Hala produkcyjna numer 3 w Katowicach nigdy nie spała. Nawet o drugiej w nocy metaliczny zapach spalin, rozgrzanej stali i oleju maszynowego wisi w powietrzu jak ciężka mgła. Ewelina stała przy stanowisku spawalniczym, hełm odchylony do tyłu, rękawice zdjęte. Na przedramieniu prawej ręki czarny tatuaż – stylizowany łańcuch z kotwicą – lśnił od potu. Wargi miała lekko rozchylone, a w dolnej błyszczał srebrny piercing, który zawsze przyciągał wzrok, gdy ktoś miał odwagę na nią patrzeć.

Mistrzyni. Tak ją nazywali. Dwudziestosześcioletnia spawaczka, która spawała szybciej i czystiej niż większość facetów z dziesięcioletnim stażem. Nie potrzebowała protekcji, nie prosiła o ulgi. Kiedy inni się skarżyli na ciężar elementów, ona po prostu brała i robiła.
Bartek obserwował ją zza regału z blachami. Trzydziestolatek, magazynier, zbudowany jak szafa – szerokie barki, grube przedramiona, klatka piersiowa, która wypełniała bluzę roboczą. Cichy. Prawie niewidzialny. W ciągu dnia przenosił ciężary, układał materiały, sprawdzał stany. W nocy, kiedy hala pustoszała, jego myśli wracały do jednego: do niej.
Podziwiał ją od miesięcy. Nie tylko siłę. Sposób, w jaki stała – pewnie, z nogami lekko rozstawionymi, jakby gotowa stawić czoła czemukolwiek. Sposób, w jaki wycierała pot z czoła grzbietem dłoni, nie przerywając pracy. I ten piercing. Za każdym razem, gdy mówił coś cicho do siebie, wyobrażał sobie, jak ten metalik muskałby skórę.
Ale nigdy nie podszedł. Boi się. Nie jej siły. Raczej tego, że zobaczy w nim tylko kolejnego faceta z magazynu, który gapi się na jej tyłek w roboczych spodniach.
Nocna zmiana trwała już cztery godziny, gdy światła zgasły.
Najpierw trzask. Potem całkowita ciemność. Silniki maszyn zwolniły, zanikły. Został tylko niski, metaliczny dudnienie generatora awaryjnego gdzieś daleko i zapach nagrzanego metalu, który nagle stał się gęstszy.
– Kurwa – rzuciła Ewelina w ciemność. Głos miał niski, chrapliwy od dymu. – Znowu ta stara instalacja.
Bartek usłyszał szuranie jej butów. Znał układ hali na pamięć. Przeszedł między regałami, aż dotarł do jej stanowiska. W słabym świetle diody z telefonu zobaczył jej sylwetkę – szerokie biodra, mocne uda, biust uniesiony pod bluzą, kiedy podniosła rękę, żeby poprawić włosy.
– Awaria głównego zasilania – powiedział cicho. – Ekipa techniczna ma być za godzinę, może dwie. Wszyscy już wyjechali. Zostaliśmy tylko my.
Ewelina odwróciła się. W blasku telefonu jej oczy były ciemne, przenikliwe. Piercing błysnął.
– Bartek, tak? Magazyn.
– Tak.
Milczała chwilę, opierając się o stół spawalniczy. Metal był jeszcze ciepły.
– No to czekamy. Nie ma sensu siedzieć w ciemności jak debile.
Wyciągnęła z kieszeni papierosa, ale nie zapaliła. Zamiast tego wsunęła go za ucho. Spojrzała na niego uważniej. Na szerokość jego barków. Na ręce, które wyglądały, jakby mogły złamać stalowy pręt.
– Nigdy nie gadaliśmy – powiedziała. – A gapiłeś się dość często.
Bartek poczuł, jak gorąco spływa mu po karku. Nie zaprzeczył.
– Podziwiałem, jak spawasz. Czysto. Bez wahania.
Uśmiechnęła się krzywo. Nie romantycznie. Raczej z niedowierzaniem.
– Większość facetów podziwia coś innego.
Zrobiła krok w jego stronę. W ciemności zapach jej potu – sól, metal, lekka nuta dezodorantu – uderzył go mocniej niż dym. Była blisko. Blisko na tyle, że widział kroplę potu spływającą jej po szyi, w dół, pod kołnierz bluzy.
– A ty? – zapytała. Głos miał niższy. – Co podziwiasz?
Bartek przełknął. Serce biło mu w uszach głośniej niż awaryjny generator.
– Wszystko – powiedział szczerze. – Siłę. Sposób, w jaki stoisz. Ten tatuaż. I to – wskazał lekko na jej usta – ten piercing.
Ewelina parsknęła cicho. Ale nie odsunęła się. Wręcz przeciwnie – pochyliła się trochę, opierając dłoń o stół tuż obok jego biodra.
– Masz odwagę w końcu zagadać, bo zgasło światło?
– Bo wreszcie jesteśmy sami – odparł. Głos mu się obniżył. – I bo od miesięcy myślę o tym, jak byś wyglądała, kiedy ktoś w końcu cię złapie i nie puści.
Cisza. Tylko oddech. Jej i jego.
Ewelina wpatrywała się w niego przez kilka sekund. Potem powoli, bardzo świadomie, przesunęła dłoń z stołu na jego udo. Palce mocne, szorstkie od pracy, wcisnęły się w materiał spodni.
– Jesteś większy, niż myślałam – mruknęła. – I głośniejszy w głowie, niż na zewnątrz.
Bartek nie odsunął się. Położył swoją rękę na jej przedramieniu – dokładnie na tatuażu. Poczucie jej skóry pod palcami, ciepłej, napiętej, sprawiło, że kutas w spodniach drgnął i zaczął twardnieć.
– Nie jestem głośny – powiedział. – Ale wiem, czego chcę.
Ewelina uniosła brwi. Potem wzięła jego dłoń i powoli, bez pośpiechu, przesunęła ją wyżej – na swoje biodro, a potem jeszcze wyżej, pod bluzę, na nagą skórę brzucha. Mięśnie miała twarde. Nie modelkowe. Prawdziwe.
– Pokaż – szepnęła. – Pokaż, czego chcesz.
Bartek nie potrzebował drugiej zachęty. Wsunął rękę wyżej, pod stanik, i złapał jej pierś. Ciężką, pełną, z twardym sutkiem, który natychmiast stwardniał pod jego palcami. Ewelina wydała niski, gardłowy dźwięk – nie jęk, raczej warknięcie zadowolenia.
– Mocniej – powiedziała.
Ścisnął. Sutek wcisnął między palce, pociągnął. Jednocześnie drugą ręką złapał ją za tyłek przez spodnie – szeroki, jędrny, idealny do trzymania. Przyciągnął ją do siebie. Jej biodra uderzyły o jego krocze. Poczucie jej ciała, twardego i jednocześnie miękkiego w odpowiednich miejscach, sprawiło, że jego kutas był już całkowicie twardy, napierający na zamek.
Ewelina poczuła to. Uśmiechnęła się krzywo, z piercinguem błyszczącym w ciemności.
– No proszę. Magazynier ma czym pracować.
Wsunęła dłoń między ich ciała i złapała go przez spodnie. Mocno. Bez delikatności. Przesunęła dłonią wzdłuż długości, wyczuwając grubość.
– Kurwa – mruknęła. – Gruby.
Bartek odpowiedział, ściskając jej pierś jeszcze mocniej i jednocześnie wsuwając drugą rękę pod jej spodnie, pod majtki. Palce natrafiły na gorącą, już wilgotną szparę. Ewelina była mokra. Nie lekko. Naprawdę mokra. Wsunął środkowy palec między wargi i poczuł, jak łatwo wchodzi.
Ona westchnęła głośniej, biodra lekko się uniosły.
– Nie pieść – powiedziała ostro. – Wsadź.
Wepchnął dwa palce od razu. Głęboko. Ewelina wydała niski dźwięk i oparła się o niego mocniej. Jej ręka na jego kutasie zaczęła się ruszać – nie delikatnie, tylko twardo, jakby chciała wyczuć każdy centymetr.
Bartek poruszał palcami w niej, wyczuwając ciepło, śliskość, sposób, w jaki jej ścianki zaciskały się wokół. Drugim kciukiem znalazł łechtaczkę i zaczął ocierać – mocno, bezpośrednio.
Ewelina oddychała szybciej. Jej wolna ręka złapała go za kark i przyciągnęła twarz bliżej.
– Buzi – rozkazała.
Pocałował ją. Nie delikatnie. Twarde, głodne. Jej piercing wbił mu się w wargę. Język wsunął się do jej ust od razu, a ona odpowiedziała tym samym – agresywnie, ssąc, gryząc. Jednocześnie jego palce pracowały w jej cipce, a jej dłoń ściskała jego kutasa przez materiał coraz mocniej.
Hala była ciemna. Pachniała stalą i spalinami. A oni stali przy stole spawalniczym, ręce w spodniach i pod bluzą, ciała przyciśnięte, oddechy głośne.
Ewelina odepchnęła go lekko, tylko na tyle, żeby rozpiąć mu zamek. Wyciągnęła kutasa. Ciężki, gruby, żyłowany, już mokry na końcu. Nie owinęła dłoni delikatnie. Złapała mocno u nasady i pociągnęła w górę, kciukiem rozmazując preejakulat po główce.
– Chcę to w sobie – powiedziała wprost. – Ale najpierw zobaczę, jak smakujesz.
Uklękła na metalowej podłodze hali. Nie oglądając się. Po prostu klęknęła, wzięła go do ręki i wsunęła do ust.
Bartek westchnął głośno, ręka automatycznie wplątała się w jej włosy. Ewelina nie lizała delikatnie. Wzięła głęboko od razu, aż główka uderzyła o tylną ścianę gardła. Odsunęła się, ślinka spłynęła jej po brodzie, i wzięła znowu – mocniej, ssąc, językiem pracując po spodzie.
Metaliczny zapach hali mieszał się z zapachem jej śliny i jego skóry. Bartek patrzył w dół – na jej głowę poruszającą się w rytmie, na piercing, który od czasu do czasu muskał jego skórę, na tatuaż na przedramieniu, kiedy trzymała go u nasady.
Ewelina ssała go intensywnie, bez przerwy, jakby chciała wydobyć z niego wszystko. Jedną ręką masowała jądra, drugą trzymała jego udo. Kiedy odeszła na chwilę, żeby złapać oddech, powiedziała chrapliwie:
– Jeszcze nie. Nie spuszczaj. Chcę to mieć w cipie.
Wstała, przetarła usta grzbietem dłoni i odwróciła się do stołu. Oparła się o niego biodrami, rozpięła sobie spodnie i zsunęła je razem z majtkami do kolan. Tyłek wystawiła do tyłu – nagi, pełny, z widoczną już mokrą szparą.
– No – rzuciła przez ramię. – Rób, co miałeś robić. I nie bądź delikatny.
Bartek podszedł, złapał ją za biodra obiema rękami i przyciągnął. Główka kutasa natrafiła na jej wejście – gorące, śliskie. Wsunął się jednym, twardym pchnięciem. Do końca.
Ewelina wydała niski, głośny dźwięk. Nie jęk. Raczej gardłowe „kurwa”, kiedy jej cipka rozciągnęła się wokół jego grubości.
Bartek nie czekał. Zaczął rżnąć. Mocno. Głęboko. Biodra uderzały o jej tyłek z głuchym odgłosem. Każde pchnięcie wpychało go do samego dna. Ewelina trzymała się stołu, plecy wygięte, tyłek wystawiony. Przy każdym uderzeniu jej piersi kołysały się pod bluzą.
– Mocniej – warknęła. – Nie pieść mnie, pierdol.
Bartek złapał ją mocniej za biodra i przyspieszył. Metalowy stół zadrżał. W ciemnej hali słychać było tylko odgłos skóry o skórę, ciężki oddech i jej niskie, ochrypłe dźwięki przy każdym głębokim wbiciu.
Jego kutas wchodził i wychodził, pokryty jej sokami. Cipka zaciskała się wokół niego przy każdym wycofaniu. Ewelina była mokra, gorąca i ciasna mimo tego, jak szeroko go brała.
Bartek pochylił się nad nią, jedną ręką wsunął pod bluzę i znowu złapał pierś, ściskając sutek. Drugą ręką sięgnął między jej nogi i znalazł łechtaczkę – napęczniałą, śliską. Zaczął ocierać ją w rytm pchnięć.
Ewelina wygięła się mocniej.
– Tak… właśnie tak…
Bartek nie zwalniał. Trzymał Ewelinę za biodra jak imadło i rżnął ją twardo, głęboko, bez żadnej litości. Każde pchnięcie wpychało jego grubego kutasa do samego dna jej cipki. Mokre, głośne odgłosy wbijania mieszały się z metalicznym echem pustej hali. Ewelina trzymała się krawędzi stołu spawalniczego, paznokcie wbijając w zimny metal. Tyłek miała wystawiony, rozłożony, a jej cipka była już cała zalana – soki spływały jej po wewnętrznej stronie ud, błyszczały w słabym świetle telefonu leżącego na stole.
– Kurwa, jak ty mnie rozciągasz… – warknęła przez zaciśnięte zęby. Głos miał ochrypły, niski, pełen czystego pożądania. – Grubszy niż myślałam. Nie przestawaj.
Bartek pochylił się nad nią, klatka piersiowa przycisnęła się do jej pleców. Jedną ręką nadal ściskał jej pierś pod bluzą – twardy sutek między palcami, ciągnięty i ściskany bez delikatności. Drugą ręką wsunął się między jej nogi i znalazł napęczniałą łechtaczkę. Zaczął ocierać ją mocno, w rytm swoich pchnięć – kciukiem, szybko, bez żadnego pieścienia.
Ewelina wydała niski, gardłowy dźwięk. Biodra sama zaczęła pchać do tyłu, dobijając się o niego. Każde uderzenie jego jąder o jej cipkę było głośne, mokre. Hala pachniała teraz nie tylko stalą i spalinami – dusił zapach seksu, potu i jej intensywnej wilgoci.
– Chcę cię głębszej – rzucił jej do ucha, głos niski, ochrypły. – Chcę poczuć, jak cię rozrywam.
Wyciągnął się z niej prawie całkowicie – tylko główka została w środku – i wbił się znowu jednym, brutalnym pchnięciem. Ewelina krzyknęła krótko, ostro. Jej cipka zacisnęła się wokół niego jak imadło. Bartek poczuł, jak jej ścianki pulsują, jak jest mokra i gorąca, jak bierze całą jego długość bez oporu.
Nie dał jej chwili. Zaczął rżnąć jeszcze szybciej. Biodra uderzały o jej tyłek z głośnym, rytmicznym klaskaniem. Metalowy stół drżał. Narzędzia na blacie zadrżały i jedno z nich spadło na podłogę z metalicznym brzękiem. Nikogo to nie obchodziło.
Ewelina odwróciła głowę, patrząc na niego przez ramię. Wargi miała rozchylone, piercing błyszczał od śliny. Oczy ciemne, głodne.
– Wyjmij i połóż mnie na stole – rozkazała. – Chcę widzieć, jak mnie pierdolisz.
Bartek wyciągnął się z niej z mokrym dźwiękiem. Ewelina odwróciła się, oparła tyłkiem o stół i uniosła się na niego. Spodnie i majtki zsunęła całkowicie z jednej nogi, druga została w butach. Rozłożyła uda szeroko. Cipka była rozchylona, czerwona, lśniąca od soków, lekko rozciągnięta po jego kutasie. Bartek stanął między jej nogami, złapał ją za uda i przyciągnął bliżej krawędzi.
Wbił się znowu. Tym razem frontem. Ewelina objęła go nogami za biodra i pociągnęła do siebie. On złapał ją za kark, wplótł palce we włosy i przyciągnął do twardego, brudnego pocałunku. Jej piercing wbijał mu się w wargę, język ssał jego, zęby gryzły. Jednocześnie rżnął ją – mocno, rytmicznie, głęboko. Każde pchnięcie wpychało go do oporu, a jej cipka siorbała głośno przy wycofaniu.
– Patrz – warknął, odsuwając się od jej ust. – Patrz, jak ci wchodzę.
Ewelina spojrzała w dół. Widziała, jak jego gruby, żyłowany kutas znika w niej po same jądra, jak wychodzi mokry, lśniący jej sokami, i jak znowu wpycha się do środka. Widok sprawił, że jej ścianki zacisnęły się jeszcze mocniej.
– Kurwa… – westchnęła. – Jeszcze. Mocniej. Rżnij mnie jak kurwę.
Bartek złapał ją za uda mocniej i przyspieszył. Stół skrzypiał. Jej piersi pod bluzą kołysały się przy każdym uderzeniu. On pochylił się, wsunął dłoń pod materiał i znowu złapał sutek – ścisnął, pociągnął, przekręcił. Ewelina wygięła się, głowa odchylona do tyłu, gardło odsłonięte.
Jej ręka wsunęła się między ich ciała. Znalazła własną łechtaczkę i zaczęła ją ocierać – szybko, twardo, bez żadnej delikatności. Palce ślizgały się po mokrej, napęczniałej skórze. Bartek patrzył, jak to robi, i rżnął jeszcze głębiej.
– Chcę cię od tyłu znowu – powiedziała nagle, głos już całkiem chrapliwy. – I chcę, żebyś mnie trzymał za włosy.
Wyciągnął się. Ewelina zeskoczyła ze stołu, odwróciła się, oparła rękami o blat i wystawiła tyłek. Bartek złapał ją za biodra, ustawił, i wbił się znowu jednym pchnięciem. Jednocześnie wplótł dłoń w jej włosy z tyłu głowy i pociągnął mocno do tyłu. Jej plecy wygięły się w łuk, pierś uniosła, a on rżnął ją w tym napięciu – głęboko, brutalnie, wykorzystując każdy centymetr.
Ewelina jęczała już głośno. Nie delikatnie. Nisko, gardłowo, przy każdym uderzeniu. Jej cipka była teraz tak mokra, że przy każdym wycofaniu słychać było głośne, mokre siorbanie. Soki spływały jej po udach, po jajach Bartka, kapiały na metalową podłogę.
– Mów, jak cię pierdolę – rozkazał, ciągnąc ją za włosy jeszcze mocniej.
– Pierdolisz mnie jak sukę – wycedziła między oddechami. – Grubo. Głęboko. Czuję cię wszędzie. Nie przestawaj. Rżnij.
Bartek przyspieszył. Biodra pracowały jak tłok. Jedną ręką nadal trzymał ją za włosy, drugą sięgnął do przodu i znalazł jej łechtaczkę. Zaczął ocierać ją mocno, w rytm swoich pchnięć. Ewelina zaczęła trząść się. Nogi jej drżały. Cipka zaciskała się coraz silniej wokół jego kutasa – rytmicznie, mocno, jakby chciała go wyssać.
Czuł, że jest blisko. Jej ścianki pulsowały, soki lały się jeszcze obficiej. Oddychała coraz szybciej, coraz głośniej. Jej dłoń zacisnęła się na krawędzi stołu tak mocno, że knykcie pobielały.
– Nie… jeszcze nie… – wysapała, ale ciało ją zdradzało.
Bartek nie zwolnił. Rżnął ją twardo, głęboko, jednocześnie ocierając łechtaczkę bez litości. Ewelina nagle wygięła się mocno, głowa odciągnięta do tyłu przez jego dłoń we włosach, i doszła.
Orgazm uderzył ją nagle i mocno. Cipka zaczęła się zaciskać w silnych, rytmicznych skurczach wokół jego kutasa. Jej całe ciało zadrżało. Z gardła wydobył się niski, długi, gardłowy dźwięk – nie krzyk, raczej głębokie, zwierzęce warknięcie przyjemności. Soki trysnęły mocniej, oblewając jego jądra i uda. Nogi jej ugięły się, ale Bartek trzymał ją mocno za biodra i włosy, nie pozwalając upaść, nadal wbijając się w nią przez cały orgazm.
Pulsowała długo. Silnie. Każdy skurcz jej cipki ściskał go tak mocno, że prawie nie mógł się ruszać. Kiedy wreszcie zaczęło słabnąć, Ewelina oddychała ciężko, opadając piersią na stół. Bartek zwolnił, ale nie wyciągnął się. Został w niej, głęboko, czując residualne drżenie jej ścianek.
– Kurwa… – wysapała, głos całkowicie ochrypły. – Pierwszy raz od dawna ktoś mnie tak porządnie wydymał.
Oboje westchnęli jednocześnie. Ewelina zaczęła się ruszać – nie delikatnie. Unosiła się i opadała mocno, biorąc całą jego długość przy każdym ruchu. Jej cipka, wciąż wrażliwa po orgazmie, zaciskała się wokół niego przy każdym opadnięciu. Piersi kołysały się pod bluzą. Tatuaż na przedramieniu lśnił od potu, kiedy trzymała się jego klatki piersiowej. On skończył w ciszy, by nie zabierać jej tego ważnego momentu…




