Najlepszy taniec w jej życiu

Kazimierz tętnił jeszcze resztkami wieczoru, gdy ostatnie dźwięki gitary i perkusji wybrzmiały w hiszpańskiej knajpie „El Fuego”. Powietrze pachniało winem, oliwą i dymem papierosów. Zuzanna stała za barem, wycierając pot z karku ręcznikiem. Czarna, obcisła spódnica flamenco, wycięta wysoko na udzie, przylegała do wilgotnej skóry. Bluzka z dekoltem w kształcie serca odsłaniała obojczyki i delikatną linię biustu. Włosy, zwykle upięte w surowy kok, teraz opadały w nieładnych falach na ramiona. Czerwona szminka była już trochę rozmazana.

Najlepszy taniec w jej życiu
Najlepszy taniec w jej życiu

Igor pakował talerze perkusji za sceną. Koszula przykleiła mu się do pleców. Miał szerokie barki, silne przedramiona pokryte lekkim zarostem i dłonie, które potrafiły wydobyć z bębnów zarówno dziką siłę, jak i prawie erotyczną precyzję. Co wieczór, kiedy grał, Zuzanna czuła, jak jego wzrok spoczywa na niej podczas jej tańca. A ona… ona zawsze tańczyła trochę mocniej, kiedy on był za instrumentami. Biodra kręciły się wolniej, ramię unosiło wyżej, a spojrzenie na chwilę znajdowało jego.

Od miesięcy tak było. Iskry. Uśmiechy przez salę. Przypadkowe dotknięcia przy barze, kiedy podawała mu wodę albo on jej oddawał zagubioną chustę. Żadne z nich nie zrobiło pierwszego kroku. Może bała się, że zniszczy tę napiętą ciszę. Może on też.

— Dobra robota dziś — usłyszała nagle jego głos tuż za sobą.

Odwróciła się. Stał blisko. Za blisko, jak na przypadkową rozmowę. Pachniał potem, drewnem i odrobiną cytrusowego aftershave’u.

— Ty też. Ten ostatni rytm… — uniosła brew — prawie mnie zbił z taktu.

Uśmiechnął się krzywo, a w kąciku oka pojawiła się zmarszczka.

— Celowo.

Zuzanna zaśmiała się cicho, ale śmiech utknął jej w gardle, kiedy usłyszała pierwszy grzmot. Potem drugi, bliższy. Okna knajpy zadrżały. Za chwilę deszcz runął na bruk Kazimierza jakby ktoś otworzył niebiańskie zasuwy. Ludzie zaczęli krzyczeć, chować się pod daszki, wbijać się do barów. Zespół Igora pakował sprzęt w pośpiechu. Właściciel knajpy krzyczał coś po hiszpańsku o zamykaniu.

Zuzanna wyszła pierwsza. Deszcz uderzył ją w twarz, zimny, gęsty, letni. Sukienka w kilka sekund przylgnęła do ciała, stając się prawie przezroczysta. Czarny materiał oblepiał piersi, podkreślając sutki, które od razu stwardniały od chłodu. Spódnica kleiła się do ud, odsłaniając więcej skóry przy każdym kroku.

Zamiast szukać schronienia, stanęła na środku placu Nowego. Deszcz spływał jej po szyi, po dekolcie, po brzuchu. Zamknęła oczy. I zaczęła tańczyć.

Najpierw powoli. Ręce uniosły się nad głowę, dłonie otwarte, palce rozcapierzone jak w klasycznym flamenco. Biodra zatoczyły koło. Potem drugie, mocniejsze. Stopa uderzyła o mokry bruk. Woda rozprysnęła się wokół. Ciało zapomniało o zmęczeniu. Deszcz stał się jej partnerem — chłodnym, bezlitosnym, wymagającym. Każdy ruch był głośniejszy, bo woda spływała po skórze i spadała na kamień. Spódnica trzepotała, odsłaniając uda. Bluzka przykleiła się całkowicie, rysując każdy kontur.

Igor wyszedł chwilę później. Zatrzymał się pod daszkiem. Patrzył.

Nie od razu do niej dołączył. Najpierw tylko stał i pił wzrokiem. Widział, jak deszcz spływa jej po obojczykach, jak materiał przylega do piersi, jak mięśnie brzucha napinają się przy każdym obrocie. Widział, jak woda zbiera się w dołku między piersiami i spływa dalej, niżej. I jak ona, świadoma jego spojrzenia, tańczy jeszcze śmielej.

W końcu wszedł w deszcz.

Podszedł powoli. Kiedy stanął przed nią, Zuzanna nie przerwała ruchu. Tylko otworzyła oczy. Ich spojrzenia zderzyły się. Igor uniósł ręce — nie w geście tańca, lecz w zaproszeniu. Zuzanna włożyła dłoń w jego dłoń. Była mokra, gorąca mimo deszczu.

Zatańczyli razem.

On nie znał flamenco, ale czuł rytm. Jego ciało, przyzwyczajone do bicia w bębny, reagowało instynktownie. Przyciągnął ją bliżej. Jej piersi zetknęły się z jego klatką. Mokry materiał i mokra koszula. Ciepło ciał przebijało się przez chłód wody. Igor położył dłoń na jej biodrze — nisko, pewnie. Prowadził. Ona pozwoliła. Biodra zetknęły się, oddzielone tylko cienką warstwą przemoczonej tkaniny. Czuła twardość jego ud. Czuła, jak jego oddech staje się głębszy.

Deszcz lał. Uliczne lampy rzucały żółte kręgi na kałuże. Gdzieś w oddali ktoś grał na akordeonie, głucho, jakby przez wodę. Zuzanna odchyliła głowę do tyłu. Woda spływała jej po twarzy, po szyi, po piersiach.

A potem…

Igor stał między jej rozchylonymi nogami, głęboko w niej, trzymając ją za biodra na zimnym parapecie. Deszcz bębnił o szybę tuż za jej plecami. Światła latarni na rynku rzucały żółte refleksy na mokre szyby i na ich ciała. Zuzanna siedziała z nogami szeroko otwartymi, stopy oparte o krawędź parapetu, a jej spódnica była już tylko zmarszczoną, mokrą szmatką uniesioną do pasa. Bluzka, wciąż przyklejona do piersi, odsłaniała teraz jedno ramię – Igor ściągnął ją niżej, żeby mieć swobodny dostęp do sutków.

Pchnął mocniej.

Członek wszedł do samego końca, rozpierając ją tak, że poczuła nacisk na szyjkę. Zuzanna wydała z siebie niski, gardłowy dźwięk. Jej wewnętrzne mięśnie zacisnęły się odruchowo wokół niego. Igor wstrzymał oddech, patrząc w dół – na miejsce, gdzie ich ciała łączyły się, na to, jak jej wargi pochłaniają go całego, jak wilgoć spływa po jego jądrach i kapie na podłogę.

— Patrz na mnie — szepnął, kiedy zaczęła odchylać głowę.

Zuzanna otworzyła oczy. Były ciemne, rozszerzone, pełne żądzy. Igor wycofał się prawie całkowicie, zostawiając tylko główkę w środku, a potem wbił się z powrotem jednym, twardym ruchem. Parapet zadrżał. Zuzanna jęknęła głośniej. Jej paznokcie wbiły się w jego przedramiona.

Zaczął pieprzyć ją regularnie, głęboko, bez pośpiechu, ale z siłą, która sprawiała, że każde uderzenie bioder o jej uda rozchodziło się echem po pokoju. Mokry odgłos ich ciał mieszał się z szumem deszczu. Igor pochylił się i wziął w usta jej lewy sutek – ssał mocno, jednocześnie gryząc lekko, a językiem kręcił wokół stwardniałej końcówki. Zuzanna wygięła się w łuk, przyciskając pierś do jego twarzy. Druga dłoń Igora zsunęła się między ich ciała i znalazła jej łechtaczkę. Kciuk przycisnął ją i zaczął wolno, rytmicznie masować w takt pchnięć.

— Kurwa… Igor… — wyszeptała, głos łamiący się.

Nie przyspieszał. Chciał, żeby czuła każdy centymetr. Wyciągał się prawie do końca, żeby zaraz wbić się znowu aż po jądra. Jej ścianki były gorące, śliskie, zaciskały się przy każdym ruchu. Zuzanna zaczęła poruszać biodrami naprzeciwko niego – kręcić nimi delikatnie, jak podczas tańca, tak że jego członek ocierał się o jej przednią ściankę pod innym kątem. Igor syknął przez zęby.

Po kilku minutach uniósł ją z parapetu, wciąż będąc w niej. Zuzanna oplotła go nogami i rękami. Niósł ją przez pokój, nie wyciągając się z niej ani na centymetr. Każdy krok sprawiał, że członek poruszał się w niej lekko, głęboko, nieznośnie. Dotarli do łóżka – starego, drewnianego, z wysokim wezgłowiem i białymi prześcieradłami, które zaraz miały być zniszczone.

Położył ją na plecach. Wyciągnął się z niej tylko po to, by ściągnąć z siebie resztki mokrych ubrań i zerwać z niej bluzkę oraz majtki. Zuzanna leżała naga, mokra, z rozchylonymi nogami, piersiami unoszącymi się przy każdym oddechu. Jej cipka była otwarta, czerwona, lśniąca od soków i od niego. Igor klęknął między jej udami i pochylił się.

Najpierw pocałował wewnętrzną stronę uda, wysoko. Potem drugie. Język przesunął się po fałdach, zbierając wilgoć, a potem wszedł między nie – głęboko, wolno, płasko. Zuzanna krzyknęła cicho i wczepiła dłonie w jego włosy. Igor ssał jej łechtaczkę, jednocześnie wsuwając dwa palce do środka i zakrzywiając je w górę. Palce poruszały się szybko, precyzyjnie, znajdując to miejsce, które sprawiało, że jej uda zaczynały drżeć. Język kręcił się wokół łechtaczki, ssał, lizał, naciskał.

Zuzanna wiła się pod nim. Biodra unosiły się do jego ust. Jej głos stawał się wyższy, urywany. Igor nie dawał jej chwili wytchnienia. Ssanie, lizanie, palce – wszystko jednocześnie, mocno, nieubłaganie. Kiedy poczuł, że jej ścianki zaczynają się zaciskać mocniej, odsunął się. Zuzanna wydała z siebie dźwięk protestu, prawie płaczliwy.

— Nie jeszcze — powiedział chrapliwie. — Chcę cię w innej pozycji.

Położył się na plecach. Jego członek stał pionowo, gruby, żyłkowany, lśniący od jej soków. Zuzanna zrozumiała od razu. Uklękła nad nim, rozchylając uda szeroko. Jedną ręką złapała go u nasady i powoli, bardzo powoli, opuściła się na niego.

Weszła do samego końca.

Oboje jęknęli jednocześnie. Zuzanna siedziała na nim, pełna, rozciągnięta, czując, jak jego członek sięga głębiej niż wcześniej. Oparła dłonie na jego kolanach i odchyliła się do tyłu – dokładnie tak, jak w flamenco, kiedy ciało tworzy napiętą, wygiętą linię. Jej piersi uniosły się, brzuch napiął, a łechtaczka ocierała się o nasadę jego członka przy każdym ruchu.

Zaczęła jeździć.

Najpierw wolno. Unosiła biodra, prawie zsuwając się z niego, a potem opuszczała się z powrotem, mocno, aż biodra uderzały o jego uda. Odchylenie do tyłu sprawiało, że kąt był idealny – każdy ruch ocierał jej łechtaczkę o niego i jednocześnie wciskał główkę w najgłębsze miejsce. Igor trzymał ją za biodra, ale nie prowadził. Pozwalał jej tańczyć na sobie.

Zuzanna przyśpieszyła. Jej ruchy stały się ostrzejsze, bardziej zdecydowane. Biodra kręciły się, unosiły, opadały. Mokry dźwięk ich połączenia wypełniał pokój. Deszcz za oknem nie ustawał. Zuzanna miała zamknięte oczy, usta otwarte, a z gardła wydobywały się coraz głośniejsze, rytmiczne jęki. Jej piersi podskakiwały przy każdym opadnięciu. Sutki były ciemne, stwardniałe, błyszczące od wcześniejszej śliny Igora.

Igor uniósł się trochę i wziął jedną pierś w usta, ssąc mocno, podczas gdy ona jeździła. Druga dłoń zsunęła się między ich ciała i znowu znalazła łechtaczkę. Tym razem masował ją szybko, okrężnymi ruchami, w takt jej bioder. Zuzanna krzyknęła. Jej ruchy stały się chaotyczne, mocniejsze. Wewnętrzne mięśnie zaczęły się zaciskać rytmicznie wokół niego.

— Tak… właśnie tak… — szeptał jej do ucha, kiedy odchyliła się jeszcze bardziej. — Pieprz mnie, Zuzanna. Głębiej.

Ona posłuchała. Unosiła się wyżej i spadała mocniej, tak że za każdym razem członek wbijał się w nią z siłą. Jej paznokcie wpiły się w jego kolana. Pot spływał jej między piersiami, po brzuchu, mieszał się z resztkami deszczu. Igor czuł, jak jego jądra napinają się. Był blisko. Ale trzymał się. Czekał na nią.

Zuzanna nagle zwolniła. Oparła się jeszcze mocniej do tyłu, prawie kładąc się na jego nogach, i zaczęła kręcić biodrami małymi, precyzyjnymi kółkami – dokładnie tak, jak kiedyś kończyła swoje najgorętsze układy na scenie. Każde kółko ocierało łechtaczkę o niego i jednocześnie poruszało jego członkiem w środku pod idealnym kątem. Igor syknął głośno. Jego dłonie ścisnęły jej biodra mocniej.

— Nie zatrzymuj się — wycedził przez zęby.

Zuzanna nie zatrzymała się. Przyspieszyła znowu, tym razem łącząc kółka z głębokimi opadnięciami. Jej ciało drżało. Oddech był urywany, wysoki. Wewnętrzne ścianki zaciskały się coraz mocniej, coraz częściej. Igor czuł, że zaraz straci kontrolę. Uniósł biodra naprzeciwko niej, pompując w nią od dołu, podczas gdy ona spadała na niego.

Pokój wypełnił się tylko dźwiękami ich ciał – mokrym, rytmicznym uderzaniem, jej coraz głośniejszymi jękami, jego ciężkim, zwierzęcym oddechem. Zuzanna miała już całkowicie odchyloną głowę, włosy kleiły się do spoconych pleców. Jej cipka była tak mokra, że przy każdym ruchu słychać było wyraźne, soczyste odgłosy.

Igor nagle złapał ją mocniej za biodra i przycisnął do siebie, zatrzymując jej ruch. Był w niej do samego końca. Pulsował. Zuzanna otworzyła oczy i spojrzała na niego – dziko, błagalnie.

— Nie jeszcze — powtórzył chrapliwie. — Chcę cię jeszcze głębiej.

Odwrócił ich jednym ruchem, nie wyciągając się z niej. Zuzanna znalazła się na plecach, a on nad nią, między jej udami. Uniósł jej nogi i położył je na swoich barkach. Kąt zmienił się całkowicie. Kiedy wbił się znowu, Zuzanna krzyknęła – głośno, bez hamowania. Był jeszcze głębiej. Każde pchnięcie uderzało prosto w najczulsze miejsce.

Pieprzył ją teraz mocno, szybko, bez żadnej delikatności. Łóżko skrzypiało. Wezgłowie uderzało o ścianę. Zuzanna trzymała się jego ramion, paznokcie zostawiając czerwone ślady. Jej piersi podskakiwały przy każdym uderzeniu. Igor nachylał się i całował ją brudno, mokro, z językiem głęboko w ustach, podczas gdy biodra pracowały jak tłok.

Zuzanna czuła, że coś w niej narasta. Coś dużego, niebezpiecznego, nieuniknionego. Jej mięśnie zaczynały drżeć niekontrolowanie. Igor wyczuł to. Przyspieszył jeszcze. Jedna ręka wsunęła się między nich i znowu znalazła łechtaczkę – tym razem masował ją szybko, mocno, prawie brutalnie, w idealnym rytmie z pchnięciami.

Zuzanna otworzyła usta, ale żaden dźwięk nie wyszedł. Tylko powietrze. Jej ciało napięło się jak struna.

Jeszcze nie. Jeszcze sekundę. Jeszcze jedno pchnięcie. Jeszcze dwa.

Igor wbił się do samego końca i przycisnął kciuk mocniej do łechtaczki.

Zuzanna eksplodowała.

Orgazm przeszedł przez nią falą tak silną, że jej plecy uniosły się z materaca, a krzyk, który wydobył się z jej gardła, był prawie bezdźwięczny na początku – dopiero po chwili stał się głośny, długi, łamiący się. Wewnętrzne mięśnie zacisnęły się wokół niego w gwałtownych, rytmicznych skurczach, ssąc, ściskając, milknąc na moment i znowu zaciskając. Jej uda drżały niekontrolowanie. Paznokcie wpiły się w jego skórę tak mocno, że zostawiły ślady. Fala szła i szła – długa, głęboka, rozlewająca się od cipki aż po czubki piersi i dalej, aż po końce palców u stóp.

Igor wytrzymał. Nie skończył. Trzymał się w niej, czując każdy skurcz, każdy puls, każdy mokry skurcz jej ciała wokół swojego członka. Kiedy pierwsza fala zaczęła opadać, Zuzanna wciąż drżała pod nim, oddychając urywanymi, wysokimi oddechami. Jej oczy były zamknięte, usta otwarte.

Igor nie dał jej odpocząć.

Ledwie skurcze jej cipki zaczęły słabnąć, a on już wyciągnął się z niej, złapał za biodra i przewrócił na brzuch. Zuzanna jęknęła, kiedy jej piersi przycisnęły się do prześcieradła. Igor uniósł jej biodra do góry, tak że klęczała na kolanach, tyłek wysoko, twarz wciśnięta w poduszkę. Rozchylił jej pośladki dłońmi i wbił się z powrotem jednym, twardym pchnięciem.

Zuzanna krzyknęła w materiał.

Był jeszcze grubszy po jej orgazmie, a jej cipka – wciąż hypersensitive, wciąż mokra i spuchnięta – przyjęła go z głośnym, mokrym dźwiękiem. Igor nie czekał. Zaczął pieprzyć ją od razu mocno, głęboko, bez żadnego rozgrzewania. Biodra uderzały o jej tyłek z takim impetem, że łóżko znów zaczęło skrzypieć i uderzać wezgłowiem o ścianę. Każde pchnięcie wchodziło aż do końca, jądra uderzały o jej łechtaczkę, a dłoń Igora przytrzymywała ją za kark, wciskając twarz głębiej w poduszkę.

— Weź to — syknął przez zęby. — Całego.

Zuzanna tylko jęczała, dłonie zaciskając na prześcieradle. Jej cipka była tak śliska, że przy każdym wyciągnięciu słychać było głośne, soczyste odgłosy. Igor przyspieszył. Pieprzył ją twardo, rytmicznie, jak maszyną. Pot spływał mu po plecach i kapł na jej skórę. Jedna dłoń zsunęła się pod spód i znalazła jej sutek – ścisnął go mocno, pociągnął, przekręcił między palcami, podczas gdy biodra nie zwalniały ani na sekundę.

Po kilku minutach wyciągnął się z niej nagle. Zuzanna zdążyła tylko sapnąć, kiedy złapał ją za kostki, przewrócił z powrotem na plecy i rozrzucił jej nogi szeroko. Wbił się znowu – tym razem trzymając jej uda rozchylone tak mocno, że czuła rozciąganie w pachwinach. Pieprzył ją z góry, mocno, z całym ciężarem ciała. Każde pchnięcie wciskało ją w materac. Jej piersi podskakiwały dziko. Igor nachylił się i wziął jeden sutek w usta – ssał, gryzł, ciągnął zębami, aż Zuzanna krzyczała już nie z przyjemności, tylko z tej ostrej, prawie bolesnej intensywności.

— Głośniej — rozkazał, odrywając usta od piersi. — Chcę słyszeć, jak cię pieprzę.

Zuzanna posłuchała. Jej jęki stały się głośne, brudne, urywane przy każdym uderzeniu. Igor złapał ją za nadgarstki i przycisnął je nad głową do poduszki, unieruchamiając. Pieprzył ją teraz jeszcze mocniej, biodra pracujące jak tłok. Mokry dźwięk ich ciał wypełniał cały pokój. Deszcz za oknem był już tylko tłem.

Nagle wyciągnął się, złapał ją za biodra i postawił na nogi przy łóżku. Odwrócił ją tyłem do siebie, przycisnął do wezgłowia i wbił się od tyłu stojąc. Jedna ręka oplotła jej talię, druga złapała za włosy i odciągnęła głowę do tyłu. Pieprzył ją tak – twardo, szybko, z pociąganiem za włosy przy każdym mocniejszym pchnięciu. Zuzanna trzymała się wezgłowia obiema rękami, tyłek wypinała do niego, a każdy ruch sprawiał, że jej piersi uderzały o drewno.

— Kurwa, jaka jesteś ciasna po tym orgazmie — warknął jej do ucha, nie zwalniając. — Ściskasz mnie jak kurwa.

Zuzanna tylko jęknęła w odpowiedzi, kiedy jego dłoń zsunęła się między jej nogi i znów znalazła łechtaczkę. Nie masował delikatnie. Przycisnął i tarł mocno, szybko, prawie brutalnie, w idealnym rytmie z pchnięciami. Jej nogi zaczęły się trząść. Cipka zaciskała się wokół niego odruchowo, ale orgazmu już nie było – tylko ta ostra, ciągła stymulacja, która sprawiała, że każde pchnięcie było zbyt intensywne, zbyt głębokie, zbyt dobre.

Igor wyciągnął się znowu. Złapał ją, rzucił z powrotem na łóżko na plecy i klęknął między jej nogami. Uniósł jej biodra wysoko, prawie składając ją na pół, i wbił się pod ostrym kątem. Teraz każde pchnięcie uderzało prosto w przednią ściankę. Zuzanna krzyczała. Jej dłonie wczepiły się w jego ramiona, paznokcie zostawiając długie, czerwone rysy. Igor pieprzył ją tak przez długie minuty – mocno, głęboko, bez litości, patrząc w dół na to, jak jej cipka pochłania go całego, jak wargi rozciągają się wokół jego członka, jak wilgoć spływa po jego jądrach i kapie na prześcieradło.

Potem zmienił pozycję jeszcze raz. Położył się na plecach i przyciągnął ją na siebie. Zuzanna usiadła okrakiem, ale tym razem Igor nie pozwolił jej jeździć. Złapał za biodra i sam zaczął pompować w nią od dołu – szybko, mocno, unosząc biodra z taką siłą, że Zuzanna tylko trzymała się jego klatki i jęczała przy każdym uderzeniu. Jej piersi podskakiwały mu prosto w twarz. Igor wziął jedną w usta i ssał mocno, jednocześnie nie przestając jej pieprzyć od dołu.

Zuzanna była już całkowicie mokra, spocona, z rozmazaną szminką i włosami przyklejonymi do twarzy. Jej cipka wydawała głośne, mokre odgłosy przy każdym pchnięciu. Igor czuł, że jest blisko. Bardzo blisko. Przyspieszył jeszcze. Unosił ją i spuszczał na siebie z impetem, biodra uderzając o jej pośladki.

— Weź mnie — warknął. — Całego. Teraz.

Zuzanna opuściła się na niego do samego końca i zacisnęła wewnętrzne mięśnie. Igor syknął głośno, złapał ją mocniej za biodra i wbił się ostatnimi, twardymi, nieregularnymi pchnięciami. Potem wbił się do końca i skończył.

Pulsował w niej długo, mocno, wypełniając ją gorącym spermą. Zuzanna czuła każdy skurcz, każdy wytrysk, jak rozlewa się w niej głęboko. Igor trzymał ją przyciśniętą do siebie, biodra jeszcze kilka razy drgnęły odruchowo, wciskając się jeszcze głębiej, wyciskając z siebie ostatnie krople.

Oddychali ciężko. Pot spływał im po ciałach. Igor wciąż był w niej, wciąż twardy, choć już powoli mięknący. Zuzanna spoczywała na jego klatce, piersi przyciśnięte do jego, serce waliło jak oszalałe.

Po chwili Igor powoli wyciągnął się z niej. Sperm a wypłynęła zaraz za nim, gęsta, biała, spływając po jej udach na prześcieradło. Zuzanna jęknęła cicho na ten pusty, mokry spektakl. Igor przetarł dłonią po jej cipce, zbierając trochę ich wspólnych soków i swojej spermy, a potem wsunął dwa palce z powrotem do środka – wolno, głęboko, jakby chciał wepchnąć to z powrotem.

Zuzanna tylko westchnęła, nogi wciąż lekko rozchylone.

Igor położył się obok niej. Deszcz za oknem wreszcie zaczynał słabnąć. Pokój pachniał seksem, potem i mokrą skórą. Zuzanna odwróciła głowę i spojrzała na niego. Jej usta były spuchnięte, oczy półprzymknięte, a między udami wciąż spływała biała smuga…

Oceń opowiadanie:

4.8 / 5. Ocen: 744

OmeTV.pl - Polski Video Czat Poznaj nowe osoby z całej Polski na www.OMETV.pl