy. Zegar na ścianie wskazywał piątą czterdzieści pięć. Większość świateł w open space już zgasła. Tylko cichy szum klimatyzacji i odległy pomruk wind przerywały ciszę. Za wielkimi oknami migotały światła Rynku, wieży katedralnej i mostów nad Odrą. Piątkowy wieczór majowy był ciepły, a miasto żyło własnym życiem – ona jednak została.

Prezentacja na poniedziałek musiała być idealna. Klient z branży technologicznej czekał na kompleksową kampanię marketingową, a Anna, dwudziestodziewięcioletnia specjalistka ds. marketingu, nie znosiła niedoróbek. Ambicja i perfekcjonizm były jej znakami rozpoznawczymi. Długie, ciemne włosy spięte w luźny kok, biała jedwabna bluzka z głębokim dekoltem i ołówkowa spódnica do kolan – wszystko profesjonalne, a jednocześnie podkreślające jej figurę.
Drzwi otworzyły się bez pukania. Na progu stanął Jakub Kowalski, nowy dyrektor działu IT. Trzydzieści jeden lat, metr osiemdziesiąt osiem wzrostu, krótkie ciemne włosy, przenikliwe niebieskie oczy i ten charakterystyczny, lekko drapieżny uśmiech. Miał reputację playboya – plotki krążyły po biurze od pierwszego dnia. Zawsze idealnie skrojony garnitur, zawsze pewny siebie.
– Anna, mam kilka uwag do części technicznej prezentacji – powiedział niskim, pewnym głosem. – Chodzi o integrację z nowym systemem CRM. Masz chwilę?
Jej serce przyspieszyło, choć starała się tego nie okazać. Od pierwszego spotkania tydzień temu czuła między nimi coś… nieuchwytnego. Iskrę.
– Oczywiście. Siadaj – odpowiedziała, wskazując krzesło.
Rozmowa zaczęła się czysto profesjonalnie. Jakub wyjaśniał, jak system będzie pokazywał statystyki w czasie rzeczywistym na slajdach. Anna kiwała głową, robiła notatki. Ale ich spojrzenia spotykały się częściej niż trzeba. Jego wzrok zatrzymywał się na jej ustach. Jej – na jego silnych dłoniach z długimi palcami.
Po dwudziestu minutach Jakub wstał, zbierając dokumenty. Zrobił to zbyt gwałtownie. Telefon wysunął mu się z ręki i upadł pod biurko Anny.
– Cholera… – mruknął i schylił się.
Gdy sięgał po telefon, jego dłoń musnęła gołą kostkę Anny, a potem przesunęła się lekko w górę łydki. Delikatny, ale elektryzujący dotyk. Anna zadrżała. Ciepło rozlało się po jej ciele, koncentrując się między udami. Podniosła wzrok. Jakub patrzył na nią z dołu – intensywnie, bez słowa. Ich oczy spotkały się na długie sekundy.
– Przepraszam – powiedział cicho, ale w jego głosie nie było skruchy. Raczej obietnica.
Nie odszedł. Wrócił na miejsce i usiadł bliżej niż wcześniej.
– Wiesz co… zostańmy jeszcze chwilę. Widzę, że masz problem z animacjami przejść. Mogę pomóc.
Anna wiedziała, że poradzi sobie sama. Ale spojrzała mu w oczy i skinęła głową.
– Jasne. Byłoby miło.
Przez kolejną godzinę pracowali razem. Napięcie rosło z każdym wspólnym spojrzeniem, każdym „przypadkowym” dotykiem. Gdy sięgali po te same wydruki, ich dłonie się spotykały i zostawały na ułamek sekundy dłużej. Jakub „pomagał” jej przy klawiaturze, jego ramię muskało jej pierś. Gdy pokazywał coś na ekranie, stanął za jej krzesłem i pochylił się. Jego pierś przycisnęła się do jej ramienia. Ciepły oddech owiewał jej kark i ucho.
– Tu kliknij… – szepnął. Jego głos był niższy, bardziej intymny.
Anna czuła, jak sutki twardnieją pod bluzką. Pachniał drzewną wodą kolońską z nutą cytrusów i czymś czysto męskim. Jej skóra pokryła się gęsią skórką. Serce waliło tak głośno, że bała się, iż je usłyszy.
W końcu zamknęli laptopa. Była siódma wieczorem. Biuro pogrążone w półmroku.
– To by było na tyle – powiedziała Anna, wstając. – Dziękuję. Bez ciebie bym nie zdążyła.
Jakub nie ruszył się w stronę drzwi. Zamiast tego podszedł do nich i przekręcił klucz w zamku. Kliknięcie rozległo się głośno w ciszy.
Odwrócił się. W jego oczach płonęło wyraźne pożądanie, ale też pytanie. Podszedł powoli, stanął przed nią i uniósł dłoń. Położył ją na jej policzku. Kciuk musnął dolną wargę.
– Anna… – powiedział tylko to.
Ona nie cofnęła się. Zamiast tego zrobiła krok do przodu, chwyciła go za krawat i przyciągnęła do siebie.
Ich usta spotkały się w namiętnym, głodnym pocałunku. Języki się splotły, walcząc o dominację. Jakub objął ją w pasie i przyciągnął mocno do siebie. Anna poczuła jego twardniejącego członka przyciskającego się do jej brzucha przez spodnie. Jęknęła w jego usta.
Rozdzielili się na chwilę, dysząc.
– Od pierwszego dnia, gdy cię zobaczyłem – wyszeptał Jakub, całując jej szyję, ssąc delikatnie skórę nad obojczykiem. – Chciałem to zrobić.
Anna odchyliła głowę, dając mu lepszy dostęp. Jej dłonie już rozpin ały guziki jego koszuli. Odsłoniła umięśnioną klatkę piersiową pokrytą lekkim ciemnym owłosieniem. Pocałowała go w środek, lizała sutek. Jakub wciągnął powietrze.
Jego dłonie zsunęły się na jej pośladki, ściskając mocno przez spódnicę. Potem w górę, pod bluzkę. Rozpiął stanik jednym sprawnym ruchem. Piersi Anny – pełne, ciężkie, z różowymi, już twardymi sutkami – wyskoczyły na wolność.
– Jesteś piękna – mruknął i wziął jedną pierś do ust. Język okrążył sutek, ssąc mocno, potem lekko gryząc. Drugą dłonią masował. Anna jęknęła głośno, wbijając palce w jego włosy.
Jej dłonie zjechały niżej. Rozsunęła mu pasek i spodnie. Członek wyskoczył – twardy, gruby, żyłkowany, z nabrzmiałą, lśniącą główką. Anna chwyciła go dłonią i powoli zaczął go masować, kciukiem rozsmarowując kroplę preejakulatu.
Jakub jęknął głęboko.
Przenieśli się na biurko. Anna usiadła na nim, rozchylając nogi. Jakub ukląkł przed nią, zsunął majtki na bok i bez słowa zaczął lizać. Język na łechtaczce – szeroki, ciepły, pewny. Ssanie, delikatne gryzienie, potem dwa palce wsuwały się w jej mokrą, gorącą pochwę.
– Jesteś taka mokra… – wyszeptał między liznięciami. – Smakujesz nieziemsko.
Anna wiła się na biurku, trzymając się za krawędź. Biodra poruszały się same, naciskając na jego twarz. Palce Jakuba pompowały w niej rytmicznie, kciuk drażnił łechtaczkę. Czuła, jak narasta orgazm – gorący, pulsujący.
– Jakub… zaraz… – jęknęła.
Ale on nie pozwolił jej dojść tak szybko. Podniósł się, wytarł usta wierzchem dłoni i uśmiechnął się drapieżnie.
– Biurko jest za małe na to, co chcę z tobą zrobić.
Przenieśli się na duże, obrotowe krzesło prezesowskie. Jakub usiadł. Anna zdjęła resztę ubrań – została tylko w rozpiętej białej bluzce i czarnych szpilkach. Usiadła na nim okrakiem, twarzą do niego. Chwyciła jego twardy członek i pocierała nim o swoją mokrą, napuchniętą cipkę. Potem powoli, centymetr po centymetrze, opuściła się.
Oboje jęknęli jednocześnie, gdy wszedł w nią do końca.
Była gorąca, ciasna, mokra. On wypełniał ją całkowicie. Anna przez chwilę została nieruchomo, rozkoszując się uczuciem pełności. Potem zaczęła się ruszać – powoli w górę i w dół, potem okrężnymi ruchami bioder, ocierając łechtaczkę o jego łono.
Jakub trzymał ją za biodra, pomagając w rytmie. Czasem unosił ją i opuszczał mocno, wbijając się głęboko. Drugą ręką pieścił jej piersi – ssał sutki, gryzł lekko, masował. Anna opierała ręce na jego ramionach, włosy opadły jej na twarz.
Biuro wypełniały dźwięki: ich ciężkie oddechy, mokre plaśnięcia ciał, jej jęki i jego niskie pomruki, cichy szum klimatyzacji w tle.
– Jesteś taka ciasna… tak dobrze mnie obejmujesz – szeptał Jakub, przyspieszając. – Chcę, żebyś doszła na mnie.
Jego palce zjechały między ich ciała i zaczął pieścić jej łechtaczkę szybkimi, precyzyjnymi ruchami.
Anna poczuła, jak narasta. Fale przyjemności rosły, mięśnie ud drżały. Nagle orgazm uderzył jak piorun. Krzyknęła jego imię, kurcząc się mocno wokół jego członka. Skurcze ściskały go rytmicznie, soki spływały po jego udach. Drżała przez długie sekundy, głowa opadła do tyłu.
To wystarczyło. Jakub wbił się w nią ostatni, głęboki raz i eksplodował. Gorące, gęste nasienie wypełniło ją pulsującymi falami. Jęknął głośno, twarz w jej szyi.
Przez chwilę siedzieli spleceni, dysząc. On nadal w niej. Nasienie powoli wyciekało, mieszając się z jej sokami.
W końcu Jakub wstał z nią w objęciach i położył na miękkim dywanie pod biurkiem. Wyjął się powoli. Anna poczuła, jak ciepła sperma wypływa z niej. Leżeli obok siebie – ona na boku, on za nią, obejmując ją ramieniem. Jego dłoń leniwie głaskała jej pierś, sutek. Ona przesunęła dłoń po jego brzuchu, niżej, dotykając jego wilgotnego, już miękniejszego członka.
Przez kilka minut nic nie mówili. Tylko dotykali się powoli, leniwie.
– To było… – zaczęła Anna.
– Nieoczekiwane? – dokończył Jakub, całując jej ramię.
– Intensywne. I cholernie dobre.
Uśmiechnął się i odwrócił ją do siebie. Ich oczy spotkały się.
– Wiedziałem, że między nami iskrzy. Ale to… przerosło wszystko. Patrzyłem na ciebie od pierwszego dnia. Twoją ambicję, sposób, w jaki się poruszasz, jak mówisz. Chciałem cię. Bardzo.
Anna przełknęła ślinę. Jeszcze kilka godzin temu myślała, że to będzie jednorazowy, szalony incydent. Teraz czuła, że to coś więcej.
– Ja też walczyłam z tym – przyznała cicho. – Jesteś moim szefem. To ryzykowne.
– Po godzinach nie jestem twoim szefem – odparł i pocałował ją powoli, głęboko. – Jestem mężczyzną, który właśnie przeżył najlepszy seks w życiu i chce więcej.
Jej serce zabiło mocniej.
Ubierali się powoli, pomagając sobie. Jakub zapiął jej stanik, całując każde ramię. Anna poprawiła mu krawat, muskając palcami jego klatkę. Gdy byli już prawie gotowi, Jakub przyciągnął ją do siebie.
– Kolacja? Dziś. Wiem o jednej knajpce nad Odrą – świetne jedzenie, jeszcze lepsze wino. Albo… możemy pojechać do mnie. Mam taras z widokiem na całe miasto i bardzo wygodne łóżko.
Anna spojrzała na niego. W jego oczach było pożądanie, ale też coś ciepłego, szczerego. Playboy z IT i ambitna specjalistka marketingu. Co za kombinacja.
Uśmiechnęła się powoli.
– Kolacja brzmi dobrze. A potem… zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi.
Jakub wziął ją za rękę. Wyszli z biura, zamknęli drzwi. Puste korytarze, winda na parter. W holu ochroniarz skinął głową, nie zadając pytań. Na zewnątrz ciepły majowy wieczór stolicy – zapach kwiatów, światła mostów, odległy śmiech ludzi na Rynku.
Trzymali się za ręce, idąc do jego samochodu. Jakub otworzył jej drzwi, a potem pocałował ją raz jeszcze – powoli, obiecująco.
– Ten weekend może zmienić wszystko – powiedział.
Anna ścisnęła jego dłoń.
– Mam taką nadzieję.
Wsiedli do auta. Silnik mruknął. Gdy odjeżdżali, Anna spojrzała w lusterko wsteczne na ciemny biurowiec. Miejsce, które jeszcze kilka godzin temu było tylko biurem, stało się czymś znacznie więcej.
I weekend dopiero się zaczynał.





