Noc nad Kostrzynem była gorąca i gęsta. Festiwal dudnił jak wielkie, żywe serce. Z głównej sceny dobiegał ciężki, pulsujący bas, który wibrował w ziemi i w piersiach. Światła reflektorów ciągnęły się w dal, a w powietrzu wisiał zapach spalonej trawy, piwa, potu i dymu z ognisk. Magda siedziała na skraju trawy, z dala od głównego zgiełku, i próbowała złapać oddech. Buty miała pełne błota, krótkie jeansowe szorty przylepione do ud, a biała crop-topowa koszulka wilgotna od potu. Włosy miała rozczochrane, a w głowie lekkie wirowanie – efekt kilku piw, jointa i całodziennego tańca.

„Kurwa, gdzie się podziali…” mruknęła do siebie, szukając wzrokiem znajomych twarzy w tłumie. Nie miała siły iść dalej. Usiadła, oparła się na łokciach i zamknęła oczy. Świat lekko się kręcił.
Chciała wstać. Postawiła stopę, ale potknęła się o czyjś rozłożony karimat i runęła na plecy. Upadek nie był bolesny – miękka trawa i jej własna rozkojarzona koordynacja. Leżała chwilę, gapiąc się w nocne niebo, i zaczęła się śmiać cicho.
„Wszystko w porządku?”
Głos był niski, spokojny, z wyraźnym, góralskim zaśpiewem. Magda uniosła głowę. Nad nią stał facet – wysoki, barczysty, w wyblakłych szortach i ciemnej koszulce z krótkim rękawem. Na piersi miał odznakę wolontariusza medycznego. Twarz opalona, krótkie ciemne włosy, kilkudniowa szczecina na szczęce. Ramiona szerokie, przedramiona żyłkowane i silne.
„Tak… chyba tak” – odpowiedziała, wciąż leżąc. „Po prostu… świat się trochę kręci.”
Facet przykucnął obok niej. Jego dłonie – duże, ciepłe, szorstkie od pracy – delikatnie chwyciły ją za ramiona i pomogły usiąść. Gdy dotknął jej skóry, Magda poczuła nagły, elektryczny dreszcz. Nie był to dotyk sanitariusza. Był… inny. Pewny. Męski.
„Nazywam się Piotr. Jestem w punkcie medycznym. Skończyłem zmianę. Masz jakieś objawy? Mdłości? Ból głowy?”
„Tylko lekkie wirowanie i… no, zgubiłam przyjaciół” – powiedziała Magda, patrząc mu w oczy. Miały głęboki, ciemny kolor, wpatrywały się w nią intensywnie, ale bez pośpiechu.
Piotr skinął głową. „W takim razie nie zostawię cię tu samej. Gdzie masz namiot?”
Magda machnęła ręką. „Nie wiem. Zgubiłam ich w tłumie. I szczerze? Nie mam siły szukać.”
Piotr przez chwilę milczał, patrząc na nią. Potem powiedział spokojnie:
„Mam namiot w spokojniejszej części pola. Dla kolegi, który ostatecznie nie przyjechał. Jest cicho, czysto, jest woda i miejsce, żebyś mogła się pozbierać. Jeśli chcesz, odprowadzę cię tam. Bez żadnych numerów. Po prostu… bezpiecznie.”
Magda spojrzała na niego. Coś w jego głosie – ta spokojna pewność siebie taternika – sprawiło, że poczuła ciepło nie tylko w głowie. Przytaknęła.
„OK. Chodźmy.”
Wstali. Piotr otulił ją ramieniem, chroniąc przed napierającym tłumem. Jego ciało było twarde i ciepłe. Magda czuła pod palcami napięte mięśnie. Szli powoli. Co chwilę ktoś ich popychał, więc Piotr przyciągał ją bliżej. Jej biodro ocierało się o jego udo. Czuła jego zapach – mieszankę lasu, potu, lekkiego dymu i czegoś czysto męskiego. Serce zaczęło jej bić szybciej.
Rozmawiali szeptem, bo hałas był ogłuszający.
„Studiuje weterynarię w Lublinie” – powiedziała Magda. „Przyjechałam z grupą, ale… no wiesz, festiwal.”
„A ja z Zakopanego” – odpowiedział Piotr. „Taternik, ratownik GOPR. Przyjechałem jako wolontariusz. Lubię pomagać, a i atmosfera jest… inna niż w górach.”
„Inna jak?” – spytała, patrząc na niego z ukosa.
„Tu ludzie są bardziej… otwarci. Mniej zahamowań.”
Magda uśmiechnęła się. „To dobrze czy źle?”
Piotr spojrzał na nią prosto. „Zależy od człowieka.”
Weszli w spokojniejszą aleję namiotów. Muzyka była już tylko odległym, pulsującym dudnieniem. Piotr zatrzymał się przy małym, ciemnozielonym namiocie. Rozsunął zamek i wpuścił ją do środka.
W środku palił się mały lampion LED dający ciepłe, żółte światło. Namiot był czysty, na podłodze gruby karimat, dwa śpiwory, mała torba z rzeczami. Pachniało canvasem i jego skórą.
„Usiądź” – powiedział Piotr, wskazując materac. Dał jej butelkę wody. „Pij powoli.”
Magda piła, a on usiadł obok niej. Bardzo blisko. Ich kolana się dotykały. Przez chwilę panowała cisza, przerywana tylko odległym basem i ich oddechami.
„Dziękuję” – powiedziała cicho. „Za to, że nie zostawiłeś mnie tam.”
Piotr odwrócił się do niej. Jego twarz była teraz bardzo blisko. „Nie mogłem. Jesteś… zbyt piękna, żeby leżeć samej na trawie.”
Magda poczuła, jak jej cipka drga. Spojrzała mu w usta. On też na nią patrzył – powoli, ciężko.
Pochylił się pierwszy.
Pocałunek był wolny, ale głęboki. Jego wargi były ciepłe, smakowały piwem i wodą. Język wsunął się między jej wargi, leniwie, pewnie. Magda odpowiedziała natychmiast, chwytając go za kark. Pocałunek szybko stał się głębszy, bardziej głodny. Piotr położył dłoń na jej policzku, potem zsunął ją na szyję, na obojczyk.
Oderwał usta i zaczął całować jej szyję – powoli, mokro. Język lizał sól z jej skóry. Magda westchnęła i odchyliła głowę.
„Kurwa…” – wyszeptała.
Jego dłonie wsunęły się pod jej koszulkę. Szorstkie palce wędrowały po brzuchu, wyżej, aż objęły jedną pierś. Nie miała stanika. Sutek był już twardy. Piotr zacisnął na nim palce, szczypiąc lekko, a potem masując. Magda jęknęła i rozsunęła nogi instynktownie.
„Jesteś mokra?” – zapytał niskim głosem, tuż przy jej uchu.
„Sprawdź” – odpowiedziała bez zastanowienia.
Piotr zsunął dłoń niżej, rozpiął guzik jej szortów i wsunął palce pod majtki. Gdy dotknął jej cipki, oboje jęknęli. Była śliska, gorąca, spuchnięta.
„Jejku, kurwa…” – mruknął Piotr, rozchylając palcami jej wargi sromowe. „Jesteś cała mokra.”
Jeden palec wsunął się w nią bez oporu. Potem drugi. Poruszał nimi powoli, głęboko, a kciukiem zaczął okrężne ruchy na łechtaczce. Magda chwyciła go za ramiona i zaczęła poruszać biodrami, pieprząc się na jego palcach.
„Tak… właśnie tak…” – dyszała.
Jej dłoń zsunęła się na jego krocze. Przez materiał szortów wyczuła twardy, gruby kutas. Był duży – pulsował pod jej palcami. Rozpięła mu rozporek, wsunęła rękę do bokserów i chwyciła go. Gorący, ciężki, żyłkowany. Poczuła kropelkę preejakulatu na główce. Zaczęła go powoli masować, przesuwając skórę w górę i w dół.
Piotr sapnął i przygryzł jej szyję.
„Chcesz, żebym Cię zerżnął?” – zapytał wprost, bez ogródek.
„Tak” – odpowiedziała Magda, patrząc mu prosto w oczy. „Chcę, żebyś mnie mocno zerżnął.”
Piotr wyciągnął z niej palce, oblizał je powoli, patrząc na nią. Potem położył ją na plecach, zsunął jej szorty i majtki do kostek, a potem całkiem zdjął. Sam szybko pozbył się koszulki i szortów. Jego ciało było idealnie wyrzeźbione – twarda klatka, wyraźne brzuszne mięśnie, ciemne owłosienie schodzące w dół. Kutas sterczał mocno, gruby, z nabrzmiałą główką.
Rozsunął jej uda i uklęknął między nimi. Przez chwilę patrzył na jej mokrą cipkę, potem pochylił się i przejechał językiem od dołu do góry, liżąc ją powoli. Magda wygięła się w łuk.
„Piotr… kurwa…”
Wsunął język głębiej, ssał łechtaczkę, a potem wyprostował się. Chwycił kutasa w dłoń, pocierał główką o jej mokre wargi sromowe, smarując się jej sokami.
„Patrz na mnie” – powiedział.
Magda otworzyła oczy. Spojrzała w dół, gdy wpychał w nią grubą główkę. Rozciągał ją powoli, centymetr po centymetrze. Była ciasna, a on duży – czuła, jak jej cipka go opina, jak wchodzi głęboko, aż do samego końca.
„Ooooch… kurwa, jaki duży…” – jęknęła.
Piotr zaczął się poruszać. Najpierw powoli, głęboko, wyciągając prawie całego i wpychając z powrotem. Każdy ruch wywoływał mokre, głośne dźwięki. Magda owinęła nogi wokół jego bioder i zaczęła mu pomagać, unosząc się na spotkanie.
Muzyka z daleka dudniła w rytmie ich ruchów. Piotr przyspieszył. Jego biodra uderzały o jej uda z mokrym plaśnięciem. Jedną dłonią chwycił jej pierś, drugą podłożył pod jej tyłek, unosząc ją wyżej, żeby wchodzić jeszcze głębiej.
„Jaka jesteś ciasna… i mokra” – sapnął. „Biorę Cię całą.”
„Mocniej” – poprosiła Magda, drapiąc paznokciami po jego plecach. „Pieprz mnie mocniej, kurwa…”
Piotr spełnił prośbę. Zaczynał rżnąć ją mocno i głęboko, uderzając o jej macicę przy każdym pchnięciu. Jej piersi podskakiwały. Pot spływał po ich ciałach. Namiot wypełniał się ich oddechami, jękami i mokrymi dźwiękami ich ciał.
Magda czuła, że dochodzi. Orgazm narastał szybko, mocno, od samego środka.
Piotr też był blisko – jego ruchy stały się bardziej chaotyczne, oddech urywany.
„Chcę w Tobie dojść…” – wysapał.
„Tak… wewnątrz… proszę…”
Ich ciała były zlana potem, napięte, gotowe na eksplozję.
I właśnie w tym momencie, gdy Magda czuła, że lada chwila pęknie z rozkoszy, a Piotr wbijał się w nią coraz głębiej i mocniej!
Piotr wbijał się w nią coraz mocniej, coraz głębiej. Każdy pchnięcie było twarde, zdecydowane, jakby chciał ją przebić na wylot. Jego ciężkie jądra uderzały o jej tyłek z mokrym plaśnięciem. Magda miała nogi szeroko rozłożone, paznokcie wbite w jego plecy, a cipka zaciskała się rytmicznie wokół jego grubego kutasa.
„Kurwa… Piotr… ja… ja dochodzę…” – wysapała urywanym głosem.
Poczuł, jak jej wnętrze nagle zadrżało, zacisnęło się mocno wokół niego, pulsując. Magda wygięła plecy w łuk, otworzyła usta w niemym krzyku i zaczęła drżeć całym ciałem. Jej cipka zaciskała się i rozluźniała w gwałtownych skurczach, oblewając jego kutasa gorącymi sokami.
To wystarczyło.
Piotr ryknął nisko, wbił się w nią do samego końca i zamarł. Jego kutas zaczął mocno pulsować, a gorąca, gęsta sperma trysnęła głęboko w jej wnętrze – raz, drugi, trzeci. Czuł, jak napełnia ją po brzegi. Magda jęczała głośno, czując każdy gorący strumień w środku. Jej orgazm przedłużył się, gdy poczuła, jak jest wypełniana.
Przez chwilę oboje drżeli, złani potem, złączeni w najgłębszym punkcie. Potem Piotr opadł na nią ciężarem, oddychając ciężko w jej szyję. Jego kutas wciąż lekko drgał w środku, wypompowując ostatnie krople spermy.
Przez chwilę w namiocie panowała tylko cisza przerywana ich urywanymi oddechami i odległym dudnieniem festiwalowej muzyki.
Magda powoli przesunęła dłońmi po jego spoconych plecach. „Jejku…” – wyszeptała. „To było… kurwa, to było mocne.”
Piotr uniósł głowę i spojrzał na nią. W jego oczach było coś ciemnego i bardzo zadowolonego. Pocałował ją powoli, głęboko, leniwie. Ich języki spotkały się w miękkim, wilgotnym pocałunku. Gdy się odsunął, jego kutas wysunął się z niej z mokrym dźwiękiem. Natychmiast poczuła, jak ciepła sperma wypływa z jej cipki i spływa po pośladkach na karimat.
Piotr spojrzał w dół i uśmiechnął się krzywo. „Wypływa ze Ciebie…” – mruknął i wsunął dwa palce w jej rozjebaną, ociekającą cipkę. Poruszał nimi powoli, rozsmarowując swoją spermę po jej wargach i łechtaczce. Magda drgnęła i cicho jęknęła.
„Jesteś jeszcze wrażliwa?” – zapytał.
„Bardzo…” – odpowiedziała, ale rozsunęła nogi szerzej, dając mu lepszy dostęp.
Piotr przez chwilę bawił się jej cipką – wsuwał palce, wyciągał, rozsmarowywał spermę, a potem pochylił głowę i zaczął ją lizać. Jego język był gorący i pewny. Liżał ją powoli, ssał łechtaczkę, wbijał język głębiej, smakując ich wymieszane płyny. Magda chwyciła go za włosy i zaczęła poruszać biodrami, pieprząc się jego językiem.
„Piotr… kurwa… znowu mnie zjedz…” – dyszała.
Nie przestawał, aż doprowadził ją do drugiego, krótszego, ale ostrego orgazmu. Drgnęła i zacisnęła uda wokół jego głowy.
Gdy się odsunął, jego kutas znowu był twardy i nabrzmiały.
Magda spojrzała na niego i uśmiechnęła się drapieżnie. „Chcę Cię jeszcze raz. Tylko tym razem ja na górze.”
Piotr położył się na plecach. Magda usiadła na nim okrakiem, chwyciła jego kutasa i powoli opuściła się na niego. Była już bardzo mokra i rozjebana – wszedł w nią gładko, aż do końca. Oboje jęknęli.
Zaczęła się poruszać. Najpierw powoli, kręcąc biodrami, potem coraz szybciej. Jej piersi podskakiwały przy każdym ruchu. Piotr chwycił ją za biodra, a potem za tyłek, pomagając jej jeździć. Czasem klepał ją lekko w pośladek – nie mocno, ale wystarczająco, żeby poczuła.
„Jezu, jaka jesteś piękna…” – sapnął, patrząc, jak jego kutas znika w jej cipce i wychodzi cały lśniący od soków i spermy.
Magda pochyliła się do przodu, oparła dłonie na jego klatce i zaczęła rżnąć go naprawdę mocno – w górę i w dół, z głośnym plaśnięciem skóry o skórę. Jej cipka chlupotała przy każdym ruchu.
„Lubisz, jak Cię tak rżnę?” – zapytała ochryple.
„Kurwa, tak…” – odpowiedział Piotr i złapał ją za szyję, przyciągając do siebie na pocałunek.
Po chwili przewrócił ją na bok, nie wysuwając się z niej. Leżeli twarzą do siebie, on wsuwał się w nią głęboko, powoli, ale mocno. Jedną dłonią masował jej łechtaczkę, drugą ściskał jej pierś. Magda dochodziła po raz trzeci – tym razem cicho, z drżeniem całego ciała, z twarzą wtuloną w jego szyję.
Piotr nie wytrzymał. Wysunął się z niej w ostatniej chwili, złapał kutasa w dłoń i kilka szybkich ruchów wystarczyło – gorąca sperma trysnęła na jej brzuch, piersi i szyję. Kilka kropel trafiło nawet na jej usta. Magda oblizała je powoli, patrząc mu w oczy.
Przez chwilę leżeli w milczeniu, dysząc. Potem Piotr wyciągnął z torby chusteczki i delikatnie wytarł jej brzuch i piersi. Pocałował ją w czoło.
„Jesteś… nieziemska” – powiedział cicho.
Słońce wdzierało się przez cienką tkaninę namiotu. Było już późno – pewnie koło dziewiątej. Magda obudziła się pierwsza. Leżała wtulona w Piotra, plecami do niego. Jego ranny erekcja – twarda i gorąca – przyciskała się do jej nagiego tyłka.
Uśmiechnęła się do siebie.
Delikatnie poruszyła biodrami, ocierając się o niego. Piotr sapnął we śnie i odruchowo przyciągnął ją mocniej. Jego dłoń spoczęła na jej piersi.
Magda sięgnęła za siebie, chwyciła jego kutasa i powoli, ostrożnie wprowadziła go w swoją cipkę. Była jeszcze obolała i spuchnięta, ale bardzo mokra. Wsuwając go w siebie centymetr po centymetrze, westchnęła cicho.
Piotr obudził się w momencie, gdy wszedł w nią do końca.
„Kurwa…” – mruknął ochryple prosto w jej ucho. „Budzisz mnie w najlepszy możliwy sposób.”
Zaczął się poruszać – powoli, głęboko, leniwie. Ranny seks był zupełnie inny niż nocny. Bardziej leniwy, ale nie mniej intensywny. Jego dłoń zsunęła się między jej uda i zaczął masować jej łechtaczkę w rytm pchnięć.
Magda jęczała cicho, przyciskając tyłek do jego bioder.
„Piotr… tak… właśnie tak…”
Doszedł pierwszy – cicho, z głębokim jękiem, wypełniając ją znowu swoją spermą. Magda doszła chwilę później, zaciskając się wokół niego i drżąc w jego ramionach.
Leżeli tak jeszcze długo, złączeni, jego kutas powoli miękł w jej wnętrzu.
W końcu Piotr pocałował ją w ramię.
„Masz plany na dziś?” – zapytał niskim, porannym głosem.
„Tylko jedno” – odpowiedziała Magda, odwracając głowę i patrząc mu w oczy. „Żeby spędzić je z Tobą.”
Piotr uśmiechnął się szeroko.
„To dobrze. Bo ja też mam tylko jeden plan.”
Wyszli z namiotu dopiero po południu – zmęczeni, ale z błyskiem w oczach. Magda miała na sobie jego za dużą koszulkę, a on szedł obok niej z ręką na jej biodrze.
Festiwal trwał dalej.
A oni dopiero się rozkręcali.




