Kontrakt życia

Marek siedział w swoim małym, duszącym biurze z głową w dłoniach. Czterdzieści dwa lata, firma na skraju bankructwa, a wielki przetarg na dostawę kontenerów na kilkanaście budów korporacji Janusza właśnie wymykał mu się z rąk. Przez ostatnie tygodnie walczył jak lew – obniżał ceny, obiecywał krótsze terminy, oferował lepsze warunki płatności. Wszystko na nic. Janusz, dyrektor wielkiej korporacji budowlanej, wybierał tańszą i większą konkurencję.

Kontrakt życia
Kontrakt życia

Aż do wczorajszego wieczoru.

Wtedy, w eleganckim gabinecie Janusza, po godzinach, padła propozycja, jakiej nikt inny nie mógł złożyć.

– Chcę twoją żonę – powiedział Janusz spokojnie, patrząc Markowi prosto w oczy. – Na wyłączność. Przez cały czas trwania kontraktu. Będziesz patrzył. Będziesz wiedział. A ja podpiszę umowę z twoją firmą. Najwyższe stawki, zaliczki z góry, pełna ochrona przed upadłością.

Marek myślał, że zwymiotuje. Ale myślał też o pracownikach, o domu, o tym, że za miesiąc nie będzie miał z czego zapłacić pensji. Ewa… Ewa była jego. Ale była też najpiękniejszą kobietą, jaką znał.

Wrócił do biura dzisiaj rano. Umowa leżała już na stole – podpisana przez Janusza. Brakowało tylko jego podpisu.

Ewa czekała na niego w swoim małym kąciku asystentki. Trzydzieści dziewięć lat, ciało dojrzałe i kuszące – pełne piersi, które ledwo mieściły się w białej bluzce, krągłe biodra opinane czarną spódnicą, długie nogi w cielistych pończochach. Włosy rozpuszczone, makijaż delikatny, ale podkreślający pełne usta.

– Podpisałeś? – spytała cicho, podchodząc.

Marek pokręcił głową, głos mu drżał.

– Jeszcze nie. Ale… muszę, Ewo. Inaczej koniec. On… on chce ciebie. W zamian za kontrakt.

Ewa zamarła. Jej policzki pokryły się rumieńcem. Otworzyła usta, ale nie wydobył się żaden dźwięk. W jej oczach pojawiło się przerażenie… i coś jeszcze. Coś gorącego, czego Marek nigdy wcześniej nie widział.

W tym momencie drzwi otworzyły się. Janusz wszedł pewnym krokiem, jakby był już właścicielem tego biura. Zamknął je za sobą i przekręcił zamek.

– Widzę, że rozmawialiście – powiedział zimno, ale z wyraźnym zadowoleniem. Usiadł w fotelu Marka, rozparł się wygodnie i spojrzał na Ewę. – Czas zapłacić zaliczkę, pani Ewo. Pokaż mężowi, jak bardzo zależy wam na tym kontrakcie.

Ewa spojrzała na Marka. Długo. Bardzo długo. W jej spojrzeniu walczyły wstyd, strach i coś pierwotnego. Potem powoli podeszła do Janusza. Klęknęła przed nim na wytartym dywanie biurowym, nie spuszczając wzroku z męża ani na sekundę.

Jej drżące palce rozpięły pasek Janusza. Zamek rozporka zjechał w dół z cichym dźwiękiem. Ewa wsunęła dłoń do środka i wyciągnęła grubego, ciężkiego kutasa pięćdziesięciopięciolatka. Był już półtwardy, gruby jak jej nadgarstek, z nabrzmiałymi żyłami i dużą, ciemną żołędzią.

Marek stał jak sparaliżowany, czując, jak krew odpływa mu z twarzy, a jednocześnie jak jego własny kutas sztywnieje w spodniach.

Ewa pochyliła się. Jej gorący oddech owiał kutasa Janusza. Spojrzenie wciąż wbite w oczy męża. Język wysunął się powoli i oblizał szeroką główkę – powoli, mokro, z namaszczeniem. Janusz westchnął z przyjemnością i położył ciężką dłoń na jej głowie.

– Dobrze… właśnie tak. Niech mąż patrzy.

Ewa otworzyła usta szerzej. Wzięła grubą główkę między wargi i zaczęła ssać. Głęboko. Mokro. Jej policzki zapadły się, gdy próbowała wziąć jak najwięcej. Ślina spływała po trzonie, kapała na jej brodę i dekolt bluzki. Głowa poruszała się rytmicznie – w górę i w dół, coraz głębiej, aż Janusz uderzył w jej gardło.

– Kurwa… masz utalentowaną żonę, Marek – mruknął Janusz, odchylając głowę. Drugą ręką rozpiął koszulę, odsłaniając potężną, owłosioną klatkę piersiową.

Ewa ssała coraz żarłoczniej. Dźwięki były obrzydliwie głośne – mlaskanie, charczenie, gdy kutas wbijał się głęboko w jej gardło. Łzy spływały jej po policzkach, ale nie przestawała. Patrzyła na Marka. Cały czas. Jakby mówiła: „To dla nas. Patrz, co robię.”

Marek czuł się tak, jakby ktoś wbijał mu nóż w brzuch i jednocześnie pompował krew do kutasa. Stał i patrzył, jak jego żona klęczy przed rywalem i robi mu głębokie, mokre lodzika – z oddaniem, jakiego rzadko doświadczał od niej w małżeństwie.

Janusz w końcu chwycił ją mocniej za włosy i uniósł jej głowę. Kutas wysunął się z jej ust z głośnym mlaśnięciem, cały pokryty śliną.

– Na biurko – rozkazał. – Czas, żeby Marek zobaczył wszystko.

Ewa wstała. Nogi jej drżały. Spojrzała na męża ostatni raz, zanim odwróciła się i pochyliła nad biurkiem Marka, opierając się na łokciach. Spódnica podjechała jej do góry, odsłaniając pośladki w koronkowych stringach i pończochy.

Janusz wstał, stanął za nią i powoli zsunął jej stringi w dół…

Janusz stanął za Ewą i powoli zsunął jej koronkowe stringi aż do kostek. Jej cipka była już mokra – widoczne to było nawet z miejsca, gdzie stał Marek. Wargi sromowe nabrzmiałe, różowe, lśniące od soków. Ewa drżała, oparta łokciami o biurko męża, pupa wypięta w górę, spódnica zadarta na plecy.

– Patrz, Marek – powiedział Janusz niskim, drwiącym głosem. – Patrz, jak twoja żona jest gotowa dla firmy.

Chwycił grubego kutasa w dłoń i zaczął powoli pocierać główką po mokrej szparce Ewy – od łechtaczki w dół, aż do wejścia i z powrotem. Ewa cicho jęknęła, zaciskając palce na blacie. Jej spojrzenie wciąż utkwione było w mężu – oczy szkliste, usta rozchylone, policzki czerwone ze wstydu i podniecenia.

Janusz pchnął. Głowa kutasa rozchyliła jej wargi i powoli, centymetr po centymetrze, zaczął się wsuwać. Ewa była ciasna, ale bardzo mokra – słychać było głośne, obsceniczne mlaśnięcie, gdy gruby kutas rozciągał jej wnętrze. Jęknęła głośno, długim, drżącym jękiem.

– Oooch… kurwa… jest taki gruby… – wyszeptała, nie odrywając wzroku od Marka.

Marek stał dwa metry dalej, sparaliżowany. Jego własny kutas boleśnie pulsował w spodniach, ale nie mógł się ruszyć. Patrzył, jak kutas Janusza znika centymetr po centymetrze w cipce jego żony. Gdy Janusz wszedł do końca, ich ciała zetknęły się – brzuch Janusza przycisnął się do jej jędrnych pośladków.

Zaczął pieprzyć. Mocno. Głęboko. Powoli na początku, ale z każdym pchnięciem coraz szybciej. Biurko skrzypiało rytmicznie. Plaśnięcia ciała o ciało wypełniały małe biuro. Piersi Ewy, wciąż w bluzce, kołysały się przy każdym uderzeniu. Janusz chwycił ją za biodra i wbijał się jak maszyna – głęboko, mocno, trafiając w punkt, który sprawiał, że Ewa wydawała z siebie coraz głośniejsze, niekontrolowane jęki.

– Mocniej… proszę… – wysapała w końcu, a Marek poczuł, jakby ktoś wbił mu sztylet prosto w serce.

Janusz uśmiechnął się triumfalnie. Przyciągnął Ewę mocniej i zaczął rżnąć ją naprawdę ostro. Kutas wychodził prawie całkowicie i wbijał się z powrotem z głośnym plaśnięciem. Z cipki Ewy kapały jej soki – cienkie strużki spływały po jej udach, mocząc pończochy.

– Odwróć się – rozkazał nagle Janusz. – Chcę, żeby mąż widział twoją twarz, kiedy cię będę rżnął.

Ewa posłusznie odwróciła się i usiadła na krawędzi biurka. Rozłożyła nogi szeroko, opierając szpilki na ramionach fotela. Janusz stanął między jej udami i wszedł z powrotem – jednym mocnym pchnięciem do samego końca. Ewa krzyknęła z rozkoszy. Teraz patrzyła prosto na Marka, gdy Janusz pieprzył ją w tej pozycji. Jej pełne piersi podskakiwały, bluzka była rozpięta, stanik zsunięty – Janusz ssał i gryzł jej twarde sutki, jednocześnie waląc głęboko w jej cipkę.

– Widzisz, Marek? – sapnął Janusz między pchnięciami. – Twoja żona ma cipkę stworzoną do dużego kutasa. Tak pięknie się zaciska…

Ewa chwyciła Janusza za kark i przyciągnęła go bliżej. Całowała go żarłocznie, wsuwając mu język do ust, podczas gdy on rżnął ją bez litości. Jej biodra poruszały się naprzeciwko – wychodziła mu naprzeciw, nabijała się na gruby kutas. Była już blisko. Bardzo blisko.

Janusz wyczuł to. Przyspieszył, waląc krótkimi, mocnymi ruchami, cały czas trafiając w punkt G. Drugą ręką sięgnął między jej nogi i zaczął masować łechtaczkę szybkimi, okrężnymi ruchami.

– No dalej, Ewo… dojdź na kutasie innego mężczyzny. Na oczach męża.

Ewa zaczęła drżeć. Jej oddech stał się urywany, oczy uciekły w tył głowy. Zacisnęła uda wokół bioder Janusza i nagle doszła – mocno, głośno, długo. Jej cipka pulsowała i zaciskała się na grubym kutasie, a z gardła wydobył się przeciągły, wysoki krzyk rozkoszy. Całe ciało wstrząsały silne dreszcze, soki spłynęły obficie po kutasie Janusza i biurku.

Marek patrzył na orgazm swojej żony – najsilniejszy, jaki kiedykolwiek u niej widział. I to nie z nim.

Janusz nie przestawał. Rżnął ją dalej przez jej orgazm, przedłużając go, aż Ewa prawie osunęła się na biurko. Dopiero wtedy zwolnił, ale nie wyszedł. Jego kutas wciąż był twardy jak stal, pulsujący w jej pulsującej cipce.

– Na kolana – rozkazał. – Chcę się spuścić ci do gardła.

Ewa, wciąż drżąca po orgazmie, zsunęła się na kolana. Usta miała czerwone i opuchnięte. Janusz chwycił ją za włosy i wsadził kutasa głęboko – aż po gardło. Zaczął pieprzyć jej usta mocno i szybko, używając jej głowy jak cipki. Ewa dławiła się, ślina i łzy spływały jej po twarzy, ale przyjmowała wszystko.

W końcu Janusz zaryczał. Wbił kutasa głęboko i zaczął spuszczać się prosto do jej gardła. Dużo, gęsto, długo. Ewa przełykała, ile mogła, reszta spłynęła jej po brodzie i kapała na piersi.

Gdy Janusz skończył, wyciągnął kutasa i wytarł go o jej policzek.

– Dobra żona – mruknął. – Kontrakt jest wasz… na razie.

Spojrzał na Marka, który stał z widoczną erekcją w spodniach i kompletnie rozwaloną psychiką.

– To dopiero początek. Następnym razem weźmiemy ją razem. Albo zaproszę paru moich wspólników.

Janusz poprawił garnitur i wyszedł z biura, zostawiając ich samych.

Ewa klęczała na podłodze, z rozmazanym makijażem, spermą na twarzy i piersiach, dysząc ciężko. Spojrzała na męża.

– Kocham cię… – wyszeptała drżącym głosem.

Janusz nie wyszedł na długo. Zanim Marek zdążył dojść do siebie, drzwi biura otworzyły się ponownie. Dyrektor wrócił, tym razem z rozpiętą koszulą i kutasem wciąż na wpół twardym, lśniącym od śliny i soków Ewy.

– Nie skończyliśmy – powiedział krótko. – Umowa obowiązuje od dzisiaj. Na pełnych obrotach.

Ewa wciąż klęczała na podłodze. Twarz miała zaczerwienioną, makijaż rozmazany, spermę Janusza na brodzie i piersiach. Spojrzała na męża – w jej oczach było zmęczenie, wstyd, ale też dziwne, gorące zadowolenie. Nie protestowała, gdy Janusz chwycił ją pod ramiona i postawił na nogi.

– Na biurko. Tym razem twarzą do męża – rozkazał.

Ewa posłusznie pochyliła się ponownie nad biurkiem Marka, opierając się na przedramionach. Jej nogi były szeroko rozstawione, cipka czerwona i opuchnięta po poprzednim rżeniu, wciąż lekko pulsująca. Janusz stanął za nią, splunął na dłoń i posmarował swojego kutasa. Tym razem wszedł jednym mocnym pchnięciem – głęboko, aż po jaja. Ewa jęknęła przeciągle, ale nie był to już jęk orgazmu – tylko głębokiej, zwierzęcej rozkoszy.

Janusz pieprzył ją mocno, rytmicznie, trzymając za biodra. Każde pchnięcie wbijało ją w biurko. Piersi Ewy wyskoczyły całkowicie z rozpiętej bluzki i kołysały się ciężko. Janusz sięgnął do przodu, chwycił je w dłonie i mocno ściskał, ugniatając sutki między palcami.

– Patrz na nią, Marek – sapnął. – Patrz, jak twoja żona bierze kutasa jak dziwka.

Marek nie mógł oderwać wzroku. Stał tuż obok, widział każdy szczegół: jak gruby kutas Janusza znika i wychodzi z cipki jego żony, jak jej wargi sromowe oblepiają trzon, jak soki spływają po udach Ewy. Słyszał mokre plaśnięcia, czuł zapach seksu wypełniający całe biuro.

Janusz nagle wyciągnął kutasa i klepnął Ewę w pośladek.

– Odwróć się. Usiądź na biurku.

Ewa usiadła na krawędzi, rozłożyła nogi maksymalnie szeroko. Janusz wszedł między nie i znowu ją wypełnił. Tym razem pieprzył ją wolniej, głęboko, pozwalając Markowi widzieć dokładnie, jak kutas znika w cipce żony. Ewa chwyciła się ramion Janusza, odchylając głowę do tyłu. Jej usta były otwarte, wydobywały się z nich ciche, bezradne jęki.

– Dotknij jej łechtaczki – rozkazał Janusz, patrząc na Marka.

Marek zawahał się, ale podszedł. Drżącą dłonią sięgnął między nogi żony i zaczął masować jej nabrzmiałą łechtaczkę, podczas gdy gruby kutas Janusza poruszał się w niej centymetr od jego palców. Ewa spojrzała mu prosto w oczy.

– Kocham cię… – wyszeptała znowu, ale jej biodra poruszały się naprzeciwko pchnięć Janusza.

Janusz przyspieszył. Pieprzył ją coraz ostrzej, biurko trzeszczało. W końcu wyszarpnął kutasa, chwycił Ewę za włosy i zmusił ją, żeby uklękła. Wsunął kutasa głęboko w jej gardło i spuścił się po raz drugi – tym razem prosto do ust. Ewa przełykała, krztusząc się, ale przyjęła wszystko.

Gdy Janusz skończył, cofnął się, poprawił spodnie i spojrzał na oboje.

– Jutro przyjadę po południu. Będziesz gotowa, Ewo. W stringach i pończochach. A ty, Marek, będziesz siedział w tym fotelu i patrzył. Zrozumiano?

Skinął głową i wyszedł.

W biurze zapadła cisza.

Oceń opowiadanie:

4.8 / 5. Ocen: 259

OmeTV.pl - Polski Video Czat Poznaj nowe osoby z całej Polski na www.OMETV.pl