Wiosna, Lato

24

– Kiedy wrócicie? – padło z ust Michała
– Za 3, może 4 dni – odpowiedziała na to jego matka. Właśnie z ojcem wyjeżdżali w delegację. Ich firma miała jakieś problemy, w związku z czym co chwilę organizowano jakieś spotkania.
– Musimy już jechać. Pa kochani! – pożegnał ich ojciec.
Agnieszka z Michałem odprowadzali wzrokiem samochód, który po chwili zniknął za zakrętem. Michał rozejrzał się szybko wokoło, po czym obrócił się i napotkał wpatrujące się w niego z wyczekiwaniem oczy Agnieszki. Natychmiast pobiegli do domu. Michał szybko trzasnął drzwiami, błyskawicznie przekręcił zamek i zanim zdążył się obrócić Agnieszka wskoczyła do niego i obejmując ciasno nogami gorąco całowała. Odwzajemniając pocałunek i podtrzymując ją rękoma, mocno ściskając pośladki, ruszył do sypialni. Oboje padli na łóżko, spragnieni swoich ciał, ciasno spleceni. Od ciała Agnieszki, z jej najgłębszego wnętrza wylewało się gorąco pożądania, a ona intensywnie całowała swojego kochanka, wręcz wpychała mu język do gardła, a Michał szybko zaczął ściągać jej spodnie…

Albo nie. Pozwólcie, że zacznę wcześniej.
Michał był 17-sto letnim, wysokim brunetem z dobrze zbudowaną, wyćwiczoną sportem sylwetką. Miał szare oczy, a jego spojrzenie można nazwać przenikliwym. Mieszkał razem z rodzicami i starszą o około rok siostrą Agnieszką. Obydwoje chodzili do tego samego liceum – on był w pierwszej klasie, ona w drugiej. Ich rodzice nie byli zbytnio ze sobą związani, ich relacje można by nazwać „oficjalnymi”. Na dodatek rzadko bywali w domu.

*DRYYYŃ* – rozległ się dźwięk budzika. Była już 7, a o tej porze każdego dnia następuje trzęsienie ziemi, wybuch wulkanu i deszcz meteorytów. Bo jak inaczej nazwiesz to, co przytrafia się smacznie śpiącemu człowiekowi którego ktoś nagle, brutalnie wyrwał ze snu? Lecąca jak błyskawica poduszka po chwili przywróciła równowagę światu strącając budzik z biurka. Szybkie ziewnięcie i po chwili Michał już pędził ubrany na dół, by zrobić sobie jakieś kanapki. Po kilku minutach do kuchni weszła jego siostra. Przywitali się, zjedli razem śniadanie a po chwili zawzięcie dyskutowali na jakiś skomplikowany temat w drodze do szkoły. Potem rozeszli się do swoich klas.
I tak dzień w dzień. Niezbyt sporo atrakcji. Michałowi znudziło się nawet rozkochiwanie w sobie dziewczyn.
Widzicie, otóż wynalazł sobie taką zabawę już w gimnazjum. To nie było podrywanie, raczej kokieteria. Oczywiście, taki pomysł nie przyniósł mu chwały, wręcz przeciwnie. Przez pierwsze 6 miesięcy jedyne co jego działania wzbudzały to śmiech i politowanie. Jednak jest pewne powiedzenie – „praktyka czyni mistrza” Po dwóch latach poświęcania każdej wolnej przerwy w szkole doszedł do naprawdę niezłych umiejętności. Wiele ślicznych dziewcząt dało mu się uwieść i doprowadzić do stanu, kiedy to ciągle chcą więcej. W końcu jednak i to mu się znudziło, a wręcz zaczęło męczyć, gdyż co chwila musiał którejś dawać „kosza” Doskwierała mu zatem niezła nuda. Do czasu…

Nadeszło lato. Każdego dnia z nieba lał się żar, a z ludzi pot. Wszyscy zmienili stroje na o-wiele-mniej-krępujące, aż miło było popatrzeć. Wtedy też zdarzyło się coś, co wyrwało Michała od okropnej nudy.
Pewnego dnia szli do szkoły razem, jak zwykle, zawzięcie o czymś dyskutując. Tematów do rozmowy nigdy nie brakowało. Było tak gorąco i parno, że każdy chodził jak pijany. W pewnym momencie weszli sobie nawzajem w drogę i się potknęli. Pierwsza przewróciła się Agnieszka, a na niej wylądował Michał. Leżał na niej przez ułamek sekundy, jednak zdążył poczuć jej zapach, poczuć na sobie nacisk jej ciała i piersi rozpłaszczających się na jego torsie. Poderwał się i opierał się rękami w pozycji „na czworaka”. Wtedy popatrzył jej głęboko w oczy, a ona jemu. Trwali w takim stanie przez kilka sekund, jednak w końcu Michał się otrząsnął i gwałtownie wstał. Pomógł jej wstać i ruszyli dalej. Rozmowa jednak przestała się kleić i jedyne co robił to rzucał z rzadka ukradkowe, nerwowe spojrzenia, czego Agnieszka najwyraźniej nie zauważyła. Później już doszli do szkoły i się rozeszli.
Wtedy do Michała dotarła jedna myśl. A kiedy dotarła – nie dawała mu spokoju. Kończył tego dnia lekcje wcześniej niż Agnieszka, więc szybko ruszył do domu. A kiedy przyszedł, nawet nie miał ochoty jeść, tylko od razu wskoczył na łóżko i zaczął intensywnie rozmyślać o tym, co się zdarzyło. A kiedy o tym myślał, zaczął odczuwać delikatne ukłucie ciepła, które narastało bardzo gwałtownie. Powrócił do myśli, która go „oświeciła”.
– Narzekam na nudę i myślę, że spotykałem się już z najpiękniejszymi dziewczynami. A tymczasem najgorętsza jaką kiedykolwiek poznałem jest tuż obok mnie – powiedział do siebie w myślach.
Wtedy też obudził się jego wiecznie nienasycony demon, demon który gotował krew w jego żyłach, demon który sprawiał, że przestawało się liczyć wszystko inne, a jedyne co czuł to buchające żywym ogniem pożądanie.
Oczywiście, od razu odezwała się jego beznamiętna, konserwatywna, nudna część, która tylko wrzeszczała „Opanuj się! Opanuj! Przecież to twoja siostra!” Jednak każda myśl, która przypominała mu o tym, że to jego siostra dolewała oliwy do ognia. Co tam oliwy, wrzucała beczkę z benzyną! Nie minęła chwila a chłopak cały płonął. Jego przyjaciel jeszcze nigdy nie był tak gotowy. Od razu próbował ugasić ten pożar namiętności, ale nie udawało się. Po 40 minutach zmagań, jego mózg przeładowany emocjami, ogniem i zmęczeniem po prostu się wyłączył.

Michał gwałtownie się zerwał, cały był spocony i rozgrzany jak po przebiegnięciu maratonu. Kiedy zdał sobie sprawę gdzie jest i co się dzieje, uspokoił się i sprawdził godzinę. Była dobra godzina przed porą wstawania. Przetarł rękami twarz i ruszył pod prysznic się schłodzić. Niestety, zimna woda nie pomogła. Praktycznie nie miała efektu, jego żar był wewnętrznym, a tego nie sposób ugasić. Umył się i spojrzał na siebie w lustrze. Zdał sobie sprawę, jak bardzo mu brakowało tego żaru, tej mobilizacji. Wtedy czuł, że żyje. Czuł, że cały świat należy do niego. Utkwił wtedy swoje spojrzenie w lustrze i przysiągł sobie półszeptem.
– Będziesz moją. Będziesz chciała być moją. Będziesz błagała, byś była moją. I upewnię się, że nie będziesz żałowała.

Taką przysięgę można było nazwać dziecinną, niedojrzałą fantazją. Jednak to co miało się wkrótce zacząć dziać, nie było żadną nierealną wizją. Chwilę potem powrócił do pokoju i przemyślał całą sprawę jeszcze raz, by się upewnić. Z zadowoleniem kiwnął głową. Następnie sprawdził godzinę – była 7:10. Usłyszał dźwięki krzątającej się Agnieszki w kuchni. Wtedy na jego twarz wkradł się tajemniczy, ociekający erotyzmem uśmiech. Powoli wstał, otworzył drzwi i wyszedł ze swojego pokoju…

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń opowiadanie:
Wiosna, Lato, 5.0 out of 5 based on 1 rating
Redtube