Korytarze szkoły wypełniał gwar głosów, śmiech, trzask aparatów telefonicznych i okrzyki „uśmiech!”. Wszyscy robili wspólne zdjęcia klasowe, ściskali się, obiecywali, że „będziemy w kontakcie”, choć oboje z Krystianem wiedzieli, jak rzadko takie obietnice się spełniają. Oni jednak nigdy nie należeli do tego hałaśliwego, wspólnego świata.

Krystian był typowym outsiderem – 18-letni chłopak o smukłej, trochę kanciastej sylwetce, z wiecznie potarganymi ciemnymi włosami opadającymi na oczy i dłońmi, które zawsze nosiły ślady farby lub grafitu. Uzdolniony graficznie, spędzał więcej czasu w pracowni niż na lekcjach. Zosia – jego dziewczyna od czterech miesięcy – była do niego bardzo podobna. Drobna, eteryczna poetka z długimi, jasnymi włosami, które często opadały jej na twarz, gdy pochylała się nad zeszytem. Miała duże, szare oczy i cichy, melodyjny głos, którym czytała mu swoje wiersze.
Zamiast dołączyć do tłumu na boisku, Krystian złapał Zosię za rękę w połowie korytarza. Jego palce splotły się z jej palcami mocno, ale nie agresywnie.
– Nie chcę tam być – powiedział cicho, patrząc jej prosto w oczy. – Chodź ze mną. Na ostatnie nasze miejsce.
Zosia nie musiała pytać, dokąd. Uśmiechnęła się tylko tym swoim delikatnym, trochę smutnym uśmiechem i skinęła głową. Wspięli się po wąskich, skrzypiących schodach na poddasze szkoły – do zapomnianej pracowni graficznej, którą odkryli na początku roku. Drzwi były stare, pomalowane kiedyś na zielono farbą, która teraz odłaziła płatami. Krystian pchnął je ramieniem i weszli do środka.
Natychmiast otoczył ich znajomy, odurzający zapach: farb olejnych, rozpuszczalnika, tuszu i starego papieru. Przez małe, zakurzone okienko wpadało ciepłe, popołudniowe słońce, rysując złote smugi na zwałach papieru, starych maszynach do sitodruku i niedokończonych grafikach Krystiana wiszących na ścianach. Było tu cicho. Bezpiecznie. Tylko ich dwoje.
To było ich miejsce. Tutaj spotykali się prawie codziennie – uciekając przed lekcjami, przed plotkami, przed presją „ostatniego roku”. Tutaj Krystian pokazywał jej swoje najnowsze projekty, a Zosia czytała mu wiersze o samotności, miłości i przyszłości, którą chcieli zbudować razem po maturze.
Drzwi zamknęły się za nimi z cichym, ostatecznym kliknięciem. Krystian odwrócił się do Zosi i przyciągnął ją do siebie bez słowa. Ich pocałunek zaczął się powoli – delikatnie, niemal nieśmiało, jakby oboje chcieli zapamiętać każdy szczegół. Ale szybko stał się głębszy, bardziej desperacki. Języki spotkały się, oddechy zmieszały. Dłonie Krystiana – te same, które godzinami kreśliły linie na tablecie i mieszały kolory – sunęły teraz po jej plecach, po szkolnym uniformie, jakby chciał nauczyć się jej ciała na pamięć.
Zosia westchnęła mu prosto w usta, zaciskając palce na jego ramionach. Czuła, jak jego mięśnie napinają się pod koszulką. Była drobniejsza, delikatniejsza, ale w tym pocałunku oddawała mu całą siebie.
– To nasze ostatnie dzieło w tym miejscu – szepnął Krystian ochryple, przerywając pocałunek tylko na chwilę. Oparł ją delikatnie o brzeg starego, solidnego stołu z maszyną do druku. Drewno było chłodne w dotyku, pokryte plamami farby.
Zosia skinęła głową, oddychając szybko. Jej policzki były zarumienione, oczy błyszczące. Wiedziała, co się stanie. Chciała tego. Chciała zapamiętać ten zapach farb, to złote światło, jego dłonie i smak jego ust.
Krystian zaczął powoli rozpinać guziki jej białej koszuli szkolnej. Palce mu drżały lekko z emocji, ale poruszał się z czułością. Każdy odsłonięty centymetr skóry całował – obojczyk, dekolt, górną część piersi. Zosia miała na sobie prosty, biały bawełniany stanik. Krystian pocałował zagłębienie między jej piersiami, wdychając jej zapach.
Zosia wplotła palce w jego włosy, odchylając głowę do tyłu. Drugą ręką zacisnęła materiał jego koszulki na plecach. Pod spódniczką uniformu już czuła rosnące, ciepłe napięcie między udami.
Pracownia zdawała się oddychać razem z nimi – cicha, intymna, wypełniona tylko ich oddechami, cichymi westchnieniami i skrzypieniem starego stołu.
Krystian rozpiął ostatni guzik jej koszuli. Bluzka rozchyliła się szeroko. Zsunął ramiączka stanika i uwolnił jej piersi. Przez chwilę po prostu patrzył, a potem pochylił głowę i zaczął ssać sutki – na przemian, głęboko, mokro, z jękiem zadowolenia. Zosia trzymała go za głowę, wyginając plecy.
Potem Krystian uklęknął. Podwinął jej spódniczkę, zsunął majtki i rozsunął jej uda szeroko. Zosia siedziała na krawędzi stołu z maszyną drukarską, oparta na łokciach. Krystian zaczął ją lizać w pozycji klasycznej oralnej na stole – język pracował długimi, powolnymi pociągnięciami od wejścia aż po łechtaczkę, zataczał mokre kręgi, ssał wargi sromowe. Dwa palce wsuwał głęboko, zaginając je w geście „chodź tu”, masując punkt G. Zosia drżała, zaciskając uda na jego głowie.
Po kilku minutach wstał. Zosia zsunęła się ze stołu i uklękła przed nim. Wzięła jego twardego kutasa do ust w pozycji klasycznego blowjoba na kolanach. Ssąc głęboko, patrzyła mu w oczy, jedną ręką masując trzon, drugą delikatnie ściskając jądra. Krystian trzymał ją za włosy, ale pozwalał jej kontrolować tempo.
Potem podniósł ją i odwrócił tyłem do siebie. Zosia oparła się rękami o stół, wypinając pośladki w pozycji doggy style. Krystian stanął za nią, rozsunął jej nogi szerzej i wszedł powoli. Trzymając ją mocno za biodra, zaczął pieprzyć głębokimi, mocnymi pchnięciami. Jej piersi kołysały się rytmicznie, uderzając o blat stołu. Krystian nachylał się, gryzł jej kark, jedną ręką sięgając pod spód, by masować łechtaczkę.
Zmienili pozycję. Krystian usiadł na starym krześle przy stole. Zosia usiadła na nim okrakiem w pozycji cowgirl. Opierała się rękami na jego klatce piersiowej i powoli opuszczała się na jego kutasa, biorąc go całego. Zaczęła poruszać biodrami – najpierw wolno, zataczając kręgi, potem szybciej, podskakując. Krystian trzymał ją za pośladki, pomagając jej, czasem unosząc biodra, by wbijać się mocniej.
Zosia odwróciła się tyłem, przechodząc w reverse cowgirl. Oparła dłonie na jego udach i jeździła na nim, pokazując mu idealny widok na swój tyłek i cipkę pochłaniającą kutasa. Krystian ściskał jej pośladki, rozchylał je, palcem masując okolice odbytu.
W końcu Krystian wstał, podniósł ją i przycisnął plecami do ściany w pozycji ruchania na stojąco. Zosia oplotła go nogami w pasie. Trzymając ją pod pośladkami, rżnął ją mocno, głęboko, opierając się o ścianę. Jej plecy uderzały rytmicznie o mur, a ona gryzła jego ramię, by stłumić głośne jęki.
Przenieśli się z powrotem na stół. Krystian położył ją na plecach w pozycji misjonarza. Uniósł jej nogi wysoko na swoje ramiona i wbijał się mocno, patrząc jej w oczy. Ich ciała były spocone, lepkie, pachniały farbą i seksem. Krystian przyspieszał, pieprząc ją coraz mocniej, ale wciąż kontrolował się, nie pozwalając jej dojść.
Zosia była już na granicy – drżąca, błagająca, mokra jak nigdy.
Krystian czuł, że Zosia jest już na krawędzi. Jej cipka pulsowała wokół jego kutasa, była niesamowicie gorąca i mokra. Wyjął się z niej powoli, a ona jęknęła z zawodu. Podniósł ją z blatu i położył na starym, szerokim stole z maszynami drukarskimi, tym razem na plecach. Rozsunął jej nogi szeroko i ustawił się między nimi w klasycznej pozycji na misjonarza, ale z nogami Zosi opartymi wysoko na swoich ramionach.
– Patrz na mnie – szepnął ochryple.
Wszedł w nią jednym mocnym pchnięciem. Zosia krzyknęła głośno. W tej pozycji czuł się jeszcze głębiej – jego gruby kutas wypełniał ją całkowicie, uderzając w najwrażliwszy punkt przy każdym ruchu. Krystian zaczął pieprzyć ją mocno, rytmicznie, głęboko. Stół skrzypiał pod nimi. Piersi Zosi kołysały się przy każdym pchnięciu. Krystian jedną ręką trzymał ją za biodro, drugą masował łechtaczkę szybkimi, mokrymi ruchami.
Zosia była już całkowicie rozpalona. Jej ciało drżało, oddech był urywany, a jęki stały się głośniejsze i bardziej desperackie.
– Krystian… ja… nie wytrzymam… – wysapała.
– Dojdź dla mnie – warknął, przyspieszając. Rżnął ją mocno, głęboko, bez litości, patrząc jej prosto w oczy.
Orgazm uderzył w Zosię jak fala. Jej ciało wygięło się w łuk, cipka zacisnęła się mocno wokół kutasa Krystiana, a ona wydała z siebie długi, wysoki krzyk rozkoszy. Drżała cała, soki trysnęły obficie, spływając po jej udach i po stole. Orgazm był długi i potężny – falował przez nią przez kilkanaście sekund, sprawiając, że jej nogi drżały niekontrolowanie.
Krystian nie przestawał – pieprzył ją dalej, przedłużając jej rozkosz. Dopiero gdy jej orgazm zaczął słabnąć, sam sięgnął granicy. Wysunął się z niej, stanął nad stołem i zaczął szybko masturbować kutasa. Po kilku sekundach jęknął głośno i spuścił się obficie na jej brzuch i piersi – gęste, gorące strumienie spermy pokrywały jej skórę.
Przez chwilę panowała cisza. Tylko ciężkie oddechy i skrzypienie starego stołu. Krystian opadł na Zosię, całując ją delikatnie. Byli spoceni, lepki od soków i spermy, ale szczęśliwi.
Leżeli tak długo, tuląc się w pracowni, która pachniała farbami, seksem i końcem czegoś ważnego. Krystian pogłaskał ją po włosach.
– Nie żegnamy się z tym miejscem – szepnął. – Zaczynamy coś nowego. Razem.
Zosia uśmiechnęła się, przytulając się mocniej. Za oknem zachodziło słońce, a oni wiedzieli, że to dopiero początek ich własnej historii.





