Ania przekręciła klucz w drzwiach i stanęła na progu. Powietrze w mieszkaniu było ciężkie, zakurzone, pachniało starymi meblami i samotnością. Było to jej rodzinne gniazdko w Warszawie, które rodzice opuścili, przenosząc się na wieś. Dla dziewiętnastoletniej dziewczyny, która całe życie spędziła w małym, prowincjonalnym miasteczku, to było zapach wielkiego miasta i nowego początku. Rozpakowywanie zajęło jej cały dzień. Kiedy ostatnie pudełko trafiło do szafy, usiadła na podłodze w pustym, ogromnym salonie i poczuła falę samotności. Rodzice byli stanowczy: „Aniu, kochanie, rachunki są wysokie. Musisz znaleźć kogoś do mieszkania, żeby Cię było stać”. Westchnęła. Miała rację. Wyciągnęła telefon, otworzyła popularny portal ogłoszeniowy i napisała anons.

„Współlokator poszukiwany. Pokój dla Ciebie w dużym, 3-pokojowym mieszkaniu na Mokotowie. Blisko metro. Szukam kogoś w miarę normalnego, bez nałogów, z głową na karku. Kontakt: Ania”.
Myślała, że to będzie proste. Ale po tygodniu rozmów przez telefon i wymiany wiadomości, z których większość kończyła się propozycjami „spotkania na kawę i poznania się bliżej”, zrozumiała, że standardowe kryteria nie zadziałają. Potrzebowała czegoś więcej.
Potrzebowała kogoś, kto nie tylko będzie płacił czynsz, ale też zrozumie jej naturę. Ania zawsze była odważna, lubiła eksperymenty i nienawidziła nudy. I tak w jej głowie narodził się szalony, prywatny plan. Zdecydowała, że każdy z kandydatów, który wyda jej się choćby odrobinę interesujący, przejdzie dodatkową, nieoficjalną część rekrutacji.
Pierwszego dnia pojawił się Tomasz. Był wysoki, szczupły studentem praw, z uśmiechem, który nie schodził mu z twarzy. Wyglądał jak z pierwszej strony katalogu.
– Cześć, Ania – powiedział, wchodząc do środka i rozglądając się z podziwem. – Fajne mieszkanie. Naprawdę świetna lokalizacja.
– Dzięki – odparła, opierając się o framugę drzwi. – Chcesz zobaczyć pokój?
Pokazała mu duży, słoneczny pokój na końcu korytarza. Tomasz był zachwycony. Umówili się na wszystkich warunkach finansowych. Kiedy skończyli, Ania postanowiła zaryzykować.
– Słuchaj, Tomek – zaczęła, starając się, aby jej głos brzmiał nonszalancko. – Boję się mieszkać sama. Muszę mieć z kimś naprawdę dobrą chemię. Całą tę umowę traktuję jako… próbę. Muszę się upewnić, że pasujemy do siebie we wszystkim. Rozumiesz?
Tomasz spojrzał na nią, a w jego oczach zapaliło się światło zrozumienia i chęci.
– Myślę, że rozumiem – powiedział, zbliżając się do niej. – I jestem gotów udowodnić, że pasujemy.
Ania podeszła bliżej, bez słów wzięła go za rękę i zaprowadziła do swojej sypialni. Była jeszcze częściowo rozpakowana, ale duże łóżko już stało na swoim miejscu. Tomasz nie potrzebował zachęty. Pociągnął ją do siebie i pocałował namiętnie, a jego ręce od razu zaczęły wędrówkę po jej plecach, a potem niżej, na pośladach, które ścisnął z pewnością siebie. Jego pocałunki były sprytne, ale nieco schematyczne. Zdjął jej bluzkę, potem stanik, a jego usta znalazły jej sutki, zaczynając je ssać i delikatnie gryźć. Ania westchnęła, ale bardziej z ciekawości niż podniecenia.
Była jak naukowiec badający gatunek. Tomasz zsunął z niej spodnie i majtki, a potem sam szybko pozbył się ubrania. Miał zgrabne, atletyczne ciało. Bez dłuższych wstępów położył ją na łóżku i wszedł w nią jednym, pewnym ruchem. Jego tempo było szybkie, rytmiczne, jakby gonił termin. Poruszał się sprawnie, ale brakowało w tym pasji, szaleństwa. Ania patrzyła na niego ponad jego ramieniem, myśląc o tym, co będzie na kolację. Kiedy skończył, zaległ na niej na chwilę, ciężko dysząc.
– No co? Dałem radę? – zapytał z nadzieją w głosie.
– Było… przyzwoicie – powiedziała, wstając. – Dziękuję za wizytę, Tomku. Powiem się do jutra.
Następnego dnia przyszedł Robert. Był zupełnie inny. Cichy, nieśmiały grafik komputerowy w okularach, który ledwo się odważył wejść do środka.
– Cześć… Jestem Robert – mruknął, nie patrząc jej w oczy.
– Ania. Wiem, że to może brzmieć dziwnie, ale czy moglibyśmy chwilę pogadać zanim zdecydujesz? – zapytał, marszcząc brwi. – Chodzi o coś… osobistego.
Ania usiadła z nim w salonie. Opowiedział jej o swojej ostatniej, bolesnej relacji i o tym, jak bardzo potrzebuje teraz spokoju i bezpiecznego miejsca. Ania poczuła ukłucie współczucia, ale jej plan był już w ruchu.
– Rozumiem – powiedziała łagodnie. – I ja też potrzebuję bezpieczeństwa. Ale też nie chcę nudy. Chcę czuć, że mój współlokator jest kimś, z kim mogę być w 100% sobą. Czy mogłabyś to pokazać?
Robert zbladł. Jego nieśmiałość przerodziła się w panikę.
– Ja… nie wiem, o co prosisz… Ja nie mogę. To nie dla mnie – wymamrotał i prawie uciekając, wyszedł z mieszkania.
Trzeci dzień przyniósł Marka. Był to przystojny, trzydziestoletni menedżer, który od progu zaczął opowiadać o swoich sukcesach. Był pewny siebie, prawie arogancki.
– Ania, mieszkanie jest idealne – orzekł po pięciu minutach. – Warunki akceptuję. Kiedy mogę się wprowadzić?
– Spokojnie – zaśmiała się Ania. – Jeszcze nie zakończyliśmy rozmowy. Muszę wiedzieć, czy jesteś w stanie zaspokoić wszystkie moje potrzeby.
– Och, w tym temacie nie masz się co martwić – uśmiechnął się kpiąco. – Jestem mistrzem.
Ania doprowadziła go do sypialni. Marek był bezceremonialny. Odepchnął ją na łóżko, rozchylił jej nogi i bez żadnego przygotowania wsunął w nią palce. Jego ruchy były agresywne, mechaniczne. Chciał zaimponować, pokazać, kto tu rządzi. Ania poczuła się jak przedmiot. Zdjął spodnie, odsłaniając twardego, naprężonego penisa. Wszedł w nią brutalnie, z głośnym jękiem, który był raczej dla samego siebie. Ruchał ją bezwzględnie, uderzając w nią z całą siłą, jakby chciał ją przebić na wylot. Ania krzyczała, ale nie z rozkoszy. Był to krzyk bólu i sprzeciwu, który on wziął za oznakę ekstazy.
Kiedy w końcu skończył, zsunął się na nią, ciężko dysząc, z miną zwycięzcy.
– No? Widzisz? Powiedziałem, że jestem dobry – mruknął w jej włos.
Ania odepchnęła go z całą siłą. Była wściekła.
– Wyjdź – powiedziała lodowatym głosem.
– Co? – zdziwił się, siadając na łóżku. – Przecież…
– Powiedziałam, wyjdź. Teraz. Nigdy więcej nie wracaj. I nie dzwoń.
Marek, zszokowany jej reakcją, powoli zaczął ubierać się, rzucając jej zszokowane, pełne oburzenia spojrzenia. Ania nie drgnęła, aż drzwi za nim zamknęły się z hukiem. Czuła się brudna i wykorzystana, ale jednocześnie wiedziała, że to była ważna lekcja. Odrzuciła jednego kandydata.
Czwartego dnia przyszedł Kuba. Był to artysta. Długowłosy, w podartej koszuli, z zapalonymi oczami. Mieszkanie go nie interesowało, interesowała go ona.
– Jesteś inspirująca – powiedział od progu, nie odrywając od niej wzroku.
– Chcesz zobaczyć pokój? – zapytała zrezygnowana.
– Pokój? Chcę zobaczyć Ciebie.
Ania ledwo skończyła standardową wycieczkę po mieszkaniu, kiedy on pociągnął ją do siebie i zaczął ją całować. Jego pocałunki były dzikie, głodne, pełne pasji. Był inny niż wszyscy. Nie szukał tylko fizycznego zaspokojenia, szukał połączenia. Zdjął z niej ubranie powoli, jakby odkrywał dzieło sztuki. Jego dłonie pieściły każdy cal jej skóry, a usta zostawiały ślady na jej szyi i dekolcie. Położył ją na dywanie w salonie, a nie na łóżku. Jego język szalał na jej łonie, a palce wkradały się w jej najcieplejsze zakamarki. Ania po raz pierwszy od początku tygodnia poczuła prawdziwe podniecenie. Jej ciałem wstrząsnęła fala gorąca. Kiedy wszedł w nią, poruszał się powoli, głęboko, patrząc jej prosto w oczy. Była to intymna, niemal duchowa relacja. Kiedy dochodziła, jej krzyk był pełen ekstazy. Potem zrobili to jeszcze raz, a potem trzeci raz, na jej łóżku. Kiedy leżeli w objęciach, Ania czuła się zaspokojona i… zdezorientowana. Był idealny kochanek, ale czy z idealnym kochankiem da się mieszkać?
– To było niesamowite – szepnął.
– Było – przyznała. – Muszę to przemyśleć. Powiem się.
Piątego dnia przyszła kolej na Pawła. Miał 28 lat, był programistą. Spokojny, zrównoważony, uśmiechnięty. Podczas oglądania mieszkania opowiadał o swojej dziewczynie, Agacie, z którą był razem od pięciu lat i z którą planowali się wkrótce pobrać.
– To dla nas ważny krok, żeby się wyprowadzić – mówił z ciepłem w głosie. – Chcemy mieć swoje gniazdko.
Ania słuchała go, czując się coraz bardziej niezręcznie. Jej plan był w tym przypadku okrutny i bezsensowny.
– Paweł, muszę ci coś powiedzieć – zaczęła, gdy skończyli. – Twoja oferta jest świetna, ale…
– Ale? – zapytał, spojrzał na nią z troską.
Ania wzięła głęboki oddech. Nie mogła tego zrobić. To było zbyt niskie.
– Nic. Wszystko w porządku. Twoja oferta jest bardzo dobra. Muszę tylko… porozmawiać z rodzicami. Oddzwonię do ciebie w poniedziałek. Powodzenia z Agatą.
Paweł podziękował i wyszedł, nieświadomy żadnego podwójnego dna. Ania poczuła ulgę, ale też wyrzuty sumienia. Postanowiła, że to już koniec jej eksperymentu.
Szóstego dnia przyszedł ostatni kandydat, Daniel. Był to starszy od niej, około trzydziestopięcioletni architekt. Był przystojny, ale w poważny, dojrzały sposób. Nie próbował być zboczony ani zabawny. Był po prostu profesjonalny.
– Bardzo mi się podoba Pańska koncepcja wystroju – powiedział, wskazując na jedyną już postawioną półkę z książkami. – Ma w sobie potencjał.
– Dziękuję – odpowiedziała Ania, zaskoczona jego spostrzegawczością. – To tylko początek.
Rozmawiali długo. Nie tylko o mieszkaniu, ale o książkach, o sztuce, o Warszawie. Ania czuła, że z nim mogłaby nie tylko mieszkać, ale i rozmawiać. Kiedy zakończyli oficjalną część, Ania była już bliska podjęcia decyzji. Ale ciekawość zwyciężyła.
– Daniel – powiedziała, stając przed nim. – Jest jeszcze ostatnia rzecz.
Zaprowadziła go do sypialni. Daniel spojrzał na nią spokojnie, a w jego oczach nie było ani pośpiechu, ani chciwości. Była tylko ciekawość.
– Chcę się upewnić – wyszeptała Ania, zbliżając się i całując go w usta.
Daniel odpowiedział na pocałunek, ale delikatnie. Jego ręki objęły jej talię, ale nie były natarczywe. Całował ją powoli, z namaszczeniem, jakby smakował każdy moment. Jego dotyk był pewny, ale jednocześnie pełen szacunku. Zdjął z niej sukienkę, a jego usta zaczęły podróż po jej ciele, zatrzymując się w miejscach, których inni nawet nie zauważyli. Pieścił jej wewnętrzną stronę ud, jej kolana, jej nadgarstki. Ania zamykała oczy i oddawała się temu doświadczeniu. To nie był seks, to była ceremonia. Kiedy w końcu weszli w siebie, ich ruchy były wolne, rytmiczne, synchroniczne. Patrzyli na siebie, a ich oddechy mieszały się w jedno. Ania czuła, jakby rozpływała się w jego ramionach, a jednocześnie jakby jej wszystkie zmysły były wyostrzone do granic możliwości. Orgazm, który ją ogarnął, był długi, falisty i tak intensywny, że płakała ze wzruszenia. Potem leżeli w ciszy, a Daniel gładził jej włosy.
– Jesteś niesamowita – szepnął w końcu.
– Ty też – odpowiedziała, czując, jak jej serce bije jak szalone.
W niedzielę wieczorem Ania usiadła na podłodze w swoim prawie już pustym salonie. Przed nią stała filiżanka herbaty. Przez tydzień poznała pięciu mężczyzn. Każdy z nich był inny. Każdy dał jej coś innego. Był pewny siebie Tomasz, który był tylko przyzwoity. Był przerażony Robert, który nie dał rady. Był arogancki Marek, który ją zranił. Był pasjonujący Kuba, który dał jej niezapomniane chwile rozkoszy. Był uczciwy Paweł, którego oszczędziła. I był Daniel, który pokazał jej, czym może być prawdziwa bliskość. Miała przed sobą trudny wybór. Potrzebowała kogoś, kto pomoże jej płacić rachunki, ale też kogoś, z kim będzie mogła czuć się swobodnie i bezpiecznie. Kogoś, kto nie znudzi jej po miesiącu.
A kogo wybrała? Tego powiedzieć już nie chce…



