Była już dobrze po północy, gdy Lena wciąż tkwiła w swojej pracowni na poddaszu starej, zaniedbanej kamienicy na obrzeżach miasta. Powietrze było gęste i ciepłe od pieca do wypalania ceramiki, który pracował cicho w rogu pomieszczenia. Jedyna włączona lampa halogenowa rzucała ostre, złociste światło prosto na wielki drewniany stół, na którym spoczywała potężna, wilgotna bryła gliny. Lena miała dwadzieścia cztery lata. Była szczupła, ale z wyraźnie kobiecymi, zmysłowymi kształtami – pełnymi piersiami, wąską talią i krągłymi biodrami, które same prosiły się o męskie dłonie. Jej długie, ciemne włosy były związane w niedbały, wysoki kok, z którego wysuwały się wilgotne od potu pasma. Na sobie miała tylko cienką, poplamioną szarą gliną koszulkę na ramiączkach i luźne, krótkie spodenki, które ledwo zakrywały górną część ud. Nic więcej. Majtek nie włożyła – nigdy nie zakładała ich, kiedy pracowała późno w nocy.

Jej palce, ubrudzone gęstą, chłodną i śliską gliną, poruszały się z niemal religijną precyzją po powierzchni rzeźby. Modelowała męski tors – potężny, muskularny, idealny. Szerokie, mocne ramiona, wyraźne obojczyki, głębokie rowki między mięśniami piersiowymi. Kciukiem i palcem wskazującym wciskała się w glinę, rzeźbiąc każdy mięsień brzucha z obsesyjną dokładnością. Glina była zimna, plastyczna, poddawała się jej dotykowi jak rozgrzane, spragnione ciało. Lena czuła, jak z każdym ruchem jej własny oddech staje się cięższy, płytszy.
– Boże… jaki mógłbyś być idealny… – wyszeptała, nie przerywając pracy.
Jej palce sunęły niżej. Modelowała ostre linie mięśni skośnych brzucha, te głębokie bruzdy, które schodziły w dół jak strzałki wskazujące drogę do najintymniejszej części męskiego ciała. Glina była mokra, lepka. Kiedy Lena wsuwała w nią palce głębiej, wyobrażała sobie ciepłą, napiętą skórę, twardniejące mięśnie, pulsujące żyły tuż pod powierzchnią. Sutki pod cienką koszulką stwardniały jej boleśnie, ocierając się o materiał przy każdym ruchu ramion. Między udami narastało gorące, lepkie napięcie. Spodenki już dawno były wilgotne w kroku.
Zamknęła oczy. Przepływ energii, który poczuła chwilę wcześniej – ten dziwny, gorący dreszcz przechodzący z gliny prosto w jej ciało – stał się jeszcze silniejszy. Palce, wciąż ubrudzone grubą warstwą szarej gliny, oderwały się od rzeźby i powoli, niemal nieświadomie, zsunęły się na jej własne ciało. Najpierw dotknęła brzucha. Chłodna glina na rozgrzanej skórze wywołała gwałtowny dreszcz, który przebiegł aż do cipki. Lena westchnęła głośno, rozchylając usta.
Powoli, bardzo powoli zaczęła odtwarzać ruchy, które przed chwilą wykonywała na glinie. Palcami prawej dłoni sunęła po swoim brzuchu, wciskając je w miękką skórę, rysując te same głębokie linie mięśni, które przed momentem formowała. Lewą ręką złapała swoją pierś przez koszulkę – ciężką, pełną, gorącą. Ugniatała ją mocno, dokładnie tak, jak ugniatała glinę. Kciukiem i palcem wskazującym złapała twardy sutek i pociągnęła go delikatnie, rozsmarowując szarą glinę wokół brodawki. Plama gliny na jej jasnej skórze wyglądała obscenicznie i podniecająco zarazem.
– Mmm… – jęknęła cicho, czując, jak cipka zaciska się z głodu.
Uniosła koszulkę jedną ręką i ściągnęła ją przez głowę. Jej piersi wyskoczyły na zewnątrz – duże, ciężkie, z ciemnoróżowymi, sztywnymi sutkami sterczącymi prosto przed siebie. Obie dłonie, ubrudzone gliną, wróciły na nie. Masowała je powoli, dokładnie odtwarzając ruchy modelowania torsu – ugniatała, ściskała, rozciągała skórę, rozsmarowywała chłodną glinę po dekolcie, po szyi, aż po obojczyki. Chłód gliny na rozpalonych sutkach był torturą. Lena gryzła dolną wargę, oddychając coraz szybciej.
Usiadła na wysokim stołku roboczym, rozłożyła nogi szeroko. Spodenki były już całkowicie przemoczone. Zsunęła je powoli w dół, aż opadły na podłogę. Jej cipka była gładko wygolona, nabrzmiała, błyszcząca od soków. Wargi sromowe pękate i rozchylone, odsłaniające mokry, różowy środek. Lena zanurzyła palce w wiadrze z wodą i świeżą gliną, a potem powoli przesunęła nimi po wewnętrzną stronie uda.
Dotknęła łechtaczki – bardzo delikatnie. Chłodna, śliska glina na gorącej, pulsującej grudce sprawiła, że całe jej ciało drgnęło. Zaczęła masować się okrężnymi ruchami, dokładnie takimi, jakimi przed chwilą modelowała mięśnie na rzeźbie. Powolne, głębokie, ugniatające. Glina mieszała się z jej obfitymi sokami, tworząc gęstą, szarawą maź, która spływała po udach i kapała na siedzisko stołka. Wsunęła jeden palec między wargi, potem drugi – powoli, rozciągając się, badając swoje wnętrze, jakby chciała uformować w sobie idealny kształt.
Biodra same zaczęły się poruszać – delikatne, falujące ruchy. Lena patrzyła na niedokończoną rzeźbę. Tors wydawał się żyć w tym świetle. Bez głowy, ale emanujący surową, męską siłą. Jej palce poruszały się coraz śmielej, ale wciąż kontrolowanie. Nie pozwalała sobie dojść. Jeszcze nie. Chciała czuć to palące, ciężkie napięcie w dole brzucha jak najdłużej.
Wstała ze stołka. Nogi lekko drżały. Podeszła do rzeźby i przycisnęła swoje nagie, ubrudzone gliną ciało do zimnego glinianego torsu. Piersiami ocierała się o wyprofilowane mięśnie, sutkami drażniąc każdy zagłębienie i wypukłość. Biodrami napierała niżej, na jeszcze nieukształtowaną dolną część rzeźby. Glina uginała się lekko pod naciskiem jej mokrej cipki. Lena zaczęła się o nią ocierać – powoli, zmysłowo, rozmazując swoje gorące soki po całej powierzchni gliny.
Oddychała ciężko, urywanie. Jedną ręką trzymała się krawędzi stołu, drugą sięgała między swoje nogi i masowała łechtaczkę powolnymi, mocnymi ruchami. Glina chlupotała przy każdym ruchu bioder. Czuła, jak orgazm próbuje się zbliżyć – głęboki, potężny, narastający w dole brzucha – ale za każdym razem, gdy była blisko, zwalniała ruchy i cofała palce, zostawiając się na krawędzi, drżącą i głodną.
– Jeszcze nie… kurwa, jeszcze nie… – sapała, opierając czoło o gliniany tors.
Całe jej ciało było pokryte smugami szarej gliny. Piersi, brzuch, uda, cipka – wszystko lśniło wilgocią i ziemistą mazią. Pracownia pachniała mokrą gliną, potem i jej podnieceniem. Lena czuła się jak w transie. Nie chciała kończyć. Chciała, żeby to trwało. Chciała więcej.
Patrzyła na niedokończoną rzeźbę i wiedziała, że to dopiero początek.
Lena stała jeszcze przez dłuższą chwilę przyciśnięta całym ciałem do glinianego torsu. Jej ciężkie piersi rozpłaszczały się na zimnych, twardych mięśniach, sutki boleśnie twarde ocierały się o każdy najmniejszy szczegół rzeźby. Biodra poruszały się leniwie, niemal leniwie, rozmazując obfite, gorące soki po dolnej, wciąż surowej części gliny. Cipka pulsowała mocno, pusta i głodna, ale Lena nie pozwalała sobie na więcej. Z trudem oderwała się od rzeźby, zostawiając na niej mokre, lśniące ślady swojej podniecenia.
Oddychała ciężko, usta rozchylone, oczy zamglone. Całe ciało pokrywały smugi szarej gliny – na dekolcie, brzuchu, udach, nawet na policzkach. Wyglądała jak żywy, lubieżny posąg. Podeszła do wiadra z wodą, zanurzyła obie dłonie i wróciła do stołu. Tym razem nie walczyła z pożądaniem. Pozwoliła mu się prowadzić.
Zaczęła modelować dolną część rzeźby. Palce drżały jej lekko, gdy formowała wąskie, męskie biodra, potem mocne mięśnie pachwin. I wreszcie – to, na co czekała najbardziej. Zanurzyła ręce głęboko w świeżej, wilgotnej glinie i zaczęła rzeźbić kutasa. Najpierw grubą, ciężką podstawę, potem długi, gruby trzon z wyraźnie wyciskanymi żyłami. Pracowała powoli, zmysłowo, jakby naprawdę pieściła prawdziwego mężczyznę. Kciukiem okrążała żołądź, formując ją dużą, nabrzmiałą, z głębokim rowkiem pod spodem. Glina była zimna i śliska – idealna imitacja.
Kiedy skończyła, cofnęła się o krok i patrzyła. Stojący, potężny, realistyczny kutas sterczał dumnie z torsu. Lena poczuła, jak cipka zaciska się gwałtownie na sam widok. Usiadła na stołku naprzeciwko, szeroko rozkładając nogi. Jej wargi sromowe były czerwone, obrzmiałe, całkowicie mokre. Sok spływał powoli po drewnianym siedzisku.
– Jesteś… idealny… – wyszeptała ochryple.
Nie dotykała się od razu. Najpierw tylko patrzyła, wyobrażając sobie, jak ten gliniany kutas robi się gorący, jak pulsuje, jak nabrzmiewa jeszcze bardziej. Dopiero po kilku minutach wstała i uklękła przed rzeźbą. Twarzą na wysokości bioder. Nachyliła się powoli i dotknęła językiem żołędzi. Smak był surowy, ziemisty, lekko słony od gliny. Lena oblizała ją dokładnie, zataczając powolne, mokre kręgi, tak jak lubiła robić prawdziwym facetom. Potem otworzyła usta szerzej i wzięła go głęboko.
Gliniany kutas był twardy, nieustępliwy. Wypełniał jej usta całkowicie. Lena ssała go żarłocznie, poruszając głową w przód i w tył, biorąc go coraz głębiej, aż poczuła, jak drażni jej gardło. Ślina spływała jej po brodzie, mieszając się z gliną, kapała na piersi. Jedną ręką masowała ciężkie jądra, które też uformowała, drugą w końcu sięgnęła między swoje nogi.
Tylko dwa palce – delikatnie, bardzo powoli masowała łechtaczkę. Okrężne ruchy, dokładnie takie same jak te, którymi modelowała glinę. Była tak mokra, że słyszała głośne, obsceniczne chlupotanie. Wsunęła palce głębiej do cipki, rozciągając się, ugniatając ścianki od środka. Biodra same zaczęły falować. Ssąc glinianego kutasa, pieprzyła się palcami w tym samym rytmie – głęboko, powoli, zmysłowo.
Czuła, jak orgazm zaczyna się budować. Głęboki, ciężki, narastający w dole brzucha. Ale gdy tylko poczuła, że jest blisko granicy, natychmiast zatrzymała się. Wyjęła palce z cipki i skupiła się wyłącznie na ssaniu. Tortura była słodka. Ciało drżało z niedosytu, cipka pulsowała boleśnie, pusta i spragniona.
Po kilkunastu minutach wstała. Nogi miała miękkie. Odwróciła się tyłem do rzeźby, oparła ręce mocno na stole i wypięła tyłek w jego stronę. Sięgnęła ręką do tyłu, chwyciła grubego, glinianego kutasa i przycisnęła głowę do swojej mokrej, rozchylonej szparki. Powoli, centymetr po centymetrze, zaczęła na niego siadać.
– Ooooch… kurwa… – jęknęła głośno, gdy gruba żołądź rozciągała jej wejście.
Był zimny i twardy, ale tak gruby, że wypełniał ją idealnie. Wsuwał się powoli, rozciągając ścianki cipki, wciskając się głęboko, aż w końcu usiadła na nim całym. Czuła, jak dotyka najczulszych miejsc w środku. Zatrzymała się na chwilę, oddychając ciężko, przyzwyczajając się do uczucia pełności. Potem zaczęła się ruszać – powolne, głębokie ruchy biodrami. W górę i w dół. Kręcąc tyłkiem, ocierając się o gliniany tors.
Każde opuszczenie bioder powodowało głośne, mokre plaśnięcie. Glina mieszała się z jej sokami, spływała po udach, kapała na podłogę. Piersi kołysały się ciężko, sutki ocierały się o zimny tors. Lena jedną ręką masowała swoją pierś, szczypała sutek mocno, ciągnęła go, drugą podpierała się o stół. Ruchy stawały się coraz mocniejsze, ale wciąż kontrolowane. Nie pozwalała sobie dojść.
– Tak… właśnie tak… pieprz mnie głęboko… – sapała, wyobrażając sobie prawdziwego, gorącego faceta za sobą, trzymającego ją mocno za biodra.
Przyspieszyła na chwilę, czując, jak orgazm znowu jest blisko – bardzo blisko. Wtedy nagle zeszła z kutasa z głośnym, mokrym mlaśnięciem. Cipka pozostała szeroko otwarta, czerwona, pulsująca, ociekająca mieszanką soków i gliny. Lena drżała na całym ciele, kolana uginały się pod nią. Stanęła przy oknie pracowni, opierając czoło o zimną szybę. Noc za oknem była czarna. Oddychała ciężko, próbując uspokoić szalejące serce.
Jej ciało krzyczało o spełnienie. Cipka bolała z pustki i pożądania. Glina na skórze wysychała, ciągnąc i drażniąc każdy milimetr ciała. Lena wiedziała, że gliniany kutas to za mało. Był idealny, ale zimny. Twardy, ale martwy.
Potrzebowała prawdziwego mężczyzny. Gorącego, pulsującego, żywego kutasa. Kogoś, kto weźmie ją mocno, bez litości, kto zerżnie ją tak, jak na to zasługuje.
W głowie już kiełkowała niebezpieczna myśl. Znała jeden numer. Model, który pozował jej kiedyś do aktów. Wysoki, umięśniony, z ogromnym ego i, jak słyszała, nie tylko ego. Nigdy nie posunęli się dalej niż profesjonalne pozowanie… ale tej nocy granice się zacierały.
Lena spojrzała na telefon leżący na stoliku obok. Ręka jej drżała, gdy po niego sięgnęła.
Lena stała przy oknie jeszcze przez kilka minut, oddychając ciężko. Całe jej ciało drżało z napięcia. Cipka pulsowała boleśnie, pusta, obrzmiała i ociekająca mieszanką własnych soków oraz resztek gliny. Sutki były tak twarde, że każdy powiew ciepłego powietrza z pieca sprawiał jej niemal bolesną przyjemność. W głowie kołatała jedna myśl – już nie chce gliny. Chce prawdziwego, gorącego, pulsującego kutasa.
Wzięła telefon do ręki. Numer do Marka – tego wysokiego, umięśnionego modela, który pozował jej kilka miesięcy temu do serii aktów – miała zapisany. Napisała krótką wiadomość:
„Pracownia. Teraz. Potrzebuję cię do pilnej sesji. Drzwi otwarte.”
Wysłała. Serce waliło jej jak szalone. Nie minęło nawet dziesięć minut, gdy usłyszała kroki na schodach. Drzwi pracowni otworzyły się cicho. Do środka wszedł Marek – dwadzieścia osiem lat, ponad metr dziewięćdziesiąt wzrostu, szeroki w barach, z wyraźnie zarysowanymi mięśniami pod czarną koszulką. Miał krótkie, ciemne włosy i ten typowy, pewny siebie uśmiech.
– Lena? Co jest tak pilne o tej porze? – zapytał, ale gdy zobaczył ją nagą, ubrudzoną gliną, z rozmazanymi smugami na piersiach i udach, jego oczy pociemniały.
Nie odpowiedziała słowami. Podeszła do niego powoli, kołysząc biodrami. Stanęła tuż przed nim, uniosła rękę i przycisnęła palec ubrudzony gliną do jego ust.
– Zamknij się i zerżnij mnie – wyszeptała ochryple.
Marek nie potrzebował więcej zachęty. Chwycił ją mocno za biodra, przyciągnął do siebie i pocałował głęboko, agresywnie. Jego język wdarł się do jej ust, podczas gdy dłonie zjechały niżej, ściskając jej tyłek. Lena jęknęła mu prosto w usta, czując, jak jego kutas już twardnieje w spodniach i napiera na jej brzuch.
Szybko ściągnął koszulkę. Jego tors był dokładnie taki, jak ten, który rzeźbiła – potężny, umięśniony, gorący. Lena przycisnęła się do niego całym ciałem, ocierając nagie piersi o jego skórę. Marek schylił głowę i złapał jeden sutek ustami, ssąc go mocno, gryząc lekko. Drugą ręką sięgnął między jej uda i bez ceregieli wsunął dwa grube palce głęboko w jej cipkę.
– Kurwa, jaka jesteś mokra… – warknął, poruszając palcami szybko, rozciągając ją.
Lena prawie ugięła się w kolanach. Jęczała głośno, biodrami napierając na jego dłoń. Marek nie czekał dłużej. Odwrócił ją tyłem, przycisnął do stołu roboczego obok rzeźby i ściągnął spodnie. Jego kutas wyskoczył na zewnątrz – gruby, długi, żywy, z nabrzmiałą żołędzią. O wiele lepszy niż gliniana wersja.
Przycisnął głowę kutasa do jej mokrej szparki i jednym mocnym pchnięciem wszedł w nią aż po jądra.
– Aaaach! – krzyknęła Lena, czując, jak rozciąga ją do granic. Był gorący, twardy, pulsujący.
Marek chwycił ją mocno za biodra i zaczął rżnąć – mocno, głęboko, bez litości. Każde pchnięcie wbijało ją w stół. Jej ciężkie piersi rozpłaszczały się na blacie, sutki ocierały się o zimną glinę pozostałą na stole. Plaśnięcia ciała o ciało wypełniały pracownię razem z jej głośnymi, gardłowymi jękami.
– Mocniej… kurwa, zerżnij mnie mocniej! – błagała.
Marek przyspieszył, waląc w nią jak maszyna. Jedną ręką sięgnął pod nią i zaczął masować jej łechtaczkę szybkimi, mocnymi ruchami. Lena trzęsła się cała. Napięcie, które budowała przez ostatnie godziny, eksplodowało nagle. Orgazm uderzył w nią jak fala – potężny, głęboki, rozchodzący się po całym ciele. Cipka zacisnęła się mocno wokół kutasa, trysnęła sokami, które spłynęły po jego jajach i jej udach.
Ale Marek nie przestał. Wyciągnął kutasa z głośnym mlaśnięciem, odwrócił ją przodem do siebie i posadził na stole. Rozłożył jej nogi szeroko i wszedł znowu, tym razem patrząc jej prosto w oczy. Rżnął ją głęboko, wolniej, ale mocno, tak że czuła każdy centymetr. Lena objęła go nogami w pasie, paznokciami drapiąc jego plecy.
– Patrz na swoją rzeźbę – wysapał Marek, wskazując głową gliniany tors z kutasem.
Lena spojrzała. Widok jej własnego dzieła obok prawdziwego, żywego mężczyzny, który właśnie ją pieprzył, doprowadził ją na sam skraj. Marek przyspieszył znowu, waląc w nią bez opamiętania. Drugi orgazm przyszedł szybko – jeszcze silniejszy. Lena krzyczała, całe ciało jej drżało, cipka pulsowała i zaciskała się rytmicznie.
Marek nie wytrzymał długo. Z głośnym warknięciem pociągnął ją z stołu na kolana. Lena otworzyła usta i wzięła go głęboko – ssała żarłocznie, smakując siebie na jego kutasię. Marek chwycił ją za włosy i po kilkunastu sekundach spuścił się prosto w jej gardło. Gorące, gęste strumienie spermy wypełniły jej usta. Lena przełknęła wszystko, nie odrywając od niego wzroku.
Przez chwilę w pracowni panowała cisza, przerywana tylko ciężkimi oddechami. Lena osunęła się na podłogę, oparta o nogi Marka. Całe ciało miała obolałe, pokryte gliną, potem i spermą. Czuła się spełniona jak nigdy.
Marek przykucnął obok niej i uśmiechnął się.
– To była… najlepsza sesja w moim życiu.
Lena roześmiała się cicho, zmęczona i zadowolona. Spojrzała na glinianą rzeźbę, która teraz wydawała się tylko bladym cieniem tego, co właśnie przeżyła.
– Wiesz co? – powiedziała, głaszcząc jego wciąż na wpół twardego kutasa. – Chyba zrobię z ciebie serię… ale tym razem na żywo.





