Nocna zmiana

Klub w tę wilgotną, duszącą sobotę tętnił czerwonym, grzesznym światłem. Neonowe lampy odbijały się w setkach lustrzanych tafli, tworząc wrażenie, jakby w środku kręciło się kilkadziesiąt nagich ciał naraz. Na głównej scenie trzy dziewczyny – wszystkie po dwudziestce, wszystkie idealnie ogolone, wszystkie w niczym poza mikroskopijnymi stringami i błyszczącymi naklejkami na sutkach – wiły się wokół chromowanych rur. Muzyka techno dudniła tak nisko, że czuło się ją w kościach i w kroczu.

Pierwsza z nich, długonoga blondynka o imieniu Lena, właśnie uniosła jedną nogę wysoko, opierając ją o rurę. Jej pośladek naprężony, napięty, lśnił od potu i olejku. Druga ręką rozsunęła wargi swojej cipki – tylko na chwilę, na tyle, żeby klienci siedzący przy scenie zobaczyli błyszczącą, różową szparę. Trzecia, brunetka z tatuażem węża wijącego się wokół biodra, przykucnęła szeroko, plecy wygięte w łuk, piersi wypięte, a biodra poruszały się w powolnym, prowokacyjnym kręgu, jakby rżnęła niewidzialnego faceta. Banknoty sypały się jak deszcz. Mężczyźni przy stolikach – w garniturach, z rozluźnionymi krawatami, z napalonymi oczami – rzucali pięćdziesiątki i setki, gwiżdżąc, krzycząc „su-ka!”, „tańcz dla tatusia”.

Ewa stała w półmroku przy końcu baru i patrzyła na to wszystko z cichą, wilgotną dumą.

Miała dwadzieścia osiem lat, a klub należał do niej od trzech. Była tego wieczoru w obcisłej, czarnej sukience mini z głębokim dekoltem w literę V, która ledwo trzymała jej ciężkie, pełne piersi. Sutki – twarde jak dwa kamyczki – wyraźnie odznaczały się przez cienki materiał. Nie założyła stanika. Nie założyła też majtek. Tylko cienki, czarny string wciśnięty głęboko między pośladki i pończochy z szeroką koronką na udach. Czerwone szpilki 12 cm sprawiały, że jej nogi wyglądały na jeszcze dłuższe. Włosy – długie, kasztanowe, falowane – spadały na gołe plecy. Makijaż smoky, usta krwistoczerwone. Wyglądała dokładnie tak, jak powinna wyglądać właścicielka go-go clubu: jak chodząca pokusa.

Jej wzrok co chwilę wracał do baru.

Do niego.

Damian. Trzydzieści lat. Sto dziewięćdziesiąt centymetrów czystego, twardego faceta. Czarny T-shirt z podwiniętymi rękawami, odsłaniający umięśnione przedramiona pokryte czarnymi tatuażami – smoki, runy, coś, co wyglądało jak stary wojskowy kod. Czarne dżinsy opinające zgrabny tyłek i wyraźnie zarysowany, gruby wał w kroczu. Krótki, ciemny zarost. Włosy zaczesane do tyłu, ale kilka kosmyków zawsze opadało mu na czoło. Oczy – prawie czarne, głębokie, z tym spojrzeniem, które sprawiało, że kobieta od razu wyobrażała sobie, jak będzie wyglądać, gdy będzie leżeć pod nim z rozłożonymi nogami.

Zatrudniła go tydzień temu. I od pierwszego dnia czuła, że to nie jest zwykły barman. Pracował cicho, precyzyjnie, bez zbędnych słów. Ale kiedy podawał drinka, jego palce zawsze muskały jej dłoń o ułamek sekundy dłużej niż trzeba. Kiedy schylał się po butelkę, jego tyłek napinał się w tych dżinsach tak, że jej cipka mimowolnie się kurczyła. Kiedy obsługiwał rozkręcone klientki przy barze, patrzył na nie chłodno, prawie obojętnie – i to właśnie sprawiało, że wszystkie się w nim topiły.

Tego wieczoru podeszła do baru po raz czwarty.

„Damian. Martini. Extra dry. I nie żałuj oliwki.”

Skinął głową. Jego dłonie – duże, silne, z widocznymi żyłami – poruszały się szybko i pewnie. Shaker zadzwonił. Lód zagrzechotał. Kiedy podał jej kieliszek, ich palce się spotkały. Prąd przeszedł prosto między jej nogi.

„Dobra noc?” – spytała, opierając łokieć o bar, tak że jej piersi prawie wypadły z dekoltu.

Spojrzał jej prosto w oczy.

„Zawsze jest dobra noc, kiedy ty tu jesteś, szefowo.”

Głos miał niski, lekko zachrypnięty. Ewa poczuła, jak jej cipka robi się wilgotna. Ciepło rozlało się po podbrzuszu, sutki nabrzmiały jeszcze bardziej.

„Jesteś tu dopiero tydzień, a już wiesz, jak mnie podniecić słowami?” – rzuciła prowokacyjnie.

Uśmiechnął się tylko jednym kącikiem ust.

„Nie słowami. Po prostu… czuję, co lubisz.”

Odwróciła się, ale czuła jego wzrok na swoich pośladkach, gdy szła z powrotem do loży. Wiedziała, że sukienka uniosła się na tyle, że widać było dolną część jej nagich pośladków i cienki pasek stringa wciśnięty między nimi. Wiedziała, że on to widzi. I że jego kutas w tych dżinsach właśnie robi się twardy.

Przez resztę nocy nie mogła przestać o nim myśleć.

Wyobrażała sobie, jak te silne dłonie zaciskają się na jej nadgarstkach. Jak jego usta ssą jej sutki. Jak jego gruby, żyłkowany kutas wchodzi w nią powoli, centymetr po centymetrze, rozciągając jej ciasną, mokrą cipkę. Wyobrażała sobie, jak ją pieprzy na barze, na stole, na podłodze – mocno, głęboko, bez litości. Jej majtki (a właściwie ich brak) były już kompletnie przemoczone. Co chwilę musiała zaciskać uda, żeby nie spłynęło po wewnętrznej stronie uda.

O czwartej nad ranem klub zaczął się opróżniać.

Ostatni klienci wyszli, zostawiając po sobie zapach drogich perfum, alkoholu i podniecenia. Tancerki – spocone, z błyszczącymi ciałami – zebrały swoje rzeczy i pożegnały się z Ewą buziakiem w policzek. Kelnerki i ochroniarze też wyszli. Została tylko ona. I on.

Ewa podeszła do baru, otworzyła kasę. Piętnaście tysięcy siedemset złotych. Dobra noc. Ułożyła banknoty w równiutkie stosiki, palce lekko drżały z podniecenia, którego nie potrafiła już ukryć.

Usłyszała ciche kroki za plecami.

Odwróciła się.

Damian stał w przejściu między barem a salą. W ręku trzymał pęk kluczy. Powoli, bardzo powoli przekręcił klucz w głównym zamku. Usłyszeli oboje głośne, ostateczne „klik”.

Drzwi były zamknięte.

Nikt już nie wejdzie. Nikt nie wyjdzie.

Podszedł bliżej. Z kieszeni czarnych dżinsów wyciągnął parę solidnych, metalowych kajdanek – policyjnych, z krótkim łańcuszkiem i podwójnym zamkiem. Położył je na ladzie baru. Metal zadzwonił głośno w ciszy.

Ewa spojrzała na kajdanki, potem na niego. Serce waliło jej jak szalone. Sutki tak twarde, że bolały. Cipka pulsowała, mokra, otwarta, gotowa.

„Myślałam, że są do ozdoby” – powiedziała cicho, starając się, żeby głos nie zadrżał.

Damian podszedł jeszcze o krok. Był tak blisko, że czuła ciepło bijące od jego ciała. Pachniał wodą kolońską, męskim potem i czymś dzikim.

„Wszystko ma swoje przeznaczenie” – odparł niskim głosem.

Wyciągnął rękę i chwycił ją za nadgarstek. Jego dłoń była gorąca, sucha, silna. Obejmowała cały jej nadgarstek bez wysiłku. Pociągnął ją lekko ku sobie. Ewa nie stawiała oporu. Nie mogła. Nie chciała.

Patrzyła mu prosto w oczy – głębokie, ciemne, pełne obietnicy.

W drugiej dłoni trzymał już otwarte kajdanki. Zimny metal dotknął jej skóry.

Klik.

Jedna obręcz zamknęła się na jej prawym nadgarstku.

Ewa poczuła dreszcz biegnący od ręki prosto do cipki. Jej uda rozsunęły się lekko same z siebie. Oddychała płytko, szybko. Piersi unosiły się w rytm oddechu, sutki twarde, widoczne.

Damian trzymał jej zakutą rękę w swojej dłoni i patrzył na nią z tym spokojnym, dominującym uśmiechem.

„Teraz” – wyszeptał – „zaczyna się prawdziwa nocna zmiana, szefowo.”

Klik. Druga obręcz zamknęła się na jej lewym nadgarstku. Łańcuszek między kajdankami był krótki – ręce Ewy były teraz związane przed sobą, nadgarstki niemal złączone. Metal był zimny, ciężki, bezlitosny. Kontrast z gorącą skórą sprawiał, że jej cipka natychmiast się skurczyła i puściła kolejną falę gorącego soku.

Damian nie puszczał łańcuszka. Trzymał go w jednej dłoni jak smycz i pociągnął ją za bar. Ewa potknęła się lekko na swoich czerwonych szpilkach, ale on złapał ją w talii – silna, ciepła dłoń na nagiej skórze nad pończochami. Podniósł ją jednym płynnym ruchem i posadził na ladzie baru. Zimny, lakierowany blat dotknął jej nagich pośladków. Sukienka podwinęła się całkowicie do pasa. Była teraz całkowicie odsłonięta – tylko string wciśnięty głęboko między wilgotne wargi i pończochy z koronką.

„Rozłóż nogi” – rozkazał cicho, ale tonem, który nie dopuszczał sprzeciwu.

Ewa rozsunęła uda. Jej cipka była już kompletnie mokra – różowe, nabrzmiałe wargi połyskiwały w czerwonym świetle neonu, łechtaczka wystawała twarda i błyszcząca, a z otworu sączyła się gęsta, przezroczysta wydzielina, która spływała po wewnętrznej stronie uda aż do pończoch. Pachniało seksem. Mocno.

Damian stanął między jej rozłożonymi nogami. Jego dłoń wędrowała w górę po jej udzie, zostawiając ślad gorąca. Palce musnęły najpierw pończochę, potem nagą skórę, a na końcu – mokrą szparę. Dwa grube palce rozsunęły jej wargi i weszły w nią bez oporu. Była taka mokra, że słychać było głośne, obleśne „człap”.

„Kurwa… jaka ty jesteś mokra” – wyszeptał, kręcąc palcami w środku, masując przednią ściankę jej cipki. „Cała ociekasz. Czekałaś na to cały wieczór, co?”

Ewa jęknęła głośno. Jej ręce w kajdankach uniosły się bezwładnie i oparły o jego klatkę.

„Tak… tak, kurwa, czekałam…” – wysapała. Głos drżał.

Jego kciuk zaczął krążyć wokół łechtaczki – powoli, precyzyjnie, jakby znał jej ciało od lat. Druga ręka złapała za dekolt sukienki i jednym szarpnięciem rozdarł materiał aż do pępka. Jej ciężkie, pełne piersi wyskoczyły na zewnątrz – sutki ciemnoróżowe, twarde jak kamienie. Natychmiast schylił głowę i wessał jeden sutek głęboko do ust, ssąc mocno, jednocześnie gryząc delikatnie zębami. Ewa wygięła się w łuk, łańcuszek kajdanek zadzwonił.

„Ooooch… Damian… ssij mocniej…” – jęczała, zaciskając uda wokół jego bioder.

Przez kilka długich minut pieścił jej piersi – ssał, lizał, szczypał sutki, aż stały się nabrzmiałe i wrażliwe na każdy podmuch powietrza. Jednocześnie jego palce w cipce pracowały bez litości – trzy palce już teraz, rozciągając ją, pompując szybko, a kciuk nie przestawał masować łechtaczki. Jej soki spływały po jego dłoni, kapały na blat baru.

Nagle cofnął rękę. Ewa wydała z siebie zawiedziony jęk.

Damian rozpiął spodnie. Gruby, ciężki kutas wyskoczył na zewnątrz – długi, przynajmniej 20 cm, gruby jak jej nadgarstek, z grubymi żyłami pulsującymi wzdłuż całego trzonu. Główka purpurowa, błyszcząca od preejakulatu, który już spływał po żołędzi. Jądra ciężkie, pełne.

Ewa oblizała wargi.

„Chcesz go?” – spytał, trącając jej mokrą cipkę żołędzią swojego kutasa. „Powiedz.”

„Chcę… chcę twojego kutasa… proszę…” – wyszeptała, głos pełen desperacji.

Złapał ją za łańcuszek kajdanek i pociągnął do przodu. Ewa zsunęła się z baru na kolana. Zimna podłoga pod pończochami. Jej usta znalazły się dokładnie na wysokości jego kutasa.

Ssanie było głośne, mokre, obleśne. Ewa wzięła go głęboko – tak głęboko, jak tylko pozwalały kajdanki. Jej język wirował wokół żołędzi, ssała mocno, policzki wklęsły. Ślina spływała jej po brodzie, kapała na piersi. Damian złapał ją za włosy i zaczął poruszać biodrami – powoli, ale głęboko, wchodząc jej w gardło. Łzy napłynęły jej do oczu, ale nie przestała. Lubiła to. Kochała to.

„Dobra dziwka…” – wychrypiał. „Twoje usta są stworzone do ssania kutasa.”

Po kilku minutach podniósł ją na nogi, odwrócił twarzą do baru i zgiął w pasie. Jej piersi przycisnęły się do zimnego blatu. Ręce w kajdankach wyciągnął przed siebie i przytrzymał je jedną dłonią na blacie. Drugą ręką złapał za string i zerwał go jednym ruchem – materiał pękł z cichym trzaskiem.

Jej cipka była teraz całkowicie odsłonięta – nabrzmiała, czerwona, ociekająca sokami.

Damian nie czekał. Przyłożył grubą żołądź do jej wejścia i jednym mocnym pchnięciem wbił się w nią do samego końca.

„AAAAAH!” – krzyknęła Ewa. Jej cipka zacisnęła się gwałtownie wokół niego – gorąca, mokra, ciasna jak pięść. Czuła każdy centymetr – jak rozciąga ją, jak wypełnia ją całkowicie, jak główka uderza w jej punkt G.

Zaczął rżnąć ją mocno. Głęboko. Bez litości. Biodra uderzały o jej pośladki z głośnym, mokrym plaśnięciem. Jego jądra uderzały o jej łechtaczkę przy każdym pchnięciu. Ręką złapał ją za włosy i odgiął głowę do tyłu.

„Patrz na siebie w lustrze” – rozkazał.

Przed barem było duże lustro. Ewa zobaczyła siebie – sukienka rozpięta, piersi kołyszące się w rytm pieprzenia, usta otwarte w niemym krzyku, oczy szkliste z rozkoszy. Za nią – Damian, z zaciśniętą szczęką, rżnący ją jak maszyna.

Orgazm nadszedł nagle i gwałtownie. Jej ciało zadrżało, cipka zacisnęła się w konwulsjach wokół jego kutasa, soki trysnęły na podłogę. Krzyczała jego imię, łańcuszek kajdanek dzwonił dziko.

Nie przestał. Rżnął ją przez cały orgazm, przedłużając go, aż jej nogi się ugięły.

Wziął ją na ręce jak piórko – nadal w niej wbity – i przeniósł na jeden ze stolików. Położył ją na plecach, uniósł jej nogi wysoko, tak że kostki w szpilkach znalazły się przy jego ramionach. W tej pozycji wchodził w nią jeszcze głębiej. Każde pchnięcie sprawiało, że jego kutas uderzał w samą macicę.

Ewa dochodziła drugi raz – głośno, bezwstydnie, jej cipka pulsowała i zaciskała się rytmicznie.

Damian wyjął z niej kutasa – cały lśniący od jej soków – i wtarł go w jej łechtaczkę, pocierając żołędzią o wrażliwy guziczek. Potem znowu wbił się w nią jednym ruchem.

Trzeci orgazm był najsilniejszy. Ewa wrzeszczała, jej ciało wyprężone w łuk, kajdanki zgrzytały, gdy szarpała rękami. Jej cipka tryskała – gorąca, przezroczysta ciecz chlustała na jego brzuch i na blat stolika.

Dopiero wtedy Damian przyspieszył. Jego ruchy stały się krótsze, brutalniejsze. Jęknął głęboko w gardle i wbił się w nią do samego końca. Poczuła, jak jego kutas pulsuje i zalewa jej wnętrze gorącymi, gęstymi strumieniami spermy – raz, drugi, trzeci… Spływała z niej po pośladkach, kapała na podłogę.

Przez chwilę leżeli nieruchomo – ona na stoliku, on nad nią, nadal w niej wbity. Ich oddechy były szybkie i głośne.

W końcu Damian powoli wysunął się z niej. Gruby kutas, wciąż częściowo twardy, był pokryty mieszanką jej soków i jego spermy. Białe, gęste nasienie wypływało z jej rozciągniętej cipki i spływało po różowej skórze.

Ewa leżała z rozłożonymi nogami, ręce w kajdankach nad głową, piersi uniesione, sutki wciąż twarde. Patrzyła na niego z półprzymkniętymi oczami, uśmiechnięta, całkowicie spełniona i jednocześnie wciąż głodna.

Damian pochylił się, złapał łańcuszek kajdanek i przyciągnął jej usta do swoich.

„To była dopiero rozgrzewka, szefowo” – wyszeptał jej prosto w usta. „Noc jest długa.”

Ewa poczuła, jak jej cipka znowu zaczyna pulsować.

Damian powoli wysunął z niej swojego kutasa. Gruby, lśniący od ich wspólnych płynów, wyskoczył z jej cipki z mokrym „człap”. Z jej rozciągniętej dziurki natychmiast wypłynęła gęsta, biała sperma – spływała po różowych wargach, kapała na blat stolika i na podłogę. Ewa leżała z rozłożonymi nogami, ręce w kajdankach nad głową, piersi uniesione, sutki wciąż twarde i wilgotne od jego śliny. Oddychała ciężko, ale jej oczy płonęły pożądaniem. Nie miała dość. Daleko jej było do dość.

„Noc jest długa” – powtórzył, schylając się i odpinając jedną obręcz kajdanek. Nie zdjął ich całkowicie – tylko rozpiął łańcuszek, tak że jej ręce były teraz wolniejsze, ale nadal połączone. Pociągnął ją za sobą.

Przenieśli się na główną scenę. Czerwone neony mrugały leniwie, muzyka dawno ucichła, ale w powietrzu nadal wisiał zapach seksu, potu i jej perfum. Damian położył ją na plecach na szerokiej, aksamitnej kanapie przy scenie – tej samej, na której czasem VIP-y dostawali prywatne tańce. Rozsunął jej nogi szeroko, ukląkł między nimi i znowu wbił się w nią jednym ruchem.

Tym razem pieprzył ją powoli. Głęboko. Każde pchnięcie było długie, miarowe, aż jego żołądź uderzała w samą macicę. Jego kciuk krążył wokół jej łechtaczki – mokrej, nabrzmiałej, wrażliwej. Ewa jęczała bezwstydnie, jej biodra unosiły się same, żeby brać go głębiej.

„Twoja cipka jest taka ciasna… nawet po tym, jak już cię rżnąłem” – wychrypiał, przyspieszając lekko. „Czujesz, jak cię wypełniam? Jak twoja cipka ssie mojego kutasa?”

„Tak… kurwa, tak… rżnij mnie… głębiej…” – błagała, zaciskając uda wokół jego bioder. Jej ręce w kajdankach złapały go za tyłek i przyciągały mocniej.

Orgazm nadszedł szybko – trzeci, a może czwarty tej nocy. Jej ciało wyprężyło się, cipka zacisnęła się w rytmicznych skurczach wokół jego trzonu, a z jej ust wydobył się długi, drżący krzyk. Tym razem nie trysnęła – po prostu zalała go gorącymi, gęstymi sokami, które spływały po jego jajach.

Damian nie przestał. Wyciągnął ją z kanapy, odwrócił twarzą do lustra na ścianie i zgiął w pasie. Jej dłonie oparły się o zimne szkło. W odbiciu widziała wszystko – jego ciemne oczy, napięte mięśnie brzucha, grubego kutasa wbijającego się w jej mokrą cipkę od tyłu. Złapał ją za włosy i odgiął głowę do tyłu, jednocześnie wbijając się w nią mocno.

„Patrz, jak cię pieprzę” – rozkazał. „Patrz, jaka z ciebie napalona dziwka.”

Ewa patrzyła. Widziała, jak jej piersi kołyszą się przy każdym pchnięciu, jak jej usta są otwarte w niemym krzyku, jak sperma i jej soki spływają po wewnętrznej stronie jej ud. Widziała jego rękę na jej biodrze – palce wbite w miękkie ciało – i drugą rękę, która nagle wymierzyła jej głośny klaps w pośladek.

„Aaaah!” – krzyknęła z bólu i rozkoszy. Pieczenie rozlało się gorącą falą prosto do cipki.

Klaps. Drugi. Trzeci. Jej pośladek zrobił się czerwony, gorący. Przy każdym uderzeniu jej cipka zaciskała się mocniej wokół niego.

„Proszę… jeszcze… bij mnie…” – wysapała.

Damian spełnił prośbę – klapsy spadały miarowo, rytmicznie, aż jej tyłek płonął. Jednocześnie rżnął ją coraz szybciej, coraz głębiej. Jej kolana się ugięły, ale on trzymał ją mocno za biodra, nie pozwalając upaść.

Czwarty orgazm był najgłośniejszy. Ewa wrzeszczała jego imię, jej ciało trzęsło się w konwulsjach, cipka pulsowała dziko, wyciskając z niego resztki sił. Dopiero wtedy Damian przyspieszył do granic możliwości – krótkie, brutalne pchnięcia – i z rykiem doszedł po raz drugi. Gorąca sperma zalała jej wnętrze strumieniami, wypełniając ją tak mocno, że nadmiar wypłynął wokół jego kutasa i spłynął po udach.

Przez długą chwilę stali tak – ona przyciśnięta do lustra, on za nią, nadal wbity w nią po same jądra. Ich oddechy były jedynym dźwiękiem w pustym klubie.

W końcu Damian powoli wysunął się z niej. Jego kutas wyskoczył z mokrym plaśnięciem. Ewa zsunęła się na kolana – nogi miała jak z waty – i bez słowa wzięła go do ust. Smak ich obu był obleśnie pyszny. Ssała go leniwie, powoli, liżąc własne soki i jego spermę z całego trzonu. On patrzył na nią z góry, głaszcząc ją po włosach.

„Dobra dziewczyna…” – pochwalił cicho.

Po kilku minutach podniósł ją, zdjął całkowicie kajdanki i rzucił je na podłogę. Bez słowa wziął ją na ręce i zaniósł do małej łazienki dla personelu przy barze. Włączył prysznic. Ciepła woda spływała po ich ciałach. Myli się powoli, zmysłowo – jego dłonie myły jej piersi, jej cipkę (delikatnie, bo była obolała i wrażliwa), jej pośladki. Ona myła jego klatkę, brzuch, ciężki kutas, który nawet teraz zaczynał lekko twardnieć pod jej dotykiem.

Wyszli z prysznica mokrzy, owinęli się w ręczniki i wrócili na kanapę przy scenie. Usiedli obok siebie. Ewa oparła głowę na jego ramieniu. Jej ciało pulsowało – cipka obolała, ale w cudowny sposób, sutki wrażliwe na każdy podmuch powietrza, pośladki wciąż gorące od klapsów.

„Skąd się tu wziąłeś, Damian?” – spytała cicho, po raz pierwszy od godzin. „Naprawdę jesteś tylko barmanem?”

Uśmiechnął się w półmroku.

„Byłem w wojsku. Specjalne jednostki. Potem… różne rzeczy. Szukałem miejsca, gdzie mógłbym być sobą. A ty… patrzyłem na ciebie z zewnątrz przez kilka miesięcy, zanim się pojawiłem. Chciałem zobaczyć, czy jesteś taka sama w środku, jak na zewnątrz. Okazało się, że jesteś jeszcze lepsza.”

Ewa odwróciła głowę i spojrzała mu w oczy.

„Nikt nigdy mnie tak nie rżnął. Nikt nigdy mnie tak nie… złamał i nie złożył z powrotem. Chcę więcej. Chcę tego co noc. Po zamknięciu. Tylko my dwoje. I te kajdanki.”

Damian złapał ją za brodę i pocałował głęboko, powoli, z językiem.

„Umowa stoi, szefowo. Ale następnym razem… ty będziesz mnie zakuwała.”

Ewa uśmiechnęła się szeroko, drapieżnie.

„Zgoda.”

Wyszli z klubu o siódmej rano. Słońce dopiero wschodziło nad miastem. Ewa w nowej sukience (zostawiła rozdartą na podłodze), Damian w czystej koszuli. Trzymali się za ręce. Przed drzwiami Damian przycisnął ją do ściany i wsunął rękę pod jej sukienkę – bez majtek, oczywiście. Dwa palce weszły w jej wciąż mokrą cipkę.

„Do następnej nocnej zmiany” – wyszeptał jej do ucha, kręcąc palcami.

Oceń opowiadanie:

4.8 / 5. Ocen: 298

OmeTV.pl - Polski Video Czat Poznaj nowe osoby z całej Polski na www.OMETV.pl