Marek siedział w swoim cichym mieszkaniu, przyklejony do ekranu laptopa, gdy za oknem zaczynała zapadać noc. Był czterdzieści lat, miał wygoloną głowę i chudną sylwetkę, którą trudno nazwać atrakcyjną, mimo że dbał o siebie. Całe jego życie przebiegało na drugim planie. Był dobrym pracownikiem, uprzejmym sąsiadem, ale w sferze miłosnej był kompletnie bezsilny. Kobiety patrzały na niego jak na bliźniaka kolegi albo jak na kolegę z drużyny. Nikt go nie chciał. Przez lata jego potrzeby budowały się w środku, czarna dziura niepewności, która z czasem zaczęła dłubać w nim zaczepkowo.

Dlatego w końcu, słuchając głosu przyjaciela, który uprzednio wyśmiewał jego samotność, otworzył jedną z tych portali randkowych. Wiedział, że to zwykły numer, że tam znajdzie głupie pytania i fałszywe profile, ale nie miał wyboru. Musiał spróbować.
Najpierw przesuwał palcem w górę i w dół listy, odrzucając te, które wyglądały na zaawansowane technologicznie i fałszywe. W końcu uderzył w jeden. Zdjęcie było wyraźne, w jakości HD. Na nim była kobieta, która nie miała najmniejszego problemu z tym, by pokazać, co ma w środku – wyraźny apetyt, który wyglądał jak zapowiedź czegoś dzikiego.
Profil był napisany prosto z mostu. Pseudonim to „Nocna Łowczyni”, zdjęcia w jakości HD, w których wyglądała równie dobrze jak supermodelki, a w opisie pisało wprost: „Szukam kogoś, kto umie znaleźć drogę do mojego ciała i nie ma problemu z tym, żeby zostawić tu resztki. Tylko raz, jeśli to jest w porządku, bo nie szukam relacji, tylko seksu.”
arek się zatrzymał. Przez lata jego życie wyglądało jak z czarno-białego filmu. Żałoba po seksie była jego stałym towarzyszem. W internecie toczył się zwykły, nudny taniec. Kliknął w zdjęcie, przeczytał krótki opis, kliknął dalej. Ale ten profil był inny. W jej tekstach nie ma mowy o marzeniach o romantycznym obiedzie przy świecach ani o „szukaniu duszy braci”. Pisała o pragnieniu, o dotyku, o specyficznych pozycjach, o tym, co chce, żeby jej zrobić. Ona nie pytała, czy ma samochód czy statut zawodowy. Pytała, czy umie dłubać językiem i czy nie boi się, że nie wytrzyma.
– A może spróbuję – pomyślał Marek, czując, jak w jego brzuchu podnosi się dziwne, zimne i jednocześnie gorące ciarki.
Pierwszy kontakt był chaotyczny. Kiedy odpisał, odpowiedziała niemal natychmiast. W jej wiadomościach nie było zbędnych słów. „Chcesz mnie zobaczyć? Moje miejsce jest niedaleko. Przyjdź w czterdzieści minut, jeśli nie spóźnisz się.”
Marek siedział w swoim mieszkaniu, próbując uporządkować myśli. Wiedział, że to ryzykowne. On był człowiekiem, który unikał wzroku innych ludzi na ulicy, a ona wyglądała tak, że na nią patrzyłyby wszystkie kobiety w sklepie. Ale czy jakaś kobieta kiedykolwiek patrzyła na niego? Nie.
Skoczył do prysznica, zmył poranne zmęczenie, włożył strój, której nie nosił od wielu lat, i wyszedł. Kiedy stanął przed drzwiami jej mieszkania, słyszał już muzykę. Głośną, elektryczną techno. Na jego sercu biło jak młot.
W środku pachniało cytryną i czymś egzotycznym. Stała przed nim kobieta. Zaprezentowała się w ceremonialnej sukni, która wyglądała jak fragment starych filmów pornograficznych, ale w najlepszym wydaniu. Miała długie nogi, wąskie biodra i zgrabne ramiona. Jej włosy były zarzucane na głowę, a na twarzy miała intensywny make-up, który podkreślał jej wielkie, wyraziste oczy. Nie wyglądała na tę kobietę, z którą Marek zwykle rozmawiał w sklepie z artykułami spożywczymi. Ta była z innej planety.
– Ciebie szukam – powiedziała, nie przestając tańczyć w miejscu. – Nie mam czasu na zbędne wstępki. Idziemy do sypialni.
Marek ledwo kontaktował. Posłusznie ruszył za nią, jak robot, zautomatyzowany dyktatem potrzeb.
Sypialnia była mała, ale pełna cieni. Ona zrzuciła suknię na podłogę, a pod spodem miała tylko cienki string i stanik, który wyglądał jak narzędzie tortury. Dla Marka była najpiękniejszą kobietą na świecie.
Jej dłonie były niecierpliwą siłą, która popychała go ku łóżku, a on ledwo mózgował, pozostając w uległości, której nigdy wcześniej nie doświadczył w takiej formie. Przed chwilą był facetem, który stukał w klawiaturę w pustym mieszkaniu, a teraz był tylko mięsem, pięknym, gładkim i gotowym na wszystko, co zaproponuje ta kobieta. Nie miała pośpiechu. Nie była zdesperowana, jakby marzyła o ocaleniu czegoś, co umierało. Wręcz przeciwnie – wyglądała na korzystającą z władzy, która w tej chwili była w jej rękach.
Jej palce ślizgały się po jego klatce piersiowej, zsuwały się w dół do pasa, a potem znikały pod jego spodniami. Marek poczuł, jak jego ciało reaguje, drętwiejąc w jednych miejscach a wzbudzając się w innych. To było dziwne uczucie – bycie tak bardzo widzianym, tak bardzo pożądanym przez kogoś, kto go nie znał przez całe życie. Jego nieśmiałość, która przed chwilą paraliżowała go na każdym spotkaniu, teraz została zdeptana i użyta jako podłoże dla jej zmysłowości.
Ona nie używała delikatności. Była twarda. „Nie bądź sucharem”, powiedziała, gdy próbował ją pocałować w szyję z powagą. „Chcę, żebyś mnie bolał. Chcę, żebyś pociągnął za włosy.” Jej głos był chropowaty, niski, wydobywany z gardła, nie z ust. To była władza, którą on nigdy nie widział u kobiet. Zazwyczaj były małe, delikatne, pytały zgodę na każde dotknięcie. Ona natomiast nakazywała, a on instynktownie instynktownie podporządkowywał się.
Kiedy zrzucił na podłogę swoje spodnie, ona nie chwyciła go w ramiona, by go przytulić. Zamiast tego, spojrzała na niego z góry, z wyższością i z błyskiem w oku, który mówił: „Wreszcie”. Jej wzrok przesuwał się po jego ciele, oceniając, oceniając i znów oceniając. Czuł się nagi, odsłonięty i jednocześnie jak nigdy dotąd pewny siebie. Jej spojrzenie nie było pełne litości, a raczej uznania. To nie była ocena szkolna, to była weryfikacja jakości towaru.
– Chodź tu – rzuciła, siadając na łóżku i rozchylając lekko nogi. – Pokaż mi, ile masz do zaoferowania.
Marek podszedł, a jego serce waliło jak młot pneumatyczny. Stanął przed nią, a ona wzięła jego członka do ręki. Jej dłoń była ciepła i pewna, a ruchy precyzyjne. Nie było w tym żadnego wahania.
– Nieźle – mruknęła, a na jej ustach pojawił się uśmieszek. – Ale zobaczymy, czy potrafisz tym zarządzać.
Pociągnęła go za sobą na łóżko, przewracając się tak, że nagle znalazł się nad nią. Jej ciało było napięte jak struna, skóra gładka i pachnąca. Złapała go za kark i przyciągnęła do siebie, całując go brutalnie, z pasją, która miała w sobie coś zwierzęcego. To nie był pocałunek romantyczny, to była walka, próba przejęcia kontroli. Marek odpowiedział na nią z taką samą intensywnością, uwalniając lata tłumionej frustracji. Kąsał jej wargę, jej szyję, a ona jęczała cicho, zachęcająco.
– Szybciej – sapnęła, gdy jego dłonie zaczęły wędrować w dół. – Nie marnuj czasu.
Zaczął ją pieścić, a jej ciało reagowało natychmiast. Unosiła biodra, napinając się pod jego palcami, a jej oddech stawał się coraz cięższy. Była wilgotna, gorąca i gotowa. To nie była gra, to była surowa, nieprzefiltrowana chemia.
– Wjedź we mnie – powiedziała prosto, patrząc mu prosto w oczy. – Teraz.
Nie musiała tego dwa razy powtarzać. Wsunął się w nią jednym, pewnym ruchem, a ona głośno wzdychnęła, chwytając go za plecy. Zaczęli się poruszać w synchronicznym, dzikim rytmie. Każde pchnięcie było głębsze, mocniejsze. On tracił poczucie czasu, przestrzeni, własnej tożsamości. Istniał tylko ten moment, jej ciało pod nim, jej dźwięki, jej zapach.
– Tak, właśnie tak – wrzeszczała, gdy przyspieszył. – Pokaż mi, na co cię stać!
Zmienili pozycję. Odwróciła się na czworakach, prezentując mu swoje pośladki. Jej plecy były wygięte w idealnym łuku, a spojrzenie przez ramię było wyzwaniem. Wszedł w nią od tyłu, a nowy kąt sprawił, że obydwoje jęknęli głośno. Chwytał ją za biodra, pociągając ją na siebie z każdym pchnięciem. Było to surowe, pierwotne i absolutnie uzależniające.
– Chcę cię poczuć wszędzie – sapał, a ona odpowiedziała tylko głośniejszym jękiem.
Czuł, że zbliża się do granicy. Jej ciało drgało, a jej oddech był urywany. Wiedział, że ona jest blisko. Przyspieszył jeszcze bardziej, poruszając się z siłą, której nie podejrzewał u siebie.
– Nie w środku – powiedziała nagle, a jej głos był twardy jak skała. – Na mojej twarzy. Chcę cię zobaczyć.
To zdanie było jak iskra, która podpaliła lont. Wycofał się w ostatniej chwili, a ona odwróciła się na plecy, z otwartymi ustami i oczami, które błyszczały z podniecenia. Chwycił go w swoją dłoń, a kilka ruchów wystarczyło. Gorąca fala przetoczyła się przez niego, a strumień spermy trafił prosto na jej twarz, na jej usta, na jej policzki. Zamknęła oczy, a jej twarz wyrażała absolutne zadowolenie.
Leżeli obok siebie przez chwilę, ciężko oddychając. W pokoju panowała cisza, przerywana tylko ich oddechami. Marek czuł pustkę i jednocześnie ogromną ulgę. Zrobił to. Wreszcie.
– To było… niesamowite – wyszeptał, odwracając się na bok, by ją spojrzeć.
Otarła twarz krawędzią kołdry, a potem wstała i zaczęła zbierać ubrania z podłogi. Jej ruchy były teraz inne – zimne, sprawne, pozbawione jakiejkolwiek zmysłowości.
– To był tylko ten jeden raz – powiedziała bez emocji, nie patrząc na niego. – Nie spotkamy się więcej. To była umowa.
Zanim Marek zdążył cokolwiek odpowiedzieć, ona już była ubrana. Wyszła z pokoju, a on usłyszał szum wody w łazience. Kiedy wróciła, miała już na sobie zwykłe dżinsy i bluzę. Była zupełnie inną osobą. Nie była już Nocną Łowczyni. Była tylko kobietą, która właśnie posprzątała po sobie.
– Proszę, ubierz się i wyjdź – powiedziała, stając w drzwiach sypialni. – Nie mam już czasu.
Marek był zdezorientowany, zraniony. Zaczynał coś czuć, a ona go odrzuciła. Ale zanim zdążył zareagować, ona dodała coś, co zmieniło wszystko.
– Wiesz, moje prawdziwe imię to Ania. Pracuję jako księgowa w małej firmie na Mokotowie. To wszystko, co ci mówiłam, było kłamstwem. Musiałam się jakoś oderwać od tej nudy.
Marek spojrzał na nią z niedowierzaniem. Zrozumiał. To nie była on-line gwiazda porno, tylko zwykła kobieta, która szukała ucieczki. A on był tylko narzędziem.
Wstał, ubrał się w milczeniu i wyszedł. Kiedy drzwi zamknęły się za nim, stał na korytarzu, czując pustkę i jednocześnie dziwne poczucie zwycięstwa. Zrobił coś, czego nigdy nie sądził, że zrobi. I nawet jeśli to było tylko kłamstwo, na jedną noc stał się facetem, którego zawsze chciał być.


